Borelioza?

W ciągu ostatnich miesięcy czułam się naprawdę nieźle. Wiadomo, jak każdy, nawet w pełni zdrowy człowiek miałam lepsze i gorsze dni, ale generalnie moje samopoczucie psychiczne i fizyczne zdecydowanie się poprawiło. Przestałam kombinować z dietą i popadać w skrajności, dzięki czemu znów widzę „szóstkę” z przodu na wadze (o redukcji pisałam tutaj). Co ważne, waga masy mięśniowej nie uległa zmianie, pozbyłam się jedynie tkanki tłuszczowej (obecnie mam ok. 23%), z czego jestem szczególnie zadowolona. Na razie jednak nie chciałabym obciążać już bardziej organizmu, więc delikatnie zwiększyłam ilość węglowodanów i codziennie jem ok. 2000kcal. Czuję się najedzona, nie podjadam między posiłkami, nie mam spadków energii w ciągu dnia, jestem w stanie uczyć się do północy.

Ćwiczę cztery, czasem pięć razy w tygodniu. Czasem dwa, bo czuję się gorzej i nauczyłam się już odpuszczać. W każdym razie nie robię nigdy mniej niż 8 powtórzeń w serii ćwiczeń, nie szarżuję z obciążeniami i takie rozwiązanie wyraźnie mi służy. Nie mam bowiem ani problemów ze snem, ani mój układ nerwowy nie zgłasza żadnego sprzeciwu. Staram się też trenować, jak najwcześniej, najczęściej o godz. 13:00. Nie zmienia to faktu, że na treningach daję z siebie 110%, bo tak naprawdę to obecnie moja jedyna aktywność fizyczna w ciągu dnia poza sprzątaniem i gotowaniem. Pracuję w domu przy komputerze lub z podopiecznymi na siłowni. Chyba, że weźmiemy pracę umysłową pod uwagę, bo ostatnio sporo czasu spędzam ucząc się chociażby biochemii, fizjologii czy anatomii, przez co tak niewiele dzieje się teraz na blogu.

Studia dietetyczne są jednak dla mnie teraz priorytetem (pisałam o nich ostatnio tutaj). Decydując się na licencjat zdawałam sobie sprawę, że przez najbliższe trzy i pół roku będę miała niewiele czasu na cokolwiek innego. Nauki jest mnóstwo, tym bardziej, że muszę nadrobić sporo rzeczy z biologii, fizyki czy chemii, do których na profilu humanistycznych w liceum nie przywiązywałam zbyt dużej uwagi. Ale to dla mnie przyjemność i z każdym kolejnym zjazdem (akurat weekend za mną) utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, decydując się na rozwijanie wiedzy na studiach, bo jeśli komuś się wydaje tak, jak mnie, że po kursach ma dużą wiedzę, to studia szybko to zweryfikują. Szkolenia mogą być dodatkiem, ale nie podstawą. Mam więc nadzieję, że dam radę zrobić licencjat. Łatwo jednak nie będzie :)

Katalaza w ziemniaku 😎 #biochemistry #enzymes #katalaza #student #study #swsm #katowice

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Młody chemik :)

Niestety, jak to bywa w życiu, nigdy nie może być za dobrze. Najpierw okazało się, że mój ojciec ma nawrót raka (chłoniak) i czeka go kolejne leczenie i przeszczep, a potem ja odebrałam swoje wyniki badań. Dzięki współpracy z Laboratorium Medycznym „Diagnostyka” w końcu zrobiłam bowiem badania w kierunku przewlekłych infekcji bakteryjnych i wirusowych, które bardzo często łączą się z chorobami autoimmunologicznymi. Wiadomo, tylko część, bo infekcji jest multum, każda w klasie IgG, IgM czy IgA. Z racji tego, że przez kilkanaście lat byłam harcerką i kilkukrotnie ugryzł mnie kleszcz (w tym raz zauważyłam go dopiero po powrocie z obozu i musiano mi nacinać skórę, bo nie chciał wyjść), nie mówiąc o setkach ugryzień komarów na obozach na Mazurach, zdecydowałam się również na badania w kierunku boreliozy metodą Western Blood. Plus kilka podstawowych parametrów, w tym profil lipidowy, panel tarczycowy, morfologia i mocz. Przyznam szczerze, że liczyłam, że wyniki wyjdą dobre, bo w końcu czuję się dobrze. Niestety, okazało się, że mój układ odpornościowy jest bardzo obciążony i wszystko wskazuje na przewlekłą boreliozę i kilka koinfekcji.

