Urodzinowa tarta

Dzień, jak co dzień, choć zawsze miło usłyszeć parę życzliwych słów od rodziny, bliższych i dalszych znajomych, za które bardzo dziękuję. To też dobry powód, by upiec coś dobrego. Podobno moja specjalność to tarty, proponuję więc kokosowo-truskawkową. Przepyszne połączenie smaków.

Czytaj dalej

Mamy srebro!

Cały sezon trzymałam kciuki za awans naszych 17-latków na mistrzostwa Polski. W ubiegłym roku wyjazd na turniej do Warszawy był bowiem chyba jednym z najfajniejszych (jak nie najfajniejszym), na jakim byłam z Górnikiem i w obecnym również chciałam pojechać z chłopakami powalczyć o kolejny medal. Modliłam się więc mocno, żeby najpierw wygrali rozgrywki na Śląsku, a następnie makroregionalną grupę C, w której rywalizowali z zespołami z województwa dolnośląskiego, lubuskiego, opolskiego i śląskiego. Na szczęście wszystko poszło po mojej myśli. Jesienią jeszcze pod wodzą trenera Kamila Zieleźnika (zimą odszedł do GKS-u Tychy) górnicy zajęli 1. miejsce na Śląsku, a wiosną już z trenerem Sławkiem Kapcińskim i Andrzejem Szydłowskim okazali się lepsi m.in. od Gwarka Zabrze, Zagłębia Lubin, czy Miedzi Legnica. Tym samym awansowali na turniej finałowy do Zielonej Góry, gdzie mieli zmierzyć się z Lechem Poznań, obrońcą tytułu, Polonią Warszawa, która pokonała w makroregionie m.in. Legię i Jagiellonię oraz Progresem Kraków, szkółką firmowaną przez Jerzego Dudka.

Oczywiście od razu zgłosiłam chęć do wyjazdu ;-) Wiedziałam, że będzie super i tak też było ;-) Zresztą zobaczcie sami ;-)

Czytaj dalej

Domowy sorbet

McFlurry z Lionem? Waniliowo-czekoladowe z Algidy? Magnum z białą czekoladą? Wszystkie zdecydowanie odpadają. W składzie popularnych lodów można znaleźć bowiem m.in. odtworzone mleko odtłuszczone w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, gumę guam, emulgatory, aromaty, czy inne barwniki. Tymczasem prawdziwe lody powinny składać się z mleka, śmietany i jajek.

Ochota na lody wzięła jednak górę i tak powstał domowy sorbet. Równie pyszny ;-)

Czytaj dalej

Relax!

Gdybym miała trenować 7 razy w tygodniu, trenowałabym. Gdybym miała trenować dwa razy dziennie, też bym trenowała. Nie miałabym żadnego problemu z tym, by spiąć pośladki, zapomnieć o DOMS-ach (czyli opóźnionej bolesności mięśni, którą popularnie i błędnie nazywa się zakwasami. Kwas mlekowy jest usuwany bowiem z tkanki mięśniowej 1-2 godziny po treningu przez przepływającą krew i nie zalega w niej. To więc kwestia mikrourazów włókien mięśniowych lub stanu zapalnego w organizmie) i pójść na siłownię na kolejny trening. Dla mnie nie istnieją żadne wymówki.

Dużo czasu musiało więc upłynąć zanim zrozumiałam, że moje ciało potrzebuje odpoczynku, aby dojść do siebie po ciężkim treningu i nabrać sił na kolejny. Musiałam przesiedzieć miesiąc w domu z kontuzją pleców (pisałam o tym tutaj). Musiałam zachorować na Hashimoto (pisałam o tym tutaj). Musiałam kilka razy z przemęczenia przeleżeć tydzień w łóżku z anginą. Dopiero potem dotarło do mnie, że regeneracja jest tak samo ważna, jak trening! Od tego czasu, o ironio, wyglądam coraz lepiej :)

Czytaj dalej

Coś się kończy, coś się zaczyna

Nie od dziś wiadomo, że największą satysfakcję w Górniku sprawia mi praca z naszymi grupami młodzieżowymi. W kończącym się powoli sezonie miałam wiele powodów do radości związanych z naszymi młodymi nadziejami. Jednym z powodów do dumy był niewątpliwie zespół Centralnej Ligi Juniorów (U-19), który znalazł się w najlepszej czwórce w kraju i dzielnie walczył o finał z naszpikowaną reprezentantami kraju warszawską Legią.  Czytaj dalej