Pierwszy miesiąc redukcji

W poniedziałek minęły cztery tygodnie, odkąd jestem oficjalnie na redukcji. Rano zrobiłam kontrolne, cotygodniowe pomiary. W sumie w miesiąc schudłam 4kg. W pasie ubyło mi 4cm, w obwodzie ramienia i klatki piersiowej mierzonej pod biustem po 2,5cm. Po cichu liczyłam, że uda mi się zgubić kilogram, może dwa. Nie nastawiałam się jednak na nic konkretnego, bo wiem, że w przypadku moich dolegliwości zdrowotnych redukcja wagi jest bardzo trudna. Możecie sobie wyobrazić więc, jaka jestem zadowolona i zmotywowana.

Zdjęcie sprzed tygodnia. Od soboty jestem konkretnie przeziębiona (od prawie roku nie chorowałam!). Sytuację opanowałam ogromnymi dawkami witaminy C, imbirem i rosołkiem, jedynie katar mnie męczy, więc odpuściłam swoje treningi. W każdym razie, może powiecie nie widać różnicy, ale zdjęciami sprzed miesiąca raczej się nie chwaliłam publicznie…

Chciałabym schudnąć jeszcze drugie 4kg i wrócić do swojej wagi sprzed roku. Nie spodziewam się, że dalej pójdzie tak łatwo i będę gubić kilogram w tydzień, ale jestem cierpliwa. W każdym razie, ostateczną decyzję jeszcze podejmę z czasem. Może wystarczą mi 2kg mniej, a może uznam, że konieczna jest większa redukcja. Wszystko zależy od tego, jak się będę czuła i czy będę zadowolona z tego, co widzę w lustrze. Nie chcę bowiem stracić moich mozolnie budowanych na treningu mięśni i zależy mi, aby zachować kobiece kształty. W rozmiarze 38.

Taką siebie lubię najbardziej :)

Która dieta okazała się skuteczna? Protokół autoimmunologiczny? Dieta eliminacyjna? Dieta niskowęglowodanowa? Ketoza odżywcza? Post Dąbrowskiej? Nie, powiem Wam szczerze, że byłam bardzo zmęczona wszystkimi skrajnymi rozwiązaniami i wróciłam „do korzeni”, stawiając na proste rozwiązania, które oczywiście dopasowałam pod swój obecny stan zdrowia. Nie sama, bo poprosiłam o pomoc dietetyka sportowego Tadeusza Sowińskiego, ale zaraz Wam wszystko opowiem.

Na początku 2014 roku mój trener Sebastian Kot ustalił mi zapotrzebowanie kaloryczne na redukcję. Ważyłam wtedy ok. 65kg przy wzroście 170cm. Jadłam pięć posiłków, ok. 130g białka, 65g tłuszczy i 120g węglowodanów dziennie. Z czasem przekonałam się do białkowo-tłuszczowych śniadań. W pozostałych posiłkach jadłam białko, węglowodany i niewielkie ilości tłuszczu. Zdarzało mi się jeść lody, od czasu do czasu pizzę, nie odmawiałam sobie ciasta na rodzinnych imprezach, często bywałam w restauracjach. Starałam się trzymać makro, choć byłam bardzo zestresowana i często podjadałam.

 

Najdrowsze nasiona chia, szyli szałwi hiszpańskiej w moim przepysznym podwieczorku :-) W 100g nasion znajduje się 21g białka, 4,9g węglowodanów i 31g zdrowych tłuszczy. Plus błonnik, wapno (6 razy więcej niż mleko), żelazo (3 razy więcej niż szpinak), magnez (15 razy więcej niż brokuł), selen (4 razy więcej niż len), witaminy i minerały oraz antyoksydanty. Nasiona te pochodzą z Ameryki Południowej, gdzie zajadali się nimi przez wieki Aztekowie. U mnie dziś w formie puddingu, czyli zalane mlekiem migdałowym i zostawione na kilka godzin w lodówce. Do deseru dodałam zmiksowane jagody i maliny :-) #fit #food #instafood #foodporn #superfood #chia #seeds #healthyfood #cleanfood #raspberries #blueberries #almonds #milk #dessert

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

 

Obiad potreningowy :-) #dinner #obiad #food #kurczak #warzywa #ryż

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Przykładowe posiłki z tego okresu.

