Biblioteka dietetyka #2

Mam głowę pełną pomysłów na wpisy. W kolejce czeka chociażby PCOS, Metformina, moje treningi, nawodnienie, polecane produkty z supermarketów czy interpretacja badań laboratoryjnych (jeśli macie jeszcze jakieś życzenia, piszcie proszę w komentarzach). Niestety, ze względu na pracę, treningi, a przede wszystkim studia i naukę zaczyna brakować mi doby. Odpowiednia ilość snu jest jednak dla mnie rzeczą świętą i siedzenie po nocach przy komputerze zdecydowanie odpada. Moje nadnercza są najważniejsze! Zrobiłam jednak rachunek sumienia i po sesji postaram się lepiej zarządzać swoim czasem. Myślę, że zyskam chociaż godzinę dziennie, jeśli zrezygnuję (no dobra, ograniczę!) z przeglądania Snapchata czy InstaStory i wpisy będą pojawiać się częściej.

Czytaj dalej

Reklamy

Owoce w diecie

W mojej diecie nigdy nie brakowało owoców. Pod każdą postacią. Zarówno świeżych jabłek czy bananów, które mama dawała mi do szkoły, soków z kartonika, ale i dżemów, które jadłam do kanapek na przemian z białym i żółtym serem, bo nigdy nie znosiłam szynki. Szczególnie latem potrafiłam zjeść codziennie z kilogram owoców. Z niecierpliwością czekałam na sezon na truskawki, maliny, jagody, arbuz czy czereśnie. Owoce traktowałam jako przekąski, jadłam je między „głównymi” posiłkami, a gdy zaczęłam trenować siłowo piłam zblendowane z białkiem w potreningowym shake’u. Nie ograniczałam się. Jadłam owoce rano, popołudniu i po kolacji, mimo zaleceń czytanych w kolorowych gazetach dla kobiet. Nie miałam żadnych problemów z wagą, więc nie zastanawiałam się, czy robię dobrze, czy źle. Zresztą mama od dziecka powtarzała mi, że owoce mają dużo witamin i trzeba je jeść. Z czasem jedynie zrezygnowałam z dżemów, soków, czy owoców z puszki, bo zaczęłam bardziej przykładać uwagę do tego, co jem i zrozumiałam, że lepiej sięgnąć po świeży owoc niż poddany obróbce, pozbawiony błonnika i z dodatkiem syropu fruktozowo-glukozowego.

owoce8
Nikt się nie oprze :)

Borówki – 8,0g węglowodanów/100g.

Czytaj dalej