Mit cholesterolowy

Jeszcze parę lat temu, gdyby, zobaczyła swoje obecne wyniki profilu lipidowego (więcej tutaj), byłabym przerażona. Pewnie potulnie wykupiłabym leki obniżające poziom cholesterolu (statyny) i Calominal, blokujący wchłanianie tłuszczy (czy tylko u mnie reklama tego suplementu w diecie powoduje nagły wzrost ciśnienia?!),  nabijając kieszenie koncernów farmaceutycznych i zgodnie z zalecenia lekarza wyeliminowała całkowicie z diety tłuszcze nasycone i wielonienasycone. Na moim talerzu królowałyby chude mięsa i ryby, jogurty i serki light oraz odtłuszczone mleko.

Tak, ja również myślałam kiedyś, że to właśnie cholesterol przyjmowany wraz z pożywieniem powoduje wzrost poziomu cholesterolu we krwi, co prowadzi do zatkania żył, tętnic, serca i w konsekwencji zawału i śmierci. W końcu wszyscy, którzy byli dla mnie wówczas autorytetami tak twierdzili: lekarze w przychodni, nauczyciele w szkole, rodzice w domu.

Dziś wiem, że nie ma powodów do paniki, choć oczywiście muszę wyeliminować przyczynę stanu zapalnego w organizmie (prawdopodobnie zaburzenia glikemii po wprowadzeniu węglowodanów bezglutenowych, więcej tutaj), na który wskazuje m.in. wysoki poziom cholesterolu całkowitego. Pozostałe wyniki świadczą jednak o tym, że mogę spać spokojnie i zajadać się pieczoną karkówką, boczkiem i smalcem. W końcu tłuszcz zwierzęcy to nasze paliwo (więcej tutaj).

Mimo, że coraz częściej mówi się i pisze, że nie ma podstaw, by twierdzić, że wysoki poziom cholesterolu, a tym samym spożywanie dużych ilości tłuszczy nasyconych i wielonienasyconych przyczynia się do chorób układu sercowo-naczyniowego, wiele osób w dalszym ciągu ulega „fobii cholesterolowej”. Postanowiłam więc w serii artykułów związanych z ketozą odżywczą, na której obecnie jestem napisać również o cholesterolu, o tym skąd wzięło się przekonanie o jego złowrogim działaniu, co tak naprawdę powoduje choroby serca, a także jak należy interpretować wyniki badań profilu lipidowego. Im więcej takich artykułów, tym lepiej. Może w końcu kiedyś sprzedawczynie w sklepie mięsnym przestaną się dziwić, że gardzę chudymi kawałkami mięsa.

Z pomocą przyszła mi książka Bruce’a Fife’a „Dieta ketogeniczna – jak odzyskać zdrowie dzięki tłuszczom”, artykuły z magazynu „Food Forum” (polecam jednocześnie profil Moniki Gackowskiej „Interpretacja wyników badań laboratoryjnych w praktyce” – zobacz tutaj – mam nadzieję, że kiedyś trafię do niej na szkolenia)  oraz mój autorytet w zakresie medycyny holistycznej, Chris Kresser (zobacz tutaj).


Zawał serca
W 1878 roku po raz pierwszy udokumentowana została w literaturze medycznej nowa choroba. Brytyjski lekarz medycyny, Adam Hammer, napisał, że jego pacjent doznał miażdżącego bólu w klatce piersiowej, po czym upadł i zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że tkanka mięśnia sercowego pacjenta obumarła, powodując niewydolność serca i prowadząc do śmierci. W dzisiejszych czasach objawy ataku serca są dobrze znane i powszechne. Codziennie na zawał serca umierają tysiące ludzi.

Chillout u mamy. Chętnie zostałabym na dłużej. #reptyslaskie #rehab #mom #heart #chillout #forest #silesia

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

W kwietniu zawał przeszła moja mama. Pisałam o tym tutaj. Na szczęście dwukrotny zabieg balonikowania w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, a następnie pobyt w Górnośląskim Centrum Rehabilitacji w Reptach Śląskich się udały i ma się dobrze. 

Dlaczego choroba ta była rzadkością prawie 200 lat temu i dlaczego teraz jest tak powszechna? Wiele osób zmarłych na zawał ma zaledwie 30-40 lat lub trochę powyżej. W ostatnim roku dwójka moich znajomych straciła właśnie w ten sposób życie. Sto lat temu ludzie dożywali 60, 70 czy 80 lat i nie umierali na tę chorobę, a więc nie jest ona wywoływana wiekiem. Jeśli zapytać przypadkowych ludzi, co powoduje atak serca, najczęstsza odpowiedź to jedzenie pokarmów zawierających zbyt dużo cholesterolu i tłuszczów nasyconych.

Warto cofnąć się właśnie do roku 1878. Powszechnie używano wówczas smalcu (tłuszcz wieprzowy), łoju (tłuszcz wołowy), masła, olejów kokosowego i palmowego, a w mniejszym stopniu – oliwy z oliwek. Nie dysponowano wówczas odpowiednią technologią, by wyhodować doskonałej jakości kukurydzę, soję, rzepak, czy inne olejek wielonienasycone. Tak więc nasi przodkowie, którzy nigdy nie słyszeli o takiej chorobie, jak zawał serca, jedli przede wszystkim tłuszcze zwierzęce, naszpikowane cholesterolem i tłuszczami nasyconymi, a efekty ich diety były wyraźne i jednoznaczne: choroby serca, nowotwory, oba typy cukrzycy, otyłość oraz szereg innych chorób współczesnej cywilizacji były rzadkością. Gdyby cholesterol i tłuszcze nasycone powodowały, czy chociażby przyczyniały się do powstawania wszystkich tych problemów zdrowotnych, jak twierdzi sporo ludzi, dlaczego więc po tysiącach lat obecności w jadłospisie człowieka, składniki te miałyby się nagle stać tak toksyczne? Czy dopiero teraz takie się stały? Czy naprawdę to one są winowajcami? Zarówno medycyna naukowa, jak i historia jednogłośnie odpowiadają, że nie.

