Śniadania bez jajek, rekord na treningu i tydzień pełen szkoleń

Ostatnio straszyłam Was toksynami, metalami ciężkimi i środkami chemicznymi. Dziękuje Wam za sporo komentarzy i prywatnych wiadomości. Wasze rady są dla mnie bardzo cenne :) Dziś natomiast chciałam podzielić się z Wami kilkoma moimi małymi sukcesami, opowiedzieć o planach na najbliższy czas.

Czytaj dalej

Reklamy

Uwolnić się od toksyn

Każdego dnia stykam się z całą masą różnorodnych substancji toksycznych, które są w powietrzu, wodzie, w domu, w pracy, ubraniach, kosmetykach, czy jedzeniu. Toksyny są stałym elementem mojego życia tym bardziej, że mieszkam na Śląsku. Mój układ odpornościowy nie pozostaje na to obojętny. Duże obciążenie toksynami mogło być jedną z przyczyn wywołania choroby autoagresywnej, mianowicie Hashimoto. Jednocześnie to właśnie toksyny mogą być powodem, dla którego w dalszym ciągu nie jestem w stanie wrócić do pełni zdrowia.

Teraz, gdy moje jelita są już w coraz lepszym stanie (więcej tutaj), wyeliminowałam produkty spożywcze, które wywoływały u mnie stan zapalny (więcej tutaj), trzymam w ryzach poziom glukozy i insuliny (więcej tutaj), odciążyłam nadnercza (więcej tutaj), staram się przywrócić równowagę hormonalną w moim organizmie. W dalszym ciągu nie mam bowiem miesiączki. Mój poziom estrogenów w organizmie jest w dalszym ciągu dość wysoki, bo wątroba obciążona wieloletnią antykoncepcją (więcej tutaj) nie pracuje tak dobrze, jak powinna, o czym świadczą podwyższone enzymy wątrobowe (AST, ALT). Inna sprawa, że obecnie przyjmuję Letrox, a więc syntetyczne hormony tarczycy, czy Gluphage, co też pewnie odbija się niekorzystnie na wątrobie.

Postanowiłam więc w najbliższym czasie zwrócić większą uwagę na detoks estrogenów, wesprzeć jeszcze bardziej pracę wątroby, a także w miarę możliwości uwolnić się od toksyn. Nie, nie zbawię nagle świata, ale mogę dokonywać lepszych wyborów. Przekonała mnie do tego ostatecznie Amy Myers w książce „Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne”, której fragmenty będę cytować poniżej. Czytaj dalej

Haul „U Gwoździkowej”

Bardzo lubię oglądać na innych blogach haule zakupowe, szczególnie u Julii, która przedstawia często swoje zdobycze z iHerb’u (zobacz tutaj). Ja do zakupów na tej stronie w dalszym ciągu nie mogę się przekonać. Zresztą w swoim mieście mam bardzo dobrze zaopatrzony sklep „U Gwoździkowej”, o którym pisałam Wam tutaj.

Dawno nie byłam w stacjonarnym sklepie, bo też zrezygnowałam ostatnio z sauny i basenu ze względu na kiepski stan cery. Nie miałam więc powodu, by jechać na Halembę. W ostatnim czasie pokończyło mi się jednak wiele produktów, więc korzystając z dnia wolnego pojechałam na zakupy.Tym samym postanowiłam pokazać Wam, co znalazło się w moim koszyku.

Jednocześnie mam dla Was dobrą wiadomość. Pisaliście bowiem, że żałujecie, iż sklep „U Gwoździkowej” nie prowadzi internetowej sprzedaży. Tymczasem, od niedawna można już składać zamówienia online. Wiadomo, nie wszystkie produkty, które są w sklepie stacjonarnym można już kupić przez internet, ale oferta systematycznie się rozrasta.

ugwo

Zapraszam serdecznie na http://www.ugwozdzikowej.pl :)

Czytaj dalej

Zawał serca, rewolucja i złoty trener

Myślałam, że już w ubiegłym tygodniu uda mi się opublikować artykuł o kolejnej podjętej przeze mnie walce o powrót do zdrowia, ale doba okazuje się dla mnie ostatnio za krótka. Wpis mam w głowie, ale kiedy siadam wieczorem do komputera (już się z nim polubiłam i nie chcę go sprzedać :D), po pół godzinie stwierdzam, że jestem potwornie zmęczona i kładę się spać. I tak co dzień dopisuję parę zdań i odkładam resztę „na jutro”. Tylko, że jutro znów czuję się gorzej i w ogóle nie otwieram zapisanego szkicu. Proza życia.

Czytaj dalej

Strong is the new sexy! Konkurs! Wygraj plan treningowy!

Strong is the new sexy! Dokładnie tak uważam! Siła jest moim zdaniem strasznie pociągająca… Ale nie o tym miałam dziś pisać. Tak, jak wspominałam w ostatnim poście, zdecydowałam się wrócić do zbóż bezglutenowych, by zwiększyć obciążenia treningowe. Raczej nigdy nie będę już trójboistką, ani dwuboistką, ale mam swoje ambicje związane z treningiem siłowym. Chciałabym w końcu podnieść w przysiadzie 100kg (na razie rekord to 90kg), 150kg w martwym ciągu (dotychczas 100kgx3) i 70kg w wyciskaniu leżąc (dotychczas było 45kgx3). Przez najbliższe trzy miesiące będę więc pracować nad siłą.

Jak widać, nie kieruję się trendami. W końcu wszyscy teraz redukują po zimowej masie. Ja natomiast dopiero teraz poczułam przypływ energii. Forma do bikini będzie więc w tym roku jesienią. Może wtedy uda się ją zaprezentować na jakiejś rajskiej plaży. A co, trzeba mieć marzenia!

Czytaj dalej