Adaptogeny – wsparcie nadnerczy

Moje życie zmieniło się w ostatnich miesiącach o 180 stopni. Czy na lepsze? Nie wiem, jest po prostu inaczej. Czasem brakuje mi meczowych emocji, stresu przed wywiadem z piłkarzem, którego znalazłam dotąd tylko z telewizji, czy wyjazdów na mecze na drugi koniec Polski i spania w samochodzie. Nie raz też w sobotę wieczorem chciałabym założyć sukienkę i szpilki i ruszyć z przyjaciółkami na imprezę do Katowic, czy posiedzieć w pubie przy piwie i wrócić do domu, jak za starych dobrych czasów akurat na… późne śniadanie o 10:00. Ostatnio Facebook przypomniał mi również, jak to katowałam się na crossficie, który zaczynał się o godz. 19:00 i nie miałam żadnego problemu z tym, żeby zasnąć po treningu. To były fajne czasy.

A teraz? Nie wracam do domu później, niż o 22:00. Nie ma więc nawet sensu ruszać na dyskotekę, która rozkręca się dopiero około północy. Nie znaczy to, że nigdzie nie wychodzę. Najczęściej idę ze znajomymi coś zjeść, porozmawiać przy herbacie, czasem u koleżanki skuszę się na lampkę czerwonego lub różowego wina. W weekendy często jestem w łóżku wcześniej od swoich rodziców, bo czuję, że po ciężkim tygodniu i całym dniu na uczelni najlepsze co mogę dla siebie zrobić, to się wyspać. W łóżku nie analizuję jednak całego dnia. Nie zastanawiam, dlaczego sąsiadka krzywo na mnie spojrzała. Czy mogłam zachować się w jakiejś sytuacji inaczej. Myślę o tym, co fajnego udało mi się zrobić. O mailu czytelniczki, której pomogłam znaleźć przyczynę problemów ze zdrowiem. O usłyszanym komplemencie od nieznajomego na siłowni.

Miłe popołudnie :) #tulismanore #salad #rudaslaska #food #bellakura #silesia

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Moja ulubiona sałatka w dobrym towarzystwie :)

Nie zarywam nocy na oglądanie filmów, czy czytanie książek. W sesji nie powtarzałam materiału przez całą noc poprzedzającą egzamin. Nie wspomagałam się energetykami, jak robiłam to w czasie studiów historycznych. Trenuję głównie do południa, by nie zaburzać rytmu dobowego. Nie biegam, nie robię tabaty ani obwodów metabolicznych, nie obciążam się też zbyt mocno na treningu siłowym. Dbam o regenerację. Chodzę na jogę. Pilnuję godzin posiłków, nie stresując organizmu zbyt długimi przerwami. Jem zdrowo i racjonalnie, choć jak mam ochotę na czwarte jabłko w danym dniu, czy paczkę orzechów to pozwalam sobie. Nie katuję się zakazami, dzięki czemu nie myślę obsesyjnie o jedzeniu. Jem po to, by żyć i mieć siłę spełniać swoje marzenia, nie żyję po to, aby jeść. Nie startuję za tydzień w zawodach sylwetkowych. Sesji w „Playboy’u” też raczej nikt mi nigdy nie zaproponuje. Patrzę w lustro i mówię sobie, że mam fajny tyłek. Innym też to mówię.

Nie oglądam „Wiadomości”. Nie przejmuję rzeczami, na które nie mam wpływu, choć nie ukrywam, że gdy widzę, jak nasz kraj cofa się do średniowiecza, czasami mam ochotę wyjechać na Wyspy Kanaryjskie, jak jedna z moich czytelniczek (pozdrawiam Cię!). Sama nie zbawię świata, więc nawet się za to nie zabieram. Skupiam się na tym co jest tu i teraz. Cieszę ze słońca za oknem, bo w końcu dziś mogłam zdjąć czapkę. Z wolnego popołudnia, by napisać ten artykuł. Z dobrego samopoczucia rodziców. Z soczystego mango, które udało mi się kupić w Biedronce na jutrzejsze śniadanie. Nigdzie się nie spieszę. Nie gonię za pieniędzmi, karierą. Nie marzę o tym, by ubierać się u Prady i chodzić po ulicach Nowego Jorku (no dobra, trochę marzę :D), wolałabym z dresie i bez makijażu pojechać w weekend w góry. Oby w dobrym towarzystwie.