Po raz pierwszy cholesterolową hipotezę chorób serca postawił badacz naukowy Ancel Keys w latach 50. XX wieku. W oparciu o dane z 6 krajów (Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, Anglii, Włoch i Japonii) wykazał związek pomiędzy ilością spożywanego tłuszczu a wskaźnikiem śmiertelności na zawał serca: im więcej spożytego tłuszczu, tym wyższy wskaźnik. Za głównego winowajcę Keys uważał zwłaszcza tłuszcze nasycone. Jego hipoteza została natychmiast przyjęta jako odpowiedź na długo poszukiwane wyjaśnienie wzrostu liczby zgonów na zawał serca. To badanie miało jednak jedną wadę i to bardzo poważną. Keys bardzo starannie wybrał dane. Posiadał informacje z 22 krajów, lecz wykorzystał tylko te potwierdzające jego hipotezę. Dane z pozostałych krajów nie tylko nie popierały jego hipotezy, ale wręcz obalały ją. Na przykład wskaźnik śmiertelności z powodu zawału serca w Finlandii był 24 razy wyższy niż w Meksyku, chociaż spożycie tłuszczu w tych krajach było prawie identyczne. W Stanach Zjednoczonych wskaźnik zgonów w skutek chorób serca jest znacznie wyższy niż we Francji, choć Francuzi zjadają dużo więcej tłuszczów nasyconych i cholesterolu. Jeśli dokładnie się przyjrzeć wszystkim danym, jakimi dysponował Keys, staje się jasne, że nie istnieje żadna korelacja pomiędzy spożyciem tłuszczów nasyconych i cholesterolu, a chorobami serca. Jako, że medycyna nie dysponowała żadną inną, hipoteza Keysa stała się jednak dominującym przekonaniem o pierwotnej  przyczynie chorób serca.

Prawdziwa „fobia cholesterolowa” wybuchła w 1977 roku, kiedy to Komisja MCGoverna opublikował swoje „Dietary Goals For The United States”, gdzie zaleciła m.in. zwiększenie konsumpcji węglowodanów do 55-60 procent ogólnej podaży, ograniczenie tłuszczy nasyconych do 10 procent oraz cholesterolu do 300 mg dziennie. Trzy lata później, w 1980 roku opublikowano żywieniowe wytyczne dla Ameryki – z których korzystały i inne kraje, w których można przeczytać m.in. podwyższony poziom cholesterolu wiąże się ze zwiększoną szansą dostania ataku serca.

Z teorii lub inaczej hipotezy cholesterolowej wynika, że od roku 1920 spożycie tłuszczu zwierzęcego musiało znacznie wzrosnąć, by mieć związek ze zwiększeniem się współczynnika śmiertelności wskutek zawału. W rzeczywistości spożycie masła i tłuszczów zwierzęcych w Ameryce w tym czasie stale zmniejszało się, tymczasem spożycie cukru i tłuszczów roślinnych drastycznie rosło. W ciągu ostatniego osiemdziesięciolecia ilość cholesterolu w diecie Amerykanów wzrosła zaledwie o 1 procent. W tym samym czasie procent konsumpcji tłuszczów roślinnych w postaci margaryny, tłuszczu spożywczego oraz olejów przetwarzanych wzrósł o 400 procent. Obiektywnie rzecz biorąc, hipoteza cholesterolowa nie ma racji bytu.

W usilnej próbie wystraszania ludzi i zainicjowania większego używania olejów roślinnych, tłuszcze zwierzęce stały się głównym winowajcą każdej zaistniałej choroby pod słońcem. Fakty nie potwierdzają jednak tej teorii. Zwracał na to m.in. Paul Dudley White, ojciec nauki o sercu i jego chorobach, osobisty lekarz prezydenta Stanów Zjednoczonych Dwighta D. Eisenhowera, który zapytany o zdanie na temat teorii mówiącej, że cholesterol i tłuszcz nasycony wywołują atak serca. Powiedział, że nie może jej potwierdzić, ponieważ wiem, że jest ona niezgodna z historią tej choroby. Przemysł spożywczy i farmakologiczny bardzo aktywnie upubliczniały i promowały jednak teorię głoszącą, że tłuszcze nasycone i cholesterol wywołują choroby serca. Od lat 50. XX wieku są bowiem głównymi sponsorami badań naukowych w tej dziedzinie.

Dopiero w 2015 roku ta sama organizacja, która wcześniej przestrzegała przed cholesterolem wydała kolejne oświadczenie, w którym stwierdziła, że brakuje istotnego związku między spożyciem cholesterolu z diety a cholesterolem w surowicy krwi. Tym samym dopiero rok temu „okazało się”, że cholesterol nie jest zabójczą trucizną. Cieszy jednak fakt, że w końcu ktoś poszedł po rozum do głowy.

Jeśli więc cholesterol i tłuszcze nasycone nie wywołują chorób serca, to co jest ich przyczyną? Składa się na to szereg czynników.

Niedobory
Już w latach 40. i 50. XX wieku naukowcy Yudkin i Lopez odkryli związek pomiędzy spożyciem cukru rafinowanego a atakami serca. Konsumpcja cukru osłabia układ odpornościowy, obniża odporność organizmu na wirusy i bakterie mogące spowodować stan zapalny mięśnia sercowego i tętnic. Zapalenie to jeden z czynników powstawania płytek miażdżycowych i stwardnienia tętnic, a w konsekwencji zawału serca. Równie problemowe jest spożywanie gotowych, przetworzonych pokarmów, które pozbawione są witamin i minerałów, w tym witaminy C, która jest niezbędna do zachowania integralności tkanki łącznej, w tym tej tworzącej tętnice. Objawem niedoboru witaminy C jest arterioskleroza (stwardnienie tętnic). Również witaminy z grupy B, których może brakować w codziennym jadłospisie są niezbędne do zachowania wytrzymałych i zdrowych tętnic. Badania naukowe dowiodły, że niedobór witamin z grupy B jest główną przyczyną arteriosklerozy i zawału serca.

