Biblioteka dietetyka #1

Jak już wiecie, udało mi się ostatnio spełnić jedno ze swoich marzeń i od września jestem studentką dietetyki w Śląskiej Wyższej Szkole Medycznej. Nie, nie, to nie żadne studia podyplomowe. Zdecydowałam się na licencjat. Trzy i pół roku. Oczywiście, miałam dylemat, czy zainwestować w kursy i szkolenia, czy wybrać właśnie w studia. Na tych pierwszych można oczywiście uzyskać fachową wiedzę, ale bądźmy szczerzy, jestem nauczycielką historii z wykształcenia i nie zdawałam matury z biologii i chemii, tylko z historii.

s3
Odkurzyłam z okazji Dnia Nauczyciela :)

Brakuje mi więc podstaw z biochemii, anatomii czy fizjologii. A tego trudno nauczyć się na kursach, czy samodzielnie w domu, więc zależało mi na tym, by uzyskać wiedzę akademicką. Inna sprawa, że żaden certyfikat nie da mi tak naprawdę uprawnień do mianowania siebie dietetykiem i prowadzenia gabinetu lekarskiego. Tylko i wyłącznie studia wyższe. Z dietetyką wiążę swoją przyszłość, stwierdziłam więc, że nie mogą iść na łatwiznę, skoro chcę być odpowiedzialna za czyjeś zdrowie. W tym wyborze utwierdziła mnie jeszcze rozmowa z Łukaszem Jaśkiewiczem z Akademii Dietetyki Sportowej, któremu z tego miejsca bardzo dziękuję za dobre słowo i wsparcie! Martwiłam się bowiem, czy poradzę sobie finansowo. Proza życia.

Czytaj dalej

Białko w diecie aktywnej kobiety

Produkty białkowe, szczególnie mięso i jaja są uznawane za produkty bardziej „męskie”. Mężczyźni praktycznie w każdym posiłku spożywają wartościowe źródła białka, nierzadko sięgając po tłuste mięso. Kobiety preferują raczej „lekkie” dania, w tym warzywa, owoce, kasze, makarony, ryż oraz nabiał. Moje doświadczenia w ostatnich miesięcy pokazują, że kobiety spożywają zdecydowanie za mało pełnowartościowego białka. Te aktywne fizycznie również. Co więcej, kiedy proponuję zwiększenie ich podaży i to nie z jogurtów, czy serków wiejskich, a mięsa, ryb i jaj, często słyszę słowa sprzeciwu związane z obawami o stan zdrowia („Czy moje nerki to wytrzymają?”) czy nadmierny przyrost masy mięśniowej („Będę wyglądać, jak Pudzian!”). Wtedy wkraczam z wykładem o roli białka w organizmie oraz całą listą korzyści związanych z odpowiednią jego podażą w diecie. Przekonuję, że  spożywanie umiarkowanych ilości białka nie stanowi zagrożenia dla zdrowia, o ile nie ograniczymy tłuszczu i węglowodanów. Tłumaczę również, że kobiety dużo trudniej budują masę mięśniową niż mężczyźni (dlatego powinny trenować z większym obciążeniem!) i nie muszą się martwić, że jedząc 120g białka dziennie (nie stosując żadnych niedozwolonych środków :)) nagle zaczną przypominać NRD-owskie pływaczki czy Marit Bjørgen :) Zresztą efekty wprowadzonych zmian zazwyczaj mówią same za siebie i są ostatecznym argumentem za zwiększoną podażą białka w diecie.

Białka są wielocząsteczkowymi molekułami, składającymi się z łańcuchów aminokwasów połączonych wiązaniami peptydowymi. Pod względem chemicznym, białka składają się z węgla, tlenu, azotu, wodoru, siarki i fosforu.

W każdym razie, pomyślałam więc, że napiszę odrębny artykuł na temat podaży białka, dziennego zapotrzebowanie i polecanych jego źródeł. Będzie to też druga część serii artykułów, o tym jak ułożyć własną dietę na redukcji. Tutaj pisałam bowiem o tym, jak obliczyć zapotrzebowanie kaloryczne. Drugim krokiem jest ustalenie rozkładu białka, tłuszczy i węglowodanów. Dziś więc o białkach, szczególnie w kontekście zapotrzebowania kobiet na ten makroskładnik.

