Lek na całe zło!

Pij mleko – będziesz wielki? Nie, ten mit już obaliłam tutaj. Pij kawę? Też nie polecam, o czym pisałam tutaj. Alkohol? Argumenty przeciw znajdziesz tutaj. Co więc pić? Rosół!

Z konieczności

Jako dziecko nie mogłam pić mleka. Miałam skazę białkową. Moja mama karmiła mnie więc zupkami. Tymi samymi, które gotowała dla taty, 17-lat starszego brata i starszych o 13 i 10 lat sióstr. Z tą różnicą, że przecedzała je przez sitko razem z mięsem i warzywami (nie było wtedy blendera), w konsekwencji czego powstawała gęsta papka. Teraz dzieci jedzą obiadki ze słoiczków Gerbera. Ja miałam domowe zupki…

Zupa musi być
Odkąd pamiętam w moim domu rodzinnym obiad składał się z zupy i drugiego dania.  Najczęściej w niedzielę był rosół z ryżem lub makaronem, czasem nawet robionym własnoręcznie i suszonym na kaloryferze. Od czasu do czasu na stole pojawiał rosół z „ajnlaufem”, czyli lanymi kluskami. W tygodniu zazwyczaj była pomidorowa, warzywna z kalafioru, pietruszki, marchewki i groszku lub tylko ze startej na grubych oczkach marchewki. Mama robiła też czasem barszcz z uszkami lub krokietem, kapuśniak, krupnik, pieczarkową z makaronem lub ogórkową. Nie mogło oczywiście zabraknąć żuru z wkrojonym jajkiem i kiełbasą. Czasem jadłam też prawdziwie śląską wodzionkę robioną przez tatę, czyli zupę z chleba z duża ilością czosnku i tłuszczu. Jak mama chciała zrobić coś na szybko, to na stole pojawiała się zupa mleczna z makaronem lub ryżem. Nigdy nie szła jednak na łatwiznę. Nie kupowała gotowych zup z paczki. Nie jedliśmy chińskich zupek, zupek w proszku, ani rosołu z kostki. Przez cały rok czekało się z kolei na bożonarodzeniową zupę rybną z głów od karpi z grzankami. Tata robił natomiast siemieniotkę z nasion konopi.

Albo i nie…
Odkąd w ubiegłym roku porządnie wzięłam się ostro za to, co jem, przestałam jednak jeść zupy. Skrupulatnie liczyłam makroskładniki, a jak tu ustalić ilość białka, tłuszczy i węgli z rosołu? Mieszkam dalej z rodzicami, więc oczywiście moja decyzja wywołała wielkie oburzenie. Mama nie odzywała się do mnie przez tydzień. O ile zazwyczaj akceptuje moje zmiany żywieniowe, to w tym wypadku „wojna domowa” trwała trochę dłużej. Mama nie pracuje, więc codzienne gotowanie zupy było dla niej tradycją. Stałym punktem w planie dnia. Tata, też emeryt, sam sobie gotuje, bo preferuje całkiem coś innego, niż my z mamą, a poza tym ma dzięki temu jakieś zajęcie.

zupa3
Zupa z karpich głów. Pyszna. W ubiegłym roku musiałam jedynie zrezygnować z maślanek grzanek, które tradycyjnie się do niej podaje.

Z podkulonym ogonem
Z perspektywy czasu żałuję jednak, że postanowiłam przestać jeść zupy. Powinnam jedynie zrezygnować z makaronu, czy ryżu, a same w sobie dalej jeść. Wychodzi bowiem na to, że jednym z naturalnych lekarstw, które mogą mi pomóc w walce z moimi niedawno wykrytymi chorobami jest rosół. Tak, domowy rosół na kościach z warzywami. Przeprosiłam więc mamę, podziękowałam, że przez lata wmuszała we mnie te zupy (tylko nie za makaron i ryż!) i poprosiłam, aby ugotowała mi garnek bulionu na kilka dni. Jasne, mogłabym to zrobić sama, ale wiecie, mama robi najlepszy i cieszy się, że mi smakuje…

Samo zdrowie
Wychodzi na to, że rosół to domowe superfoods. Potężna dawka witamin i składników odżywczych. Nie bez powodu nazywany jest w kulturze żydowskiej „domową penicyliną”. Jest bowiem panaceum na wiele schorzeń i dolegliwości.

Rosół jest bogaty w potas (reguluje gospodarkę wodną i ciśnienie krwi) oraz fosfor, wapń i magnez (niezbędne dla kości i zębów, serca, nerek i układu nerwowego). Rosół to również spora porcja żelaza:  tego pochodzącego z warzyw i tego lepiej wchłanianego z mięsa. Są w nim także witaminy E, A i beta-karoten (silne antyoksydanty zwalczające wolne rodniki). Jest też trochę pełnowartościowego białka pochodzącego z mięsa.