Szerzej swoje jadłospisy opisywałam tutaj, tutaj i tutaj. Wyglądałam naprawdę nieźle. Waga utrzymywała się na poziomie 62-65kg.

Chudzielec. Prawie nie miałam mięśni i myślałam, że jestem gruba :D

Powoli budowałam jednak masę mięśniową.

Plecy wklęsłe, ale sylwetka super :)

O chorobie Hashimoto dowiedziałam się w styczniu 2015 roku. Przez następne pół roku w mojej diecie niewiele się jednak zmieniło. Powoli rezygnowałam jedynie z nabiału, wprowadzałam nowe produkty, jak olej kokosowy (więcej tutaj) bataty, rosół (więcej tutaj), wątróbkę (więcej tutaj) czy kiszonki (więcej tutaj).

Pudełko zawsze ze mną :) Pstrąg łososiowy :) #lunchbox #food #trout #parowar #steamer #brocculi #yams

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Wprowadzałam nowe produkty, ale trzymałam się starego rozkładu makro.

Jako początkująca trenerka.

Dopiero rok temu, już po odstawieniu antykoncepcji, kiedy zaczęłam się czuć coraz gorzej i przybierać na wadze, zainteresowałam się bardziej kwestią odżywiania. Ze względu na insulinooporność i hipoglikemię reaktywną (więcej tutaj) przeszłam na low-carb, wyeliminowałam całkowicie zboża, zwiększyłam udział tłuszczy w diecie. Więcej o swojej diecie pisałam tutaj i tutaj. Po konsultacji u Moniki z bloga „Tłuste życie” (więcej tutaj), zrezygnowałam z kolejnych produktów. Nie przeszłam na pełny protokół autoimmunologiczny, bo nie byłam w stanie zrezygnować z jajek, kawy czy orzechów. Miałam z tego powodu duże wyrzuty sumienia. Mimo to do lutego br. ważyłam ok 65-67kg i generalnie wyglądałam całkiem nieźle. Z perspektywy czasu, bo wówczas miałam spore kompleksy. W końcu zostałam trenerem personalnym i powinnam mieć sześciopak na brzuchu, jak wszystkie popularne trenerki. Czułam się niewiarygodna.

Dzisiejsze kluski, rolada i modro kapusta :) #dinner #zuchinni #avocado #beef #coconut #oil #paleo #aip #lowcarb

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Sięgałam po coraz tłustsze mięsa. 

Okołotreningowo jadłam węglowodany z owoców, batatów, mąki kasztanowej.

Pod koniec okresu low carb nie wyglądałam jeszcze najgorzej. 

Po konsultacji z Julią Cichaczewską (więcej tutaj) zdecydowałam się wrócić do spożywania zbóż bezglutenowych. O tym, jak wyglądała moja dieta pisałam tutaj. Nie liczyłam kalorii. Budowałam siłę na treningu, pozwalałam więc sobie na więcej. Miałam dość stresujący okres w życiu, więc nie raz zdarzało się, że zjadałam całą paczkę kabanosów lub nerkowców. Obudziłam się w maju, kiedy na konferencji „Food Forum” w Warszawie i towarzyszących im targach zrobiłam na stanowisku Tanity pomiar ciała i zobaczyłam 72kg na wydruku (więcej tutaj). Byłam załamana.

Jadłam i tłusto i…

… i wysokowęglowodanowo. Co więcej, nie kontrolowałam tego, ile jem.

Wprowadzenie węglowodanów odbiło się na mojej wadze. Tzn. wagi nie mam, ale czuję po spodniach. I wiecie co? Czas po prostu zacząć chodzić w sukienkach 👠👜👗Pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę Miss Bikini Fitness. Zdrowie najważniejsze 💪Co więcej, wkrótce robię nowe badania. Jeśli w kwestii hormonów nic się nie poprawiło, ogłoszę wakacje od siłowni… Dojrzałam powoli do tej decyzji. Będę miała więcej czasu na treningi personalne i bloga :) Piszcie joannahasnik@gmail.com lub do szufladki :) P.s. Ostatnio coraz więcej osób umawia się do mnie na naukę tempa, oddychania i techniki. To cieszy 💪 A zdjęcie ze świętowania Święta Pracy 💪 #nostress #healt #gym #workout #trainingsession #strongwoman #stronggirls #girlwithmuscles #girlsthatlift #personaltrainer #strengthcoach #fitgirl #hashimoto #pcos #adrenalfatigue #hypothyroidism #insulineresistance #bodybuilding #bodybuilder #muscle #shelifts #instafit #abs #fitbody #fitspo #fitness #powerlifting #powerlifter #motivation #polishgirl

