Pokochać siebie

Długo zastanawiałam się, czy powinnam o tym pisać. To dość intymny temat. Doszłam jednak do wniosku, że jeśli dzięki mojej decyzji zainspiruję chociaż jedną osobę do zmian w swoim życiu, to będę szczęśliwa. Tym bardziej, że jak wnioskuję po otrzymywanych od Was mailach, czy wpisach na różnego rodzaju grupach wsparcia na Facebook’u, nie ja jedna potrzebuję podobnej pomocy. Trudno, jak sąsiedzi będą na mnie dziwnie patrzeć, przeżyję. A mój przyszły mąż, gdy wejdzie na bloga, przeczyta ten wpis i ucieknie, to znaczy, że nie powinien być moim mężem :) Poza tym mam nadzieję, że tak jak Justyna, znajdę swojego Krzysia jeszcze :D


Justyna to autorka bloga „Krótki poradnik, jak ogarnąć życie”. Przeczytałam od deski do deski i śledzę na bieżąco. Bardzo wartościowy. Dał mi dużo do myślenia i na pewno wpłynął na decyzję, o której mowa w tym wpisie. 

Niestety, u podłoża niedoczynności tarczycy, Hashimoto, czy innych zaburzeń hormonalnych leżą najczęściej stres, trauma, wewnętrzny konflikt, depresja, czy niewypowiedziane emocje. Dbamy o dietę, suplementację, aktywność fizyczną, jednocześnie zapominając o wewnętrznej równowadze. Tymczasem, bez tego nie ma mowy moim zdaniu o powrocie do pełni zdrowia. Postanowiłam w końcu zająć się tym tematem „na poważnie”.

Bez wchodzenia w zbędne szczegóły, zdecydowałam się na… psychoterapię. Za mną dopiero kilka spotkań, ale uważam, że to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Oczywiście, nie jest mi łatwo. Co więcej, na początku czułam się jeszcze gorzej, aniżeli przed pierwszą wizytą w gabinecie (tak, to normalne). Chodziłam zła, sfrustrowana, rozdrażniona. Byłam jedną wielką tykającą bombą. Opowiadając pani Agacie o swoich problemach, rozdrapałam wiele ran. Płakałam w czasie terapii i po niej. Nie mogłam spać. Wróciłam bowiem do tematów, których unikałam, jak ognia. Udawałam, że ich nie ma.

Zadanie domowe. 1/3. #love #book #empik #mind #harmony #balance #life

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Jedna z książek przeczytanych w ramach terapii. Szczerze polecam. Uświadomiła mi wiele moich destruktywnych zachowań. Na pewno sięgnę do niej jeszcze nie raz. Dostępna w Empiku.

Dopiero pobyt w szpitalu w minionym tygodniu wpłynął na mnie pozytywnie, bo przemyślałam i poukładałam sobie kilka spraw, uspokoiłam się, odpoczęłam w towarzystwie fantastycznych dziewczyn z sali i nawet diagnoza okazała się łatwiejsza do przełknięcia, niż się spodziewałam (może dlatego, że potwierdziło się to, co wiem od dawna, czego nie chciałam do siebie dopuścić). O pobycie na endokrynologii w Piekarach Śląskich, badaniach i ich wynikach oraz ostatecznej diagnozie napiszę, jak tylko otrzymam wypis, na który muszę poczekać jeszcze minimum tydzień. Na moim profilu na Instagramie (tutaj) pisałam na bieżąco o badaniach i pokazywałam szpitalne posiłki, więc kto nie widział, zapraszam :)

W każdym bądź razie, dlaczego psychoterapia? W marcu wpadłam znowu w straszny dołek psychiczny. Jakieś przesilenie wiosenne. Zmęczenie po sesji na studiach, w czasie której dałam z siebie 200 procent. Totalny brak sił i chęci do nauki (ten stan akurat utrzymuje się w dalszym ciągu, nie mogę jakoś w ogóle się odnaleźć w drugim semestrze, mam straszne zaległości, ale mam nadzieję, że w ciągu tych najbliższych dwóch tygodni do zjazdu uda mi się ogarnąć). Trzecie już w tym roku przeziębienie, które ostatecznie przerodziło się w grypę, przez co musiałam położyć się na tydzień w łóżku. Rozczarowanie związane z nową relacją damsko-męską. Wróciły nagle wszystkie demony, z którymi zmagam się od lat.


