W rozsypce

Jubileuszowy, setny wpis. Powinien być radosny i pozytywny. Powinien, bo niestety, ale nie będzie taki. Nie wstałam w końcu w przysiadzie ze 100-kilogramową sztangą. Nie odważyłam się podjąć ważnych życiowych decyzji. Nie spłaciłam kredytu z wygranych w Totolotka pieniędzy. Nie kupiłam domu za miastem.

FOT WLODZIMIERZ SIERAKOWSKI 2015-10-26 PILKA NOZNA - EKSTRAKLASA GORNIK ZABRZE - PODBESKIDZIE B-B 0 - 2 PO MECZU, SIEMIANOWSKA - PANCZYK ELZBIETA, HASNIK JOANNA

Jedno z niewielu uśmiechniętych zdjęć. Ostatnie tygodnie to głównie badania, wizyty u lekarzy, mnóstwo nerwów, bezsilność, stracone marzenia i łzy w oczach. Tak, nie jestem taka silna, jak czasem się niektórym wydaje. Raczej potrafię uśmiechem i żartami zamaskować wewnętrzny ból.

Wspominałam Wam wielokrotnie, że czekam od kilku miesięcy na wizytę u doktora Klajnowicza w Mysłowicach. Czytałam o nim sporo pozytywnych opinii, przede wszystkim u Anity z Alpacasquare.pl. W styczniu po tym, jak doktor Stęchły, endokrynolog z Bytomia stwierdził za 120zł, że mam Hashimoto, co wyczytałam sama z wyników i powinnam po prostu prowadzić spokojne życie, zapisałam się do niego. Tak, czekałam tak długo na prywatną wizytę. W międzyczasie w czerwcu byłam jeszcze raz w Bytomiu na kontroli, ale lekarz mimo mojego coraz to gorszego samopoczucia w dalszym ciągu uważał, że wszystko jest u mnie w porządku.

lek1
Z górnej części pleców chyba jestem najbardziej dumna :)

Czekając tak długo na wizytę chciałam pójść do lekarza już z kompletem badań. Wypisałam więc sobie wszystkie, które wydawały mi się potrzebne. Po podliczeniu cen poszczególnych badań wyszło mi prawie 1000zł. Stwierdziłam więc, że nie po to co miesiąc część moich zarobionych pieniędzy przekazywana jest na ubezpieczenie zdrowotne, by teraz tyle płacić. Jako, że od stycznia nie mam miesiączki po tym, jak odstawiłam tabletki antykoncepcyjne udałam się więc najpierw do ginekologa z NFZ-u, doktora Gałązki z prośbą o skierowanie na badania hormonalne. Pan doktor popukał się w czoło, czytając moją listę i stwierdził, że wypisze mi lepiej skierowanie na oddział ginekologiczno-endokrynologiczny, gdzie mnie gruntownie przebadają.

lek10
Woda wychodzi mi już uszami. 

Pojechałam oczywiście do Katowic, ale odbiłam się od ściany, bo najbliższe terminy przyjęć na oddział są dopiero w lipcu przyszłego roku. Jedyna możliwość, by przyspieszyć termin to podejrzenie zmian nowotworowych. Wróciłam więc z powrotem do ginekologa. Oczywiście, ten stwierdził, że nic takiego nie wypisze. Miał pretensje, że wszystko komplikuje i spokojnie powinnam wrócić do przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych, a będziemy się martwić, gdy będę chciała zajść w ciążę. Luteina na wywołanie miesiączki nie przyniosła żadnych efektów. Badań hormonalnych oczywiście żadnych mi nie zlecił. Obiecał jedynie pomoc przy ustaleniu szybszego terminu do endokrynologa z NFZ-u. Nie skorzystałam oczywiście ani z propozycji dalszego przyjmowania antykoncepcji, ani z pomocy załatwienia wizyty u endokrynologa. Stwierdziłam za to, że już nigdy więcej nie pójdę do tego ginekologa. Mogłabym jeszcze przytoczyć historię o tym, w jaki sposób zalecił mi załatwienie szybszego terminu w szpitalu, ale wolę zamknąć ten temat i już się więcej nie denerwować.

lek6
Śniadanie. Łosoś i cukinia z parowaru i kubek soku z kiszonych buraków. 