Wiosna za oknem. Wiosna w domu :) #flowers #spring #home #sun #sunnyday #rudaslaska

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Mama dostała od siostry na urodziny :) Od razu weselej zrobiło się na oknie.

Dzięki temu wszystkiemu udało mi się ograniczyć stres w swoim życiu. Stres, który towarzyszył mi odkąd tylko pamiętam. Który zjadał mnie od środka. Który wpędził mnie swego czasu ostatecznie w depresję.

Więcej o stresie i jego skutkach pisałam w artykule „Wypalenie nadnerczy, czyli dlaczego jestem chronicznie zmęczona”. To jeden z najczęściej czytanych i komentowanych artykułów na blogu. Niestety, to coraz częstszy problem…

Musiałam więc diametralnie zmienić swoje życie. Żadne leki, żadne suplementy, nic nie pomogłoby mi wrócić do równowagi, gdybym nie powiedziała sobie latem ubiegłego roku „dość” i nie zrobiła porządków w swoim życiu. Prywatnym. Zawodowym. A przede wszystkim w głowie. Nie wybaczyła. Nie odpuściła. Nie przestała się zadręczać Nie zrozumiała, co jest najważniejsze. Że nie muszę być perfekcyjna. Że nie wszyscy muszą mnie lubić. Że mogę powiedzieć komuś „nie”, jeśli czegoś naprawdę nie chcę. Nie spojrzała na świat, na otoczenie, na swoje życie z innej perspektywy. Sama się czasem zastanawiam, skąd ja wzięłam w sobie tę siłę. Chyba stąd te spadki na siłowni :D

Niedawno obchodziliśmy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Tym, którzy jeszcze nie czytali, polecam teksty „Zdrowe jelita – mój priorytet” i „Depresja – rola jelit i suplementacji”.

Jasne, nie jest idealnie. Jeszcze sporo pracy przede mną. Czasem czuję się gorzej i spędzam dzień w łóżku. Martwię debetem na koncie. Przejmuję zdrowiem rodziców. Problemami najbliższych. Czasem nie mam wyjścia i muszę zrobić trening wieczorem. Jak pisałam ostatnio, przed egzaminami nie mogłam spać. Nie wykluczę jednak całkowicie źródeł stresu. Nie ma takiej możliwości. Moje nadnercza i autonomiczny, a więc współczulny i przywspółczulny układ nerwowy pracują jednak w miarę prawidłowo. Nie jestem notorycznie pobudzona i gotowa do działania. Potrafię odpoczywać. Nie ma już mowy o chronicznym zmęczeniu. Mimo to, wspieram się codziennie adaptogenami.

suple5
Pierwszym adaptogenem, który stosowałam parę lat temu był żeń szeń syberyjski. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, jak wielką moc mają te rośliny.

Za adaptogeny uważa się rośliny, które zawierają w sobie kompozycje substancji chemicznych pozwalających im adaptować się do ekstremalnie niekorzystnych warunków środowiska w jakich żyją. Dzięki temu mają zdolność do przystosowywania się do potrzeb organizmu, przywracając mu równowagę. Jednocześnie adaptogeny są bezpieczne, nie obciążają wątroby i nie wykazują działań niepożądanych. Od kilku tysięcy lat stosowane są w tradycyjnej medycynie chińskiej i ajurwedyjskiej. Spopularyzował je sowiecki lekarz Mikołaja Lazareva, który przez lata zajmował się badaniem wpływu różnego rodzaju substancji na organizm człowieka, a w czasach II Wojny Światowej pracował nad znalezieniem naturalnymi stymulantami dla żołnierzy, które mogłyby zwiększyć ich wydolność i zastąpić narkotyki. Tak trafił na żeń szeń chiński i różeniec górski. Badania nad wpływem roślin na układ nerwowy i odporność na stres przeprowadzano w ZSRR również w czasach powojennych. Przeznaczono na nie ogromne sumy. Współpracownik Lazareva, Israel Brekham razem z Igorem Dardymovem stworzyli definicję adaptogenu, która przetrwała do dziś. Obaj odkryli również na Syberii popularny żeńszeń syberyjski. Wkrótce adaptogenami zainteresowały się Chiny, Indie, USA i tym samy cały świat. Zostały uznane za bezpieczne i dopuszczone do użytkowania.