Polecam z całego serca ten produkt. Oczywiście warto wcześniej zadbać o jelita i wchłanianie (więcej tutaj). 

Istnieje także duży związek pomiędzy wystąpieniem ataku serca a niedoborem minerałów. Choroba wieńcowa serca rzadziej dotyczy mieszkańców obszarów, w których woda pitna naturalnie obfituje w magnez spełniający rolę naturalnego antykoagulantu i wspomagającego wchłanianie potasu przez organizm, tym samym zapobiegając nieregularnemu rytmowi serca.

Witamina D3 jest także istotna dla ochrony serca. Jest niezbędna dla absorpcji wielu minerałów, w szczególności wapnia i magnezu. organizm ludzki potrafi wytwarzać witaminę D3 z cholesterolu poprzez działanie promieni słonecznych na skórę, lecz często ograniczamy zarówno cholesterol w diecie i ekspozycję na słońce.

Nadmierne spożycie cukru także wypłukuje z organizmu witaminy z grupy B. Badania naukowe przeprowadzane przez Amerykański Departament Rolnictwa wykazały, że fruktoza może być jeszcze bardziej niebezpieczna dla zdrowia niż sacharoza. Fruktoza głównie spotykana jest w pożywieniu w postaci syropu kukurydzianego, który stał się ulubionym słodzikiem napojów alkoholowych, przekąsek i wielu tzw. zdrowych produktów.

W 1968 roku, po raz pierwszy od 40 lat śmiertelność z powodu ataku serca spadła i od tamtej pory utrzymuje tendencję spadkową. Do 1990 roku wskaźnik zgonów na zawał serca zmniejszył się do 194 na 100 000 osób. Zwolennicy hipotezy cholesterolowej nie podjęli jednak nawet wysiłku, by uznać ten spadek, ponieważ spożycie tłuszczu pozostawało przez ten czas niemal na tym samym poziomie. Liczba śmiertelnych ataków serca zmalała począwszy od lat 70. XX wieku, ponieważ wzrosła liczba osób zażywających suplementy diety w postaci witamin i minerałów.

Kolejnym problemem są rafinowane oleje roślinne, które mają niewielką wartość odżywczą, poza kwasami tłuszczowymi. Są to w zasadzie puste kalorie. Oleje te nie tylko nie dostarczają witamin i minerałów, ale właściwie pozbawiają zasobów substancji odżywczych, tym samym wywołując ich niedobór. Oleje wielonienasycone są wysoce nietrwałe i bardzo szybko utleniają się zarówno w ciele, jak i poza ciałem człowieka. Oksydacja olejów wielonienasyconych wytwarza szkodliwe wolne rodniki. Antyoksydacyjne substancje odżywcze, tj. witaminy A, E i C oraz beta-karoten, cynk, selen i inne, giną, starając się zwalczyć te wodne rodniki. proces ten może pozbawić organizm niezbędnych składników odżywczych. W rezultacie dochodzi do stanu chorobowego zwanego niedożywieniem subklinicznym mogącym doprowadzić do zwyrodnień natury fizycznej, a nawet otyłości. Kolejnym problemem z wielonienasyconymi olejami roślinnymi jest to, że zawarty w nich pierwotny kwas tłuszczowy, a dokładnie kwas linolowy, przekształcany jest jest przez organizm w substancje hormonopodobne zwane prostaglandynami. W nadmiarze mają one negatywny wpływ na zdrowie, np. przyczyniają się do powstawania zakrzepów krwi, zwężenia tętnic, co z kolei ogranicza ich przepustowość i wywołuje stany zapalne, a wszystko to prowadzi do zawału serca. Ponadto wolne rodniki, jakie wydzielają się z tych olejów, mogą uszkodzić tętnice, tym samym inicjując powstawanie złogów miażdżycowych. Nic więc dziwnego, że wraz ze wzrostem spożycia olejów roślinnych wzrosła liczba ataków serca.

Tym samym wdrażania diety hipolipemizującej – ograniczającej podać cholesterolu oraz nasyconych kwasów tłuszczowych na rzecz węglowodanów złożonych, odtłuszczonego nabiału oraz tłuszczów roślinnych, obfitującej głównie w prozapalne kwasy tłuszczowe omega-6 jest mocno kontrowersyjne.  Nadmierna ilość węglowodanów w diecie (generująca stan zapalny i proces glikacji białek) w połączeniu z redukcją produktów obfitujących w cholesterol prowadzi bowiem do permanentnej, szkodliwej nadprodukcji cholesterolu przez wątrobę.

Problemem są bowiem lipoproteiny, czyli białkowo-tłuszczowe nośniki, które przede wszystkim przenoszą cholesterol, witaminy rozpuszczalne w tłuszczach oraz trójglicerydy w kontekście energetycznym. I to nie same, a środowisko, które je uszkadza. Żeby lipoproteina zagnieździła się w ścianach tętnic, warunkiem koniecznym jest właśnie stan zapalny. Zamiast prowadzić wojnę z nim, co jest naszym naturalnym mechanizmem obronnym, koniecznie jest znalezienie przyczyny stanu zapalnego (stres oksydacyjny, glikacja białek (np. właśnie lipoprotein), infekcje (również w obrębie jamy ustanej), przetworzona żywność, cukry proste, duża ilość węglowodanów, niedoczynność tarczycy, stres). Włączenie statyn dodatkowo buduje błędne koło, które nie pozwala dotrzeć do źródła problemu: nadmierna podać cukru w diecie -> stan zapalny/stres oksydacyjny -> glikacja białek -> utlenienie lipoprotein (ox – LDL) -> blaszka miażdżycowa/hipercholesterolemia -> statyny/dieta niskotłuszczowa oparta na węglowodanach -> zaburzenia glikemii -> stan zapalny.

