Światełko w tunelu

W ciągu ostatnich miesięcy nie raz miałam ochotę pójść do apteki i wykupić zapas tabletek antykoncepcyjnych. W domu mam cały plik recept przepisanych przez ginekologów, u których byłam od momentu odstawienia Novynette, a więc od ponad półtora roku. Większość pewnie już się przeterminowała, ale nową mogłabym załatwić w jeden dzień. Lekarz rodzinny bez problemu przepisałby mi jedno opakowanie. Gorzej, gdybym poprosiła go o skierowanie na kontrolne badania tarczycy. Wtedy pewnie okazałoby się, że jestem za młoda, za zdrowa i skończyły się już limity na ten rok. Ironia losu.

W każdym razie, coraz częściej mam już szczerze dość menopauzy, w której znalazłam się w wieku 29 lat i wszystkich związanych z nią symptomów. Kiedyś moja skąpa, dwudniowa miesiączka była dla mnie utrapieniem, a teraz z pokorą przyjęłabym nawet tygodniowe, bolesne krwawienie, Zespół Napięcia Miesiączkowego i konieczność rezygnacji z treningów.

Coraz częściej wieczorami zamiast korzystać z życia, umówić się na kawę z Krzyśkiem, by zaraz po niej popędzić na kolację z Wojtkiem, a noc spędzić na imprezie z Łukaszem, czytam amerykańskie i brytyjskie strony w poszukiwaniu nadziei. Nadziei, że jeszcze kiedyś odzyskam swoją kobiecość, swoje wysokie libido i będzie jak kiedyś. A mam co opowiadać wnukom na starość. Nie, nie mam już ochoty na żadne „szaleństwa”, ale nie chcę być sama do końca życia, a z takim samopoczuciem, jakie mam obecnie nawet nie ma sensu zaprzątać głowy żadnemu facetowi .

Swego czasu zastanawiałam się nad powrotem do antykoncepcji. Pisałam o tym tutaj. Uznałam jednak, że dopóki, dopóty nie wyczerpię wszystkich innych metod leczenia, nie sięgnę po pigułki. I tak chodzę od ponad roku od lekarza do lekarza, konsultuję się z dietetykami, szukam informacji w Internecie. Pisałam o tym tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Czasami brakuje mi już sił, chociaż… pojawiła się światełko w tunelu.

Przez długi czas szukałam dobrego endokrynologa i ginekologa. Jedna z moich podopiecznych (Oliwia, pozdrawiam Cię!) poleciła mi swego czasu prof. dr hab. n. med. Barbarę Zubelewicz-Szkodzińską. To właśnie pani profesor ustabilizowała jej hormony i dzięki temu już za miesiąc Oliwia urodzi córeczkę, Zosię. Znajoma przysłała mi ulotkę. Prof. Zubelewicz-Szkodzińska polecała się w chorobach tarczycy, przytarczyc, nadnerczy, przysadki, cukrzycy, diagnozie zaburzeń miesiączkowania, leczeniu dolegliwości związanych z okresem (menopauzy) we współpracy z ginekologiem oraz osteoporozy. Parę miesięcy temu nie poszłam ostatecznie na wizytę. Przypomniałam sobie jednak niedawno o pani profesor. Poczytałam o niej więcej w Internecie i postanowiłam spróbować. Zadzwoniłam i umówiłam się na wizytę na początku sierpnia. Czekałam miesiąc, więc stosunkowo krótko.

Wizyta u prof. Zubelewicz-Szkodzińskiej odbywa się w Bytomiu przy ul. Żeromskiego 18. Kosztuje 200zł (kolejne 150zł). Rejestracja telefoniczna od poniedziałku do czwartku w godzinach 16:00-18:00 pod numerem telefonu (+32) 386 06 65.

Wspominałam już tutaj na blogu, że wybieram się na wizytę do prof. Zubelewicz-Szkodzińskiej. Po publikacji artykułu otrzymałam kilka wiadomości z pozytywnymi opiniami na jej temat, więc do Bytomia jechałam pełna nadziei. I nie rozczarowałam się.

Przez prawie godzinę pani profesor analizowała moje wyniki, począwszy od 2014 roku, kiedy to mój trener personalny wysłał mnie na pierwsze badania. W między czasie opowiedziałam całą historię swojej choroby, u kogo się konsultowałam, w jakim szpitalu byłam, jakie leki i suplementy stosowałam. Wnioski?