Postanowiłam pójść jednak jeszcze do lekarza rodzinnego. Gdy pierwszy raz w ubiegłym roku robiłam badania, dostałam skierowanie na część z nich właśnie od niego. Wygląda jednak na to, że tym samym wyczerpałam już limit na całe życie i od niego również wyszłam z niczym. Bardzo się zdenerwowałam wówczas i tym samym postanowiłam zrobić prywatnie komplet badań. Jako pracownik Górnika, dostałam 10-procentową zniżkę w laboratorium, z którym klub współpracuje i w sumie zapłaciłam ok. 900zł. Sporo. Znajomi pukali się w czoło, twierdząc, że na siłę szukam sobie chorób. Moja siostra zmarła na raka, tata chorował na raka, ciocia zmarła na raka, a ja prawdę mówiąc czuję się, jak wrak człowieka i jeszcze chciałabym trochę pochodzić po tym świecie. Miałam odłożone akurat pieniądze, bo ostatnio bardzo oszczędzałam, by spłacić szybciej kredyt, więc mogłam sobie pozwolić na prywatne badania. Z ciężkim sercem, bo nie ukrywam, że ten kredyt to mój drugi największy stresor życiowy, ale zdrowie jest najważniejsze.

Oto wyniki. W nawiasie normy. Brakuje ich w wypadku hormonów płciowych, ale jako, że nie mam miesiączki, to nie mam pojęcia w jakiej jestem fazie. Może wyczytacie coś na co ja nie zwróciłam uwagi.

WBC 5,1 [3,8-10,8 10^3/ul]
NEUT 2,5 10^3/ul
NEUT% 48,3 [40-70 %]
LYMPH 2,2 10^3/u
LYMPH% 42,5 [20-45 %]
MIX 0,4 10^3/u
MIX% 9,2 [0-12 %]
RBC 4,7 [3,5-5 10^6/u]
HGB 14,4 [11,2-15,4 g/dl]
HCT 42,6 [36-46 %]
MCV 91,3 [78-102 fl]
MCH 30,8 [26-34 pg]
MCHC 33,8 [32,2-36,8 g/dl]
RDW-CV 14,1 [11-14 %]
PLT 177 [140-450 10^3/ul]
PDW 13,4 [9-17 fl]
MPV 10,7 [9-13 fl]
P-LCR 32 [13-43 %]

OB 2 [3-15 mm/h]
CRP <1 [<5 mg/l]

Ferrytyna 45,95 [13-150 ng/ml]
Żelazo 15,1 [6,6-26 umol/l]
Wapń 2,35 [2,15-2,5 mmol/l]
Magnez 0,89 [0,66-1,07 mmol/l]
Sód 141,4 [137-147 mmol/l]
Potas 4,25 [3,6-5,4 mmol/l]
Chlorki 99 [98-107 mmol/J]
Witamina B12 740,8 [191-663 pg/ml]
Witamina D 66,53 [30-50 ng/ml]

AlAt 41,7 [<33 U/l]
AspAt 31,2 [<32 U/l]
alfa-Amylaza 102,1 [28-100 U/l]
Lipaza 24 [13-60 U/l]
GGTP 12,8 [6-42 U/l]
Białko całkowite 73,7 [64-83 g/l]
Bilirubina całkowita 9 [<15 umol/l]
Kreatynina 78,2 [44-80 umol/l]
GFR >60 [60-120]
Mocznik 8,7 [2,8-8,1 mmol/l]

Cholesterol 7,2 [3-5 mmol/l]
HDL 3,5 [>1,2 mmol/l]
LDL 4,1 [<3 mmol/l]
Trójglicerydy 0,49 [<1,7 mmol/l]
Homocysteina 9 [<15 umol/l]

