Nie zwalniam tempa!

Codziennie wstaję o godz. 6, a kładę się spać przed północą. Czasami nie mam siły na nic. W piątek wieczorem rzucam torbę na łóżko i z miejsca zasypiam, a w sobotę, gdy dzwoni budzik na trening, najpierw pół godziny zastanawiam się nad sensem życia :D

Mój kalendarz nawet w weekend jest wypełniony obowiązkami. Nie pamiętam, kiedy nie miałam nic do zrobienia. Odhaczam tylko wykonane zadania i wciąż dopisuję nowe, a spotkania ze znajomymi przekładam na długi weekend majowy, kiedy będę miała (mam nadzieję) chwilkę wytchnienia.

Mimo to, dawno nie byłam tak nakręcona. Nie miałam w sobie tyle wewnętrznej energii i entuzjazmu. Ale i nieco lęku, bo jestem odpowiedzialna już nie tylko za siebie, ale i za innych. Zgadza się, pracuję jako trener personalny!

Zaraz po ukończeniu w lutym kursu na trenera personalnego, o którym pisałam tutaj rozpoczęłam współpracę z jednym klientem. Najpierw trenowaliśmy razem trzy razy w tygodniu, teraz cztery. Ułożyłam mu również z pomocą Sebastiana Kota plan żywieniowy. Co 4 tygodnie zmieniam trening. Rezultaty? 10 kilogramów i kilkanaście centymetrów w pasie mniej. Od tego tygodnia realizujemy nowy plan z dużymi obciążeniami. Wczoraj zaliczyliśmy pierwszy crossfit, po którym byłam z niego naprawdę dumna, bo dał radę, mimo dość ciężkiego WOD-u z burpees, squat jumps, mountain climbers, czy też push press. Jestem naprawdę zadowolona z naszej współpracy, chociaż mam żal do siebie, że nie potrafię go przekonać, by w końcu udał się na badania. Jeśli to czytasz, to wiedz, że nie daje mi to spokoju! (więcej na temat badań, które warto zrobić przeczytasz tutaj). Czuję się odpowiedzialna i wolałabym mieć pewność, że wszystko jest w porządku. U fizjoterapeuty był na początku współpracy, więc wiem, nad czym trzeba pracować. Wizyt kontrolna za jakiś czas byłaby jednak mile widziana.

marek
Warto na początku przygody z siłownią spotkać się z fizjoterapeutą, który pomoże trenerowi ułożyć plan tak, aby nie tylko zredukować/zwiększyć masę, ale i skorygować wady postawy, a także problemy z ruchomością, czy stabilizacją. Szczerze polecam Marka Pośpiecha (zobacz jego stronę internetową). Po ostatniej wizycie u niego znów mam sporo roboty. 

W między czasie ukończyłam również kurs Strength Coach Specialist (więcej tutaj), po którym poczułam się zdecydowanie pewniej i mogłam ostatecznie zdecydować się na pracę w Studio Energia w Rudzie Śląskiej, czyli klubie, w którym na co dzień trenuję.

Nie ukrywam, że właściciele mieli ze mną twardy orzech do zgryzienia i jestem im bardzo wdzięczna za to, jak bardzo poszli mi na rękę, aby spełnić swoje marzenia. Od rana pracuję na Górniku, później kilka razy w tygodniu chodzę na prywatne zajęcia (nie pytajcie jakie), cztery razy w tygodniu trenuję z panem, o którym pisałam wyżej, a w weekend mam mecze. Ciężko było znaleźć w tym wszystkim jeszcze czas na dyżury na siłowni oraz na recepcji. Ostatecznie padło na to, że dyżur na siłowni mam, jak na razie w piątki między godziną 19:00 a 21:00. Raz w tygodniu jestem również na recepcji.

Kilka tygodni już za mną i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Po kilku latach codziennego chodzenia do Energii wiedziałam już w miarę, jak wszystko tam funkcjonuje. Stresuję się jednak najbliższą niedzielą, bo pierwszy raz przez cały dzień będę sama na recepcji i w klubie. Mam nadzieję, że nie nastąpi wtedy właśnie jakiś totalny kataklizm z wodą, czy prądem :D

energia
Wszystkich chętnych na wspólny trening w ramach karnetu zapraszam do Studia Energia w Rudzie Śląskiej (zobacz stronę internetową klubu). 