Mit cholesterolowy
Cholesterol stał się przez lata synonimem ataku serca. Wszyscy „wiedzą”, że to właśnie on powoduje tę chorobę. Czytamy o tym w prasie, książkach, słyszymy w radiu i telewizji. Wszyscy głośno i wyraźnie twierdzą, że wysoki poziom cholesterolu we krwi powoduje atak serca. Jednocześnie wszyscy „wiedzą”, że tłuszcze nasycone są przyczyną wystąpienia zawału serca. Tłuszczom nasyconym przyklejono łatki złoczyńców, ponieważ podnoszą poziom cholesterolu we krwi. A ponieważ spożywane przez nas pokarmy bardziej obfitują w tłuszcze nasycone niż w cholesterol, uważa się je za znacznie większe zagrożenie.

W rzeczywistości nigdy nie przeprowadzono badania wykazującego, że wysoki poziom cholesterolu we krwi jest sprawcą choroby układu krążenia. Ani jednego badania! Co więcej, liczne badania wskazują, że cholesterol nie przyczynia się do zwężenia tętnic czy chorób serca. Ludzie umierają na nie, mając wysoki poziom cholesterolu w normie. U innych mających wysoki poziom cholesterolu nie odnotowano objawów choroby układu sercowo-naczyniowego – żadnych płytek miażdżycowych w tętnicach, brak zatorów żylnych, ciśnienie krwi w normie. Gdyby to wysoki poziom cholesterolu wywoływał chorobę układu krążenia, taki poziom musiałyby mieć wszystkie osoby zmarłe na tę chorobę, ale tak nie jest i jest to jasno uznany fakt.

Czeka w kolejce do czytania.

Podejmując próbę udowodnienia słuszności hipotezy cholesterolowej, naukowcy pracowali przez ponad 60 lat, starając się wykazać, że cholesterol i tłuszcze nasycone powodują choroby serca. Żadne badanie nie było jednak w stanie tego dokonać. W dotyczącym chorób serca badaniu Framingham, przez kilkadziesiąt lat monitorowano zdrowie 5000 uczestników, po czym wykazano, że osoby spożywające więcej tłuszczów nasyconych nie chorują na choroby serca częściej od innych.

Kardiochirurg Michael DeBakey przeprowadził badanie obejmujące dużą grupę pacjentów na Uniwersytecie Baylor. Odkrył, że na 1700 pacjentów z arteriosklerozą w stanie wymagającym hospitalizacji zaledwie 1 z 5 miał wysoki poziom cholesterolu we krwi. Doktor Harlan M. Krumholz relacjonuje w „Journal of the American Medical Asscociation”, że ludzie z podwyższonym poziomem cholesterolu we krwi niekoniecznie są bardziej zagrożeni śmiercią w wyniku chorób serca. W przeprowadzonym przez siebie badaniu monitorował on 997 osób w wieku 65 lat i starszych. Częstotliwość ataków serca i zgonu w jego skutek była taka sama u pacjentów z wysokim poziomem cholesterolu, co u tych utrzymujących go w normie. Można by się spodziewać, że z wiekiem w żyłach gromadzi się coraz więcej cholesterolu, co wzmaga ryzyko chorób serca. I choć to prawda, że ryzyko ataku serca zwiększa się wraz z wiekiem, naukowcy nie znaleźli żadnej zależności pomiędzy wiekiem i cholesterolem. profesorowie Paul Addis i Gregory Warner pracujący na Wydziale Żywności i Żywienia na Uniwersytecie Minesoty mówią: „Przeważająca opinia, że arterioskleroza to po prostu nagromadzenie cholesterolu w żyłach, ewidentnie okazało się błędne, z związku z czym poważni naukowcy już nie tak chętnie przyjmowali „hipotezę lipidową”, która została zastąpiona „hipotezą reakcji na uraz”. Z uwagi na liczne niedogodności z hipotezą cholesterolową, często nazywano ją też mitem cholesterolowym.

W książce „Heart Fauds” doktor Charles T. McGee pisze natomiast: „Brak kompatybilności pomiędzy teorią cholesterolową a chorobą niedokrwienną serca. U większości ludzi cholesterol i tłuszcze spożywane w codziennej diecie nie wpływają znacząco na poziom cholesteroli we krwi. Mnóstwo osób z wysokim stężeniem cholesterolu nigdy nie doświadcza choroby niedokrwiennej serca, natomiast może ona, i występuje u osób mających niski poziom cholesterolu. U około jednej trzeciej osób, które doznały ataku serca, poziom cholesteroli we krwi doskonale mieści się w granicach przyjętej normy. Starania, by za pomocą diety opracowanej przez Amerykańskie Stowarzyszenie Chorób Serca obniżyć śmiertelność wskutek choroby niedokrwiennej serca, wciąż są nieskuteczne. Co więcej, po podaniu leków na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi ogólna liczba zgonów wzrosła, a nie jak oczekiwano, zmalała”.

Regulacja poziomu cholesterolu
Przyjęło się, że dieta obfitująca w cholesterol i tłuszcze nasycone powoduje jego wysokie stężenie we krwi. Przekonanie to dotyczy tłuszczów nasyconych, ponieważ są one zamieniane przez wątrobę w cholesterol. Zgodnie z hipotezą cholesterolową, tłuszcz, który zjadamy bezpośrednio, odpowiada za ilość cholesterolu we krwi. Argument ten jest jednak problematyczny, ponieważ tłuszcz pochodzący z pożywienia ma zaledwie niewielkie wpływ na poziom cholesterolu we krwi. Dzieje się tak dlatego, że znaczna ilość cholesterolu w naszej krwi nie bierze się ze spożywanych pokarmów, lecz z wątroby. Ponad 80 procent cholesterolu we krwi wytwarzane jest przez organizm człowieka.