Glukoza na czczo 5,37 mmol/l = 97 g/dl
Glukoza po 1 godzinie 6,31 mmol/l = 114 g/dl
Glukoza po 2 godzinach 2,25 mmol/l = 41 g/dl
Insulina na czczo 3,7 ulU/ml
Insulina po 1 godzinie 77,6 ulU/ml
Insulina po 2 godzinie / zapomnieli zrobić

TSH 2,02 [0,270-4,2 mlU/l]
FT4 17,24 [12-22 pmol/l]
FT3 3,82 [3,1-6,8 pmol/l]
anty-TPO 174,5 [<34 iU/ml]

LH 0,9 mlU/ml
FSH 2,1 mlU/ml
Estradiol 18,1 pg/ml
Prolaktyna 161,5 [102-496 ulU/ml]
Progesteron 0,65 ng/ml
Testosteron 0,24 [0,08-0,48 ng/ml]
Androstendion 2,41 [0,3-3,3 ng/ml]
SHGB 71,95 [18,3-54,1 nmol/l]
DHEA-S 240,30 [98,8-340 ug/dl]

Kortyzol 17,21 [6,2-19,4]

Zanim pojechałam z wynikami do endokrynologa, umówiłam się na konsultację u Moniki Skuzy z bloga TłusteŻycie.pl. Miałam szczęście, bo zadzwoniłam do niej w poniedziałek rano, wypisałam ankietę, przelałam na jej konto 250zł i od razu w ten sam dzień rozmawiałyśmy telefonicznie ponad godzinę. Normalnie trzeba poczekać parę miesięcy. Ta rozmowa była dla mnie bardzo pouczająca. Wiadomo, na wiele rzeczy dzięki jej blogowi, który przeczytałam od deski do deski już wcześniej zwróciłam uwagę i wdrożyłam do życia. Monika uświadomiła mi jednak, że jeśli chcę być zdrowa i nie wykończyć swoich nadnerczy całkowicie, to nie mogę trenować tak ciężko, jakbym chciała. Ogólnie chyba bardziej niż ciałem, zajęła się w rozmowie moją psychiką. Zwróciła mi uwagę na kilka aspektów. Wysłuchała, opowiedziała o swoich doświadczeniach, doradziła. Byłam w życiu u kilku psychologów i na kilku spotkaniach grup terapeutycznych, ale żadne nie dały mi tyle, co ta rozmowa, więc jestem Monice bardzo wdzięczna.

lek15
Z chłopakami na treningu.

Wiadomo, po zakończeniu rozmowy przepłakałam pół wieczoru, bo zamiana treningu siłowego na spacery, jogę, czy stretching to dla mnie absolutnie najgorszy wymiar kary. Ze sztangą czuję się po prostu szczęśliwa. Nie ukrywam więc, że to był dla mnie duży cios, bo siłownia pozwoliła mi w ubiegłym roku wyjść z depresji i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Inna sprawa, że wiązałam z siłownią spore nadzieje zawodowe. Co to jednak za trener, który nie może ćwiczyć? Weryfikacja tego marzenia przez życie dobiła mnie najbardziej. I chyba dalej nie potrafię wyjść z dołka, w którym jestem. Jednocześnie jestem strasznie zła na siebie, bo przez kilkanaście lat wydawało mi się, że antykoncepcja jest wspaniałym wynalazkiem, a tymczasem wspólnie z chronicznym stresem zniszczyła mi zdrowie (wkrótce napiszę więcej o tym).

lek3
Shopping „U Gwoździkowej”.

Kilka dni po rozmowie Monika przesłała mi zalecenia związane z odżywianiem, suplementacją i organizacją dnia codziennego. Opiszę je wkrótce, bo większość już stosuję. Priorytetem jest obniżenie stanu zapalnego tarczycy, poprawa pracy wątroby, wchłaniania, trawienia i odciążenie nadnerczy. Monika zasugerowała również włączenie Letroxu 25g lub najlepiej naturalnej, świńskiej tarczycy. Za zalecone suplementy zapłaciłam kolejne niecałe 1000zł, ale zaufałam jej i na razie, odpukać, czuję się lepiej. Jedynie świńską tarczycę zamówię z czasem, bo już mi zabrakło środków (ok. 200zł). Po Letrox wybieram się natomiast jutro do lekarza rodzinnego, bo dostałam, ale Euthyrox z laktozą :( Mam nadzieję, że mi go zamieni.

lek4
Sól jedynie oddałam rodzicom, bo nie zauważyłam, a zawiera jod.