 Do najpopularniejszych obecnie adaptogenów należą Żeń szeń (Panax gingseng), Ashwagandha (Indyjski żeń szeń), Holy Basil (Święta bazylia), Lukrecja, Eleuthero (Żeń szeń syberyjski), Rhodiola Rosea (Różeniec górski), Maca, Shiitake i inne grzyby lecznicze.

s13
Swego czasu testowałam również Świętą Bazylię. 

Adaptogeny wspierają nie tylko układu nerwowy, zwiększają naszą tolerancję na stres, obniżają poziom kortyzolu, ale wzmacniają cały organizm. To wyróżnia je spośród innych roślin i ziół, a także leków. Są silnym antyoksydantem. Chronią organizm przed wolnymi rodnikami i stresem oksydacyjnym, spowalniając procesy starzenia się organizmu. Stymuluję i regenerują pracę organów, w tym między innymi wątrobę, tarczycę, trzustkę. Działają przeciwzapalnie, nasilają różnicowanie limfocytów odpowiedzialnych za pracę układu odpornościowego i wspierają działanie makrofagów, niszczących obce antygeny w naszym organizmie. Działają antybakteryjnie i antygrzybiczo. Wpływają na pamięć i koncentrację. Obniżają ciśnienie krwi. Wspierają układ krążenia. Działają przeciwzakrzepowo. Zwiększają ilość hemoglobiny i erytrocytów. Regulują temperaturę ciała. Obniżają poziom glukozy we krwi, zwiększając wrażliwość insulinową i stymulując odkładanie glikogenu w mięśniach i wątrobie. Poprawiają profil lipidowy. Zwiększają poziom testosteronu, lutropiny i folikulotropiny. Poprawiają libido. Są naturalnym afrodyzjakiem. Korzystnie wpływają na pracę tarczycy, stymulując wydzielanie tyroksyny. Wzmacniają kości i zęby. Nasilają regenerację błony śluzowej żołądka. Nasilają wzrost masy mięśniowej i korzystnie wpływają na zmniejszenie tkanki tłuszczowej. Zwiększają wydolność fizyczną organizmu. Przyspieszają regenerację. Poprawiają detoksyfikację organizmu. Polepszają nastrój, zwiększając poziom beta-endorfin. Wpływają na jakość snu. Niektóre badania mówią, że mają silne właściwości antyrakowe. Wzmacniają organizm w czasie chemioterapii. Ich spektrum działania jest naprawdę bardzo szerokie. Adaptogeny nie leczą jednak żadnych chorób. One po prostu wzmacniają organizm do takiego stopnia, że on sam jest w stanie uporać się z dowolną chorobą.

suple8
Próbowałam również różeńca górskiego.

Co wyróżnia adaptogeny? Bez obaw możemy stosować je przez dłuższy czas. W przeciwieństwie na przykład do kofeiny, nie obciążają układu nerwowego, a wzmacniają go. Zresztą często ich pozytywne skutki odczuwamy dopiero po kilku tygodniach, a nawet miesiącach stosowania. Są łagodne, praktycznie nie mają skutków ubocznych. Raczej nie wchodzą w interakcje z innymi lekami, choć oczywiście przy specjalistycznym leczeniu warto skonsultować się ze swoim lekarzem. Spokojnie mogą więc stanowić podstawową, codzienną suplementację. Spotkałam się jedynie z zaleceniami, aby co jakiś czas robić przerwy, np. jeden dzień w tygodniu, jeden tydzień w czasie 6-tygodniowej suplementacji, czy miesiąc po pół roku przyjmowania.  Suplementację warto rozpocząć od małych dawek i obserwować reakcje organizmu. Przesadnie wysokie mogą wywołać rozdrażnienie.