Dla zaakceptowana tego faktu zwolennicy hipotezy cholesterolowej twierdzą, że tłuszcze nasycone zawarte w spożywanych przez nas pokarmach automatycznie zmieniają się w cholesterol, a także, że im więcej tłuszczów nasyconych jemy, tym więcej cholesterolu płynie w naszej krwi. Wątroba traktowana jest jako machina bezmyślnie gromadząca tak dużo cholesterolu jak tylko się da: im więcej tłuszczu nasyconego jemy, tym więcej cholesterolu wytwarza.

Nie zgadza się to jednak z fizjologią człowieka. Wątroba wytwarza i precyzyjnie reguluje oraz odpowiada za równowagę setek składników niezbędnych dla wzrostu, trawienia i ochrony. Cholesterol we krwi nie jest czymś podatnym na wpływ diety. Wątroba nie wytwarza substancji chemicznych, tj. cholesterolu, ot tak. Są to ściśle określone i kontrolowane ilości potrzebne do utrzymania homeostazy lub równowagi chemicznej. Wątroba bardzo starannie reguluje ilość cholesterolu w organizmie, więc nie ma znaczenia, ile tłuszczów nasyconych zjemy – wątroba i tak wytworzy jego odpowiednią ilość do zachowania homeostazy. Organizm każdego człowieka jest inny, tak więc każdy ma inne jego stężenie we krwi, potrzebne do zachowania równowagi. Jest to stały poziom (z marginesem 5-10 procent), niezależnie od sposobu odżywiania się. Wątroba nie potrzebuje tłuszczów nasyconych do produkcji cholesterolu. Może wytworzyć go z innych tłuszczów, a nawet z cukru, czy węglowodanów. Nawet drastyczne ograniczenie cholesterolu w diecie ma ledwo zauważalny wpływ na poziom cholesterolu we krwi.

Ostatnio wzmacniam wątrobę tym suplementem. Wkrótce czekają mnie badania kontrolne.

Organizm człowieka codziennie wytwarza około 1000mg cholesterolu. Dla porównania, przeciętny Amerykanin spożywa go tylko 327mg dziennie, a Amerykanka 221 mg. Około jedna trzecia ilości zjadanego przez nas cholesterolu wchłaniania jest przez jelita, reszta zaś usuwana. teoretycznie cholesterol z pożywienia, który organizm wchłania każdego dnia, może spowodować wzrost jego stężenia we krwi  do około 163mg/dl, jednakże tak się nie dzieje. Zamiast automatycznie odpowiadać na wysokotłuszczowy posiłek, organizm ma do wybory kilka możliwości: jelita mogą wchłonąć duże lub małe ilości cholesterolu, wątroba może zmniejszyć własną produkcję cholesterolu, a może także przekształcić jego pewną część w kwasy żółciowe, gotowe do wydalenia z organizmu. Stopień zaistnienia tych odpowiedzi zależy zarówno od ilości cholesterolu w spożytym posiłku, jak i indywidualnych uwarunkowań genetycznych. Niektórzy ludzie wchłaniają więcej cholesterolu od innych, ale też więcej go wydalają.

U większości osób poziom cholesterolu we krwi jest bardziej uwarunkowany podłożem genetycznym niż sposobem odżywiania się. Drakońskie diety, toksyny, infekcje, czy przyjmowane leki mogą zaburzyć prawidłową równowagę cholesterolową. Obniżanie poziomu cholesterolu we krwi ma znikomy wpływ na stan ogólny zdrowia, zaś jego nadmierny spadek może nawet okazać się szkodliwy.

Statyny
Od ok. 30 lat do obniżenia poziomu cholesterolu w praktyce lekarskiej stosuje się leki hipolipemizujące (statyny). Producenci zarabiają na nich każdego roku 27 mln euro. Jest to grupa leków, która zapewnia najwyższe obroty w przemyśle farmaceutycznym. Ich stosowanie budzi kontrowersje. Błędem jest bowiem dążenie do wartości normy laboratoryjnej < 190 mg/dl bez zwrócenia uwagi na przedział wiekowy pacjenta, szczególnie w grupie osób powyżej 60. roku życia. Co więcej, opublikowane w styczniu 2010 roku w czasopiśmie „American Journal of Cardiology” wyniki badania wykazały, że przyjmowanie statyn zwiększa ryzyko śmierci. Powoduje również szereg innych dolegliwości.

Do skutków ubocznych stosowania leków hipolipemizujących należą:
– zaburzenia funkcji poznawczych,
– wylewy krwi do mózgu – u ludzi, którzy przeszli już wylew krwi do mózgu, przez przyjmowanie leków obniżających poziom cholesterolu zwiększa się ryzyko kolejnych incydentów,
– bóle mięśni – statyny zużywają konieczny do budowy mięśni koenzym Q10; osoby przyjmujące tego typu preparaty mają dziesięciokrotnie zwiększone zapotrzebowanie na ten związek,
– niedoczynność tarczycy – konwersja hormonów tarczycy – konwersja hormonów tarczycy do formy biologicznie aktywnej jest hamowana przez statyny; stan ten może prowadzić do niedoczynności tarczycy (zauważalny wzrost TSH powyżej wartości 2,5 qIU/ml); wśród objawów zauważalne są m.in. obniżony poziom przemiany materii, wzrost masy ciała, zaparcia, niedokrwistość wynikająca z niedoboru żelaza, spadki energii, zła tolerancja wysiłku oraz zaburzenia koncentracji,
– problemy związane m.in. z przekazywaniem neuroprzekaźników w synapsach. Zażywanie stayn związane jest z podwyższonym ryzykiem wystąpienia choroby Parkinsona, demencji oraz utraty pamięci krótkoterminowej.
– upośledzenie funkcjonowania wątroby,
– zaburzenia gospodarki węglowodanowej (cukrzyca typu 2 lub insulinooporność).