Czytaj dalej

Żyj zdrowo, bądź świadomy

Pamiętacie akcję „Żyj zdrowo, bądź aktywny” organizowaną przez laboratorium medycznego „Diagnostyka”?  Dzięki niej zarówno ja, jak i sporo moich znajomych oraz czytelników bloga zrobiła badania krwi z 60% rabatem. Zamiast 166zł zapłaciliśmy tylko 79zł za badanie morfologii, magnezu, transglutaminazy tkankowej anty-tTG w klasie IgA metodą Elisa, glukozy, lipidogramu (cholesterol całkowity, HDL, LDL i trójglicerydy), kwasu moczowego, TSH i GGTP oraz 99zł zamiast 290zł za badanie witaminy D3, homocysteiny, hemoglobiny glikowanej, elektrolitów (NA, K), wapnia całkowitego, ferrytyny i kwasu foliowego. Można więc było zaoszczędzić aż 278zł. Dla osób, które podobnie jak ja wydają mnóstwo pieniędzy na badania, była to spora ulga. Kupony rabatowe można było pobrać do końca czerwca, a ja wciąż dostaję pytania, czy akcja nadal trwa.

grafika Żyj zdrowo 600x400
Dzięki zniżkom przekonałam wielu znajomych do kontrolnych badań. O tym, jakie warto zrobić, by sprawdzić, czy nasz organizm funkcjonuje prawidłowo pisałam tutaj.

Osobiście wykorzystałam kupon za 99zł, a także z mojej inicjatywy nawiązałam współpracę z „Diagnostyką”, dzięki której mogłam wykonać spory pakiet dodatkowych badań. O wynikach, a także udogodnieniach, jakie oferuje „Diagnostyka”, w tym wynikach online i karcie rabatowej pisałam tutaj.

W każdym razie, już w czerwcu pan Tomasz, z którym kontaktowałam się w kwestii współpracy zapowiedział, że jesienią „Diagnostyka” będzie przeprowadzała kolejną ogólnopolską kampanię profilaktyczną. Przez ostatnie miesiące zastanawiałam się więc, czego będzie dotyczyła. W ostatnich latach „Diagnostyka” przeprowadziła takie kampanie, jak „Diagnostyka dla Twojej ciąży”, „Jestem kobietą i dbam o siebie”, „Jestem kobietą, dbam o siebie i o partnera”, „Jestem kobietą, dbam o  siebie i o dzieci”, „Jestem kobietą, dbam o siebie i o rodziców” oraz ostatnio już „Żyj zdrowo – bądź aktywny”. Osobiście stawiałam na tematykę jelit i nietolerancji pokarmowych.

kampania5-page-001

Tymczasem, jesienna ogólnopolska kampania profilaktyczna „Diagnostyki” to „Żyj zdrowo – bądź świadomy” i poświęcona jest problemom zdrowotnym wynikającym z tzw. tendencji genetycznych oraz genodiecie, czyli sposobie odżywiania dostosowanemu do indywidualnego profilu genetycznego. Swego czasu czytałam w „Food Forum” (numer na luty-marzec 2016) artykuł o nutrigenetyce i nie spodziewałam się, że tak szybko odpowiednie badania genetyczne oraz genodieta będą dostępne praktycznie dla każdego. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.

Czytaj dalej

Pierwszy miesiąc redukcji

W poniedziałek minęły cztery tygodnie, odkąd jestem oficjalnie na redukcji. Rano zrobiłam kontrolne, cotygodniowe pomiary. W sumie w miesiąc schudłam 4kg. W pasie ubyło mi 4cm, w obwodzie ramienia i klatki piersiowej mierzonej pod biustem po 2,5cm. Po cichu liczyłam, że uda mi się zgubić kilogram, może dwa. Nie nastawiałam się jednak na nic konkretnego, bo wiem, że w przypadku moich dolegliwości zdrowotnych redukcja wagi jest bardzo trudna. Możecie sobie wyobrazić więc, jaka jestem zadowolona i zmotywowana.

