Mariusz Przybylski: Nie mogę patrzeć na kule

Najgorszym treningiem dla zawodnika jest… jego brak spowodowany kontuzją. Wie o tym doskonale Mariusz Przybylski, pomocnik Górnika Zabrze, który od prawie roku jest wyłączony z gry z powodu urazu stawu skokowego. Już raz miał się znaleźć na boisku w meczu rezerw, ale uraz się odnowił. Potrzebna była więc kolejna operacja. Mimo to, popularny „Przybyś” nie traci nadziei. – Jeszcze mam coś do zrobienia i udowodnienia sobie – mówi i tym samym przekonuje mnie, że nigdy nie można się poddawać, za co serdecznie mu dziękuję, jednocześnie życząc, by jak najszybciej wrócił do gry.

Rok przerwy

IMG_7883

Parę dni temu obchodziłeś 33. urodziny. Czego przede wszystkim Ci życzono? Zdrowia?
– Dokładnie tak. Ale w ostatnich 12 miesiącach już tyle razy nasłuchałem się podobnych życzeń, że po prostu muszą się spełnić. Nie ma innej opcji.

No tak, wkrótce minie rok, odkąd doznałeś kontuzji.
– Dokładnie 28 stycznia. Mam jednak tę sytuację przed oczami tak, jakby to było wczoraj. W trakcie jednego z treningów na zgrupowaniu w Turcji zderzyłem się z Borisem Pandżą i tak nieszczęśliwie upadłem, że doznałem urazu stawu skokowego w prawej nodze. Nie mamy teraz już ze sobą kontaktu, ale też nigdy nie miałem do niego jakichkolwiek pretensji. To mogło się przecież wydarzyć w pojedynku z każdym innym zawodnikiem.

Nie myślałeś pewnie, że przerwa potrwa tak długo.
– Kontuzje są wpisane w sport. Stwierdziłem więc, że tak musiało po prostu być i liczyłem, że za parę tygodni wrócę do treningów i na boiska Ekstraklasy. Poza tym nigdy wcześniej nie miałem tak długiej przerwy w grze. Lekarze długo próbowali postawić mnie na nogi bez operacji, bo wydawało się, że to tylko przeciążenie. Ból jednak nie ustępował, konieczna więc była się operacja rekonstrukcji więzozrostu piszczelowo-strzałkowego. Szkoda tylko, że położyłem się na stół dopiero w końcu kwietnia i straciłem przez to dodatkowe parę miesięcy. Teraz jesteśmy mądrzejsi.

IMG_7289

Po operacji wyglądało na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Pamiętam dokładnie, jak się cieszyłeś, gdy rozpocząłeś indywidualne treningi, gdy zacząłeś truchtać, gdy wchodziłeś na większe obciążenia.
– W końcu czerwca zdjęto mi szwy z operowanej kostki i mogłem rozpocząć rehabilitację. Miesiąc później zacząłem biegać, powoli wchodziłem w trening z piłką. Dokładnie 26 sierpnia, a więc po 7 miesiącach przerwy wziąłem udział w pierwszy treningu z zespołem. Faktycznie, czułem jeszcze delikatny ból, szczególnie w trakcie ćwiczeń z piłką, ale zdawałem sobie sprawę, że potrzeba czasu, aby dojść do pełnej sprawności.

Byłeś nawet przymierzany już do gry w meczu rezerw.
– Najpierw miałem zagrać w meczu drugiego zespołu z Grunwaldem Ruda Śląska. Później przesunięto mój powrót na następną kolejkę, na mecz z Małąpanwią Ozimek. Niestety, los chciał inaczej.

Co się stało?
– Doszło do przeciążenia stawu skokowego i nadwyrężenia torebki stawowej, w której zebrał się płyn i pojawiła się opuchlizna. Na początku zostałem poddany zachowawczym zabiegom, ale ostatecznie doktor Krzysztof Ficek, u którego od początku się leczyłem zdecydował, że konieczna będzie druga operacja, w trakcie której rekonstrukcji poddane zostały więzadła ATFL i CTFL. Z perspektywy czasu może już za pierwszym razem mogłem mieć zrobiony ten zabieg, który polegał na połączeniu zerwanych wiązań specjalną śrubą. Chociaż, nie ma co gdybać.

Nie obyło się jednak bez komplikacji.
– Rehabilitacja wydłużyła się. Dopadł mnie tzw. zespół Sudecka, który był wynikiem zbyt długiego usztywnienia kostki. Na kostce pojawił się obrzęk.

Jak teraz wygląda sytuacja?
– W miniony piątek byłem na wizycie kontrolnej u doktora Ficka. Dostałem kolejny zastrzyk z kwasu hialuronowego. Jako, że zespół jest na zgrupowaniu w Turcji, od poniedziałku będę rehabilitował się w Centrum Fizjoterapii „Fizjofit” w Gliwicach pod okiem Michała Klicha. Wcześniej pracowałem indywidualnie z Bartkiem Spałkiem. Na razie na zajęciach będę głównie wzmacniał kostkę, pracował nad motoryką i siłą. W przyszłym tygodniu powinienem zacząć biegać. Może uda się wznowić treningi z zespołem, gdy ten wróci do Zabrza. Przynajmniej chciałbym.

