Sesja

Sama nie wiem, kiedy minął miesiąc od ostatniego wpisu. To chyba jak dotąd najdłuższa przerwa na blogu. Czuję się jednak usprawiedliwiona. Dla studentów przełom stycznia i lutego jest zawsze bardzo gorącym okresem. Nie inaczej było u mnie.

Najpierw kolokwia zaliczeniowe z ćwiczeń. Tydzień po ostatnim zjeździe egzaminy z anatomii i biochemii, a w minioną niedzielę z fizjologii. Kto ma już to za sobą na poziomie akademickim, ten rozumie powagę sytuacji :) Musiałam przyznać sobie dwa tygodnie urlopu od bloga, żeby poświęcić cały ten czas na naukę.

W pierwszym tygodniu od rana walczyłam z budową kręgów, nefronu czy nabłonkiem walcowatym, po czym jechałam na trening, a po powrocie siadałam do cyklu Krebsa, budowy białek i replikacji DNA. W przypadku biochemii musiałam cofnąć się do gimnazjum, żeby przypomnieć sobie podstawy, do których jako humanistka nigdy nie przykładałam wielkiej wagi (moja jedyna czwórka na świadectwie maturalnym jest właśnie z chemii).

Kawka po biochemii z dziewczynami.

W drugim tygodniu, niestety, byłam lekko przeziębiona i już trochę zmęczona, więc nie chciałam jeszcze bardziej stresować swoich nadnerczy i mój wysiłek fizyczny ograniczył się do chodzenia po jedzenie do kuchni i do sklepu. Nawet nie chcę myśleć o tym, ile zjadłam przez te dwa tygodnie. Mam nadzieję, że mój mózg dobrze wykorzystał wszystko, co dostał. Gorzka czekolada, orzechy, wafle ryżowe (polecam BIO z Biedronki, nowość w ofercie), kilogramy jabłek. Ukoronowaniem był Snickers przed wejściem na egzamin z fizjologii (w tym momencie przypomina mi się Tadek Sowiński ze Snickersami w przerwie na kursach :D). Chodził za mną od dłuższego czasu. Przeżyłam, syrop glukozowo-fruktozowy mnie nie zabił, cukier mi nie spadł, nie przytyłam 2 kilogramów :D

Tak, tak, mocno się stresowałam egzaminami. Ostatnio chyba aż tak bardzo przed egzaminem z historii Śląska po czterech semestrach ćwiczeń na studiach historycznych. Anatomię zdałam na piątkę, biochemię na czwórkę. Trochę byłam zła, bo na egzaminie z biochemii w ostatniej chwili zmieniłam dobre odpowiedzi na złe. Najważniejsze jednak, że zdałam i w końcu ogarnęłam cały łańcuch oddechowy, glikolizę, beta-oksydację czy replikację DNA. Czekam jeszcze na wynik z fizjologii. Może będzie w piątek. Egzamin był bardzo, ale to bardzo trudny. Napisałam wszystko, więc mam nadzieję, że będzie dobrze.

Czas nauki wykorzystałam na pielęgnację.

Teraz przydałyby się jakieś ferie, tymczasem od poniedziałku nadrabiam zaległości i  dopiero dziś znalazłam chwilę, by coś napisać. Co więcej, w piątek zaczynam już drugi semestr. Mikrobiologia, chemia żywności, farmakologia. Nie mogę się już doczekać, choć czeka mnie bardzo ciężki weekend. Od rana do wieczora na uczelni, a taka piękna pogoda za oknem. Na szczęście potem będzie troszkę puźniej.

Wróciłam również od poniedziałku do treningu. Jak wspominałam na Instagramie, w kolejnym wpisie (na początku tygodnia) opublikuję swój obecny plan treningowy i opowiem co nieco o moich priorytetach. Tak, czekolada poszła też w odstawkę. Trzymam dietę 1800kcal, a przynajmniej się staram, bo okazji do zjedzenia burgera nie brakuje :D

Dobry chlebek nie jest zły.

Jak Wam pisałam, na początku kwietnia idę do szpitala. Chciałabym maksymalnie wykorzystać ten czas. Zarówno na trening, odpoczynek i jakiś wyjazd w góry, jak i na naukę i szkolenia. Tak się dobrze składa, że akurat w weekendy, w które nie mam zjazdów w marcu odbędą się dwa szkolenia, na które bardzo chcę pojechać.

szkol

W weekend 11-12 marca chciałabym pojechać do Krakowa na szkolenie organizowane przez Barbell Kitchen i Dominikę Gier o chorobach autoimmunologicznych (więcej tutaj).

szkol2

Dwa tygodnie później planuję wyjazd do Warszawy na szkolenie z żywienia i suplementacji w kulturystyce i fitness prowadzone przez Tadka Sowińskiego (więcej tutaj).

Dwa powyższe są najbardziej realne, choć na uwadze mam dużo więcej szkoleń. Brakuje niestety na wszystko czasu, ale i funduszy. Kursów jest mnóstwo, ale ceny czasem powalają. Wybieram te najbardziej dla mnie wartościowe, choć głównie z żywienia, coraz rzadziej niestety z treningu. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni!

A jak na razie kończę i znów jadę na siłownię! Do usłyszenia!

P.s. Jeśli macie jakieś życzenia co do wpisów na blogu, piszcie śmiało. Na pewno myślę o Metforminie, adaptogenach, interpretacji badań czy polecanych produktach z supermarketów.

Reklamy

4 thoughts on “Sesja

  1. Pingback: Pierwszy rok studiów | Joanna Haśnik

  2. Można zjeść snickersa jak się ma insulioopornosc?!? Ja myślałam, ze już nigdy w życiu nie zjem nic słodkiego i to mnie strasznie dołowała (od paru dni wiem o IO)

    • Bo kto tak mówi? ajwen? a może medfood? a moze tłuste życie?! nie słuchaj takich osób, bo one tylko zastraszają klientów,i nawet od czasu do czasu grzeszek dla nich u pacjenta to bardzo źle,a same nieraz wcinają. Bez sensu jest take zastraszanie swoich klientów. Jedz, na zdrowie niech ci wyjdzie, polecam śledzic też blog Marta Okuniewska, ona też nie daje się zwariować po pasku czekolady mlka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s