Co z tą soją?

Przez wiele lat nie jadłam mięsa. Ewentualnie kotlet drobiowy dla świętego spokoju w domu. Ale to tylko od czasu do czasu. Nie, nie byłam wegetarianką. Jadłam bowiem zupy na rosole z kości. Po prostu nie lubiłam mięsa. Pamiętam, jak siostra kupiła mi kiedyś w zamian kotlety sojowe. Dało się je zjeść, ale specjalnie mi nie smakowały. Nie kupiłam ich więcej.

Soją bardziej zainteresowałam się, kiedy zaczęłam trenować na siłowni. Parę lat temu, czytając artykułu o „zdrowym odżywianiu”, czy różnych cudownych dietach wiele razy natknęłam się na zachwyty nad produktami sojowymi. Szczególnie nad tofu, które dodawałam do sałatek i mlekiem sojowym, z którego robiłam koktajle z truskawkami i dodawałam do kawy. Wydawało się mi się wówczas , że jestem fit.

Dopiero, gdy mój trener zobaczył w jadłospisie mleko sojowe i stwierdził, że kategorycznie nie powinnam go pić, poczytałam więcej o produktach sojowych na angielskich stronach. Już więcej nie sięgnęłam po nic, co zawiera w swoim składzie soję. W niewielkich ilościach na pewno nam nie zaszkodzi. Badania są jednak dość zróżnicowane i pewnie to, w jakim świetle jest przedstawiana zależy głównie od ich zleceniodawcy i interesu, jaki w nich ma. Wolę jednak nie ryzykować, tym bardziej, że soja nie jest mi niezbędna.

Z gleby na talerze

Soja warzywna to pospolita roślina z rodziny strączkowych uprawiana w Azji od kilku tysięcy lat, najpierw jako nawóz dla gleby, a po wynalezieniu metody fermentacji w celach spożywczych. W XVIII wieku została sprowadzona do Europy, skąd trafiła następnie do obu Ameryk. Nasiona soi początkowo były surowcem do wytwarzania pasz, dopiero od 1900 zaczęto produkować z nich pożywienie dla człowieka.

Na bazie nasion soi powstaje m.in. olej sojowy, mączka sojowa, kasza sojowa, mleko sojowe, czy tofu. W przemyśle soja służy dodatkowo do produkcji farb, mydła i smarów.

Soja promowana jest przede wszystkim przez wegetarian, ze względu na zawartość białka, które ich zdaniem jest dobrą alternatywą dla tego pochodzenia zwierzęcego. Zawiera bowiem ok. 35-40 procent białka. Jest bogata w aminokwasy rozgałęzione, jak lizyna i arginina, ale zawiera mniej metioniny i cysteiny, aniżeli białko zwierzęce. Osoby cierpiące na nietolerancję laktozy często zastępują nabiał i produkty mlecze właśnie soją, która nie zawiera tego alergenu.

Niezdrowa „zdrowa żywność”
W internecie można znaleźć mnóstwo artykułów zachwalających soję i jej właściwości prozdrowotne. Roślina ta zalecana jest głównie kobietom w okresie menopauzy, a także osobom z podwyższoną ilością złego cholesterolu (LDL), jako substancja go obniżająca, a podwyższająca ten zdrowy (HDL). Oczywiście, wszystko jest potwierdzone naukowymi badaniami. Często podkreśla się też, że hamuje ryzyko wystąpienia chorób serca.

Osobiście bardziej trafiają do mnie wszystkie argumenty, które przedstawiają negatywne dla zdrowia skutki spożywania soi. Jako pierwsza napisała o nich szczegółowo amerykańska badaczka Kaayla Daniel w książce pt.” The whole soy story. The Dark Side of America’s Favorite Health Food”, która ukazała się na początku XXI wieku. Za tą pozycją posypały się kolejne artykuły i badania, które wskazują na występowanie substancji szkodliwych dla zdrowia w produktach sojowych.

Oto kilka wniosków, które można wysnuć na podstawie tych artykułów:

1. Obecnie w trakcie uprawy soja zostaje poddawana genetycznej modyfikacji (91 % soi sprzedawanej na rynku jest GMO), przez co staje się toksyczna dla organizmu. Jej uprawy są spryskiwane pestycydami, zwalczającymi szkodniki. Przetwarzanie soi powoduje również wydzielanie się nitrozoaminy oraz glutaminianu sodu (nie jest klasyfikowany jako szkodliwy, ale są badania, które mówią, że przyczynia się do otyłości). Wszystko to może spowodować uszkodzenie nerek, układu nerwowego i zwiększyć ryzyko zachorowania na raka.

2. Soja zawiera związki, które mogą doprowadzić do niedoczynności oraz raka tarczycy. Hamują one bowiem wydzielanie peroksydazy tarczycowej – enzymu, który jest niezbędny w syntezie hormonów tarczycy oraz zakłócają wchłanianie jodu. Powoduje to m.in. otyłość, nietolerancję zimna, niskie ciśnienie krwi i zmęczenie.