Adaptogeny modulują jednak układ odpornościowy, dlatego w chorobach autoimmunologicznych, a więc chociażby w przypadku mojego Hashimoto ich stosowanie jest dość dyskusyjne. Najlepiej więc przetestować ich działanie na sobie. Uważać powinny również kobiety w ciąży, karmiące, osoby z nadciśnieniem, nadczynnością tarczycy i chorobami serca.

mix38
Stosowałam także macę.

Adaptogeny możemy zakupić w formie naparów, nalewek, proszków, które możemy dodać do smoothie, shake’a lub wypić rozcieńczone z wodą czy skoncentrowanych ekstraktów w kapsułkach. Forma przyjęcia nie wpływa na ich działanie. Przechowywane przez dłuższy czas nie tracą swoich właściwości. Znajdziemy je w sklepach zielarskich, ze zdrową żywnością, a także odżywkami dla sportowców. Coraz więcej firm wprowadza do je do swojej oferty. Działają synergistycznie, bez obaw możemy stosować kilka produktów jednocześnie w dowolnej kombinacji lub sięgnąć po różnego rodzaju mieszanki. Możemy stosować je o dowolnej porze. Z rana dodadzą nam energii, wieczorem wyciszą przed snem.

su1
Obecnie jestem wierna Ashwagandhie w proszku.

Przetestowałam już kilka adaptogenów. Parę lat temu stosowałam żeńszeń syberyjski i bardzo sobie go chwaliłam. Łykałam jedną kapsułkę rano do śniadania i czułam się po nim zdecydowanie lepiej. Później Monika Skuza z bloga „Tłuste życie” poleciła mi Świętą Bazylię i macę. Łykałam po jednej tabletce rano i około południa. W tym wypadku byłam z kolei bardzo rozczarowana. Podobnie po Różeńcu górskim, poleconym mi przez Julię Cichaczewską. Myślę sobie jednak, że problemem była zbyt niska dawka. Kapsułki zawierają zazwyczaj ok. 500mg ekstraktu. Kiedyś kupiłam sobie w moim sklepie zielarskim „U Gwoździkowej” sproszkowany korzeń Ashwagandhy. Po tym, jak swego czasu po bardzo mocnym wieczornym treningu przyjęłam 2 kopiaste łyżeczki, spałam jak dziecko. Obecnie rozpuszczam codziennie jedną kopiastą łyżeczkę w wodzie i piję przed snem. Tak, smakuje to, jak popiół, ale nie mam z tym problemu. Cieszę się, że przesypiam całą noc i wstaję rano wypoczęta. Jeśli zdarzy się natomiast, że rano potrzebuję dodatkowej energii, również sięgam po adaptogeny. Spotkałam się jednak z opiniami wielu osób, że w tym wypadku działają na nich otępiająco. Myślę jednak, że to kwestia indywidualna. Zdarza mi się też po „legs day” spożyć dodatkową dawkę. Nigdy nie odczułam żadnych skutków ubocznych. Jak wykończę opakowanie Ashwagandhy, planuję zakup sproszkowanego Różeńca górskiego.

Oczywiście, adaptogeny nie są rozwiążą problemu stresu w naszym życiu za nas. Nie obniżą chronicznie podwyższonego kortyzolu, ani nie uleczą nas z niedoczynności nadnerczy i choroby Addisona. Mogą wzmocnić jedynie prawidłowo pracujące nadnercza.

Przy okazji zachęcam Was do zainteresowania się dwoma szkoleniami związanymi z tematyką adaptogenów i kortyzolu.

