„Emerytowana” 27-latka

Niektórzy moi znajomi, którzy nie wiedzą, z czym się borykam śmieją się, że zachowuję się, jak emerytka, nie chodząc na żadne imprezy. Inni zastanawiają się, dlaczego mimo sześciu treningów i trzymania diety nie mam „sześciopaka” na brzuchu. Myślą, że na bank podjadam, a moje treningi wcale nie są ciężkie. Pytają, gdzie moja forma. Jest mi wtedy strasznie przykro, ale nie będę z każdemu osobna tłumaczyć, co mi jest. Zresztą w ostatnim czasie zawiodłam się na wielu ludziach, którzy totalnie olali (niektórzy wręcz wyśmiali) mnie i moje problemy. Na szczęście są też tacy, który mnie wspierają i za to naprawdę im dziękuję!

Postanowiłam jednak napisać o tym, z czym się zmagam. Nie, nie po to, by się żalić, jak mi to jest ciężko i źle, bo mam w sobie odpowiednio dużo energii, by mimo problemów zrealizować swoje plany i marzenia. Niestety, żyjemy w takich czasach, że moje choroby stają się powszechne. Dlatego, gdy pojawia się zmęczenie, brak efektów treningów i diety, warto szukać przyczyny. Bo nie zawsze wszystko jest naszą winą…

Godzina 21:30/22:00, a ja kładę się spać. Chwilę poleżę jeszcze z laptopem w łóżku, zobaczę jakiś serial. Nie jestem bowiem w stanie nic przeczytać. Maksymalnie kilka stron. W mojej głowie krąży milion myśli. Jestem niespokojna. To jeden z objawów Hashimoto, autoimmunologicznej niedoczynności tarczycy. Mój układ odpornościowy zamiast bronić organizm przed infekcjami, wytwarza stan zapalny we własnych tkankach. Autoagresja.

7
Omlet z mąki kokosowej, mleczka kokosowego, wiórek kokosowym smażony na oleju kokosowym z polewą z odżywki białkowej i truskawkami. Jedyna „bezbolesna” przyjemność.

W między czasie wypiję kubek kefiru wodnego (więcej o kefirze tutaj), którym popiję ZMA (cynk, żelazo, magnez), żeńszeń syberyjski, witaminę B-complex, probiotyk i luteinę na oczy. Do tego łyżeczka ostropestu (więcej o suplementach, które jem tutaj). Po godz. 22 zazwyczaj już śpię.

Głęboko. Coś mi się śni, ale zaraz się budzę. Wydaje mi się, że już rano, a to dopiero godz. 1 w nocy. Chwilę poleżę i znów zasypiam. Budzę się za godzinę, czasem dwie. Przeglądam Instagram w komórce i znów zasypiam. I tak kilka razy, aż o godz. 6 zadzwoni budzik. Nieważne, czy ćwiczę wieczorem. Nieważne, czy cały dzień leżę. Skutek wyczerpania nadnerczy. Mój dobowy rytm wydzielania kortyzolu, czyli. tzw. hormonu stresu jest zaburzony i nie pozwala mi zasnąć. Hiperkortyzolemia.

Rano wstaję z kolei z ogromnym bólem głowy i czuję się jak jedna wielka „kupa”. Zmęczona i wyczerpana snem. To też sprawka nadnerczy, ale i Hashimoto. Piję rosół (więcej tutaj), czasami jem śniadanie (ostatnio ogórek zielony, kabanosy bez laktozy z firmy Konspol dostępne z Biedronce, do tego jedno, czasem dwa jajka, choć nie powinnam ich jeść na protokole autoimmunologicznym – diecie dla osób z Hashimoto). Czasami nie jem nic. Śniadanie to nie najważniejszy posiłek dnia (pisałam o tym tutaj). Połykam jeszcze żeńszeń syberyjski, który daje mi lekkiego kopa, 3-5 tys. jednostek witaminy D i wychodzę do pracy. Posiłki zrobiłam już dzień wcześniej.