3. Soja zawiera związki przeciwutleniające (kwas fitynowy i kwas szczawiowy), które hamują wchłanianie wapnia, magnezu, żelaza, manganu i cynku. Podawanie dziecku produktów sojowych może spowodować problemy z jego rozwojem, a u dorosłych doprowadzić do anemii, czy osteoporozy. Niestety, ani moczenie, ani gotowanie nie powoduje zmniejszenie ilości tych kwasów w soi.

4. Soja powoduje zaburzenia koncentracji. U dzieci może prowadzić do choroby ADD. Dziecko z ADD nie potrafi skupić się na jednym zadaniu, rozprasza się pod wpływem bodźców z otoczenia takich, jak hałas na ulicy, czy głosy w drugim pokoju. Nie kończy żadnego z rozpoczętych zadań. Zapomina wiele rzeczy, często coś gubi. Ma problemy z nauką.  Spowodowane to jest 80 razy większą ilością manganu w mleku sojowym, aniżeli w mleku matki. To dawka toksyczna, która powoduje uszkodzenie układu nerwowego.

5. Soja obciąża również układ krążenia. Zawarta w niej hemaglutanina (rodzaj białka) powoduje zlepianie się erytrocytów i tym samym upośledza przepływ krwi.

6. Soja jest reklamowana jako dobre źródło białka, ponieważ jako nieliczna z roślin strączkowych zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy. Rzadko mówi się jednak, że równocześnie zawiera inhibitory (związki chemiczne), które wpływają na trawienie białka oraz funkcje trzustki. Hamują bowiem działanie trypsyny (enzym trawienny), która jest odpowiedzialna za rozpad białek. Białko, które nie zostało wchłonięte utrzymuje się w jelitach prowadząc do wielu zaburzeń żołądkowo-jelitowych. Gdy ten stan się utrzymuje, pogarsza się również działanie trzustki, co może doprowadzić nawet do raka.

7. Soja negatywnie wpływa na układ hormonalny. Zawiera bowiem fitoestrogeny (izoflawony), czyli roślinne estrogeny, które zachowują się jak naturalne hormony w naszym ciele i wpływają na układ endokrynologiczny. U kobiet przyczyniają się do zwiększenia poziomu testosteronu, bezpłodności, zachorowania na raka piersi, a u mężczyzn hamują przemianę androgenów w estrogeny, tym samym powodują obniżenie ilości testosteronu, zaburzenia seksualne, czy też zmniejszenie owłosienia. Powiększenie gruczołu sutkowego u mężczyzn również może być tym spowodowane. Soja nie powinna być również podawana noworodkom w postaci mleka sojowego. Może bowiem spowodować nieodwracalne uszkodzenia późniejszym rozwoju dziecka (np. opóźnić lub całkowicie zahamować dojrzewanie płciowe u chłopców (brak mutacji itd.) lub przyspieszyć je u dziewcząt i tym samym wpłynąć na trudności w zajściu w ciążę w późniejszych latach).

8. Soja zwiększa zapotrzebowanie na witaminy D, E, K i B12.

9. Soja jest bogata w oligosacharydy – węglowodany, z których trawieniem wiele organizmów nie radzi sobie najlepiej,  powodując dyskomfort żołądka i wzdęcia.

Nie ryzykuję
Wiadomo, że niewielkie ilości produktów sojowych spożywane od czasu do czasu nie wywołają od razu groźnych chorób. Szkodliwe wydaje się ich nadmierne spożywanie. W praktycznie każdym artykule dozwolone ilości były jednak różne. Ogólnie w przypadku soi jest wiele nieścisłości i niejednoznacznych sądów.

Przytoczone wyżej zagrożenia wynikające ze spożywania soi są jednak dla mnie wystarczającym powodem, aby zrezygnować całkowicie z jej spożywania. Zachęcam jednocześnie do jej wyeliminowanie lub przynajmniej ograniczenia. Dla wielu osób może to być jednak spore wyzwanie, gdyż soja znajduje się w większości produktów spożywczych takich, jak lody, makarony, chleb, margaryna, hamburgery i inne fas-foody, a nawet w oleju roślinnym w roli spulchniaczy, zagęszczaczy, czy emulgatorów. Osobiście nie jem nic z tych rzeczy, ale zwracam uwagę na skład wszystkiego, co i od razu odrzucam z powrotem na półkę, gdy w składzie widzę olej sojowy.

Nie przekonują mnie stwierdzenia, że Azjaci, którzy spożywają dużo soi żyją długo i szczęśliwie. Nawet jeśli, to ich produkty sojowe raczej są naturalne i pozbawione wszelkich szkodliwych substancji, jak te pochodzące z Ameryki. Stanowią też raczej dodatek do dań. Zdecydowanie wolę więc, by z soi powstawało biopaliwo do samochodów. Jak będzie tak tanie, jak soja, to będę je kupować. Może do tego czasu będę miała samochód. Albo kierowcę :)

A jakie jest Wasze zdanie na temat soi?


Foto: http://www.strenghtsensei.com

Advertisements

15 thoughts on “Co z tą soją?

