Jaglany fit jabłecznik

W mojej diecie węglowodany pochodzą z kilku źródeł. Kasza gryczana, ryż, ziemniaki (tak, jem ziemniaki i ich jedzenie jest wskazane), kasza kus-kus i właśnie… kasza jaglana, bohaterka dzisiejszego postu.

Zanim jeszcze skrupulatnie nie liczyłam składników odżywczych (węglowodanów, białka i tłuszczy) często robiłam sobie deser z kaszy jaglanej gotowanej z jabłkiem z dodatkiem cynamonu, orzechów, migdałów, żurawiny. Pyszne, ale nie może stanowić już dla mnie jednego posiłku. Za dużo węgli, za mało białka i tłuszczy. Używam jej więc czasami, jako dodatek do sałatki z tuńczykiem i awokado, czasami jem do ryby/mięsa i warzyw. Ostatnio robiłam tartę na spodzie z kaszy jaglanej (zobacz tutaj).

Jako, że jestem chora i siedzę w domu, postanowiłam trochę zaszaleć i zrobić sobie jakiś zdrowy deser. Myślałam o cieście marchewkowym, ale ostatecznie pasło na jaglany fit jabłecznik. Kasza jaglana wzmacnia osłabiony organizm, a także ma wiele innych zalet. Jest lekkostrawna, co jest bardzo korzystne dla mojego żołądka.  Zawiera rzadko występującą w produktach spożywczych krzemionkę, mającą leczniczy wpływ na stawy. Zapewnia zdrowy wygląd skóry, włosów i paznokci oraz utrzymuje naczynia krwionośne w dobrym stanie, zapobiegając odkładaniu się w nich cholesterolu. Krzem pełni też funkcję w procesie mineralizacji kości, zapobiega ich odwapnianiu oraz przyspiesza regenerację po urazach. Wpływa także na przemianę materii, ułatwiając odchudzanie.

Kasza jaglana zawiera również dużo witamin z grupy B oraz E, obfituje w lecytynę, która poprawia pamięć i koncentrację oraz korzystnie wpływa na stężenie cholesterolu we krwi, a także składniki mineralne, takie jak: magnez, wapń, fosfor, potas, żelazo. Jest bogata w antyoksydanty, czyli substancje wychwytujące i neutralizujące wolne rodniki. Jest zasadotwórcza, dlatego tak  ważne jest wprowadzenie jej do naszej codziennej zakwaszonej diety, niekorzystnej dla organizmu. Kasza jaglana nie zawiera glutenu.

Składniki odżywcze:
Białko w 100 g:    10,50 g
Węglowodany w 100 g:    68,40 g
Tłuszcz w 100 g:    2,90 g

Czytaj dalej

Wyprostuj się!

Ostatnio czułam się na siłowni świetnie. Forma była coraz lepsza, ćwiczenia sprawiały mi coraz mniej bólu. Nawet na crossficie tak nie umierałam, jak wcześniej. Niestety, w poniedziałek rano wstałam z… anginą. Tydzień na antybiotykach, więc tydzień bez siłowni. Nie powiem, jestem strasznie zła. Nie lubię, gdy coś burzy mój plan. W sobotę skończyłam bowiem trzeci tydzień sześciotygodniowego planu i byłam bardzo zadowolona z efektów. A wiadomo, jak się wraca do treningów… Nie zacznę z najwyższego pułapu, tylko znowu powoli, powoli… No cóż, na chorobę niestety nie mam wpływu. Pozostaje mi więc odpoczywać. Choć chorowanie jest bardziej męczące od najgorszego treningu :)

Żeby chociaż pomyśleć o siłowni, zaprezentuję Wam mój obecny plan. Nastawiony jest przede wszystkim na korekcję. Garbię się, mam wklęsłe plecy i źle ustawioną miednicę. Czas więc najwyższy na skorygowanie tych wad. Wiadomo, to wymaga sporo czasu, ale widzę już pewne efekty. Szczególnie, jeśli chodzi o plecy. Staram się prostować i ściągać łopatki. To już odruchowe. Czasami tylko się śmieję, że przez to wyglądam, jakbym połknęła kij, a inni mogą myśleć, że jestem wyniosła. Na pewno dodaje to jednak pewności siebie :)

Co do planu. Muszę przyznać, że mocno daje mi w kość. Dwa dni treningu siłowego poświęcam na nogi, dwa na górne partie. Pozostałe dwa dni to crossfit. Albo jeden, jeśli naprawdę jestem zmęczona i niewyspana. W poprzednim planie miałam jedno ćwiczenie na nogi łączone z ćwiczeniem na górne partie. To było mniej wyczerpujące, bo wysiłek rozkładał się na całe ciało. Teraz jednego dnia zajeżdżam się całkowicie, ćwicząc jedną partię.

Czytaj dalej

Cheat, jak nie cheat

Czasami sobie myślę, że odnalazłabym się w roli kury domowej, która czeka z obiadkami na wracającego z pracy męża. Oczywiście w czystym, wysprzątanym domu. Dzieci na tym obrazku jeszcze nie widzę, ale może i do nich kiedyś dorosnę. Na razie po moim wymarzonym mieszkaniu biega pies.

W każdym razie, na żadne gotowanie dla męża nie zapowiada się w najbliższych latach, więc czasami, jak czas pozwala lubię zrobić coś nowego dla siebie. Nowego, bo moja codzienna dieta jest raczej monotonna. Wszystko mi jednak smakuje, więc nie narzekam.

Gdybym nie musiała chodzić do pracy na pewno większość czasu przesiedziałabym w kuchni. Lubię gotować. Niekoniecznie dla siebie. Piekłabym ciasta, chleby, robiła przetwory na zimę. A co :) Dobrze byście się ze mną mieli :D Niestety, na razie nie ma takiej opcji.

W ostatni czwartek zrobiłam sobie wolne od siłowni, więc wieczór poświęciłam na zrobienie tarty ze szpinakiem, która „chodziła” za mną od dłuższego czasu. Wcześniej, kiedy to jeszcze nie liczyłam tak skrupulatnie makroskładników w mojej diecie często jadłam tartą warzywną z dużą ilością żółtego sera. Później kombinowałam z ciastem, a dokładnie zamiast mąki pszennej używałam wieloziarnistej. Przyszedł jednak czas na wersję jeszcze bardziej zdrową. I chyba najsmaczniejszą z wszystkich. Najlepszy był odgrzany na drugi dzień kawałek. Mogłabym jeść codziennie…

Czytaj dalej

Nie umiem sobie odpuścić…

Niedziela – trening siłowy, ostatni z poprzedniego tygodnia plus bieganie 30 minut. Poniedziałek – pierwszy trening siłowy + sprinty, wtorek – crossfit plus 30 min rower, środa – drugi trening siłowy + bieganie 30 minut, czwartek – crossfit plus rower 30 minut plus rolletic 30 minut, piątek – trzeci trening siłowy plus sprinty, sobota – czwarty trening siłowy plus bieganie 30 minut. W niedzielę miałam mecz, więc wiadomo non stop w ruchu…

Czytaj dalej