Brak apetytu

IMG_8404

Problemów z wagą na pewno jednak nie masz. Wyglądasz dokładnie tak samo, jak w okresie, gdy regularnie grałeś.
– To fakt. Waga stoi w miejscu, więc nie mam czego zrzucać mimo, że za wiele nie trenowałem w ostatnim roku. Muszę jednak przyznać, że gdy nie gram, to praktycznie w ogóle nie mam apetytu. Co innego, gdy daję z siebie wszystko na boisku. Mam więc nadzieje, że wkrótce wrócę na boisko. Wtedy apetyt też się pojawi.

Nasiedziałeś się jednak w domu.
– Po pierwszej operacji byłem unieruchomiony na 7 tygodni. Po drugiej – przez ponad 2 miesiące. Wtedy nie mogłem robić praktycznie nic. Kuśtykałem o kulach, na które szczerze mówiąc nie mogę już patrzeć.

Był czas, że miałeś już wszystkiego dość?
– Po pierwszym zabiegu byłem optymistą. Zdecydowanie gorzej czułem się po drugiej operacji. Piłka to moje życie, tymczasem to wszystko się przedłużało, pojawiły się komplikacje, kostka ciągle bolała i nie wiedziałem, kiedy wrócę na treningu, do gry. Nie, nie było mowy o depresji, po prostu miałem gorszą chwilę, ale już jest dobrze.

IMG_2012

Co w takim razie podnosiło Cię na duchu? Co było Twoją motywacją?
– Powrót na boisko. Mam przed sobą jeszcze parę lat grania. Mam coś do udowodnienia sobie i innym. Poza tym przyglądałem się, jak Mariusz Magiera wraca po długiej przerwie spowodowanej kontuzją do gry i wierzyłem, że i na mnie przyjdzie czas. Muszę tylko cierpliwie poczekać.

Rodzina nie mówiła, że może czas pomyśleć o jakimś planie B?
– Wiadomo, kiedy oglądali moją spuchniętą kostkę byli przerażeni. Czasami więc wolałem w ogóle unikać rozmów z nimi na temat kontuzji. Nie mówili jednak, żebym dał sobie spokój. Mogłem liczyć i nadal mogę na ich wsparcie.

Jak wykorzystałeś wolny czas, którego w szczególności po operacjach Ci nie brakowało?
– Na pewno najbardziej zadowolona była moja córka i żona, dla których miałem więcej czasu, choć pewnie wolałyby, abym realizował się na boisku. W nic nowego się nie zaangażowałem. Czekałem tylko, aż będę mógł rozpocząć rehabilitację, która codziennie zajmuje sporo czasu.

Wracałeś wspomnieniami do swoich dawnych meczów? Oglądałeś na przykład bramkę na Wiśle?
– Nie, nie grzebię w trupach. Liczy się to, co przede mną.

Zagrać w reprezentacji

IMG_7010

Mieszkasz w Częstochowie. Nie straciłeś kontaktu z szatnią?
– Tak, ale byłem na bieżąco z tym, co się dzieje w klubie. Nawet chodząc o kulach, przyjeżdżałem na mecze do Zabrza, żeby być w szatni, z chłopakami, czuć tą atmosferę. Chciałem pojechać wiosną na mecz do Krakowa z Wisłą, ale ostatecznie nie zdecydowałem się. Trudno chodzi się o kulach, więc mecze wyjazdowe oglądałem w telewizji. Wiadomo, często widywałem się z Mateuszem Zacharą, który również mieszkał w Częstochowie. Z pozostałymi chłopakami również byłem w stałym kontakcie. Bartek Spałek dzwonił do mnie bardzo często i pytał, jak się czuję. Nie zapomniano o mnie.

Braku występu, w którym meczu żałowałeś najbardziej?
– Wiadomo, ostatnich Wielkich Derbów Śląska w Chorzowie, które wysoko wygraliśmy. To są takie mecze, które wspomina się latami. Naprawdę żałowałem, że nie ma mnie na boisku.

A gry w reprezentacji? Z tego co pamiętam to trener Nawałka mocno zastanawiał się, czy nie powołać Cię na styczniowe zgrupowanie w Abu Dhabi w ubiegłym roku?
– Było coś na rzeczy. Ostatecznie pojechał Mateusz Zachara i Paweł Olkowski, a ja zostałem w Zabrzu.

IMG_8244

Zagrać w takim meczu, jak z Niemcami, to marzenie każdego zawodnika.
– Dokładnie. Ale jak w ubiegłym roku oglądałem mecze kadry, to wydawało mi się, że to Górnik gra. Milik, Mączyński, Olkowski…

Tylko Ciebie brakowało.
– Wszystko przede mną. Najważniejsze to wrócić teraz na boisko i żeby zdrowie dopisywało.

Kibice bardzo czekają na Twój powrót. Kiedyś mówiono o Tobie „najbardziej niedoceniany”, a teraz oczekiwania są naprawdę duże.
– Na pewno czuję to, że wiele osób liczy na mój powrót i zastanawiam się, jak to będzie wyglądało. Noga nigdy nie będzie już przecież tak sprawna, jak kiedyś. Poza tym, czy znajdzie się dla mnie miejsce na boisku?

Przed kontuzją grałeś, jako ofensywny pomocnik.
– Tak, ale to nie jest raczej moja pozycja. Męczyłem się. W tym ustawieniu, jakim teraz gra Górnik widzę się, jako defensywny pomocnik. Ale konkurencja jest i to w formie. Najważniejsze jednak, żeby w ogóle grać. Mam kontrakt do czerwca przyszłego roku i chcę wykorzystać ten czas na 100 procent.


Zdjęcia mojego autorstwa pochodzą ze zgrupowania Górnika Zabrze w słoweńskim Radenci latem 2013 roku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s