Nie zwalniam tempa!

Codziennie wstaję o godz. 6, a kładę się spać przed północą. Czasami nie mam siły na nic. W piątek wieczorem rzucam torbę na łóżko i z miejsca zasypiam, a w sobotę, gdy dzwoni budzik na trening, najpierw pół godziny zastanawiam się nad sensem życia :D

Mój kalendarz nawet w weekend jest wypełniony obowiązkami. Nie pamiętam, kiedy nie miałam nic do zrobienia. Odhaczam tylko wykonane zadania i wciąż dopisuję nowe, a spotkania ze znajomymi przekładam na długi weekend majowy, kiedy będę miała (mam nadzieję) chwilkę wytchnienia.

Mimo to, dawno nie byłam tak nakręcona. Nie miałam w sobie tyle wewnętrznej energii i entuzjazmu. Ale i nieco lęku, bo jestem odpowiedzialna już nie tylko za siebie, ale i za innych. Zgadza się, pracuję jako trener personalny!

Czytaj dalej

Reklamy

Co jedzą piłkarze? Tomasz Zahorski

Tomasz Zahorski występował w polskiej Ekstraklasie i w niemieckiej Bundeslidze. Od jesieni 2013 roku mieszka w Stanach Zjednoczonych. Wystąpił również w trzynastu spotkaniach reprezentacji Polski. Był na Mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii w 2008 roku.

Kibicowałam mu z trybun, gdy w latach 2007-2011 strzelał bramki dla Górnika. Osobiście poznałam później, gdy wiosną 2013 wrócił na pół roku na Roosevelta.

Z ciekawością śledzę jego poczynania w Ameryce. Zainteresował mnie oczywiście temat odżywiania w tamtejszych klubach. Stany Zjednoczone w końcu kojarzą nam się głównie ze stekami, hamburgerami i… otyłymi ludźmi. Postanowiłam więc wypytać Tomka, jak wygląda teraz jego dieta, a także o doświadczenia z przeszłości.

Czytaj dalej

Więcej znaczy lepiej!

Na siłowni spędzam codziennie około czterech/pięciu godzin. Siłą rzeczy przyglądam się więc temu, jak ćwiczą inni klubowicze. Generalnie staram się nie wtrącać w to, co robią. O ile nie popełniają fatalnych błędów technicznych, które mogą zaważyć na ich zdrowiu, bo wobec tego nie mogą po prostu przejść obojętnie.

W każdym razie, co zauważam? Ludzie stoją w miejscu. Nie dają swojemu ciału żadnego nowego bodźca. Nie zwiększają obciążenia. Nie robią trudniejszej wersji danego ćwiczenia, gdy bez wysiłku i dobrze technicznie wykonują już kilkanaście powtórzeń. Kończą trening bez kropli potu na czole, w suchej koszulce. I potem dziwią się, że z ich ciałem nie dzieje się nic…

mot1

Tymczasem, brak efektów wynika najczęściej z braku progresu. Wymaga on jednak wyjście ze strefy komfortu. Trzeba się porządnie zmęczyć i wylać czasem litry potu, by podnieść 50kg zamiast 20.

Często słyszę od swoich klientów, że „nie zrobię tego ćwiczenia, bo nie dam rady”, albo „nie podniosę więcej, bo nie mam siły”. To tylko wymówki, bo jak ich przymuszę, by jednak spróbowali, to zazwyczaj zepną pośladki i dadzą radę. Wtedy dziękuję mi za satysfakcję, jaką poczuli.

Postanowiłam więc przybliżyć Wam w kolejnych artykułach tematy progresji ciężaru, progresji kilku najpopularniejszych ćwiczeń oraz zmian w ilościach serii i powtórzeń na treningu. Zacznijmy od dokładania kilogramów.
Czytaj dalej

Zdrowa „cola”

Swego czasu pisałam Wam o moich problemach z nieszczelnością i zespołem jelita drażliwego (zobacz tutaj), które wpływały nie tylko na moje samopoczucie, totalny brak sił i chęci do życia, ale i spowolnienie metabolizmu oraz częste choroby. Lekarze wypisywali mi kolejne antybiotyki, obniżając dodatkowo ilość fizjologicznych bakterii w jelicie i wyciszając na chwilę problem, który wracał ze zdwojoną siłą.

W ostatnich miesiącach skupiłam się więc na odbudowaniu mikroflory jelitowej naturalnymi metodami. Jem sporo kiszonek, codziennie rano na śniadanie piję domowy rosół (więcej tutaj). Dodatkowo podładowałam się też synbiotykiem, o którym pisałam tutaj. To jednak za mało. Wieczorem, przed snem piję więc kubek bardzo zdrowej coli. A w zasadzie wodnego kefiru, który smakuje jak cola, choć niektórzy wyczuwają z kolei smak sprite’a. Co to takiego?
Czytaj dalej

Nie bójmy się jajek!

Wielkanoc nieodłącznie kojarzy się z jajkami. Na miękko. Na twardo. Jajecznica ze szczypiorkiem. Omlet z warzywami. Sadzone. W koszulce. Po benedyktyńsku. Od wyboru do koloru. Po świętach unikamy jednak jajek. Boimy się bowiem wysokiego cholesterolu i wszystkich konsekwencji z nim związanych. Tymczasem, to kolejny mit powtarzany przez lata, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Pamiętam doskonale, jak moja mama opowiadała zawsze, że w młodości lubiła kogel-mogel (surowe jajko z cukrem). Swego czasu wyszedł jej wysoki poziom złego cholesterolu. Lekarz stwierdził, że to na pewno przez jajka. Na moim talerzu przez lata gościły więc bardzo rzadko.

sniadanie
Moje wielkanocne śniadanie. Dwa jajka na miękko, kabanos z kurczaka (firma Konspol, świetny skład, bardzo dobre!), roszponka, zielona papryka, awokado, rzodkiewka i ogórek.

Dopiero jakiś czas temu wgłębiłam się bardziej w temat. I co się okazało? Że spokojnie mogę jeść dowolną ilość jajek. Że nie muszę ich ograniczać, bo są zdrowe i co więcej, obniżają poziom złego cholesterolu! Od tego czasu w tygodniu jem ok. 20 jajek. Są stałym punktem moich śniadań! Często dodaję je również do sałatki, a także robię z nich omlety. Nie są zalecane na protokole autoimmunologicznym, ale nie wywołują u mnie żadnej alergii. Na szczęście!

Nie bójmy się więc jajek! Do jeden z najbardziej wartościowych produktów, jakie możemy spożywać.  Niestety, bardzo niedoceniany, a czasami wręcz demonizowany.
Czytaj dalej