Rosół wspomaga pracę układu trawiennego, polepszając dzięki glicynie rozkład węglowodanów, a także białek. Aminokwasy zawarte w rosole biorą też udział w regulacji poziomu cukru we krwi. Ze względu na wodną konsystencję umożliwia dostarczenie soków trawiennych wraz z jedzeniem do jelit. Jest więc pomocny w leczeniu chorób tego narządu, w tym Zespołu Jelita Wrażliwego (więcej pisałam o tym tutaj).

Lepsza praca jelit, to również lepsza odporność. Poza tym rosół świetnie rozgrzewa, a mówi się, że osoby, które przez cały dzień nie jedzą nic ciepłego, łatwiej łapią infekcje. A jeśli już dopadnie nas przeziębienie, warto wtedy również sięgnąć po rosół. Dostarcza bowiem niezbędnych składników odżywczych, wzmacniając organizm do walki z chorobą. Okazuje się, że bulion wpływa na produkcję komórek układu odpornościowego, zmniejszając stan zapalny w organizmie i łagodząc objawy infekcji. Rosół skutecznie nawilża również śluzówki w nosie, łagodzi katar i kaszel. Para z gorącej zupy oraz zawarty w niej tłuszcz działają jak balsam na podrażnione gardło. W czasie choroby warto poszerzyć tradycyjny przepis o czosnek, cebulę lub imbir.

Zawarty w rosole kolagen oraz żelatyna pomaga odbudować wyściółkę żołądka. Kolagen zmniejsza również poziom cysteiny i tryptofanu, co polepsza pracę tarczycy. Dzięki kolagenowi nasze włosy i paznokcie stają się silniejsze. Ten pochodzący głównie z nóżek kur przeciwdziała zwężaniu tętnic. Rosół może więc zapobiegać nadciśnieniu, a nawet wspomagać jego leczenie

Ze względu na zawartość glukozaminy i chondroityny rosół zapobiega schorzeniom stawów, jednocześnie nadając chrząstce elastyczność. 

Aminokwasy zawarte w rosole pomagają w prawidłowej pracy centralnego układu nerwowego. Dzięki nim czujemy się spokojniejsi, mamy lepszy nastrój, lepszą pamięć, a także łatwiej jest nam się skupić na jednej czynności.

Co ciekawe, pełnowartościowy bulion wspomaga również remineralizację zębów przeciwdziałając w ten sposób próchnicy.

Powyższe właściwości ma jednak jedynie rosół z niewielką ilością soli, najlepiej himalajskiej. Odpadają więc całkowicie kostki bulionowe i przyprawy typu „Jarzynka”, czy „Maggi”, które mają zbyt wiele tego składnika. Lepiej dodać lubczyk lub pietruszkę, by dodatkowo wzbogacić go o witaminę C.

zupa
Codziennie popijam sobie teraz szklankę rosołu. Jako, że nie mogę jeść na protokole autoimmunologicznym na razie jajek bulion zastępuje mi śniadanie.

Prosty przepis
Rosół najlepiej zrobić na kościach (drobiowych, wieprzowych, wołowych). Moja mama dorzuca też, w zależności co ma w lodówce, mięso z kurczaka, indyka, gęsi, różnego rodzaju serca (indycze, gęsie). Generalnie z każdego mięsa zrobimy dobry rosół. Z karpi, jak już wcześniej pisałam również.

Warto wybierać kości ze szpikiem. Jest on niezwykle wartościowy ze względu na dużą zawartość kwasów omega-3, mikroelementów takich jak cynk, potas, selen oraz alkilogliceroli odpowiedzialnych za budowę białych krwinek. Kości „stawowe” z chrząstkami mają z kolei więcej kolagenu.

Ważne jest, by gotować rosół z dodatkiem jakiegoś kwasu, który pomaga wydobyć z kości minerały. Może to być ocet winny lub jabłkowy, a nawet sok z cytryny.

W rosole nie może oczywiście zabraknąć włoszczyzny (marchewki, seleru, pietruszki), a na koniec dodajemy przyprawy (ziele angielskie, liść laurowy, sól, pieprz). Przed podaniem możemy posypać wspomnianą już pietruszką.

Całość najlepiej gotować pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez kilka godzin. Co jakiś czas możemy usunąć łyżką tworzącą się na powierzchni pianę, a także uzupełniamy poziom wody, która wyparowuje. Po ugotowaniu odcedzamy przez sitko, aby bulion był klarowny. Jeśli chcemy, aby rosół był chudszy, po ugotowaniu można wstawić go do lodówki. Tłuszcz skrzepnie i łatwo będzie go usunąć. Można też na powierzchnię gorącego płynu położyć na chwilę ręcznik papierowy, aby wchłonął tłuszcz.