Jeden z krytyków przyjmowania statyn, dr Stephanie Seneff, biofizyk i inżynier, wieszczy rychły upadek całej branży: „Przewiduję, że lukratywny handel statynami jest na wyczerpaniu. Będzie to twarde lądowanie. Upadek przemysłu statyn przyćmi nawet porażkę talidomidu z lat 50-tych , czy fiasko hormonalnej terapii zastępczej z lat 90-tych”.

Przyznaję się do porażki. Moja mama po zawale przyjmuje statyny. Niskie dawki, bo niskie, ale nie jestem w stanie wytłumaczyć jej, że tylko pogarsza sytuację. W końcu ta miła pani kardiolog stwierdziła, że to konieczność. Na jakiej podstawie? Tylko i wyłącznie zawału, bo mama nie miała żadnych wyników profilu lipidowego z ostatnich lat.

Tłuszcze nasycone a choroby serca
Przez lata wydano miliony dolarów na badania naukowe potwierdzające hipotezę cholesterolową, a mimo to do chwili obecnej nie znaleziono żadnych dowodów na jej poparcie. Wyniki niektórych badań naukowych zdają się potwierdzać teorię, że tłuszcze nasycone zwiększają ryzyko wystąpienia chorób serca, jednak inne ją obalają. Kiedy wyniki badań naukowych są mieszane, osoby zainteresowane mogą wybrać tylko te, które potwierdzają ich osobiste przekonania. Precyzyjność i wiarygodność wyników każdego badania naukowego znacząco wzrasta przy większej liczbie badanych. Wyniki badania obejmującego 50 000 uczestników mają większość wartość od takiego, w którym uczestniczy tylko 1000 osób.

W poszukiwaniu ostatecznych wniosków, naukowcy z Uniwersytetu Medycznego Harvarda zdecydowali się połączyć wyniki wszystkich przeprowadzonych wcześniej badań na temat związku tłuszczów nasyconych z chorobami serca, jakby były one jednym gigantycznym badanie. Metaanaliza zawierała tym samym wyniki badań prawie 350 0000 uczestników. Jej wyniki udowodniły, że tłuszcze nasycone nie zwiększają ryzyka powstawania chorób serca. uczestnicy tych badań, którzy zjadali największe ilości tłuszczów nasyconych nie chorowali na choroby serca częściej od jedzących go mniej. osoby, które codziennie rozkoszowały się jajecznicą na boczku i stekiem na obiad, nie chorowały częściej niż unikający tłuszczu wegetarianie. od czasu publikacji tego przełomowego badania w 2010 roku, kilka nowszych badań porównujących spożycie tłuszczów nasyconych z innymi potwierdziło uzyskane wcześniej wyniki. W 2014 roku naukowcy z Uniwersytety w Cambridge opublikowali wyniki innej, jeszcze szerszej metaanalizy. Obejmowała ona dane z 72 wcześniej przeprowadzonych badań, w których wzięło udział 600 000 uczestników 18 narodowości. Wyniki potwierdziły te z Harvarda. Jednocześnie odkryto, że pewne postacie tłuszczów nasyconych chronią przez chorobami.

Tłuszcze nasycone są istotnym składnikiem odżywczym naszej diety. Dodatkowo są niezbędnym komponentem każdej komórki. Błony komórkowe przynajmniej w 50 procentach składają się z tłuszczów nasyconych. Są one konieczne, by nasze komórki zachowały swą sztywność i integralność, której potrzebują do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jeśli komórki nie otrzymają wystarczającej ilości nasyconych kwasów tłuszczowych do zachowania spójności strukturalnej, stają się miękkie i przepuszczalne, co prowadzi do zwyrodnienia i zaburzeń funkcjonowania tkanek. każdy organ tworzą wyspecjalizowane komórki wykonujące określone zadania. Jeśli nie spełniają swojej roli, wówczas cały organ pracuje niewłaściwie. Niewydolność nerek jest na przykład skutkiem obumarcia lub nieprawidłowego funkcjonowania komórek. Wszystkie choroby zaczynają się na poziomie komórkowym.

Zdrowe ciało wymaga zdrowych organów, które z kolei wymagają zdrowych komórek. Każda komórka składająca się na organ w naszym ciele, w tym mózg, wątrobę, nerki, płuca, serce itd.potrzebuje z kolei tłuszczów nasyconych. Szczególną uwagę należy zwrócić na mózg, ponieważ w prawie 60 procentach składa się on z tłuszczów, z których spora część to tłuszcze nasycone.

Tłuszcze nasycone są niezbędne dla prawidłowego rozwoju kości i profilaktyki osteoporozy. Można przyjmować sporo suplementów wapnia, pić mleko i jednocześnie chorować na osteoporozę. Aby wapń efektywnie wchłonął się w kości, 50 procent tłuszczów z diety powinna być nasycona.

W mojej diecie dominują ostatnio tłuszcze nasycone i wielonienasycone. Jestem ciekawa wyników kontrolnych.

Tłuszcze nasycone wspierają również układ odpornościowy i pomagają zachować zdrowie całego organizmu, który zwalcza infekcje i chroni m.in. przez powstawaniem nowotworów, astmą, alergiami, zaburzeniami pamięci i demencją starczą. Odpowiednia ilość tłuszczów nasyconych w diecie zapobiega tym problemom. Co więcej, badania potwierdzają, że jedzenie tłuszczów nasyconych chroni od wylewów oraz ogólnie przez chorobami serca.

