Strength Training Specialist

W ostatnich tygodniach tyle się działo, że przychodząc do domu po całym dniu wystarczało mi jedynie siły na wykąpanie się i przygotowanie jedzenia na następny dzień. Starałam się uczyć jeszcze leżąc w łóżku, ale zazwyczaj kończyło się zasypianiem przytulona do anatomii i notatek z kursu (na szczęście w trakcie jazdy autobusem mam lepszą wydajność pracy :D). Muszę więc nadrobić zaległości i w najbliższych wpisach pochwalić się moimi małymi sukcesami i zmianami, jakie powoli następują w moim życiu.

Zdecydowanie najbardziej dumna jestem z zaliczenia i to z bardzo dobrym wynikiem kolejnego szkolenia, dzięki któremu zostałam „Strength Training Specialist lvl 1”. I o tym właśnie kursie, na którym spędziłam trzy marcowe weekendy chciałam Wam dziś pokrótce opowiedzieć…
Czytaj dalej

Co jedzą piłkarze? Michał Rutkowski

Często znajomi pytają mnie, co jedzą piłkarze. Czy przywiązują dużą uwagę do odżywiania, czy stosują jakieś specjalne diety. Szczerze? Mogę tylko powiedzieć, jak wyglądało menu na zgrupowaniach pierwszego zespołu Górnika za czasów Adama Nawałki, co mam okazję zjeść na obiad, gdy na meczach wyjazdowych sztab zaprosi grupę medialną do hotelu i dla przeciwwagi podać na przykład, jak to wyglądało na ubiegłorocznych mistrzostwach Polski juniorów młodszych… Na co dzień nie zaglądam zawodnikom do talerzy. Czasami tylko widzę, co jedzą na śniadanie, gdy przychodzę przed treningiem do szatni.

Sama jestem ciekawa, jak to wygląda u piłkarzy i zawodników innych dyscyplin na co dzień. Czy odżywiają się tak zdrowo, jak Robert Lewandowski? Czy pozwalają sobie na fast-foody? Postanowiłam więc, że rozpocznę nowy cykl na blogu, w którym będę robiła wywiady ze sportowcami na temat ich diety.

W pierwszym materiale rozmawiam z Michałem Rutkowskim, 20-letnim obrońcą szerokiej kadry pierwszego zespołu Górnika, który dla mnie jest absolutnym wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o zdrowe odżywianie.
Czytaj dalej

Najlepszy spalacz tłuszczu

Trening siłowy zaliczony. Co dalej? Wskakujecie na bieżnie i biegniecie przez 45 minut, bo podobno dopiero po tym czasie spala się tłuszcz? Albo przychodzicie na siłownię tylko i wyłącznie pojeździć na rowerze, w tym czasie oglądając telewizję lub czytając gazetę. Trening z koleżanką? Wspólnie maltretujecie orbitrek przez ponad godzinę, co chwilę robiąc przerwy. W końcu cardio to najlepszy spalacz tłuszczu, prawda? Tylko jakoś efektów nie widać… O przepraszam, są. Waszych mięśni już praktycznie nie ma, a sylwetka zaczyna przypominać wysuszonego maratończyka lub ma charakter skinny-fat (jesteście szczupli, ale otłuszczeni), jeśli wytrwaliście w głodowej diecie opartej na produktach light.

Aeroby, wbrew temu co mówią Wam kolorowe gazety, nie są najlepszym sposobem na spalanie tłuszczu. Fakt, może i schudniecie, ale tylko i wyłącznie dlatego, że spalicie swoje mięśnie. Długie sesje cardio sprawiają bowiem wyrzut kortyzolu, czyli hormonu stresu, który powoduje odkładanie tkanki tłuszczowej i utratę mięśni, a także obniżenie podstawowej przemiany materii organizmu. Zamiast przyspieszyć metabolizm, spowolnicie go!

Jeśli nie jesteście zawodowymi zawodnikami sportów wytrzymałościowych, nie marnujcie czasu na treningi cardio. Więcej o jego negatywnych skutkach możecie przeczytać tutaj.

Na treningu powinniście się skupić nie na spalaniu kalorii, a na budowie i utrzymaniu masy mięśniowej. Nie tylko ze względów estetycznych, ale też dlatego, że im więcej mięśni, tym większe spalanie tkanki tłuszczowej w trakcie aktywności fizycznej, ale i w czasie spoczynku. Możemy jednak dodatkowo podkręcić metabolizm.

Skoro cardio nie działa, co wybrać? Najważniejszy jest trening siłowy. Ale co po nim albo w zamian? Zdecydowanie polecam intensywny trening interwałowy, w którym na zmianę ćwiczymy na maksymalnych obrotach i odpoczywamy. To najlepszy spalacz tłuszczu!

