Skierowanie do szpitala

Zjazd na uczelni za mną, kolokwia zaliczone, w poniedziałek i wtorek odpoczywam od nauki. Tak, tak, tylko w te dwa dni, później mam już rozpisany cały plan działania na najbliższe cztery tygodnie. Muszę ogarnąć notatki z wykładów do egzaminów z anatomii, fizjologii i biochemii (sic!) i przygotować się do pięciu kolokwiów, w tym z fizjologii układu pokarmowego. Trawienie, wchłanianie, hormony żołądkowo-jelitowe, rola wątroby – kto wie, o czym mówię, ten rozumie moje przerażenie. Do tego biochemia, angielski, organizacja i podstawy prawne pracy dietetyka i… (uwaga!) wychowanie fizyczne. Tak, mamy zaliczenie z teorii. Czym charakteryzuje się rekreacja fizyczna i jak wpływa na zdrowie? Po co stosujemy odżywki węglowodanowe? Według Ciebie, jakie formy aktywności ruchowej najkorzystniej wpływają na wygląd ciała? Wskaż urządzenia treningowe, na których kształtujemy uda i pośladki. Odpowiedzi na takie i podobne pytania musimy sobie przygotować. Wiadomo, mogłabym pójść z marszu na takie zaliczenie, ale to nie w moim stylu, więc przynajmniej muszę sobie przemyśleć odpowiedzi.

Na szczęście na zajęciach mogę realizować swój plan treningowy. Tutaj zdjęcie po piątkowym treningu nóg i pośladków.

Chociaż nie, nauka od czwartku. W środę muszę z rana pojechać do Piekar Śląskich do Szpitala Miejskiego i zawieźć swoje skierowanie.

W minioną środę byłam na wizycie kontrolnej u prof. Zubelewicz-Szkodzińskiej, mojej endokrynolog-ginekolog.

O poprzedniej wizycie u niej pisałam w artykule „Światełko w tunelu”.

Byłyśmy umówione, że jeśli do końca roku leczenie wysokimi dawkami Glucophage nie przyniesie oczekiwanych rezultatów i nie pojawi się miesiączka, otrzymam skierowanie na oddział endokrynologii w Piekarach Śląskich, gdzie pani profesor jest ordynatorem. Tak, na początku ubiegłego roku byłam na badaniach w Katowicach, jednak jej zdaniem nie wykonano mi wszystkich niezbędnych badań.

O pobycie w szpitalu w Katowicach pisałam w artykule „Wróciłam do punktu wyjścia”.

Niestety, nic się nie zmieniło. W styczniu miną tym samym dwa lata odkąd zrezygnowałam z antykoncepcji. Po kilkunastu latach. I tylko ze względu na zdiagnozowane Hashimoto i niedoczynność tarczycy. Gdyby nie to, pewnie dziś dalej żyłabym w nieświadomości i zachwala pigułki pod niebiosa. Głupia ja!

O antykoncepcji, za i przeciw, pisałam w artykule „Trudna decyzja”.

Skierowanie otrzymałam, ale dopiero na kwiecień/maj. Do tego czasu mam się uzbroić w cierpliwość i w dalszym ciągu stosować dawkę 2000mg Glucophage XR na noc. Jak najbardziej mi to odpowiada, bo odkąd rozpoczęłam leczenie czuję się bardzo dobrze, nie wpadam w hipoglikemię, nie podjadam między czterema głównymi posiłkami, ani nie mam napadów kompulsywnego objadania się. Jasne, czasem wpadnie trochę (no dobra, dużo!) orzechów, ale lepiej dla mojej insuliny raz a więcej, niż po orzeszku przez cały dzień. Przez święta na pewno napiszę o moim „powrocie do żywych” i podsumuje ostatnie pół roku.

W sumie uprzedziła mnie Kasia z bloga „Cooki It Lean”, która chyba jest na tym etapie co ja, a więc w końcu przestała popadać w paranoję. Polecam artykuł „Kiedy ostrożność idzie za daleko – wpływ dietetycznych restrykcji na nasze zdrowie”. Z tego co obserwuję, coraz więcej osób dochodzi do podobnych wniosków i wychodzi im to na zdrowie.