Zdjęcie sprzed tygodnia. Od soboty jestem konkretnie przeziębiona (od prawie roku nie chorowałam!). Sytuację opanowałam ogromnymi dawkami witaminy C, imbirem i rosołkiem, jedynie katar mnie męczy, więc odpuściłam swoje treningi. W każdym razie, może powiecie nie widać różnicy, ale zdjęciami sprzed miesiąca raczej się nie chwaliłam publicznie…

Chciałabym schudnąć jeszcze drugie 4kg i wrócić do swojej wagi sprzed roku. Nie spodziewam się, że dalej pójdzie tak łatwo i będę gubić kilogram w tydzień, ale jestem cierpliwa. W każdym razie, ostateczną decyzję jeszcze podejmę z czasem. Może wystarczą mi 2kg mniej, a może uznam, że konieczna jest większa redukcja. Wszystko zależy od tego, jak się będę czuła i czy będę zadowolona z tego, co widzę w lustrze. Nie chcę bowiem stracić moich mozolnie budowanych na treningu mięśni i zależy mi, aby zachować kobiece kształty. W rozmiarze 38.

Taką siebie lubię najbardziej :)

Czytaj dalej

Niebezpieczna moda

Parę dni temu na jednej z grup wsparcia, do której należę pewna dziewczyna wrzuciła swoją przemianę sylwetki. Byłam pod wrażeniem. Ciało jak marzenie. Rozbudowane pośladki, lekko zarysowany brzuch i barki. W komentarzach pod zdjęciem wszyscy wyrażali swój zachwyt, zresztą jak najbardziej słusznie. Sama kliknęłam „lubię to”, ale tak naprawdę… przeraziłam. Kolejny raz zobaczyłam bowiem na zdjęciu piękną, wysportowaną dziewczynę… z wadą postawy, a dokładniej przodopochyleniem miednicy. Chciałabym wierzyć, że to kwestia ustawienia do zdjęcia, chęci podkreślenia dużych pośladków (to belfie, tak?), ale coraz częściej widzę czy to na Facebook’u czy na Instagramie takie sylwetki, jak na zdjęciu głównym tego artykułu i na sam widok bolą mnie lędźwie.

lordoza
Lordoza to łukowate wygięcie kręgosłupa w stronę brzuszną. Miednica u kobiet jest nachylona do podłoża pod kątem 28 stopni, u mężczyzn – 31 stopni (mierzymy kąt pomiędzy linią łączącą kolce biodrowe górne przednie i tylne oraz podłożem). Nadmierne wygięcie kręgosłupa, zwane hiperlordozą jest stanem patologicznym. Nieleczona może nie tylko zaburzać proporcje sylwetki, ale przede wszystkim powodować przewlekłe bóle w odcinku lędźwiowym. 

Swego czasu czytałam artykuł o „modzie” na hiperlordozę lędźwi, jaka panuje wśród młodych dziewczyn. Tak, tak, „modzie”. Nie potrafię go niestety teraz znaleźć (pisała już jednak o tym na pewno Marta Okuniewska – zobacz tutaj). Może teraz zabrzmię, jak stara zrzęda, ale przerażają mnie takie „mody”. Na wystające obojczyki czy na przerwę między udami. Jak to skomentowała znajoma, kiedy prosiłam na Facebook’u o pomoc w szukaniu artykułu, tylko czekać, kiedy na wybiegach będziemy podziwiać modelki z silnie zaznaczoną skoliozą.

W każdym razie, przypomniałam sobie, że pisząc o plecach okrągłych (zobacz tutaj) obiecałam Wam artykuł o plecach wklęsłych. Sama zmagałam się bowiem z tą wadą postawy, ale dzięki mozolnej pracy na siłowni udało mi się ją skorygować. Dzięki temu nie wiem już, co to znaczy ból pleców w odcinku lędźwiowym. Mam nadzieję, że zachęcę Was do przyjrzenia się swojej sylwetce i w razie potrzeby skorygowania wady postawy i pozbycia się bólu. Moda przeminie, a ból pozostanie.

Czytaj dalej