bor1

Zmartwił mnie niski poziom leukocytów, choć gdy przejrzałam wyniki z ostatnich lat, mój wynik zawsze oscylował w okolicach 5 tys/ul. Układ odpornościowy jest mocno przeciążony. Odkąd pamiętam mam powiększone węzły chłonne szyjne i pachwinowe, ale lekarze mówili, że taka moja natura. Czuję często lekki stan podgorączkowy, takie rozpalenie na twarzy, mam notoryczny katar (choć to efekt kandydozy moim zdaniem). Nauczyłam się z tym żyć, dopiero teraz zrozumiałam, że coś może być na rzeczy.

bor2

bor3

Ucieszyłam się natomiast, kiedy zobaczyłam wynik cholesterolu całkowitego. W tym roku utrzymywał się bowiem cały czas na poziomie ponad 300 mg/dl (nawet 350 mg/dl), co wskazywało na stan zapalny. Teraz w końcu się unormował.Wynik HDL się delikatnie obniżył, ale też nie jem już tyle tłuszczów, co na ketozie odżywczej, trójglicerydy i LDL pozostały niezmienione.

bor4

Po polekowej nadczynności tarczycy, w jaką wpadłam na przełomie sierpnia i lipca (pisałam o tym tutaj) przez dwa tygodnie nie przyjmowałam w ogóle żadnych leków. Moje fT3 znajdowało się wówczas na poziomie -1,25% normy, a fT4 – 29,87%. TSH wynosiło wówczas 1,81. Po tych badaniach włączyłam Letrox 25mg. Wcześniej stosowałam dwukrotnie wyższą dawkę, więc nie spodziewałam się diametralnej poprawy. Tymczasem, TSH spadło do 1,56, fT3 podniosło do 6,67%, a fT4 do 44,16%.
Wynik anty-TPO podniósł się z 70 IU/ml w czerwcu do 126,70 IU/ml, ale generalnie cały czas oscyluje w podobnych wartościach. Przeraziłabym się, gdyby wzrosło do kilkuset lub kilku tysięcy. W każdym razie wróciłam do dawki 50mg Letroxu i włączyłam selen i cynk. Zobaczymy za parę tygodni, jak wpłynie to na wyniki. Z kombinacji z Novothyralem się wyleczyłam.

bor6

bor5

Wynik moczu zdziwił mnie dość mocno, bo nie odczuwam żadnych dolegliwości ze strony układu moczowego. Pewnie powtórzę badanie za jakiś czas, a na razie stosuję Cystone z firmy Himalaya, który naturalnie wspomaga pracę nerek i układu moczowego.

bor8

bor9

bor10

bor7

I teraz zaczynają się schody. Wyniki boreliozy są niejednoznaczne, choć podobno wszystko wskazuje na przewlekłą infekcję. Dodatkowo Mycoplasma pneumoniae i wirus Epstein-Bar.

Wyniki odebrałam prawie trzy tygodnie temu. Na początku śmiałam się, że chyba los chce, żebym jako przyszły dietetyk nabrała doświadczenia w walce z kolejną chorobą cywilizacyjną, bo na temat tarczycy, zaburzeń gospodarki glukozowo-insulinowej, pracy jelit i nadnerczy czy PCOS wiem sporo, a o coraz częściej diagnozowanej boreliozie i koinfekcjach niewiele. Kiedy jednak zaczęłam zagłębiać się w temat, dołączyłam do kilku grup wsparcia na Facebook’u dla osób z boreliozą, poczytałam artykuły w Internecie, czy porozmawiałam z osobami, które zmagają się z tą chorobą, przeraziłam się. Odezwał się do mnie również znajomy z harcerstwa, który zmaga się z boreliozą i konfekcjami i co miesiąc wydaje ponad tysiąc złotych na antybiotyki, ale tylko dzięki nim jest w stanie normalnie funkcjonować. To był dla mnie szok. Zaczęłam więc szukać lekarza, ale okazało się, że w tym roku na Śląsku nie mam najmniejszych szans na konsultację, nawet prywatnie w pakiecie z badaniami za ponad 4000zł. Z ciekawości zadzwoniłam do Poradni Chorób Zakaźnych w Bytomiu i gdy usłyszałam, że najbliższy termin wizyty w ramach NFZ to maj 2019 roku, zrozumiałam skalę problemu.