Mimo konsultacji u Moniki pojechałam do doktora Klajnowicza. W końcu nie po to czekałam kilka dobrych miesięcy, by teraz zrezygnować. Poza tym byłam ciekawa, czy potwierdzi diagnozę Moniki. Zapłaciłam drugie 250zł i przyznam szczerze mam bardzo mieszane uczucia. Fakt, doktor przebadał mnie gruntownie, poczynając od ciśnienia, poprzez sprawdzenie stanu uzębienia (masakra, muszę iść do dentysty, a tego się okropnie boję), wyglądu skóry na łokciach, kolanach, czy na głowie, na USG tarczycy kończąc. Zadawał dużo pytań. W sumie wizyta u niego trwała godzinę.

lek12
Obecnie na pierwszym planie są… warzywa w hurtowych ilościach.

Zalecił mi picie wody z rana i 3l w ciągu dnia ze względu na rozrzedzenie krwi, unikanie jodu (a ja tam chciałam zamieszkać kiedyś w Gdańsku), dietę bez laktozy oraz suplementację witaminą D i K. Potwierdził, że treningi odpadają, ale jakaś delikatna aktywność fizyczna jest wskazana. Ponadto poprosił o zrobienie badań ACTH, aldosteronu, prolaktyny z obciążeniem i 17-OH-Progesteronu. Jednocześnie ze względu na stan zapalny tarczycy przepisał mi sterydy, mianowicie Hydrokortyzon 10mg. Po 3 tygodniach miałabym włączyć natomiast Euthyrox 25, najpierw połowę tabletki, a po 10 dniach całą. Nastraszył mnie jednocześnie zmianami nowotworowymi w przysadce mózgowej i nadnerczach, co spowodowało, że czym prędzej wykupiłam sterydy w aptece.

lek13
Do śniadania i obiadu.

Gdy już emocje minęły, poczytałam trochę i na spokojnie przeanalizowałam sytuację, stwierdziłam, że muszę potwierdzić to innymi badaniami. Zdziwiło mnie też, że zalecił mi Euthyrox z laktozą i dietę bez laktozy. Czemu nie Letrox? Po przeczytaniu ulotki z Hydrokortyzonu dwa dni nie spałam i do dzisiaj ani jedna tabletka nie przeszła mi przez gardło. Może źle robię, ale dopóki nie będę miała 100-procentowej pewności, że muszę przyjmować sterydy, nie zdecyduję się na nie.

lek8
Kolejne zamówienie.

Stwierdziłam, że zrobię zalecone badania i skonsultuję się jeszcze u innego endokrynologa, mianowicie prywatnie u ordynatora oddziału ginekologiczno-endokrynologicznego w Katowicach Pawła Madeja. Przyjmuje w Bytomiu i w zasadzie można się umówić na wizytę już na następny dzień. Pod koniec tygodnia będę miała wyniki. Jak trzeba będzie pójdę też na tomograf, czy rezonans dla świętego spokoju, bo z tego co wyczytałam to podstawa przy diagnozie gruczolaków.

lek16
I jeszcze jedna paczka. W saszetce są kryształy japońskie. 