Pani profesor wie, że studiuje dietetykę. Porozmawiałyśmy więc sobie też przy okazji o wszystkich obecnych dietetycznych modach, a także moich i jej doświadczeniach. Nie z wszystkimi jej opiniami się zgadzam, ale wiedza lekarzy w temacie żywienia jest bardzo niewielka, choć faktycznie powoli to się zmienia. Ostatnio jeden z wykładowców mówił nam, że na mojej uczelni studiuje pani doktor (nie pamiętam specjalizacji) z wybitnymi osiągnięciami, publikacjami i renomą. Po czterdziestce. Po prostu chciała poszerzyć swoją wiedzę i zrobić to profesjonalnie. Oby więcej było takich lekarzy!

Szczególnie rodzinnych. Pisałam Wam w artykule „Powszechny niedobór witaminy D”, że udało mi się w końcu wysłać moją mamę na badanie poziomu witaminy D i wyszedł jej niedobór. Niestety, jej lekarz rodzinny stwierdził, że nie musi stosować witaminy D, mimo 67 lat na karku i zawału w kwietniu. Strasznie się wtedy pokłóciłyśmy, bo przecież „nie jesteś lekarzem, nie znasz się” i „muszę słuchać lekarza, a nie Ciebie”. Pokazałam więc wyniki mamy pani endokrynolog i napisała jej kartkę z pozdrowieniami i zaleceniami. Niestety, na nic się to nie zdało. Dalej nie bierze. Za to lekarz zalecił Urofuraginum, bo pojawiły się bakterie w moczu, to zaraz poleciała do apteki. Z rodzicami gorzej, niż z dziećmi. Mój ojciec przechodzi chemioterapię. Ma nawrót chłoniaka. Po ostatnich antybiotykach pojawiła się straszna biegunka i wymioty. Probiotyków nie bierze, bo lekarz nie zalecił. Wrócił dziś do domu, chemii mu nie podano, ma wrócić za 2 tygodnie. W zaleceniach ani słowa o probiotykoterapii. Trafia mnie szlag, ale już się nie odzywam. Na siłę nikomu nic nie wcisnę, a dla starszych ludzi lekarz jest największym autorytetem i nic tego nie zmieni.

70. urodziny taty 🎂 #birthday #birthdayparty #father #family

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Ostatnia rodzinna impreza, 70. urodziny taty.

Wracając do wizyty u pani profesor, rozmawiałam z nią również na temat moich wyników badań w kierunku boreliozy i koinfekcji.

O wynikach pisałam w artykule „Borelioza” oraz „Biorezonans”.

Przyznała szczerze, że nie ma dużej wierzy na ten temat, ale jeśli mnie to niepokoi, mogę skonsultować się z jej znajomym lekarzem zakaźnikiem. Pytałam o lekarzy ILADS, ale powiedziała tylko, że dobrze, że nie stać mnie na konsultację u doktora Wielkoszyńskiego. Nie sądzi jednak, że może być jakieś powiązanie pomiędzy moim brakiem miesiączki a przewlekłą boreliozą. – Jeśli coś nie jest naukowo udowodnione, dla mnie nie istnieje – stwierdziła. Nie do końca się zgadzam z takim podejściem, bo teoria teorią, a praktyka praktyką, ale cenię jej pragmatyczne podejście. Tym samym postanowiłam na razie, że odwołam wizytę u lekarza ILADS w Krakowie, poczekam na wyniki badań w szpitalu i wtedy zadecyduje co dalej. W maju mam też termin u lekarki ILADS w Katowicach, więc jeśli badania niczego nie wykażą, to wówczas udam się na konsultację.

Na duchu podniosły mnie też komentarze jednego z moich czytelników. Jego zdaniem mam typowe wyniki testów w kierunku boreliozy dla osób z Hashimoto. Więc na razie tego się trzymam i dziękuję za zainteresowanie! Im mniej myślę o chorobach, tym lepiej się czuję :)

Advertisements

2 thoughts on “Skierowanie do szpitala

  1. Pingback: Najwyższy czas… | JOANNA HAŚNIK

  2. Pingback: Czy wszystko gra? | JOANNA HAŚNIK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s