Tak przygotowany rosół możemy zamrozić i trzymać w słoikach nawet 2-3 miesiące. Normalnie w lodówce możemy z kolei trzymać do tygodnia.

Myślę, że rosół spokojnie ugotuje każdy. Nie wymaga praktycznie żadnych kulinarnych zdolności. Co więcej na bazie rosołu możemy zrobić pożywny barszcz, zupę cebulową, czy krem z brokułów. Wszystko zależy od naszej inwencji i tego, co możemy jeść.

Szklanka dziennie
Wiadomo, rosół nie sprawi, że nagle będę zdrowa. Staram się jednak codziennie wypić szklankę z dodatkiem warzyw i kawałka mięsa. Po przyjściu z pracy świetnie mnie rozgrzewa i stanowi porcję tłuszczu do obiadu składającego się z mięsa (białko), warzyw i batatów (węglowodany, które teraz mogę jeść – do kolacji banan, a tak to żadnego ryżu, kaszy, makaronu…). Ostatnio jednak piję go z rana na śniadanie, bo jajka też muszę powoli wykluczać, a śniadania jak wiecie, jem tylko białkowo-tłuszczowe.

A Wy, pijecie rosołek?

Advertisements

28 thoughts on “Lek na całe zło!

  1. Pingback: Tłuszcze w diecie aktywnej kobiety | JOANNA HAŚNIK

  2. Pingback: Wsparcie odporności / moja obecna suplementacja | JOANNA HAŚNIK

  3. Pingback: Pierwszy miesiąc redukcji | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: Hashimoto | JOANNA HAŚNIK

  5. Pingback: Power by fat | JOANNA HAŚNIK

  6. Pingback: Ketoza, czyli spalaj tłuszcz, jedząc tłuszcz | JOANNA HAŚNIK

  7. Ja mam coś takiego, że jak bierze mnie choroba, gorączka to mój mózg włącza automatycznie sygnał „potrzebujesz rosołu”.

  8. Pingback: Śniadania bez jajek, rekord na treningu i tydzień pełen szkoleń | JOANNA HAŚNIK

  9. Pingback: Sałatka z wakame | JOANNA HAŚNIK

  10. Pingback: Zdrowe jelita – mój priorytet | JOANNA HAŚNIK

  11. Pingback: Moja obecna suplementacja #3 | JOANNA HAŚNIK

  12. Pingback: To co Ty jesz? | JOANNA HAŚNIK

  13. Pingback: Wypalenie nadnerczy, czyli dlaczego jestem chronicznie zmęczona | JOANNA HAŚNIK

  14. Pingback: Dlaczego warto jeść warzywa? | JOANNA HAŚNIK

  15. Pingback: Jak ułożyć sobie dietę na redukcji? | JOANNA HAŚNIK

  16. Pingback: Nie ma obiadu bez… zupy! | JOANNA HAŚNIK

  17. Pingback: Co dziś jesz? Wątróbkę! | JOANNA HAŚNIK

  18. Pingback: Aby schudnąć, trzeba jeść! | JOANNA HAŚNIK

  19. Pingback: Lepiej Cię ubierać, niż żywić… | JOANNA HAŚNIK

  20. Pingback: „Emerytowana” 27-latka | JOANNA HAŚNIK

  21. Pingback: Zdrowa „cola” | JOANNA HAŚNIK

  22. Pingback: Turbodoładowanie | JOANNA HAŚNIK

  23. Pingback: Wydaj wojnę chorobie! | JOANNA HAŚNIK

  24. Ja bardzo lubię zupy, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym to stały punkt naszych obiadów. Do ulubionych zaliczam krem z dyni, zupę z soczewicy, pomidorowa i krem pieczarkowy. Od czasu do czasu tez rosół, ale z racji tego ze mięso drobiowo jest nafaszerowane antYbiotykami i inna chemia, praktycznie zrezygnowaliśmy z mięsa, i jemy je od świeta. Mięso ekologiczne jest dużo droższe, wiec kupujemy niewiele i rzadko. Zupy zagęszczam mlekiem kokoswym i dodaje imbiru ( do krem z dyni czy do soczewicowej) i maja naprawdę fajny smak. Są sycące nawet bez mięsa. W moim rodzinnym domu często były zupy. I dlatego je lubię i sama gotuje. Czasamimw pracy ludzie sie na mnie dziwnie patrzą gdy podgrzewam sobie zupę, mówią ze nie gotują, nie lubią, ze trudno cos zrobić. A tak naprawdę to takie proste, a do tego zdrowe :)

  25. Moja ulubione zupa męża to jest! On by rosół jadł codziennie, gdyby oczywiście był i co dziwne uwielbia go z makaronem spaghetti – wyłącznie :) Jak piszesz to lek na całe zło. Gorący rosołek..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s