Zlecone badania udało mi się na szczęście zrobić w ramach funduszu. Dostałam skierowanie od innego ginekologa z NFZ-u, mianowicie poleconego mi doktora Ziomka. Dzięki koleżance udało mi się do niego dostać z dnia na dzień mimo, że nie przyjmuje już nowych pacjentek spoza Goduli (dzielnica Rudy Śląskiej, w której mieszkam). Doktor okazał się naprawdę fantastycznym człowiekiem i przede wszystkim psychologiem. Chyba przez godzinę próbował przekonać mnie, że jestem piękną i wartościową dziewczyną i skoro nie mam szans na występ na olimpiadzie, to powinnam odpuścić teraz treningi i pozwolić organizmowi wrócić do właściwego rytmu. Jako sportowiec amator powiedział mi jednak poza protokołem, żebym delikatnie coś na siłowni ćwiczyła, bo rozumie, że to może być dla mnie koniec świata. I w sumie tego zalecenia się uczepiłam i przez  ostatnie 2 tygodnie robiłam krótkie, maksymalnie godzinne (razem z rozgrzewką i rozciąganiem) treningi na małych obciążeniach. Czuję jednak, jak „zapalona” jest moja tarczyca, więc ostateczną decyzję co dalej, podejmę po badaniach i wizycie u doktora Madeja.

lek9
Znajomi bardzo mi pomogli w ostatnim czasie. Tutaj ogórki od Sonii z NC+.

Ginekolog potwierdził też po badaniach USG i wynikach, że mój organizm jest w stanie menopauzy i moje szanse na zajście w ciążę są marne. Powiem szczerze. Nigdy nie planowałam dzieci, ale też nie spotkałam na razie kogoś z kim chciałabym je mieć. Wiem, że to nie wyrok, ale ta informacja spowodowała, że czuję się jeszcze bardziej wybrakowana niż dotychczas. Poza tym mam akurat znajomych, którzy starają się od lat o dziecko i wiem, ile to ich kosztuje i nie mam na myśli finansów. Nie wiem, czy bym się na to zdecydowała.

lek7
Jeden posiłek dziennie to teraz u mnie zupa – krem warzywny. Tutaj brokułowa. 

lek5
A tutaj krem z batatów. 

Ostatnim zaleceniem doktora Ziomka było to, by ubrać pończochy, mini, szpilki i pójść w miasto. Imprezy do białego rana ze względu na nadnercza u mnie odpadają, więc koleżanka doradziła mi inny sposób na poprawę nastroju. Prawdę mówiąc czuję się jeszcze gorzej. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie będzie to, by kupić sobie psa i chodzić z nim na te zalecone przez Monikę spacery. Najlepiej w górach. Przydałby mi się generalnie jakiś kilkumiesięczny urlop od wszystkiego, by dojść do siebie. Pomarzyć dobra rzecz. Coś trzeba jeść i z czegoś spłacać kredyt. I koło się zamyka.

lek14
Tylko mój portfel cierpi, ale przez chwilę czuję się lepiej. 

Ciekawa jestem, co zrobilibyście na moim miejscu, czego Wam oczywiście nigdy nie życzę.

Reklamy

37 thoughts on “W rozsypce

  1. Pingback: Pierwszy miesiąc redukcji | JOANNA HAŚNIK

      • Bez różnicy, dojadę wszędzie, ważne żeby było super podejście :). A zadam jeszcze takie pytanie:

        Hormony brać czy nie brać?
        Stoję przed takim dylematem. Czy przy 50% tarczycy można próbować radzić sobie tylko dietą i suplami? Działam tak od lutego czuję poprawę, ale też mam wrażenie że coraz częściej czuje taki ścisk w klatce piersiowej (okolice serca), zastanawiam się czy to może być od Hashi, czy nerwowe? Hormonów dotychczas nie brałem, wiem że jak wejdę na tą drogę to z niej nie wyjdę. Czy przy mniejszej tarczycy można się ogarnąć bez hormonów czy to nieuniknione?