Liczne badania naukowe potwierdzają, że kiedy ludzie zmieniają swój sposób odżywiania na niskowęglowodanowy i jednocześnie wysokotłuszczowy, ich ciała przechodzą pozytywną transformację. Pozbywają ię nadmiaru tkanki tłuszczowej, obniża się im stężenie cholesterolu we krwi, poziom cholesterolu HDL podnosi się, współczynnik cholesterolu całkowitego zmniejsza się, poziom białka C-reaktywnego (wskaźnika stanu zapalnego) spada, poziom cukru we krwi stabilizuje się, ciśnienie krwi poprawia się, a wszystko to wskazuje na zmniejszone ryzyko zachorowania na choroby serca, cukrzycę, demencję, nowotwory i inne stany zwyrodnieniowe. Konsumpcja tłuszczów nasyconych nie tylko nie przyczynia się do chorób serca, ale wręcz chroni przed nimi, zwłaszcza przy ograniczeniu spożycia węglowodanów.

Mam nadzieję, że moje badania kontrolne po trzech miesiącach ketozy odżywczej będą zgodne z badaniami naukowymi.

Profil lipidowy
Klasyczne podejście do lipidogramu w ujęciu diagnostyczno-lekarskim sugeruje, aby dokonać zmian w stylu życia (aktywność fizyczna, redukcja dostarczanego cholesterolu z pożywienia) oraz rozważyć leczenie farmakologiczne w sytuacji, gdy cholesterol całkowity przekracza wartość 190 mg/dl. Zaproponowane przez laboratoria normy są jednak średnią badanej populacji, nie znajdują jednak zastosowania u indywidualnych chorych. Należy oceniać organizm poprzez funkcjonowanie wszystkich narządów, analizować pozostałe parametry, nie dokonując osądu wyłącznie na podstawie cholesterolu całkowitego.

Inna sprawa, że norma stężenie cholesterolu całkowitego we krwi nie ma żadnych podstaw naukowych. Sposób, w jaki ustalono normę laboratoryjną dla poziomu cholesterolu całkowitego we krwi należy uznać za kuriozum. W grudniu 1984 roku grupa naukowców z Uniwersytetu Maryland z wydziału badań nas chemią lipidów, w skład której wchodził m.in. szalenie prominentny biochemik, dzięki której dziś wiemy to co wiemy o tłuszczach trans – Mary Enig spotkała się na Cholesterol Consensus Conference. jak opisuje Uffe Ravnskov w książce „Cholesterol. Naukowe kłamstwo”, przed rozpoczęciem konferencji trójka prezesów NHLBI (Narodowego Instytutu Serca, Płuc i Krwi) rozmawiała o tym, jaką normę ustalić w raporcie z konferencji. Mary Enig wspomina, że stwierdzili oni, że nie mogą obniżyć normy do 240 i musi to być 200 (którą zresztą obecnie zmniejsza się do 190 i mniej), bo nie będą mieli na kim prowadzić badań. Taką też normę ustalono w raporcie. Tym samym następnego dnia 16 milionów obywateli USA było „chorych” na cholesterol.

Stężenie cholesterolu całkowitego, lipoprotein o dużej gęstości (HDL) oraz trójglicerydów powinno oznaczać się po 12-13 godzinach głodzenia (na czczo). Po przebudzeniu dopuszcza się jedynie wypicie pół szklanki wody. Podczas interpretacji pod uwagę należy brać średnią wyników z 2-3 badań: jeśli wyniki różnią się więcej niż 30 mg/dl, badanie warto powtórzyć po 1-8 tygodniach. Należy unikać oznaczania stężenia lipidów w czasie stresu czy choroby w fazie ostrej (niedawno przebyty zawał serca, udar, uraz, utrata masy ciała, stosowanie określonych leków). Nie należy oznaczać stężenia lipidów u hospitalizowanych pacjentów wcześniej niż 2-3 miesiące po wygaśnięciu choroby. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na wynik badania jest zaciśnięcie stazy (opaski uciskowej) przez dłuższy czas niż trzy minuty podczas pobierania krwi – obserwujemy bowiem wówczas wzrost stężenia lipidów o 5%. Pora roku również pozostaje nie bez znaczenia na wynik powyższych parametrów. Stężenie cholesterolu całkowitego jest do 8 procent większe zimą niż latem, o 5 procent mniejsze przy pobieraniu krwi w pozycji siedzącej w porównaniu z pozycją stojącą.

Na co zwracać uwagę, interpretując wyniki lipidogramu? Podział na cholesterol „dobry”  (HDL) i „zły” (LDL) to uproszczenie, które ma w sposób „obrazkowy” utrwalać w głowach pacjentów lęki i obawy związane z cholesterolem. Panuje jednak zgoda odnośnie tego, że wzrost stężenia cholesterolu HDL jest dobrym zjawiskiem. Okazuje się jednak, że równie dobry jest wzrost poziomu LDL pod warunkiem, że jest następstwem spożywania tłuszczów nasyconych i cholesterolu.

Wiemy dzisiaj, że istnieją dwa rodzaje cholesterolu LDL: mały, gęsty LDL oraz duży, puszysty LDL. Mały LDL jest istotnym czynnikiem ryzyka choroby serca, ponieważ łatwo ulega oksydacji (utlenieniu) i spowoduje stany zapalne w arteriach. Duży LDL jest odporny na oksydację i dlatego nie stanowi zagrożenia dla serca. Jedzenie tłuszczów nasyconych zwiększa poziom niegroźnego cholesterolu LDL oraz obniża poziom szkodliwego, małego i gęstego cholesterolu LDL.

Chris Kresser uważa, że nie należy zbytnio przejmować się wysokim poziomem cholesterolu całkowitego, o ile nie przekracza 300 mg/dl, co może wskazywać na problem metaboliczny lub stan zapalny.  Za najważniejszy wskaźnik uważa stosunek ilości trójglicerydów do HDL (należy podzielić liczbę trójglicerydów przez HDL). Jeśli stosunek ten jest poniżej 2 oznacza to, że mamy głównie duże i puszyste LDL, które nie są czynnikiem ryzyka w chorobach serca. Jeśli liczba ta jest wyższa niż 3, oznacz to, że mamy głównie małe i gęste LDL, co z pewnością oznacza ryzyko zachorowania na serce.

