Power by fat

Jak już ostatnio pisałam tutaj, mój organizm jest obecnie w ketozie odżywczej. Oznacza to, że w mojej diecie królują tłuste mięsa i ryby, a także oleje i tłuszcze. Rodzina i znajomi obwieścili mi już rychły zawał, a panie sprzedawczynie w klepie mięsnym mówią, że jestem ich jedyną klientką, która życzy sobie najtłustsze kawałki i gardzi chudymi.  Mam nadzieję, że po trzech mięsach diety wysokotłuszczowej moje wyniki badań wprowadzą ich w zdumienie.

Tłuszcz jest niezbędnym składnikiem diety odchudzającej. Choć wydaje się to niedorzeczne, aby schudnąć i poprawić stan zdrowia potrzebujemy właśnie tłuszczu. Więcej o mechanizmach rządzącym tym procesem pisałam w poprzednim artykule.

Większość ludzi uważa, że tłuszcz szkodzi i od niego się tyje. Ja sama bałam się jeszcze do niedawna szczególnie tłuszczów nasyconych, myśląc, że wywołują choroby serca. Nie wiedziałam, że na przestrzeni ostatnich lat postępy w nauce żywieniowej wykroczyły znacznie ponad zalecenia dotyczące spożycia tłuszczów nasyconych i nienasyconych. Tymczasem, większość zaleceń dotyczących spożycia tłuszczu zwykle są całe lata za postępami nauki w tym zakresie. Jednym z przykładów jest to, że tłuszczu, jako niezdrowego, należy unikać. To nieprawda, choć pewnych rodzajów na pewno trzeba się wystrzegać. I o tym będzie mój dzisiejszy artykuł.

Jednocześnie chciałam Wam pokazać na zdjęciach moje ulubione źródła tłuszczu.

Czytaj dalej

Ketoza, czyli spalaj tłuszcz, jedząc tłuszcz

Po nieudanym eksperymencie z wprowadzeniem węglowodanów bezglutenowych do diety, o którym pisałam tutaj, początkowo zastanawiałam się nad przejściem na pełny protokół autoimmunologiczny. W końcu zdecydowałam się bowiem całkowicie wykluczyć z diety jajka, kawę i orzechy, co nie udawało mi się przez długi czas. Wcześniej stosowałam większość zasad protokołu (więcej tutaj), ale nie byłam w stanie zrezygnować z ulubionej jajecznicy na śniadanie, kawy na dobry początek dnia i paczki nerkowców od czasu do czasu. Płacząc na ławce pod Pałacem Kultury (więcej tutaj) stwierdziłam jednak, że nie mogę sobie pozwolić już na żadne odstępstwa.

Czytaj dalej

Skąd czerpię wiedzę?

Dostaję od Was sporo e-maili i wiadomości na profilach społecznościowych, w których dziękujecie mi za artykuły, dzięki którym zmieniliście podejście do treningu, czy znaleźliście receptę na poprawę zdrowia. Bardzo mnie to cieszy. Na tym mi w końcu najbardziej zależało, zakładając tego bloga. Nie czuję się ekspertem, ale chciałam być po prostu inspiracją do zmian.

Jednocześni często podkreślacie, że mam „imponującą” wiedzę. Fakt, staram się cały czas ją poszerzać, ale prawdę mówiąc, im więcej czytam, tym wiem mniej, więc nie mogę osiadać na laurach. Wiedza, którą posiadam nie jest jednak w żaden sposób niedostępna dla innych. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

I właśnie dziś chciałam podzielić się z Wami informacją, skąd czerpię wiedzę. Na jakich kursach, szkoleniach i konferencjach byłam. Jakie webinary oglądałam. Które strony internetowe, blogi, profile i kanały na Youtub’ie śledzę na bieżąco. Do jakich grup na Facebooku należę. Wiadomo, gdy zainteresuje mnie jakiś temat, wtedy szukam głębiej. Dziś jednak o tych najważniejszych dla mnie. Liczę też na Wasze polecenia.

Czytaj dalej

Nieudany eksperyment / wyniki badań

Przez ostatnie kilka miesięcy próbowałam oszukać swój organizm. O swoich planach pisałam tutaj. Byłam wówczas pełna entuzjazmu.

Myślałam, że przechytrzę Hashimoto, niedoczynność tarczycy, nieszczelne jelita i mimo przeciwwskazań będę zaczynała dzień od filiżanki mocnej kawy, delektowała się jajecznicą ze szczypiorkiem na śniadanie, w chwilach słabości sięgała po nerkowce lub migdały i od czasu do czasu piła piwo na spotkaniu ze znajomymi. Liczyłam, że mam już pod kontrolą insulinooporność i hipoglikemię, więc spokojnie mogę wprowadzić węglowodany bezglutenowe i owoce do swojej diety.  Wydawało mi się, że trening siłowy na powtórzeniach 6-3-1 z długimi przerwami między seriami bez interwałów nie zwiększy stanu zapalnego i nie obciąży podreperowanych nadnerczy.

Niestety, mój organizm nie był jeszcze gotowy i nie zamierzał ze mną współpracować. Co więcej, zbuntował się i pokazał mi jednoznacznie, że nie toleruje pewnych produktów i nie ma na razie mowy o pobijaniu dalszych rekordów na siłowni.

Czytaj dalej