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Tak wyglądałam w maju. Na zdjęciu nieźle, ale w rzeczywistości…

Oczywiście, postanowiłam rozpocząć redukcję. Pani dermatolog, u której byłam (więcej tutaj) pozytywnie wypowiadała się o ketozie odżywczej, którą od jakiegoś czasu stosowała już moja znajoma. Postanowiłam spróbować i zaczęłam keto-adaptację na wysokich tłuszczach, ograniczając całkowicie węglowodany (więcej tutaj). Miałam chudnąć w oczach, a tymczasem, przytyłam do 75kg i nie miałam w ogóle siły do życia (więcej tutaj). Moje zmęczone nadnercza znów dały o sobie znać (więcej tutaj).

Nie powiem, karkówka czy boczek są pyszne. Podobnie smalec. Jedząc wysokotłuszczowo bardzo szybko można jednak przekroczyć swoje zapotrzebowanie, a ja trzymałam się zasady „jedz i odpoczywaj”.

Zaburzenia hormonalne w połączeniu z brakiem akceptacji samej siebie sprawiły, że wpadłam w lekką depresję. Byłam sfrustrowana, praktycznie nie wychodziłam z domu, nie spotykałam się ze znajomymi. Wstydziłam się. Nie mogłam patrzeć na swoje cukrzycowe ramiona. Nie mieściłam się w żadne spodnie. Zaczęłam zastanawiać się, co dalej, bo przecież zrezygnowałam z pracy w Górniku, aby pójść na studia dietetyczne i założyć swoją firmę jako trener personalny. Widzieliście kiedyś grubego trenera i dietetyka?!

Czarę goryczy przelała we mnie polekowa nadczynność tarczycy (więcej tutaj). To był dla mnie kubeł zimnej wody. Przez tydzień leżałam w łóżku bez sił i analizowałam swoje dietetyczne (i nie tylko) wybory z ostatnich lat, szczególnie z ostatniego roku i zrozumiałam, jak bardzo się wówczas pogubiłam czytając coraz więcej, bezkrytycznie przyjmując wszystkie zalecenia, eksperymentując i ulegając „modom” czy nie licząc w ogóle kalorii, bo to przecież stres dla organizmu. Tak przyznaję, popadłam w lekką paranoję. W pewnym momencie wydawało mi się, że już wszystko mi szkodzi, łącznie z żuciem gumy czy jedzeniem kurczaka i tylko zamknięcie się w złotej klatce sprawi, że uratuję się przed zagładą. Teraz się z tego śmieję, ale wiele osób, z którymi ostatnio rozmawiałam miało podobne doświadczenia. Podobnie, jak ja zaczęły sobie wynajdywać wszystkie możliwe choroby, stosować milion suplementów i rezygnować z rzeczy, które lubiły, a które nie zagrażały w żaden sposób ich zdrowiu. Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam, że powinnam przejść obojętnie wobec dolegliwości i żyć sobie, jak wcześniej. Brakowało mi dystansu. Moje wyniki nigdy nie były tragiczne, a ja zachowywałam się co najmniej, jakbym była wrakiem człowieka. Przesadzałam!

Brakowało mi też pewnie wiedzy, aby odnieść się do wszystkiego, co czytam. I dalej mi jej pewnie brakuje, ale pracuję nad tym :)

Zastanawiałam się więc, co dalej, w którą stronę pójść. Część znajomych mówiła, żebym spróbowała jeszcze raz wejść w ketozę, najadała się, odpoczywała i zrezygnowała z treningu. Inni radzili, żebym w końcu zrobiła badania w kierunku nietolerancji pokarmowych i wprowadziła dietę eliminacyjną. A ja już byłam zmęczona i miałam szczerze dość. Z nieba spadły mi wtedy szkolenia w Akademii Dietetyki Sportowej w Warszawie „Żywienie osób aktywnych” i „Żywienie, kobieta, a sport – od teorii do praktyki” u Bartka Pomorskiego i Łukasza Jaśkiewicza. Postanowiłam wyrwać się z domu i pojechać. Byłam u nich już rok temu na szkoleniu z Tadeuszem Sowińskim z suplementacji w sporcie. Zarówno Bartek, jak i Łukasz są dietetykami sportowymi i pracują z zawodowcami. Tak po prawdzie nie liczyłam, że dowiem się czegoś nowego, ale miałam nadzieję, że na szkoleniach znajdę rozwiązania dla siebie.

cer5 cer4
Kolejne certyfikaty do kolekcji. Wszystkie umieściłam ostatnio tutaj.