2
Polecam, naprawdę dobre. Idealne na śniadanie. Cena za opakowanie: 9.99zł.

W pracy piję kawę. Czarną z olejem kokosowym. Nie powinnam jej pić, ale wmawiam sobie, że olej neutralizuje jej szkodliwy wpływ. Poza tym tylko po kawie przestaje mnie boleć głowa i jestem w stanie skupić się na czymkolwiek. Hashimoto powoduje również wahania nastroju, od pełni szczęścia do łez z byle powodu. Do tego często pojawiają się często bóle w klatce piersiowej. Często nie potrafię sobie przypomnieć też jakiegoś faktu. Czasem na pewno ciężko ze mną wytrzymać…

Jeśli dzień wcześniej pozwoliłam sobie na orzechy, które uwielbiam, a których jeść nie mogę, czuję się fatalnie. Mój nastrój zależy bowiem od tego, co jem. Na drugi posiłek mam więc zazwyczaj sałatkę z roszponką, ogórkiem, rzodkiewką, awokado, stekiem z tuńczyka z parowaru lub kurczakiem/indykiem polaną olejem lnianym. W drugim posiłku również unikam więc węglowodanów (jedynie kilka gram z awokado). Pojawiają się dopiero w trzecim. I to tylko w postaci 100g batatów z parowaru. W wyniku nieszczelności jelit (więcej pisałam o tym tutaj) nie mogę jeść ryżu, ani kasz. Żadnych zbóż, po których czuję się fatalnie. Niczego, co zawiera gluten. Tylko bataty… Dobrze, że Biedronka wprowadziła je do oferty.

6
Posiłek z batatami. Czasami nie mogę już na nie patrzeć. Ostatnio robię je więc w wersji puree z mlekiem kokosowym.

Tym samym nie ma mowy, żebym zjadła jakieś ciastka, paluszki, pizzę, czy chipsy itd. Nic. Już nawet nie dlatego, że są niezdrowe. Czuję się po nich po prostu beznadziejnie. Mogę jeść jedynie wszystko co kokosowe. Płatki, mąkę, mleczko. Jeśli mam czas, robię na tej bazie jakieś muffinki (zobacz przepis). Da się też upiec dobre ciasto z batatów (zobacz przepis). I to by było na tyle… Gdy mam fatalny nastrój, a przy takim samopoczuciu jak moje, to codzienność, nie mogę nawet pocieszyć się czekoladą, bo wiem, że będę czuła się jeszcze gorzej…

Bataty łączę z warzywami z parowaru (najczęściej brokuł i kalafior – nie mogę jeść warzyw krzyżowych, ale z parowaru nie szkodzą mi na szczęście) i łososiem/wątróbką/kurczakiem/indykiem w zależności od dnia, ale zawsze 100g. W pracy piję również butelkę wody z 5g witaminy C i herbaty. Zielone lub czerwone. Na rozgrzanie. Jest mi ciągle zimno. Nawet, jak za oknem jest plus 30 stopni. Hashimoto.

8
Jaskiniowiec :D Kość wołowa na rosół :)

W drodze z pracy jem 100g kurczaka i 100g batatów. Posiłek przedreningowy. Trenuję teraz 6 razy w tygodniu, a nie powinnam w ogóle. Chyba, że spacerować. Przynajmniej tak zalecił mi endokrynolog, bo to za duży stres dla organizmu. Niestety, nie jestem w stanie zrezygnować z ćwiczeń. Z siłowni. Za bardzo to kocham, a wysiłek jest mi psychicznie potrzebny. Mimo, że nie ma żadnych efektów mojej ciężkiej pracy i trzymania diety. Mięśni, wymarzonego „sześciopaka” na brzuchu. To również efekt zaburzonego wydzielania hormonów przez nadnercza. Mam za dużo katabolicznego kortyzolu, a za mało anabolicznego DHEA, co powoduje zmniejszenie syntezy protein oraz ich rozbicie, czyli redukcję masy mięśniowej. W stanie katabolizmu organizmu zrobienie formy „na czysto” jest praktycznie niemożliwe. Co więcej, zaburzona równowaga kortyzol-DHEA wpływa na zmniejszenie hormonu wzrostu, testosteronu i insulinopodobnego czynnika wzrostu. Rośnie za to poziom estrogenu, który jest powiązany z tyciem zwłaszcza w okolicy bioder, ud, brzucha, ramion. Nie pogodziłam się z tym jeszcze, więc cały czas szukam jakiegoś cudownego leku.