  2. Pingback: Światełko w tunelu | JOANNA HAŚNIK

  3. Pingback: Hashimoto | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: Pieniądze szczęścia nie dają, ale… | JOANNA HAŚNIK

  5. Pingback: Wielopoziomowy rozpiździel | JOANNA HAŚNIK

  6. Pingback: Trenuj, ale z głową! | JOANNA HAŚNIK

  7. Pingback: Wróciłam do punktu wyjścia… | JOANNA HAŚNIK

  8. Pingback: Moja obecna suplementacja #3 | JOANNA HAŚNIK

  9. Pingback: To co Ty jesz? | JOANNA HAŚNIK

  10. To genialnie że zrobiłaś te wszystkie badania ,że jesteś coraz bliżej (wbrew temu co mogłoby się wydawać ) powrotu do lepszego samopoczucia-czego Ci z całą mocą życzę.Ja póki co trwam w jakimś dziwnym zawieszeniu ,samopoczucie fizyczne i psychiczne mówiąc najbardziej oględnie słabe ,wizytę u ginekologa -endokrynologa odkładam w nieskończoność .Czytam Twoje wpisy ,mam nadzieję że choć trochę Twojego samozaparcia przeniknie do mnie ;-) Pozdrawiam Ciepło.Jasmina

  11. Pingback: Wypalenie nadnerczy, czyli dlaczego jestem chronicznie zmęczona | JOANNA HAŚNIK

  12. Pingback: A jaki jest Twój trener? | JOANNA HAŚNIK

  13. Podziwiam Cię bardzo, jesteś silniejsza niż myslisz i nie chodzi mi o siłę mięśni. Czasami trzeba się troszkę rozkleić i poużalać nad sobą, zwłaszcza jak się ma takie problemy. Trzymam za ciebie kciuki, też jestem dzieckiem alkoholików, ale to już dla mnie przeszłość, odciełam się od tego całkowicie. Tobie też to radzę. Buziaki

  14. Ja właśnie też dostałam od tego samego doktora hydrokortyzon w dokładanie tej samej dawce z powodu niedomogi nadnerczy i też niespecjalnie mam ochotę to brać. Kurcze, nie czuję się aż tak chora.Tym bardziej, że od kilku lat kopię się z każdym gramem na wadze i efekty dość marne.Nie tylko o wagę tu chodzi. Ale jak tylko przestaję mierzyć i ważyć waga szybuje do góry.Jak dołożę do koktajlu hydrokortyzon, to ja nie wiem, co będzie. Gorzej, bo właściwie to nie ma się już z kim skonsultować. Póki co 3 lekarzy ( rodzinny, endo nr 1 i lek. w poradni metabolicznej twierdzą ,że mi się poprzewracało w głowie i wymyślam). Tylko Klajnowicz potwierdził moją wersję od razu po zerknięciu na wyniki badań , które sama sobie zleciłam. W czwartek byłam wreszcie na pierwszej wizycie u endo z NFZ( po 360 dniach oczekiwania) i tamta pani po obejrzeniu wyników stwierdziła, że wszystko jest w najlepszym porządku.Można oszaleć…

    • Kurczę, powiem Ci, że nie wiem co robić. Ja się boję tego brać. Dzisiaj byłam u rodzinnego po Letrox i powiedział znowu, że nie mam się bać, bo będzie gorzej, jak nie będę brała i że to za mała dawka, bym miała jakoś przytyć strasznie. Sama nie wiem, co mam robić. Mam mętlik w głowie. I nie wiem z kim się właśnie jeszcze skonsultować, bo już mi doktora Madeja odradzono.

      • Hydrokortyzon to nie koniec świata! Lajtowy steryd…śmiem twierdzić że paracetamol w dużych ilościach jest Ci w stanie bardziej zaszkodzić… Najgorzej jak pacjent wie najlepiej i chodzi do miliona różnych lekarzy zamiast leczyć się i jednego sprawdzonego. Oczywiście jak jego leczenie nie będzie skutkowało warto pomyśleć o zmianie ale nie konsultować się w jednym czasie u miliona specjalistów na raz bo tak naprawdę żadnemu nie dajesz szansy… Ja brałam dużo cięższe sterydy w dawkach o których nawet nie chce mówić…ba myslec. Po wizycie w szpitalu zmienialam ciuchy na dwa rozmiary większe…potem znów waga wracała do normy. Podziwiam Cię! Jesteś twardą babka tylko nie daj się zwariować:-*