Co do piątkowych dyżurów. Jak na razie pracowałam na nich głównie ze znajomymi z crossfitu, więc w miarę znałam ich problemy z ruchomością i wady postawy, więc mogłam wcześniej ułożyć już im wcześniej plan treningowy, a na zajęciach tylko omówić i przećwiczyć technikę.

Gorzej będzie, gdy przyjdzie mi pracować z kimś, kogo widzę pierwszy raz, bo w 40 minut, jakie mam na klienta przeprowadzenie wywiadu, wykonanie testów sprawnościowych, ułożenie planu treningowego i jego przećwiczenie, a także konsultacja dietetyczna jest po prostu nierealne. Muszę to jakoś ogarnąć, bo nie chcę niczego robić na pół gwizdka. Znając siebie pewnie poświęcę tej osobie swój prywatny czas.

W między czasie doszło mi jeszcze kilka osób, którzy ćwiczą i odżywiają się zgodnie z ułożonym przeze mnie planem. Skoro wracają do mnie po 4 tygodniach po nowe plany treningowe, to mam nadzieję, że są zadowoleni ze współpracy ze mną. Mimo, że ich nie oszczędzam, bo plany wymagają naprawdę spięcia pośladków i dużej samodyscypliny. Widzę, że idą do przodu, ale żałuję, że nie mam więcej czasu, by doglądać ich postępy, bo wiem dobrze, że jest ogromna różnica pomiędzy treningiem z trenerem, który nigdy nie odpuszcza i bez niego. Staram się jednak być do ich dyspozycji i odpowiadać na wszystkie pytania co do ćwiczeń, diety, czy suplementacji. Tak, jak kiedyś mogłam liczyć na Sebastiana Kota. I dalej mogę, bo Sebastian bardzo mi pomaga i zawsze mogę liczyć na jego ogromne doświadczenie. We wtorki i czwartki mam okazję przyglądać się, jak on sam pracuje z klientami i sporo się od niego zawsze uczę.

Nie ma bowiem co ukrywać, że sporo nauki jeszcze przede mną. Cieszę się więc, że mam wokół siebie dobrych fachowców, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i inspirują mnie do ciągłego poszerzania wiedzy. Nie mogę się też doczekać kolejnych kursów i szkoleń. Co mam w planach?

Kurs „Fizjotrenera” w nowo powstałej Akademii KFD, który będzie prowadził Marek Pośpiech, Jakub Jaworski (jego kwalifikacje robią ogromne wrażenie, zapraszam na jego fanpage) i Bartek Garbaciak. Bardzo mi zależy na poszerzeniu wiedzy z zakresu anatomii, stabilizacji, treningu w jednostkach chorobowych, zwiększenia mobilności, czy stretchingu celowanego. Kurs odbędzie się prawdopodobnie w maju. Nie mogę się też już doczekać na szkolenie z dietetyki sportowej i suplementacji.

kfd
Akademia KFD to świetny pomysł. Kadra robi ogromne wrażenie. Zobaczcie sami tutaj.

31 maja wybieram się również do Opola na 1. w Polsce Konferencję Żywieniową – Holistyczne podejście do diety i Człowieka, w trakcie której blogerzy będą mówić o dietetyce klinicznej, insulinooporności, zdrowych jelitach, diecie paleo, żywieniu i suplementacji zawodników MMA, surowej diecie, naturalnych kosmetykach, podejściu praktycznym do diety paleo – jak robić zakupy, jak wybrać mięso, jak czytać etykiety. Jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało.

Więcej informacji o konferencji znajdziecie tutaj.

Kusi mnie jeszcze szkolenie w Warszawie poświęcone strategiom żywieniowym: dietom niskowęglowodanowym, intermittent fasting, carb cycling oraz superkompensacji w sportach siłowych i wytrzymałościowych organizowane przez „Dietetyków sportowych” (czytaj więcej tutaj). Czekam na terminarz spotkań majowych i cenę. Bo nie wiem, czy ja na to wszystko zarobię, a postawiłam, że w czerwcu lecę na wakacje ;-) Mam jednak nadzieję, że uda mi się wszystko pogodzić. Bo chcę się dalej rozwijać i być coraz lepsza i skuteczniejsza! Tym samym konstruktywna krytyka zawsze mile widziana ;-)

Reklamy

2 thoughts on “Nie zwalniam tempa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s