Myślę też, że gdyby nie treningi, to mogłabym ważyć jednak zdecydowanie więcej. Znam wiele osób z tarczycowymi problemami, które niestety mają sporą nadwagę. Sylwetki bikini nigdy nie będę miała, ale kilkanaście kilogramów więcej przeraża mnie. Trenuję więc dalej, chociaż mój organizm od razu daje mi znać, kiedy przesadzę. Chorobą… Swego czasu byłam chora co miesiąc. Teraz trochę rzadziej. To częsty objaw Hashimoto, a także wynik nieszczelności jelit. Musiałam jednak zrezygnować z crossfitu, nie robię też żadnych interwałów, czy tabat. To za duży „stres” dla mojego organizmu.

5
Olej kokosowy i lniany to codzienność w mojej diecie. Oba z firmy Olini, dostępne tutaj.

Dzięki siłowni mam też inny problem. Siniaki. Kto mnie obserwuje na Instagramie, wie, o czym mówię. Po ciągach moje nogi wyglądają koszmarnie. Do tego rany z crossfitu, które w ogóle się nie goją. W połączeniu z suchą skórą wygląda to fatalnie. Żadne olejki nie pomagają. Wypadają mi też włosy i żadna pielęgnacja nie jest w stanie tego zahamować. Z jednej strony to wynik hiperkortyzolemii, z drugiej Hashimoto.

Po treningu piję białko z owocami leśnymi na wodzie. Na kolację, po godz. 20 jem warzywa i 100g kurczaka z parowaru. W planie mam też 70g węglowodanów. Wyobrażacie sobie zjeść 350g batatów? Ja nie… Dlatego zaciskam zęby i jem makaron wieloziarnisty. Wiem, że nie powinnam, ale nie czuję się po nim na szczęście najgorzej. Do tego jabłko. I wtedy się zaczyna… Wysoki kortyzol powoduje wyrzut insuliny, ciągły głód i chęć podjadania. Ostatnio ratuję się „deserem” z kazeiny i wiórek kokosowych. Taki mój waniliowy budyń (więcej o tym, jak radzę sobie z podjadaniem pisałam tutaj). Czasami jednak wpadną wafle ryżowe lub orzechy, jeśli akurat mam je w domu. To oznacza jednak nie tylko wyrzuty sumienia, ale i fatalne samopoczucie przez kilka dni…

4
Uwaga, drastyczne. Moje nogi po ciągach :( Lato, nie przychodź :D

I tak w kółko… Dzień po dniu. Raz jest lepiej, raz gorzej… Ale ostatnio tylko gorzej… Gdyby nie moje pasje, to pewnie leżałabym teraz w łóżku. w ciężkiej depresji. Najlepiej nie mieć czasu i nie myśleć…

Czuję jednak ostatnio, że muszę odpuścić. Za dużo pracy, treningów. Mało snu. Skoki insuliny. Ciągły głód. Zmęczenie. Rozdrażnienie. Nie chcę, żeby skończyło się, jak jesienią…

Koniec użalania. Chciałam Wam tylko powiedzieć, że nie jestem wbrew pozorom niezniszczalna… Weekend czas zacząć.

Reklamy

28 thoughts on “„Emerytowana” 27-latka

  1. To jest błędne koło, ale możesz z niego wyjść jeśli będziesz chciała, pokazujesz tu wspaniałe przepisy, nie chce mi się wierzyć, że nie znajdziesz lepszego zamiennika na bataty niż MAKARON PEŁNOZIARNISTY!? Przestań sobie pozwalać na małe grzechy bo one mogą niszczyć miesiące wyrzeczeń i ciężkiej diety, odstaw jajka i bez tłumaczeń, że nie dasz rady, bo dasz, tylko musisz zacisnąć zęby. Niestety ale Twoja obecna dieta AIP nawet nie przypomina!