I to był bardzo dobry krok, bo to właśnie na szkoleniu z żywienia kobiet uświadomiłam sobie, że wszystkie moje problemy z wagą zaczęły się, odkąd przestałam liczyć kalorii, zwiększyłam ilość tłuszczu w diecie, zaczęłam popadać ze skrajności w skrajność. Jednocześnie stwierdziłam, że najlepiej się czułam i wyglądałam, kiedy stosowałam rozpiskę ułożoną przez Sebastiana Kota, pilnowałam dziennego zapotrzebowania, nie miałam wyrzutów sumienia jedząc węglowodany, łącząc mięso z owocami i kaszą bez paranoi o strawienie posiłku i moje jelita. Zrozumiałam też, że może nie jestem sportowcem, ale kocham trening siłowy, wiążę z nim swoją przyszłość zawodową jako trener personalny i chcę trenować z głową (więcej tutaj). Na spacery będę chodzić na starość. Tak, tym samym postanowiłam wrócić do korzeni. Oczywiście, zdawałam sobie sprawę z mojego stanu zdrowia i tego, że nie mogę sobie pozwolić na podjadanie między posiłkami czy wprowadzenie nabiału, pestek i glutenu, po których odczuwam dolegliwości żołądkowego, ale nie stanowiło to w niczym przeszkody.

Redukcja czas start. Nie, nie na ketozie. Musiałam z niej wyjść, bo moje nadnercza nie wytrzymały obciążenia. I przybierałam na wadze, zamiast chudnąć. Wszystko trzeba jednak przetestować i nie żałuję. W każdym razie, doszłam do wniosku, że spróbuję redukcji na takich samych zasadach, na jakich ją robiłam parę lat temu, gdy nie wiedziałam o chorobach. Makro: 2g białka i 2g węglowodanów na 1kg masy ciała i 1g tłuszczu na 1kg masy ciała. Oczywiście, bez produktów, których nie mogę jeść i wprowadzając zboża bezglutenowe. Wiadomo, na razie węglowodany trzymam nisko (ok. 1g na 1kg masy ciała), a tłuszcze wyżej, ale powoli będę zmieniać proporcje i rozkręcać metabolizm. Trening: 5 razy w tygodniu 1-1,5godz. Zobaczymy co z tego będzie. #gym #workout #trainingsession #strongwoman #stronggirls #girlwithmuscles #girlsthatlift #personaltrainer #strengthcoach #fitgirl #hashimoto #pcos #adrenalfatigue #hypothyroidism #insulineresistance #bodybuilding #bodybuilder #muscle #shelifts #body #barbell #instafit #abs #fitbody #fitspo #fitness

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Mocne postanowienie poprawy :D

Przez kilka tygodni stosowałam dietę, którą przygotowałam dla siebie samodzielnie, ale jednocześnie napisałam do Tadeusza Sowińskiego z prośbą o pomoc. Już rok temu chciałam podjąć z nim współpracę, zanim jeszcze zachłysnęłam się dietetyką kliniczną. Szkoda, że wtedy ostatecznie się nie zdecydowałam ze względu na problemy finansowe, ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale. W każdym razie zależało mi na opinii dietetyka sportowego, który pracuje z osobami trenującymi siłowo co do mojego zapotrzebowania kalorycznego i rozkładu białek, tłuszczy i węglowodanów w posiłkach.

Co zaproponował mi Tadeusz? Dzienne zapotrzebowanie kaloryczne na poziomie ok. 1800kcal na redukcji. Sama chciałam zejść niżej, bo obecnie moja jedyna większa aktywność w ciągu dnia to trening, ale przy zaburzeniach miesiączkowania, z którymi się zmagam nie zaleca się jeść mniej, aniżeli właśnie 1800kcal. W dni nietreningowe czasami delikatnie zmniejszam ilość węglowodanów, ale nigdy nie schodzę poniżej 1700kcal.