Historie osób na grupie wsparcia i opisy objawów sprawiły, że faktycznie wpadłam w lekką panikę. Zwróciłam się więc z prośbą o radę, co powinnam zrobić i część osób namawiała mnie na diagnostykę biorezonansem i leczeniem naturalnymi metodami. Inni doradzali natomiast leczenie antybiotykami u lekarza ILADS. Rozmawiałam również z kilkoma osobami, które siedzą głęboko w temacie, zarówno jeśli chodzi o konwencjonalne i niekonwencjonalne metody, w tym telefonicznie z jednym z lekarzy ILADS, który aktywnie działa w grupie wsparcia na Facebook’u.

Przez kilka dni byłam zdezorientowana całą tą sytuacją. Nie wiedziałam, co robić. Gdy emocje opadły, uznałam, że muszę podejść racjonalnie do tematu. Wypełniłam kwestionariusz prawdopodobieństwa chorób odkleszczowych dr Horowitza i uzyskałam wysoki wynik (60 punktów), ale ogólnie nie czuję się źle. Faktycznie, to właśnie borelioza czy koinfekcje mogą być przyczyną wszystkich moich nieszczęść, począwszy od Hashimoto, przez zaburzenia miesiączkowania, po reakcję obciążonego serca na Novothyral, ale moje wyniki nie są bowiem jednoznaczne. Akurat w tym czasie nawiązałam kontakt z Moniką Gackowską, dietetyk kliniczną, która prowadzi bardzo popularne szkolenia z interpretacji badań laboratoryjnych (w niedzielę wybieram się właśnie do Wrocławia na to szkolenie), a jej artykuły z zakresu diagnostyki laboratoryjnej możecie czytać chociażby w „Food Forum”. Przesłałam jej swoje wyniki, skonsultowałyśmy się telefonicznie i utwierdziłam się w przekonaniu, że najważniejsza jest dalsza diagnostyka. Bez niej nie powinnam podejmować żadnych pochopnych decyzji. Jednocześnie dostałam kilka zaleceń na już, jeśli chodzi o wsparcie układu odpornościowego, ale napiszę o tym następnym razem.

Najlepiej, gdybym wykonała badanie KKI, czyli krążących kompleksów immunologicznych i pełny panel koinfekcji odkleszczowych. W sumie to jednak koszt prawie 2000zł. Postanowiłam więc, że najpierw skonsultuję się z lekarzem. Tym bardziej, że dzięki nieocenionej Kasi Kuruc Kowal i jej znajomej Karolinie w grudniu będę miała wizytę u doktora Andrzeja Gliwy w Krakowie. Badanie KKI wiążę się z prowokacją, po której może nastąpić pogorszenie lub wystąpienie objawów i to jest dla mnie szczerze mówiąc przerażające. Jeśli lekarz stwierdzi, że to konieczność, nie będę miała wyjścia. Sama się jednak na pewno nie zdecyduję. Myślę natomiast o badaniu NK CD57 na oznaczenie liczebności subpopulacji limfocytów NK (naturalni zabójcy), posiadających marker powierzchniowy CD57. Przyjmuje się bowiem, że spadek ich  liczebności jest skorelowany z aktywnością choroby. Chciałabym zbadać również chociażby Mycoplasmę i wirus Epstein Bar w klasie IgM, a także przeciwciała w kierunku mononukleozy, z którą również najprawdopodobniej mogę się zmagać. Wszystko generalnie będzie zależało od funduszy. Zdecydowałam się bowiem w pierwszej kolejności na badanie mikroflory jelitowej w VitaImmun, aby potwierdzić kandydozę i dobrać indywidualną probiotykoterapię. Liczę, że opanowanie Candidy i wsparcie jelit poprawi znacząco pracę układu odpornościowego.