Kresser uważa również, że w ostatecznym rozrachunku, nawet stosunek trójglicerydów do HDL nie jest tak ważny, ponieważ leczenie zawsze powinno przebiegać tak samo. Zarówno przy dobrym, jak i złym stosunku zalecana jest bowiem dieta bogata w tłuszcze nasycone.

Z kolei Monika Gackowska uważa, iż cholesterol HDL u kobiet powinien wynosić > 65mg/dl , z kolei u mężczyzn > 55mg/dl. Cholesterol o niskiej gęstości (LDL) powinien stanowić 2-3-krotną naszego HDL, a trójglicerydy wartość nie większą od 100 mg/dl. Jednocześnie zauważa, że wysoki poziom trójglicerydów (> 100 mg/dl) w połączeniu z niskim poziomem cholesterolu HDL wskazuje na zbyt duże spożycie węglowodanów.

Szereg badań utwierdza w przekonaniu, że oznaczenie samego lipidogramu nie jest wystarczające, aby ocenić ryzyko chorób sercowo-naczyniowych oraz odszukać przyczyny toczącego się w organizmie stanu zapalnego.

Monika zaleca, aby poszerzyć diagnostykę o następujące badania:
– hemoglobina A1C (glikohemoglobina) – poziom hemoglobiny glikowanej pokazuje, jak dużo cukru wiąże się z hemoglobiną zawartą w czerwonych krwinkach (średnia glikemia z trzech ostatnich miesięcy). Proces ten określany jest mianem glikacji białek. Obrazowo można przyrównać go do ilości lukru na cieście. Im grubsza warstwa lukru (wyższe stężenie glukozy we krwi), tym wyższa wartość HbA1C i ryzyko chorób sercowo-naczyniowych (stan zapalny w organizmie). Wartość optymalna 4,8% do 5,4%.
– fruktozamina – podobnie, jak hemoglobina A1C określa stężenie glukozy we krwi na przestrzeni 23 tygodni. Wartość optymalna 188-223 qmol/l.
– homocysteina (nowy cholesterol) – podwyższony poziom tego aminokwasu produkowanego w organizmie stanowi niezależny czynnik ryzyka rozwoju miażdżycy, chorób serca, udaru mózgu oraz demencji. Jak podaje „New England Journal of Medicine”, przekroczenie wartości 14 qmol/l podwaja ryzyko choroby Alzheimera i chorób sercowo-naczyniowych. Z łatwością można go obniżyć do wartości 8 qmol/l poprzez włączenie do codziennej diety jajek (będących źródłem kwasu foliowego, witaminy B6 oraz B12), zielonych warzyw liściach i podrobów oraz ograniczenie węglowodanów (75-150g u kobiet i 100-200g u mężczyzn – ilość zależna od stanu zdrowia). W kwestiach suplementacyjnych warto rozważyć włączenie zmetylowanych witamin z grupy B oraz trimetyloglicyny – betainy (donora grup metylowych).
– białko C-reaktywne oznaczane metodą wysokoczułą hsCRP – jest białkiem fazy ostrej produkowanym przez hepatocyty, indukowane przez zwiększone wytwarzanie interleukiny 1 i 6, co odzwierciedla ogólnoustrojowy stan zapalny. Stanowi niezależny czynnik ryzyka choroby wieńcowej, udaru oraz chorób naczyń obwodowych u osób pozornie zdrowych. Powinno być wykorzystywane jako dodatkowy element oprócz cholesterolu całkowitego i cholesterolu HDL w przewidywaniu przyszłych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Ryzyko wzrasta stopniowo przy wartościach: niskie ryzyko < 1,0 mg/l, umiarkowane ryzyko 1,0 – 3,0 mg/l, wysokie ryzyko > 3,0 mg/l. Wraz ze wzrostem CRP rośnie ryzyko zarówno chorób naczyń obwodowych, jak i udaru mózgu. Idealne stężenie białka C-reaktywnego (świadczącego o niskim ryzyku chorób sercowo-naczyniowych) wynosi < 1 mg/l.

Trzeba mieć również szczęście i trafić na lekarza, który połączy wszystkie fakty i spojrzy na nasz organizm holistycznie. O takich niestety trudno…

Reklamy

8 thoughts on “Mit cholesterolowy

  1. Pingback: Tłuszcze w diecie aktywnej kobiety | JOANNA HAŚNIK

  2. Pingback: Dlaczego nie mogę schudnąć? | JOANNA HAŚNIK

  3. Pingback: Kurkumina | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: Hashimoto | JOANNA HAŚNIK

  5. Czy wszystkie oleje roślinny są szkodliwe? Chodzi mi głównie o oliwę z oliwek. Rozumiem, że podgrzewanie jej (smażenie) jest niezdrowe a czy na zimno też, np do sałatek? Południowcy pochłaniają oliwę litrami a słyszy się, że rzadziej chorują na choroby serca. Jakie jest Pani zdanie?

  6. Nie trawię dobrze już na poziomie żołądka, w szczególności tłuszczy. Po zjedzeniu keto-gofrów o 21, obudziłam się z bólem brzucha o 3 w nocy i musiałam je zwrócić ;/ Mam suplement 600mg HCL+ pepsyna, ale często powoduje on pieczenie w przełyku, więc boję się go stosować. To znaczy, że kwasu solnego jest za dużo, czy za mało? Co jeszcze mogę zastosować żeby usprawnić trawienie?

    • A po innych produktach też masz podobne dolegliwości? Może spróbuj ocet jabłkowy (pół łyżeczki na szklankę wody) przed posiłkiem. Ewentualnie kilkumiesięczna kuracja enzymami trawiennymi (np. z Now Foods). No i podstawa, probiotyk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s