Weekend w Krakowie upłynął mi pod znakiem spotkań z fantastycznymi osobami (dziękuję @laskowskaaaa, @marta.makles i Iwona Wojtak :) i szkoleń z zakresu kształtowania kobiecej sylwetki z Tadeuszem Sowińskim zorganizowanych przez SFD Edukacja. Dawno nie byłam tak zadowolona z żadnego szkolenia z zakresu dietetyki. Mnóstwo przydatnych informacji i praktycznych wskazówek. Zarówno, jeśli chodzi o współpracę z moimi podopiecznymi, jak i w kontekście mojej pracy nad sylwetką. A u mnie od tygodnia sporo zmian, do których po tym weekendzie jestem jeszcze bardziej przekonana 💪 Ale nie zapeszam :) #sfd #edukacja #sowinski #szkolenie #krakow #nutrition #personaltrainer #strengthcoach #health #healthyfood #lifestyle #bodybuilding #fatloss @sklep.sfd

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Tydzień po otrzymaniu zaleceń spotkałam się z Tadeuszem w Krakowie. Dzięki uprzejmości SFD Edukacja pojechałam bowiem na szkolenie z kształtowania kobiecej sylwetki. Tam utwierdziłam się ostatecznie w przekonaniu, w którą stronę powinnam pójść. Jeszcze w tym roku Tadeusz będzie prowadził szkolenie z kształtowania kobiecej sylwetki z uwzględnieniem jednostek chorobowych, w tym niedoczynności tarczycy czy PCOS. Oczywiście, będę musiała się wybrać.

Na ok. 1800kcal zapotrzebowanie składa się 125-140g białka (zwierzęcego i roślinnego), 50-60g tłuszczy z przewagą jednonienasyconych i z udziałem wielonienasyconych na poziomie 4-8% podaży energii, 100-200g węglowodanów strawnych i 25-35g błonnika.

Akurat dostałam w prezencie od firmy Oleofarm olej lniany.

W dalszym ciągu jem cztery posiłki, bo to najbardziej optymalne rozwiązanie dla mnie przy zaburzeniach gospodarki cukrowo-insulinowej. Tadeusz zaproponował mi jednak węglowodany, w tym owoce w każdym posiłku. I to była jedyna kwestia, której się obawiałam, ale zupełnie niepotrzebnie. Stosuję dawkę 2000mg Glucophage XR (po wizycie u endokrynologa, o której pisałam tutaj) i nie odczuwam żadnych spadków glukozy we krwi. Nie wpadam w hipoglikemię. Nie mam chęci podjadania. Jem co cztery godziny i czasem nawet nie zdążę zgłodnieć, a znów muszę jeść.

Na śniadanie (ok. godz. 8:00) znów jem omlety na słodko jak przed kilkoma laty. Nie bazuję jednak na płatkach owsianych, a kupuję gryczane lub jaglane.

Najlepsze :)

Do ciasta dodaję cynamon i łyżkę mleka kokosowego, aby był bardziej puszysty. Smażę głównie na oliwie z oliwek, czasami na oleju kokosowym lub maśle klarowanym. Na omlet kładę niskowęglowodanowe owoce: brzoskwinie, maliny, borówki, truskawki, ananas, mango czy figi.

 

Z niecierpliwością czekam na śniadania. Jajecznice już mi się objadły :D

Czasami robię omlet jajeczny w wersji na słono, z podsmażanym szpinakiem czy pieczarkami i do tego piję koktajl owocowy, ale nie ukrywam, że słodka wersja omletów wygrywa.

Po śniadaniu siadam do komputera i pracuję. Ok. 10:00 piję filiżankę kawy. Tak, piję kawę, bo lubię :) Nawet nie kuloodporną, bo pilnuję ilości tłuszczy w diecie, a czarną, ekologiczną z expresu.

Dzień dobry Kraków ☕ #coffee #coconut #coconutmilk #sunnyday #sun #krakow

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Wspomnienie z Krakowa.

Na drugie śniadanie, ok. godz. 12 jem sałatkę (sałata lodowa, rukola, ogórek, rzodkiewka) z kurczakiem, indykiem, łososiem, miruną lub wątróbką (maksymalnie 2 razy w tygodniu) z parowaru. Polewam ją łyżką oleju lnianego lub oliwy z oliwek. Do tego sięgam po bezglutenowe kasze: gryczaną, jaglaną lub komosę ryżową.  Na deser jem owoc. W dni nietreningowe jem czasami rosół lub zupę krem z kaszą i później owoc.