1. Nie dla antykoncepcji. Pani profesor rozumiała doskonale moje rozgoryczenie, ale podkreśliła, że tabletki nie rozwiążą moich problemów i prędzej czy później konieczna będzie pełna diagnostyka. Jednocześnie pochwaliła moje podejście do tematu i chęć znalezienia przyczyny swoich problemów. Jednocześnie za jeden z argumentów przeciwnych stosowaniu przeze mnie antykoncepcji hormonalnej wskazała wysoki poziom enzymów wątrobowych. Za 3 miesiące mam powtórzyć badania.

2. Za priorytet pani profesor uznała regulację gospodarki cukrowo-insulinowej. Była zaskoczona, że z moimi wynikami i obrazem PCOS na USG nie dostałam po hospitalizacji Metforminy ani Glucophage. Nie pochwaliła oczywiście mojej decyzji sięgnięcia po leki na własną rękę (a dokładniej po konsultacji z Julią Cichaczewską), ale stwierdziła, że znajomy lekarz rodzinny postąpił słusznie, wypisując mi receptę, bo wyniki hormonów płciowych po włączeniu leków poprawiły się i już dawno powinnam je stosować.

Julia zaleciła mi dawkę 500mg. Sama po włączeniu węglowodanów w lipcu zwiększyłam sobie dawkę dwukrotnie. Co ciekawe, pani profesor stwierdziła, że to i tak za mało i zaleciła mi 2000mg. Według niej to minimalna dawka, jaka według badań może przywrócić krwawienie w PCOS. Ktoś widział takie badania?

Pani profesor zaleciła mi, aby mierzyła sobie poziom glukozy we krwi, gdy będę czuła nagły spadek, ale odkąd biorę 2000mg Glucophage (po 1000mg do obu moich posiłków z węglowodanami) nie mam z tym problemu.

3. Muszę uzbroić się w cierpliwość i dać sobie pół roku czasu od zwiększenia dawki Glucophage. Jeśli okres nie wróci, zostanę skierowana na oddział endokrynologi Szpitala Miejskiego w Piekarach Śląskich w celu szczegółowej diagnostyki nadnerczy i przysadki mózgowej. Pani profesor chyba przez grzeczność nie skomentowała faktu, że nie zrobiono mi takich badań w Katowicach, ale jej mina była wymowna.

4. Pani profesor zaleciła mi jednocześnie suplementację witaminy E, zwanej również witaminą płodności, dwa razy dziennie po 400mg. Powiem szczerze, że nie doceniłam wcześniej tej witaminy, bo z tego co wyczytałam teraz witamina E posiada właściwości antyoksydacyjne, modyfikuje właściwości błony komórkowej, zapobiegając uszkodzeniom błony komórkowej komórek, wywołanym przez wolne rodniki i tym samym poprawia działanie insuliny i normuje poziom glukozy we krwi. Hamuje utlenianie cholesterolu LDL. Dodatkowo wpływa na prawidłową wydolność mięśni. Wspomaga również prawidłowe funkcjonowanie wzroku.

5. Co do wyników cholesterolu pani profesor była zdezorientowana widząc mój wyniki poziom cholesterolu HDL i pytała, jakim cudem go osiągnęłam. Opowiedziałam więc o ketozie i tłuszczach zwierzęcych. Pochwaliła powrót do węglowodanów ze względu na nadnercza i jednocześnie zaleciła powtórzenie badania profilu lipidowego za 3 miesiące.

6. Pani profesor nie była przekonana co do konieczności rozpoczęcia leczenia Novothyralem i sugerowała powrót do Letroxu. Nie opowiadałam jej oczywiście o moich kombinacjach z dostosowaniem dawki. Powiedziałam jedynie, że zamieniłam Letrox 50mg na Novothyral 50mg fT4 + 10mg fT3. Nie zabroniła kategorycznie stosowania Novothyralu, ale powiedziała, że jeśli czuję czuję się po nim lepiej i mam więcej energii, nie widzi przeciwwskazań. Po 6-8 tygodniach powinnam jednak skontrolować trójkę tarczycową.

7. Wspomniałam również, że doktor Klajnowicz zalecił mi terapię sterydową najmniejszą dawką Hydrokortyzonu. Pani profesor była zaskoczona i powiedziała, że dobrze, że nie włączyłam leków, bo mogłabym sobie tylko zaszkodzić. Zapomniałam jednak zapytać o Naltrexon, o którym pisałam ostatnio w tekście o Hashimoto (tutaj), bo zastanawiam się nad włączeniem niewielkiej dawki. Obecnie mam jedną podopieczną z Hashimoto, która stosuje Naltrexon i odczuła dużą różnicą. Macie jakieś doświadczenia?