14 marca odbędzie się pierwszy webinar w ramach II edycji warsztatów z Akademią Dietetyki Sportowej. Jego tematem będą właśnie adaptogeny w diecie sportowca. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Na 20 maja Wojtek Jusiel i Dominik Mich planują z kolei szkolenie „Fakty i mity na temat kortyzolu”. Śledźcie koniecznie ich profile na Facebook’u (tutaj i tutaj), wkrótce pojawi się pewnie więcej informacji.

Napiszcie koniecznie też, jakie są Wasze doświadczenia z adaptogenami, które stosujecie, w jakich dawkach i jakie zauważyliście efekty.

Advertisements

12 thoughts on “Adaptogeny – wsparcie nadnerczy

  1. Cześć,
    Chcialbym dowiedzieć się o Twoje doświadczenia z ashwagandhą, ponieważ znalazłem opinię, że może rozregulowywać system hormonalny i jest niewskazana dla osób z problemami z tarczycą. Nie wiem na ile to prawdziwa opinia, w sumie trochę odbiegajaca od wlaściwości, o ktorych pisze się na serwisach internetowych.
    Pozdrawiam

    • U mnie ashwagandha spowodowala niestety wieczorem fale goraca, potem wychlodzenie i bezsennosc – mam oslabiona nadnercza i tarczyce i spowodowala ona zbyt nagly wzrost hormonu ft4. Naturopata polecil mi sprobowac mace zamiast tego i efekt jest podobny, mimo ze bralam tylko poranna dawke.

  2. Pingback: Jak poradzić sobie z negatywnymi emocjami? | JOANNA HAŚNIK

  3. Ja stosuje Ashwagandhe i jestem jej wierna, chociaz z pewnymi przerwami,bo przy dluzszym stosowaniu mialam dziwne uczucie w klatce piersiowej (numbness). Nie wiem ala dretwienie?
    Probowalam tez Rhadioli (czyli rozenca),ale powoduje we mnie wzmocniony lek,wiec zaprzestalam go uzywac.
    Ja walcze z zawrotami glowy od dwoch lat. Niektorzy lekarze mowia,ze to „cicha migrena” bez bolu glowy , inni nerwica.
    Jestem nerwowa i wrazliwa osoba,wiec wydaje mi sie,ze cierpie na to drugie.
    Pozdrawiam serdecznie.

  4. Ja również stosuje ashwagandhe z tym że jedna uwaga mianowicie jest to roślina psiankowa na wielu stronach z USA i aip można przeczytać ze się jej nie poleca natomiast ekstrakt już tak. Do tego taki „koncentrat ” dziala silniej i stabilniej. Przykład to ashwagandha ksm66 i występuje np w jednym z preparatów swanson (ta firma ma kilka rodzajów preparatów z ashwagandhą) i Olimp. Ja osobiście stosuje z Olimpu i jestem bardzo zadowolona. Pozdrawiam: )

  5. Jakiś czas temu zainteresowałam się korzeniem macy, ale szukając informacji na jej temat znalazłam, że sproszkowany korzeń macy należy do substancji tzw. grupy D „Suplementy, których sportowcy nie powinni przyjmować, ponieważ zawierają substancje
    zabronione lub istnieje duże ryzyko, że są nimi zanieczyszczone”. Jako, że jestem biegaczką długodystansową i jedną kontrolę antydopingową mam już za sobą, informacja ta skutecznie mnie powstrzymała przed włączeniem macy do suplementacji. Zastanawiam się czy faktycznie mogłaby być wykryta w organizmie jako substancja zabroniona i czy w tej sytuacji mogę ją zażywać?

  6. Joasiu jesteś niesamowitą osobą. Suplement, czy lek czy nawet zmianę odżywiania łatwiej zastosować ale zmienić tak swoje życie, umieć zorganizować je na nowo, to jest niesamowite.Może byłaby szansa na post jak do tego doszłaś , jak udało Ci się zmienić siebie od środka bo dla mnie to jest mistrzostwo świata. To jest ta najtrudniejsza część.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s