        • Mimo wszystko boję się i dopóki nie będę miała potwierdzenia, że muszę go brać, to nie dotykam go nawet :) Za długo walczyłam o zdrowe jelita, żeby teraz znowu je rozwalać :) Dzięki za wsparcie :)

  15. Joanna, trzymam za Ciebie kciuki.

    Pamiętaj o jednym, zmiany są straszne, bo burzą nasze poczucie bezpieczeństwa ale NIE są złe.
    Zmiany to ruch, energia zaczyna płynąć , pojawiają się nowe możliwości.
    Nie patrz na zmiany jak na koniec czegoś. Każda zmiana to POCZĄTEK czegoś. Zmiana jest jak wiosna, zaczyna się roztopem, błotem i psimi kupami na chodniku a potem… wybucha nowe i piękne.

    Rozumiem Cię, bo kiedyś musiałam z dnia na dzień porzucić sport życia- jeździectwo. Wyobraź sobie że uczuliłam się na konie/stajnię. :/ Boże co za absurd.
    Nigdy już do tego nie wrócę choć śni mi się po nocach ze jeżdżę konno, a w dzień nie mogę nawet konia pogłaskać bo mi skóra z dłoni obłazi.
    Trudno. Znalazłam sobie inne nowe rzeczy i jestem szczęśliwa.
    Po prostu się da.

    BTW, swoją drogą ile razy wchodziłam na ten blog, tyle razy dziwiłam się, że robisz co robisz. Twoje schorzenia i tak mocny trening. Joanna, Ty musiałaś wiedzieć, że robisz sobie krecią robotę.
    Zastanów się, skąd idzie ta autodestrukcja.
    Bo to tak jest, wybieramy zachowania autodestrukcyjne, żeby się ogłuszyć i nie musieć stawać oko w oko z prawdziwym problemem jaki mamy. A to z nimi trzeba się jednak uporać w pierwszej kolejności.

    Życzę siły. Wiary.
    I trzymam kciuki. :-)
    Powodzenia.

    • Witaj, dziękuje za wsparcie.

      Wiem, z czego wynika ta autodestrukcja. Siłownia pomaga mi poczuć się pewniej, wyciągnęła mnie z depresji. Codziennie jestem na granicy i walczę, by znów nie stoczyć się w dół. Po treningu czułam się szczęśliwa po prostu. Jestem cudownym dzieckiem z DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika) i generalnie ciężko mi sobie poradzić z tym. Zdaję sobie sprawę, że to jest główny problem… Pracuję nad sobą, ale z różnym skutkiem.

      Cieszę się, że mimo wszystko udało Ci się odnaleźć szczęście. Ja również nie tracę nadziei…

      Pozdrawiam :)

  16. Rozumiem, jak trudno musi Ci teraz być… Niemniej jednak życie już nieraz mi pokazało, że coś złego może na dłuższą metę okazać się dla nas korzystne. Daj ciału odpocząć, bo bardzo tego potrzebuje – ciężki wysiłek i Hashimoto nie idą w parze i niestety są na to nawet badania :( Ja też już nie raz znajdowałam się w bajorze Hashimotowej rozpaczy, ale… Zawsze jest coś, co może nam pomóc. Spróbuj sięgnąć po tę książkę – leczy duszę! https://madbooks.pl/jak-przestac-sie-martwic-i-zaczac-zyc

    Trzymam za Ciebie mocno kciuki – pamiętaj, że jak Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno :)

    • „Bajoro Hashimotowej rozpaczy” poprawiło mi humor :D Książka mnie zaciekawiła, więc na pewno przeczytam. Na pewno moje życie towarzyskie na tym wszystkim zyska. Dziękuję za wsparcie :)

  17. Mam takie same zalecenia od MS i po przemyśleniach wracam na siłownię a to dlatego że mam wrażenie że większym stresem dla mojego organizmu jest odstawienie siłowni i to co widzę w lustrze niż treningi 😕ale to moje wnioski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s