Najczęściej na godz. 14 idę na trening, po którym zjadam przykładowo udko z kurczaka bez skóry pieczone w piekarniku z cukinią gotowaną na parze i domowym ogórkiem kiszonym. Jeśli akurat mam ugotowaną kaszę jaglaną, blenduję ją z owocem i jem w formie deseru.

Uwielbiam!

Na kolację, ok. godz. 20 zazwyczaj jem mięso/rybę gotowaną na parze lub gulasz wołowy z warzywami, kaszą i owocem. Dla podbicia tłuszczy warzywa i mięso polewam olejem lnianym lub oliwą. Stosuję sporo ziół i kurkumy.

red14

red16

W ciągu dnia piję po butelce wody źródlanej oraz wysokowapniowej, ze względu na brak nabiału w diecie. Do tego napary z imbiru i herbaty owocowe.

Wiem, moje posiłki w żaden sposób nie są wykwintne. Mięsa i ryby głównie przygotowuję w parowarze, w piekarniku pieczę udka lub skrzydełka raz na kilka dni i później tylko odgrzewam, gulasz również robię na dwa, trzy razy. Codziennie rano gotuję inną kaszę i do posiłków jem na zimno, bo tak lubię. Kupuję też różne owoce, aby uniknąć monotonii. Stawiam na sezonowe.

Żałuje, że skończyły się już truskawki, maliny i borówki.

red12

Na zdjęciu omlet i śliwki. Miałam akurat ostatnio kilku klientów na siłowni pod rząd i musiałam coś na szybko zjeść.

Jem też ananasy, winogrona, grejpfruty, figi i mango. Nie ukrywam, że brakowało mi owoców. Bałam się reakcji organizmu, ale zupełnie niepotrzebnie.

Pilnuję jednak tego, co jem. Wieczorem zawsze planuję sobie posiłki na następny dzień. Najczęściej wyliczam wszystko w kalkulatorze kalorii na PoTreningu.pl. Ostatnio testowałam także programy do układania diet KcalMar i VitMe. Tadeusz polecał na szkoleniu darmowy MrBig, ale brakuje w nim wielu produktów, które stosuję na co dzień.

red17
Osobiście lubię kalkulator PoTreningu. 

Nie chodzę głodna. Wręcz przeciwnie, czasami jestem aż przejedzona i zastanawiam, czy na pewno jestem na redukcji. Nie mam ochoty podjadać między posiłkami. Nie robię żadnych cheat’ów, bo nie mam takiej potrzeby. Trenuję siłowo 4-5 razy w tygodniu, bo jak wspominałam mam obecnie raczej siedzący tryb życia i doszedł mi jeszcze w-f na studiach. Czasami po treningu zrobię krótki obwód metaboliczny lub tabatę, ale tylko jeśli czuję się na siłach. Cały mój trening trwa ok. 90 minut. Nie schodzę poniżej zakresu 6-8 powtórzeń.

Obecnie trenuję na SmartGym w Rudzie Śląskiej. Najlepszy sprzęt w Rudzie Śląskiej.

Tak to więc pokrótce wygląda. Jem węglowodany i owoce w każdym posiłku i chudnę. Ktoś ostatnio zapytał mnie, czy na pewno mam insulinooporność, bo nie wierzy mi, że to możliwe. No cóż, nie będę się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem. Poza tym uwolniłam się od poczucia winy, że jem jajka mimo Hashimoto (choć jak będę miała kiedyś ekstra przypływ gotówki, to z ciekawości zrobię badania w kierunku nietolerancji), węglowodany mimo insulinooporności i piję kawę mimo zmęczonych nadnerczy. Gdybym czuła po sobie, że mi to szkodzi, to wiadomo, nie jadłabym tego, ale jest inaczej. Inna sprawa, że swoje dolegliwości mam już w dużym stopniu pod kontrolą.

Oczywiście, każdy przypadek jest inny i nie zachęcam, broń Boże, aby wszyscy jedli teraz tak, jak ja, bo to jedyna słuszna droga. Dla mnie na tę chwilę jest to teraz najbardziej optymalne rozwiązanie, dla kogoś innego niekoniecznie.

