Klasztorne życie

Niejednokrotnie usłyszałam, że odkąd zaczęłam „poważnie” ćwiczyć stałam się… dziwna. Bo nie chcę pić piwa ani zamówić pizzy przy okazji spotkania ze znajomymi. Ba, za bardzo nie chcę nigdzie wychodzić wieczorem. Tylko zdrowe odżywianie, trening, sen. Mówiąc krótko, klasztorne życie. Może nie aż tak, ale faktycznie wyrzeczeń jest sporo…

W dni robocze wstaję o godz. 6, żeby zrobić na spokojnie omlet owsiany i chwilę się nim podelektować przy filiżance zielonej herbaty (ostatnio zielonej kawy, ale różnicy nie czuję za bardzo). Z pracy wracam ok. 17. Godzinę później jestem już na siłowni, na której spędzam zazwyczaj 3 godziny. Po powrocie kolacja, serial, przegląd blogów, ale to już z laptopem w łóżku. Zasypiam zazwyczaj o godz. 23. Padam ze zmęczenia, mówiąc krótko. Wczesne wstawanie i wyczerpujące treningi dają mi mocno w kość.

W tygodniu, kiedy codziennie mam zaplanowany trening nigdzie nie jestem w stanie wyjść wieczorem. W weekend wygląda to już lepiej, ale wszystko zależy od terminarza meczów. Czasami w sobotę o 10 jestem już w Zabrzu, żeby zobaczyć naszych juniorów. W sezonie niedziela też zajęta… Wyjazd, mecz w Zabrzu.. Seniorzy, rezerwy, juniorzy. To jest dla mnie priorytet.

W ostatnim czasie praktycznie nie wychodziłam nigdzie. Znajomi powoli przestali mnie zapraszać, bo ostatnio zawsze odmawiałam. A jeszcze w styczniu byłam tydzień w tydzień na imprezie w weekend. Ba, jeszcze nie dawno był czas, że wracałam do domu po 9. Rano. Z imprezy, która zaczęła się dzień wcześniej.

Nie powiem, delikatnie brakuje mi nocnego trybu życia. Tych „przygód”. Teraz nie byłabym w stanie jednak już tak funkcjonować. Postawiłam sobie cel i chcę go osiągnąć., a trening na siłowni po nieprzespanej nocy jest straszny. Zresztą cały tydzień też. Potrzebuję minimum 8 godzin snu, żeby normalnie funkcjonować, a i tak zdarza mi się ziewać na siłowni.

Sen jest bardzo ważny. Bo nie wystarczy się ruszać i mniej jeść, aby schudnąć. Niedosypianie powoduje wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za wywołanie uczucia głodu. Gdy brakuje nam snu, rośnie nam poziom greliny, spada leptyny, obniża się też wrażliwość insulinowa. Utrzymanie w ryzach apetytu jest więc bardzo trudne. Niewyspana pochłaniam dwa razy więcej jedzenia, niż normalnie.

Regeneracja jest tak samo ważna, jak trening. Zniszczone w trakcie zajęć włókna mięśniowe potrzebują czasu na odbudowę. Jak na „sportowy” tryb życia i tak za mało jest u mnie odpoczynku. Nie chodzę na basen, sauna wpędza mnie od razu w anginę. Na masaże nie mam funduszy. Jedynie pod prysznicem masuję się szczotką z naturalnego włosia. Muszę jeszcze coś dodać, bo czasami naprawdę czuję się bardzo zmęczona, a wyniki nie są aż takie, jakie bym chciała. Dobrze, że przynajmniej staram się zdrowo odżywiać, bo to też jest jeden z elementów regeneracji.

W minioną sobotę zaszalałam w Katowicach. Jak za starych „dobrych” czasów. W niedzielę miałam jednak wolne. Zaczął mi się bowiem tygodniowy urlop. Początkowo miało być tylko „piwo”, w moim przypadku herbata ze znajomymi z okazji urodzin, ale skończyło się na Mariackiej. Potrzebowałam tego.

Teraz nadrabiam zaległości towarzyskie. Ale mam ten komfort, że nie chodzę do pracy, więc mogę trenować rano. Czas więc na trening, a wieczorem vege-zakupy i vege-uczta ze znajomymi w Gliwicach :)

Reklamy

One thought on “Klasztorne życie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s