P.s. Jeszcze się zastanawiam, bo te 430zł to dla mnie niestety „miliony monet”.

Tak to więc pokrótce na razie wygląda. Jeśli macie jakieś rady i zalecenia z własnego doświadczenia w kwestii boreliozy i koinfekcji, będę zobowiązana :)

***

Zdjęcie główne: James Gathany/CDC/materiały prasowe

Advertisements

29 thoughts on “Borelioza?

  1. W 2013 r. z ciekawości (i z uwagi na promocję na Groupon ;) ) zrobiłam sobie badania biorezonansem i poza alergenami wziewnymi, które potwierdziły to, co już wiedziałam po testach skórnych, wyszła mi dodatkowo borelia. Zmartwiło mnie to, ponieważ rzeczywiście w czasach licealnych zostałam ukąszona przez kleszcza, ale ze względu na brak charakterystycznych objawów jednak „olałam” temat.
    Teraz, po lekturze powyższego, zaczynam się zastanawiać czy przy liczbie nękających mnie problemów, łącznie z coraz niższą ostatnio odpornością (mimo wspomagania D3, K2, cynkiem, apo-laktoferyną, orzechami brazylijskimi i zieloną herbatą z imbirem), nie warto by było sprawdzić czy gdzieś w okolicach tej borelii nie jest pies pogrzebany.
    Jakie konkretnie badania warto wykonać, aby móc potwierdzić lub zaprzeczyć temu, co wykryto przy biorezonansie?

  2. Pingback: Skierowanie do szpitala | JOANNA HAŚNIK

  3. Asiu :-)

    Przewlekłej boreliozy nie masz, wynik na Boreliozę w klasie IgM metodą WB jest typowy dla osób chorych na autoimmunologiczne zapalenie tarczycy ze względu na występujące reakcje krzyżowe. Zakażenie Mycoplasmą pneumoniae jest stare i wynik jest charakterystyczny dla sprawnej pamięci immunologicznej, i to samo w przypadku EBV. Miałaś kiedyś mononukleozę? Lekarz mógł się nawet nie zorientować, często mylą z anginą :-) Teraz z kolei zaczęła się odwrotna moda – byle przeziębienie rozpoznają jako mononukleozę :-D

    Czytając całe popołudnie Twój blog dochodzę do wniosku, że z chorób somatycznych masz tylko jedną – chorą tarczycą na tle autoimmunologicznym. A poza tym jesteś zdrowa jak koń :-)

      • Nie jestem pewien, czy chcesz poznać odpowiedź na to pytanie, bo wszystko wskazuje na to, że to Twoja miłość Cię zabija. Nigdy babcia nie mówiła Tobie, że co za dużo, to niezdrowo..? ;-)

        Artykuł „Female athlete triad” w czasopiśmie „ABC of sports and exercise medicine” daje ogólny pogląd na problem:
        https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC546077/

        A tutaj masz analizę 4 przypadków, 4 młode kobiety, w wieku od 16 do 27 lat, w przypadku jednej dwudziestosiedmiolatki brak miesiączki od czterech lat:
        https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3845471/

        Artykułów naukowych na temat „Female athlete triad” jest całe mnóstwo. Popularnonaukowych też, choć te w zależności od źródła trzeba czytać z ostrożnością.

        Wykonaj densytometrię żeby sprawdzić gęstość Twoich kości i mieć wszystkie elementy układanki. A potem usiądź i zrób sobie porządny rachunek sumienia.