Też tak uważam :)

P.s. Przypominam, że tutaj znajdziecie mój artykuł o tym, jak obliczyć zapotrzebowanie kaloryczne na redukcji, a tutaj, jak ułożyć sobie dietę na redukcji.

Advertisements

11 thoughts on “Pierwszy miesiąc redukcji

  1. Pingback: Lżejsza na wiosnę! | JOANNA HAŚNIK

  2. Pingback: Węglowodany w diecie aktywnej kobiety | JOANNA HAŚNIK

  3. Pingback: Owoce w diecie | JOANNA HAŚNIK

  4. Pingback: Borelioza? | JOANNA HAŚNIK

  5. Ja tez mam ten sam zestaw dolegliwość i. Dużo czytam na temat diet. Staralam sie jesc śniadania BT, próbowałam ketozy, ograniczac gluten, nabial, ale to wszystko powoduje u mnie stany depresyjne. Ciagle myślę o tym, ze nie mogę jeść danych produktów, patrzę jak inni sie zajadaja. Bardzo mnie gubia spotkania rodzinne. Pomimo, ze przygotuje cos pod siebie i tak skuszę sier na zakazane ciasto itp. Beznadziejne te życie. :(

  6. Joasia super artykuł, dzięki. Czytam z zainteresowaniem podobnie jak poprzedni, bo sama mam identyczny zestaw problemów zdrowotnych, podobnie jak ten sam zawód;) O przemyśleniach, które pojawiały się w trakcie nie wspomnę… czyli złość, że tyję w oczach, a przecież tak się staram. Bezsilność. Zero energii. Depresja.
    Szacun za liczenie makro i kalorii, bo ja od zawsze robę to intuicyjnie – mnie liczenie faktycznie stresuje.
    Mam jednak pytanko – nie myślisz, że za poprawą stoi jednak przede wszystkim wdrożenie Glucophage xr? A nie zmiany dietetyczne? Chodzi mi głównie o powrót do takiej ilości węgli.
    W pewnym momencie brałam Siofor – nie chudłam co prawda, ale bardzo poprawiły się wyniki, łącznie z FT3 (bo tu był zawsze problem). Pobrałam tylko 2 miesiące i odstawiłam bo pomyślałam, że wychodzę na prostą i dam sobie radę. Jednak wyniki znów się pogorszyły. No i po paru miesiącach weszłam na Gluco. Minął miesiąc brania i samopoczucie w górę, waga delikatnie w dół, bez zmiany diety – intuicyjne jedzenie- rano bulletproof, potem B-T, węgle w kolejnych dwóch posiłkach, czasem jednym (głównie ze skrobiowych). Plus suplementacja oczywiście. Ja po miesiącach, latach w końcu odstawiłam mocne treningi i przerzuciłam się na jogę. Głównie dlatego, że po treningach puchłam niemiłosiernie, o braku siły nie wspomnę.
    Więc reasumując są może jednak przypadki, gdzie tylko metformina da radę? Pozdrawiam Cię ciepło i życzę zdrówka !:))

  7. Wit C poprawia insulinooporność, nie dziwne że owoce Ci służą ;) Wit D też poprawia.
    Kasze powodują że nie masz spadków glukozy. Może jakbyś zjadła samą garść winogron to by i Glucophage nie pomógł. Głodówki (organizm odczytuje ketozę jak głodówkę) nie odchudzają przy zmęczonych nadnerczach (kortyzol winduje insulinę w górę). Ciekaw jestem jak zachowuje się u Ciebie glukoza we krwi, mierzysz?

    • Nie, nie mierzę, ale nie czuję takich spadków, jak jeszcze kiedyś, bo wpadając w hipoglikemię wymiotywałam, miałam napady głodu itd.. Faktycznie, gdy jadłam posiłek z samymi węglowodanami, puchłam i tyłam. Na ketozie podobnie.

  8. Gratulacje, że szukasz dobrego dla Ciebie rozwiązania :-) Zastabawia mnie tylko jak uporała sie z hipoglikemia reaktywna? Poza tym uważam, ze wszystko zalezy jaki sie ma organizm, ponieważ zbyt duża ilosc węglowodanów nawet tych dobrych moze wywołać zburzenie i senność, białko bedzie działało pobudzająco oraz wydzielać ciepło a także polepszać krążenie krwi i podnosić odpornośc. Nie ma wiec rozwiązania jednoznacznego i idealnego dla wszystkich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s