Porozmawiałam  sobie również z panią profesor o moich studiach dietetycznych, popularnych obecnie w Polsce dietetykach klinicznych, ich zaleceniach i moich wątpliwościach z nimi związanych, suplementacji witaminy D (parę dni później Chris Kresser napisał artykuł z taką samą tezą, jaką postawiła w rozmowie pani profesor – zobacz tutaj) czy diecie w chorobach autoimmunologicznych (pani profesor zdradziła, że pisze skrypt na ten temat, nie mogę się więc doczekać). Opowiedziałam jej również o zmianach w moich życiu (więcej tutaj) i utwierdziłam się w przekonaniu, że wracam powoli na właściwe tory.

Żałuję jedynie, że już teraz nie mogę poddać się diagnostyce w szpitalu w Piekarach, ale powiem Wam, że mam nadzieję, że może nie będzie wcale potrzebna, że za kilka, kilkanaście tygodni może coś ruszy i znów stanę się „pełnowartościową” kobietą. Trzymajcie kciuki!

P.s. Za tydzień do pani profesor wybiera się moja przyjaciółka, u której zdiagnozowałam niedoczynność tarczycy i Hashimoto, a która stara się o dziecko. Czekam na informacje, jakie dostanie zalecenia i wtedy ostatecznie będę mogła powiedzieć, czy polecam wybrać się do niej na wizytę.

Reklamy

17 thoughts on “Światełko w tunelu

  1. Pingback: Najwyższy czas… | JOANNA HAŚNIK

  2. Pingback: Skierowanie do szpitala | JOANNA HAŚNIK

  3. Pingback: Biorezonans | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: Wsparcie odporności / moja obecna suplementacja | JOANNA HAŚNIK

  5. Pingback: Pierwszy miesiąc redukcji | JOANNA HAŚNIK

  6. Wit C uczestniczy w regeneracji wit E. Ja po braniu 3 dni wit C 3x1g dostałam okresy po 22dniach, i potem po 10 dniach owulacji, podczas gdy wcześniej miałam 42 dniowe cykle bezowulacyjne. Mam też niedobór wit D i biorę.

  7. Pingback: Polekowa nadczynność tarczycy | JOANNA HAŚNIK

  8. Czy mam rozumieć że bierzesz 1000xr rano i 1000xr wieczorem? podobno bierze się xr tylko na noc i dlatego to mnie zainteresowało. Bez metforminy tez nie mam miesiączek więc wychodzi na to, że hormony reguluje. Trzymam kciuki :)

    • Witaj, wcześniej stosowałam zwykłe Glucophage i brałam do posiłków węglowodanowych. Po Glucophage XR wziętym w ciągu dnia nie czuję się najlepiej, a w zasadzie zauważam wstręt do jedzenia, więc raczej faktycznie tylko na noc.

      • Przepraszam za tyle wiadomosci myślałam, źe coś mi nie działa w komputerze. Ja jedynie xr toleruje po innych czuje sie kiepsko ale właśnie na noc biore. Te 2000xr bierzesz na noc w takim razie?

        • Włączyłam moderację komentarzy, bo nie toleruję hejtu, a jedynie konstruktywną krytykę. Ostatnio stosowałam 1000 do posiłku przedtreningowego i 1000 do potreningowego (mój 3. i 4. posiłek w ciągu dnia), a w dni wolne całość do kolacji (bo tylko wtedy jem węglowodany w dzień nietreningowy). Na razie ogólnie jem na siłę, bo odczuwam ogromny jadłowstręt :D, więc zobaczymy, co będzie dalej. Przy zwykłym Glucophage nie czułam żadnych efektów ubocznych. Potestuję i dam znać! Pozdrawiam!

  9. Pingback: Dlaczego nie mogę schudnąć? | JOANNA HAŚNIK

  10. Świetnie, trzymam kciuki! :) Jak ja bym chciała trafić do takiego lekarza!

    Ja Ci już od dawna polecałam Glucophage więc może coś jeszcze na ten temat wtrącę :)
    Oczywiście to należy do decyzji lekarza, ale ja na początku dostałam Glucophage XR 1000mg na noc i po nim przez jakiś czas miałam cykle regularne jak nigdy w życiu. Później jednak przez pewien czas lek był niedostępny w aptekach i została mi przepisana zwykła forma do przyjmowania 2 razy dziennie. Problemy z regularnością cyklu wróciły. Po paru miesiącach na szczęście udało się wrócić do XR i znów 90% okresów mam równo co 4 tygodnie :)
    Mam nadzieję, że u Ciebie zwiększona dawka da podobne efekty, ale jeśli nie, to może zastanów się jeszcze nad opcją XR :)

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s