  1. Pingback: Białko w diecie aktywnej kobiety | JOANNA HAŚNIK

  2. „Obecnie w trakcie uprawy soja zostaje poddawana genetycznej modyfikacji (91% soi sprzedawanej na rynku jest GMO), przez co staje się toksyczna dla organizmu.”
    Nie ma chyba na świecie upraw na skale masową, które nie opierałyby się na gatunku rośliny niemodyfikowanej genetycznie. Nawet poczciwa pszenica jest w nikłym procencie tą samą rośliną, którą zjadali nasi dziadkowie. Dzisiaj ma geny odporności z jakiejś ośmiornicy – czy szkodzą one człowiekowi? Zobaczymy ;) Inny przykład z pszenicą to podwyższona za sprawą manipulacji genetycznych zawartość glutenu, z którą organizmy coraz większej ilości osób sobie nie radzą. IMHO, bardziej niż na GMO szkodzą pestycydy i JAKOŚĆ GLEB (np. metale ciężkie wciągane w każdej ilości przez warzywa liściowe).

    • Warto jednak zauważyć, iż na wielu polach uprawnych m.in. na terenach Ameryki Południowej zauważono, iż soja modyfikowana genetycznie musi być spryskiwana zdecydowanie większą ilością pestycydów (m.in znany większości Roundup). Tym samym o ile sama modyfikacja genetyczna raczej nie jest szkodliwa ( z resztą nigdy tego nie udowodniono) to już konieczność częstszego opryskiwania tych roślin jest już jak najbardziej szkodliwa i to udowodnione zostało. Temat GMO jest jednak tak obszerny i manipulowany zarówno przez zwolenników jak i przeciwników, że nie wiem kim trzeba byłoby być, żeby logicznie podejść do problemu.

  3. Pingback: Uwolnić się od toksyn | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: To co Ty jesz? | JOANNA HAŚNIK

  5. Pingback: Dlaczego warto jeść warzywa? | JOANNA HAŚNIK

  6. Pingback: Jak ułożyć sobie dietę na redukcji? | JOANNA HAŚNIK

  7. Pingback: Aby schudnąć, trzeba jeść! | JOANNA HAŚNIK

  8. Pingback: Podkręć metabolizm! | JOANNA HAŚNIK

  9. 1. GMO ? Wystarczy uzywac organicznego mleka sojowego. Chemia? Na Pewno wiecej jej w nabiale i miesie :)
    2. Moj endokrynolog tego nie potrwierdza :P
    3. Te same substancje blokujace i ograniczajace wchlanianie sie mikoelementow zawieraja takze orzechy, nasiona. Powolujac sie na badania „Zachodu”, nie mozna ich konfrontowac z zyciem na Dalekim Wschodzie. W koncu osteoporoza, rak i choroby tarczycy kroluja na listach zachodniego stylu zycia… Pomimo ogromnego lobby prod. mleka, nabialu i przemyslu miesnego.
    4. to dla mnie nowy osad. Ale slodycze powoduje tez ADHD. Niemniej bialko mleka krowiego jest zdecydowanie bardziej niebezpieczne dla dzieci (system immunologiczny, alergie).
    6. Soja jest dobrym zdrodlem bialka, ale nie jedynym roslinnym. Poza tym nie trzeba wcale spozywac wszystkich 8 aminokwasow naraz w jednym posilku.
    7. Nieudowodniono jednoznacznie ze pomimo podobnej budowy fitoestrogeny powoduja takie same dzialanie jak estrogeny? Zabawne ze w miesie tez sa hormony, a nikt sie nie zastanawia czy spozyl mieso od osobnika zenskiego czy meskiego (estrogen vs testosteron).
    8. To tak samo jak mleko :) choc z checiabym poznal zdrodlo tego badania.
    9. Wzdecia sa rozne u kazdego z nas. Na szczescie uklad pokarmowy i jego flora najczesciej przystosowuje sie do naszej diety i te znikaja.

    Przepraszam za dlugo wpis. Nie jestem zagorzalym fanem soji. Niemniej trzeba patrzec na to wszystko z dystansem. Badania sa redukcjonistyczne i przypominaja czesto odczytywanie wynikow wg klucza. Polecam lekture dr. Cambella albo Fuhrmanna.

    Dzis nie mamy problemow z makroskladnikami w diecie, a z mikroskladnikami. Nawet normy ich spozycia dziennego wytyczaja minimum spozycia, nie max., a i z tym mamy ogromne problemy.

    Pozdrawiam i powodzenia w dalszych sukcesach!

    • Dziękuję za poświęcony czas.
      Tak, jak napisałam można znaleźć dużo argumentów za, jak i przeciw. Zależy, czy ktoś chce sprzedać produkty sojowe, czy ma jakiś interes w ich dyskredytacji. Trudno więc jednoznacznie je ocenić. Dlatego też, podobnie jak to ma w przypadku mleka, produktów mlecznych itd. najważniejszy jest umiar i obserwacja reakcji własnego organizmu….
      P.s. Polecasz jakiegoś endokrynologa? Bo szukam właśnie dobrego. Na środę jestem z jednym umówiona, opinie ma dobre, więc zobaczymy…
      Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s