Nie umiem sobie odpuścić…

Niedziela – trening siłowy, ostatni z poprzedniego tygodnia plus bieganie 30 minut. Poniedziałek – pierwszy trening siłowy + sprinty, wtorek – crossfit plus 30 min rower, środa – drugi trening siłowy + bieganie 30 minut, czwartek – crossfit plus rower 30 minut plus rolletic 30 minut, piątek – trzeci trening siłowy plus sprinty, sobota – czwarty trening siłowy plus bieganie 30 minut. W niedzielę miałam mecz, więc wiadomo non stop w ruchu…

Plan sprzed paru tygodni wypełniony w 100 procentach, ale… No właśnie, jedno „ale”. Codziennie wstaję o godz. 6. Kładę ok. 23:30. A ja nie byłam w stanie zasnąć. Albo budziłam się dosłownie co godzinę. Po crossfit’ach nie mogłam z kolei przewrócić się z bólu na drugi bok. Dodatkowo poszłam w czwartek na rolletic, wymasowałam się „na największych obrotach” i w piątek nawet siadanie sprawiało mi ból. Zamiast sobie polepszyć, tylko pogorszyłam sytuację.

Czułam się spełniona, zadowolona, że dałam radę, że na crossficie wyglądałam naprawdę dobrze. Jadłam w miarę „planowo”, więc i efekty były zauważalne. Niestety, o ile mentalnie czułam się wygrana, o tyle zbuntował się właśnie mój organizm. Poczytałam trochę i okazało się, że problemy z zasypianiem to oznaka przetrenowania…

Pomógł wolny dzień od treningu i wypad do Aquadromu. Basen, jacuzzi, sauna sucha i parowa. Regeneracja, do której niestety przywiązywałam bardzo małą uwagę. Jasne, chętnie pochodziłabym na basen i saunę co tydzień, na profesjonalny masaż powysiłkowy i pospała dłużej. Niestety, po pierwsze brak mi na to czasu, a druga i podstawowa sprawa to koszty. Nie mam karty Benefit, ani OK System, czy innej… Pozostają więc kąpiele w wannie i naprzemienne ciepłe/zimne natryski. Pospałabym też z chęcią dłużej, ale na to też nie ma czasu, nawet w weekendy.

Najgorsze jest jednak to, że nie umiem sobie odpuścić. Mam plan na 6 dni treningowych w tygodniu i robię wszystko, żeby go zrealizować. Od ostatniego poniedziałku wdrożyłam nowy. Po pierwszym legs day pachwiny bolą do dzisiaj. Wtorek i czwartek – crossfit. Środa – ręce i klatka. Oczywiście sprinty lub bieganie na bieżni na najwyższym wzniosie. Dzisiaj w planie kolejny legs day. Splity, przysiady, ćwiczenia na pośladki, wykroki. Od patrzenia w zeszyt jestem już zmęczona, a i tak ledwo chodzę. Przesunęłam więc niedzielny „wolny dzień” na dzisiaj. Muszę. Sumienie gryzie, bo mam wrażenie, że stracę to, co już osiągnęłam. Że znowu będę gruba (to absurdalne, ale człowiek tak myśli). Ale z drugiej wiem, że regeneracja jest konieczna. Poszłabym dziś na trening i umarła. To nie ma sensu. Znowu najważniejsza jest głowa. Tak, jak w treningu, tak i w dzień wolny…

Ale jutro z rana idę! I w niedzielę też. Plan trzeba zrealizować. To znaczy chcę! Dzisiaj zakupy, leżenie w wannie, body wrapping i rolowanie mięśni :)

Reklamy

One thought on “Nie umiem sobie odpuścić…

  1. Pingback: Tym razem się uda! | JOANNA HAŚNIK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s