        • Hmm. Znam temat triady sportsmenek. I daleko mi do sportsmenki trenujacej dwa razy dziennie. Inna sprawa, że trenuje od 3 lat, a od początku (12-13 lat) miałam nieregularne miesiączki i dostałam antykoncepcję od ginekologa. Parę lat temu zrobiłam przerwę, nie trenowałam wtedy! I nie miałam pół roku. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma wielu rzeczy i wróciłam do antykoncepcji. Trenuje 4 razy w tygodniu po godzinie. Nie mam fizycznej pracy. Więc to raczej nie to…

          • Hmm. A gdzie takie badania wykonam? Ja się upierać nie będę, ale w takiej sytuacji wszystkie dziewczyny trenujace na siłowni musiałyby mieć zaburzenia miesiączkowania :) P.s. W ogóle dziękuję za zainteresowanie :)

          • W zależności od źródła, objawy triady, w różnym nasileniu, występują od 4 do 44% trenujących dziewczyn (u nietrenujących – od 3 do 5%). Czyli generalnie występują u wszystkich, które ćwiczą, a nie się opierdzielają :-D

            U Ciebie sprawa jest o tyle gorsza, że masz Hashimoto. Bodziec, który będzie za słaby do wywołania efektu u zdrowej kobiety, Tobie wystarczy.

            Nie znam Katowic, ale internet mówi, że w Śląskim Centrum Zdrowia Kobiety robią takie badania. Panie na zdjęciu wyglądają miło i zachęcająco ;-D

  4. Pingback: Biorezonans | JOANNA HAŚNIK

  5. Kleszcz ukąsił mnie w 2009. Po miesiącu pojawił się charakterystyczny rumień. Byłam leczona antybiotykiem. Wszystkie wyniki wskazywały na wyleczenie. Dwa lata później czyli w 2011 straciłam słuch w jednym uchu. Nikt nie skojarzył , że może być to związane z przebytą boreliozą.Słuch miałam od dzieciństwa osłabiony po podaniu mi gentamycyny. Dopiero kiedy drugie uchu zostało zaatakowane zrobiłam biorezonans. Do tego momentu czułam się bardzo źle po każdym większym wysiłku. Nocne poty i osłabienie w ciągu dnia – takie miałam objawy. Stale musiałam odpoczywać. Ponieważ mam ponad 50 lat wszystko sugerowało , że mam początki menopauzy. Biorezonans zaś wykazał boreliozę i lambliozę. I tym nie uznawanym biorezonansem zostałam uleczona. To było w 2013 roku. Rok później zrobiłam 40- dniowy post Daniela , który całkowicie potwierdził , że jestem zdrowa. Wszystko wróciło do normy , oprócz słuchu, choć i tutaj mam polepszenie o 30% . Lekarka , która mnie leczyła biorezonansem najpierw usunęła mi lamblie. W czasie tego leczenia miałam wrażenie jakby coś dostało szału w mojej głowie- tak mi się kręciło. Żadne testy na boreliozę nie potwierdzały , że mam przewlekłą boreliozę. W sumie sama byłam bardzo niepewna leczenia biorezonansem. Ale się udało. Post wyczyścił ciało i uzdrowił całkowicie jelita. Szkoda mi tylko, że lekarze wcześniej mi nie pomogli. Uratowałabym słuch , który był już i tak osłabiony gentamycyną. Dużo tu wiedzy na pani blogu. Pozdrawiam i życzę zdrowia! Tez bym zastanowiła się nad lambliozą , która jest tak trudna do wykrycia i czyni spustoszenie w jelitach.

  6. Pingback: Wsparcie odporności / moja obecna suplementacja | JOANNA HAŚNIK

  7. Pani Joasiu, czy byłaby szansa na post zawierający aktualny jadłospis Pani i jakie leki, suplementy Pani przyjmuje obecnie? Interesuje mnie to ze względu na insulinoodporność. na którą choruję (wysoki poziom insuliny przy prawidłowym poziomie glukozy).

    • Mój jadłospis jest w artykule „Pierwszy miesiąc redukcji”. O suplementacji właśnie piszę, ale głównie pod kątem wsparcia odporności. Każdy organizm jest jednak inny i inaczej reaguje, więc dieta i suplementacja to zawsze kwestia indywidualna. W razie czego proszę pisać na maila, to mogę pomóc.