  2. Ja tez mam hasi. Stosuje odpowiednia suplementacje i biore wyciag z korzenia piwonii i anty tpo spadlo mi z 775 na 190. poprawa. Ale przede wszystkim trzeba podejsc do choroby od strony psychologicznej. Slucham prawie codziennie kilkunastominutowych filmikow na YT aby zmienic moje niektore zwyczaje myslowe i najwazniejsze na ten moment jest to ze zrozumialam, ze Z CHOROBA NIE NALEZY WALCZYC; TYLKO TRZEBA JA ZROZUMIEC I :::POKOCHAC ! trzeba o niej duzo wiedziec, ale nie walczyc z nia. Bo dopuki walczysz z czyms lub kims, to zawsze jest zjawisko rezonansu , czyli gdy jest akcja, to musi byc reakcja. Gdy nie bedzie akcji (walki) ; to tez nie bedzie reakcji (choroby) : jezeli naprawde to zrozumiesz i zastosujesz , to choroba przejdzie sama; Aby to bylo szybciej to sie suplementuje i zdrowo odzywiam. Zainteresujcie sie METAMEDYCYNA, PSYCHOSOMATYKA: Jak tu pokochac chorobe? malymi krokami. Ja szukam nawet najmniejszych pozytywow. tylko uwaga na obojetnosc, to tez nie dobrze, chorobe trzeba pokochac , a zniknie.

  3. Pingback: Hashimoto | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: Trenuj, ale z głową! | JOANNA HAŚNIK

  5. Choruje na hashimoto, KPU, niedoczynność, mam wyczerpane nadnercza i niski poziom DEHA. Moja lekarka uważa, ze dieta Dąbrowskiej nie jest dla mnie, przynajmniej nie na tym etapie. Próbowałam terapi jodem (pod czujnym okiem mojej lekarki) i źle się czułam, musiałam przerwać terapie. Trzeba uważnie obserwować swój organizm pamiętając, ze nie dla wszystkich dobre co innym pomogło.

  6. Pingback: To co Ty jesz? | JOANNA HAŚNIK

  7. 6 rano, nie śpię. Popracować nie mam siły. Czytam Twój wpis i płacze. Jak ja to wszystko dobrze znam. Ćwiczenia nie dają rezultatów. Ostatnio porządnie schudłam jak po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych tsh mi spadło do 0,04. -7kg w 2 tygodnie, 3 wizyty na sorze z tętnem 150 i natychmiastowe odzyskanie wagi z nawiązką po uregulowaniu tsh.
    Może za 2-3h złapie mnie senność. Znowu obudzę się zastanawiając jak to jest otworzyć oczy i czuć się dobrze. Tak, żeby nic nie bolało. A mózg nie szalał jakbym dostała czymś ciężkim w głowę.

  8. Pingback: Insulinooporność, czyli dlaczego nie mogę schudnąć | JOANNA HAŚNIK

  9. Skąd ja to znam. Kiedyś intensywnie ćwiczyłam, pilnowałam diety, a mojego sześciopaku jak nie było tak nie ma. Mam PCOS, potem dowiedziałam się o hashimoto, dodatkowo mam niskie DHEAS i własnie podejrzenie wysokiego kortyzolu. Ciągle szukam odpowiedniej dla siebie diety, aby waga nie rosła i nie gromadziła się woda w organizmie. Czasem jest mi bardzo ciężko z tą wieczną walką. Pozdrawiam

  10. Przejdź na dietę dr. Dąbrowskiej i ciesz się zdrowiem! Za młoda jesteś, aby tak cierpieć. Obecnie masz zbilansowane posiłki pod kontem treningów, ale to dieta dla osób zdrowych i mega wytrzymałych (tyle mięsa i białka…). Potrzebujesz regeneracji, a nie katowania. Wiem, że wiele osób święcie jest przekonanych o racji lekarzy, ale oni mają blade pojęcie o wpływie diety na zdrowie. Polecam zapoznaj się z zasadami diety dr. Dąbrowskiej- to na prawdę działa! Życzę zdrowia i pozadrawiam Cię ciepło :)

  11. Pingback: Relax! | JOANNA HAŚNIK

  12. Pingback: Ale masz „bary” ;-) | JOANNA HAŚNIK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s