Czytaj dalej

Brownie z batatów

Trzymam dietę, ale też mam chwilę słabości i ochotę na coś dobrego. A konkretnie na ciasto. Na protokole autoimmunologicznym niewiele mogę jeść, więc żadne serniki, makowce, czy kawałki tortu nie wchodzą w grę.

Robiłam już sernik proteinowy (czekam na weekend i najlepsze wrocławskie ciasto proteinowe :D), jaglany jabłecznik, czy też muffinki. Miałam jednak ochotę na coś nowego. Poszperałam więc w Internecie i wpadłam na przepis na ciasto ze słodkich ziemniaków. Bataty należą do grupy produktów, które mogę jeść w dowolnej ilości. Nie spodziewałam się jednak, że można z nich zrobić ciasto. Byłam więc niezwykle ciekawa, jak będzie smakowało. Lekko zmodyfikowałam przepis pod siebie i zabrałam się do roboty.
Czytaj dalej

Turbodoładowanie

Nie jestem fanką suplementów. Zdecydowanie bardziej wolę zjeść łososia z parowaru, aniżeli łykać tabletki z kwasem Omega-3. Napić się kakao zamiast magnezu, czy też przygotować sobie do lunchbox’a do pracy wątróbkę zamiast pigułki z żelazem.

To byłoby z pewnością wystarczające, gdybym jadła same produkty z europejskim znakiem jakości „BIO”, kurczaki ze sprawdzonych hodowli, niefaszerowane antybiotykami, jajka od szczęśliwych kur, ogórki nie spryskane pestycydami i piła mleko od krowy sąsiadki ze wsi. Wiadomo, tak nie jest. To znaczy chciałabym, ale nie stać mnie na to. Ostatnio w Warszawie widziałam jedną BIO pierś z kurczaka za ponad 30zł. Ta z Lidla to koszt niecałych 2zł (3 kosztują 7,75zł). Zdaję więc sobie sprawę, że siłą rzeczy truję się chemią. W trakcie obróbki, nawet w parowarze, produkty tracą część cennych składników odżywczych. Od czasu do czasu wspomagam się więc suplementami, zwracając dużą uwagę na ich jakość. Suplement suplementowi nierówny.

Ostatnio jest ich nawet sporo. Kilka minionych miesięcy spustoszyło bowiem mój organizm. Aby dojść do siebie postanowiłam go odpowiednio doładować. Nie zamierzam jednak wspomagać się w nieskończoność. Kiszonkami (zobacz tutaj), czy rosołem (zobacz tutaj) owszem, ale suplementację ograniczę do pojedynczych opakowań i wrócę do nich, jeśli ewentualnie zajdzie potrzeba. Poza luteiną, bo jej potrzebuję cały czas.

Jak obecnie wygląda moja suplementacja?

Czytaj dalej

Wywiad na ŚląskiPoker.pl

Kamila Kwaśniewskiego poznałam kilka lat temu w redakcji katowickiego „Sportu”, kiedy to zbierałam materiały do pracy magisterskiej  historii wielkich derbów Śląska, czyli spotkań Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów. Pisał m.in. o klubie z Roosevelta. Z czasem, gdy zaczęłam pracować w Górniku, spotykaliśmy się na konferencjach, czy meczach lub przy okazji wywiadów z piłkarzami biało-niebiesko-czerwonych.

Obecnie Kamil nie pracuje już w „Sporcie”. Założył natomiast bloga, którego tematyką jest śląski futbol. Powoli się rozkręca, ale już teraz można zauważyć, że nie boi się pisać tego, co myśli. Sam jest sobie panem i władcą, dzięki temu może być obiektywny w tym, co pisze.

W każdym razie, Kamil zaproponował mi wywiad. Jest i o Górniku, i o Nawałce i o zdrowym odżywianiu. Zapraszam do lektury tutaj.

Tłuszcz spala się w ogniu węglowodanów!

Od jutra się odchudzam – postanowiliście. Co robicie? Wiadomo, planujecie jeść mniej. Na śniadanie kanapka albo płatki owsiane na wodzie. Na drugie śniadanie jabłko albo jakiś jogurt. Obiad? Kawałek kurczaka, może jakieś warzywa. Podwieczorek – marchewka pokrojona w słupki albo shake. Kolacja? Nie ma mowy, przecież po godz. 18 nie można nic jeść. Mija dzień, dwa, tydzień. Głodujecie i obsesyjnie myślicie o jedzeniu. Czujecie się coraz gorzej. Nie macie na nic siły. W końcu napadacie na lodówkę i z wyrzutami sumienia planujecie jeszcze bardziej ograniczyć porcje. Zazwyczaj odchudzanie kończy się po miesiącu, a po dwóch ważycie więcej, aniżeli na początku. Jeśli macie więcej motywacji, z czasem Wasza sylwetka przybiera postać skinny-fat, czyli szczupłej, ale bardzo otłuszczonej.
Czytaj dalej