  8. Ponad 20 lat temu przyniosłem „z grzybów” 20 kleszczy na plecach. Babcia zużyła na mnie kostke masła czy margaryny i same wyszły.
    Mijały lata. Praca, obowiązki itd. Częste sytuacje z megazmęczeniem zaczęły mnie martwić czy przypadkiem nie złapałem boreliozy przed laty.
    Po badaniach na szczęście okazało się, że wszystko jest OK.
    Jedynie – najprawdopodobniej – mam problem z nadnerczami…

  9. Niestety moja mama też ma boreliozę i lekarz zbagatelizował pierwsze stadium po ukąszeniu.
    Kolejny raz proponuję poczytać książki Pana Jerzego Zięby.
    Znajoma, która ma boreliozę co roku idzie na tydzień do szpitala. Tam dostaje serię kroplówek i twierdzi, że dzięki temu funkcjonuje normalnie kolejny rok do następnej wizyty na oddziale.

  10. Tak miałam i dalej mam ale juz duzo mniejszym stopniu nietypowe objawy,które wylaczyly mnie z aktywnosci zawodowej ,jestem stale rehabilitowana dlatego mialam te badania. Objawy glowne mrowienie stopy,ręki,bóle kolan,glownie lewego gdzie doszlo do bocznego przyparcia rzepki, bole kręgosłupa,problem z lewą stroną ciała od kręgosłupa w dół,przykurcze miesni, doszlo do podania sterydow. Problem tez z siedzeniem,część badań była dobra więc lekarze podejrzewają kręgosłup,ale nie ma diagnozy jednoznacznej.

  11. wirus epstein-barr jest epidemiczny, tzn większość ludzi ma przeciwciała bo kontakt następuje zwykle we wczesnym dzieciństwie (na pediatrycznych oddziałach zakaźnych leżą głównie dzieciaki z mononukleozą i ospą). nie sądzę, że przegapiłabyś mononukleozę, nawet, jeśli powiedzmy zaraziłabyś się dopiero teraz – jako dorosła kobieta. atypowych limfocytów też nie masz, więc nie dałabym się zwariować. ;)

    a w boreliozie samych wyników faktycznie się nie leczy.

  12. Pani Asiu czekałam na artykuł na temat boreliozy i koinfekcji,gdyż w sierpniu ze względu na problemy zdrowotne mialam robiony test Elisa,który wyszedł negatywnie gdyż antygeny nie przekroczyły skali a momentami byly graniczne, natomiast test WB wyszedł pozytywnie w jednej klasie i lekarze -dwóch specjalistów stwierdzilo że to nie jest aktywna borelioza a kontakt kiedyś z zarazonym kleszczem i ze tego stanu się nie leczy. Po czym zostalam zostawiona z tym tematem. Po przeczytaniu bloga mam wątpliwości czy nie powinnam szukać pomocy

      • Pani Joanno, nie wiem czy już udało się Pani wyjaśnić wątpliwości co do boreliozy, ale proszę wziąć pod uwagę możliwość LAMBLIOZY. Problemy jelitowe, spadek odporności a nawet choroby z autoagresji mogą być skutkiem lambiozy, która robi sitko z jelit. Niestety badania z kału oraz z krwii są niemiarodajne. Jedyne warte zaufania laboratorium to warszawski FELIKS (gdzie kał badany jest mikroskopowo a nie jak wszędzie indziej metodą immunoenzymatyczną). Mi tylko tam wyszły lamblie. Natomiast w innych labach z kału oraz przeciwciała z krwii nie :) Kolejna sprawa, która przemawia za lambliozą u Pani to obecność 41 prążka w teście Western Blot na boreliozę. Jest to prążek, który nie jest specyficzny dla borelii ale świadczy o flagelinie czyli wici, która też obecna jest u krętków ale też o u innych wiciowców, czyli: kliła, helicobacteria, lamblia i wiele innych. Zarówno u mnie jak i u mojego syna prążek 41 jest obecny w badaniu WB a nie chorujemy na boreliozę. Proszę poczytać medyczne fora amerykańskie- znajdzie tam Pani te informacje. Ps. To co piszę jest zaopiniowane przez specjalistę od chorób pasożytniczych i odkleszczowych, dr.Ozimka.
        Pozdrawiam! Życzę zdrowia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s