Polecam profil „Zdrowa głowa” na Facebook’u. Mnóstwo wartościowych artykułów i motywacji :)

Stwierdziłam, że nie poradzę sobie sama. Owszem, byłabym pewnie w stanie po raz kolejny zamieść wszystkie problemy pod dywan. Przez następne kilka miesięcy byłoby w miarę dobrze, a za parę miesięcy pewnie znów popadłabym w depresję. Tymczasem, w czerwcu mam 30. urodziny, przede mną – mam nadzieję – jeszcze z połowa życia i fajnie byłoby, gdybym potrafiła cieszyć się każdym dniem i wykorzystać wszystkie możliwości, jakie przede mną stoją. A przede wszystkim pokochała siebie i spojrzała na siebie mniej krytycznym okiem (po diagnozie to już w ogóle czuję się wybrakowana i najpewniej to będzie główny temat następnego spotkania z panią Agatą).

To moje trzecie podejście do terapii. Dwa lata temu, kiedy dopadł mnie po raz pierwszy wielki życiowy dół zdecydowałam się na terapię grupową w jednym z ościennych miast. Byłam wtedy rzecznikiem Górnika i po kilku spotkaniach, słysząc coraz to bardziej przerażające historie koleżanek z terapii, stwierdziłam, że w sumie to ja nie mam żadnego problemu. Nikt mnie nie bije. Nie znęca się nade mną. Nie mam męża alkoholika. Inna sprawa, że terapeutka przychodziła na spotkania w wyciągniętym szarym swetrze, tłustych włosach, nieumalowana. A ja potrzebowałam kogoś, kto mnie pociągnie w górę, a nie w dół. Może to był błąd, ale zrezygnowałam z terapii.

Film „Sekret” poleciła mi terapeutka. Prawo przyciągania mówi między innymi o tym, aby myśleć o tym, czego pragniemy, a nie o tym, czego nie chcemy. Wiadomo, historie w filmie są typowo amerykańskie, nie przyciągnę nagle miliona dolarów, ale zaczęłam od małych rzeczy i muszę przyznać, że to się sprawdza. Wizualizuję sobie od kilku tygodni pewny zawodowy kolejny krok i zwierzaka w domu. Naprawdę wierze, że się uda!

Wiosną ubiegłego roku zadzwonili do mnie z poradni, gdzie rok wcześniej zaniosłam skierowanie. To był ciężki okres w moim życiu, miałam sporo stresów w domu i w pracy, czułam się fatalnie z nadprogramowymi kilogramami, ketoza, nadczynność tarczycy przez Novothyral. Depresją tego może nie nazwą, ale załamaniem. Zaczęłam więc indywidualną terapię w ramach NFZ. Niestety, terapeuta był chyba młodszy ode mnie. Rozumiem, że każdy kiedyś zaczyna i dałam mu szansę. Niestety, nie było chemii między nami, nie podobała mi się forma terapii i pewnego razu, kiedy w drodze na spotkanie zepsuł mi się tramwaj, uznałam to za znak z nieba.

Oczywiście, ostatni rok przyniósł wiele pozytywnych zmian w moim życiu, które wpłynęły na jego jakość. Mam jednak jeszcze do przepracowania kilka kwestii z przeszłości oraz wewnętrznych blokad, które skutecznie utrudniają mi życie codzienne, relacje z ludźmi i pracę zawodową. Stwierdziłam więc, że nie ma na co czekać i muszę się nimi zająć. Ze względów finansowych szukałam na początku spotkań grupowych lub indywidualnych organizowanych przy ośrodkach wsparcia czy poradniach, ale nie znajdując nic sensownego, zdecydowałam się na prywatną psychoterapię. To dla mnie na prawdę ogromne obciążenie w budżecie, ale stwierdziłam, że nowe jeansy czy torebka poprawią mi humor na chwilę, a moje problemy pozostaną nierozwiązane (miałam dziś chwilę zawahania widząc fantastyczną torebkę, której szukałam od dawna, ale to była tylko chwila). Poza tym chciałam, aby ktoś spojrzał na mnie indywidualnie, nie tylko pomógł mi zrozumieć pewne kwestie z przeszłości, ale i dał motywację do kolejnych zmian w moim życiu. Nauczył radzić sobie ze stresem. Towarzyszył mi w drodze do równowagi, którą cały czas zmierzam.

Rosarium w Parku Śląskim. #spring #flowers #sun #sunnyday #sunday

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Cały czas uczę się cieszyć z małych rzeczy.

I tak trafiłam do pani Agaty, właścicielki Pracowni Duszy i Ciała w Bytomiu. Moja koleżanka ze studiów chodziła kiedyś tam na jogę i tak polubiłam ich profil.  Po tych kilku dotychczasowych spotkaniach jestem bardzo zadowolona. Szczególnie, że nie tylko pracujemy w czasie spotkań, ale dostaję też zadania do domu. W ostatnim czasie przeczytałam więc kilka ciekawych książek, zobaczyłam kilka motywujących filmów, a także sprawiłam radość swojemu wewnętrznemu dziecku, oglądając swoją ulubioną bajkę „Top cat”, kupując Kinder Niespodziankę, czy gotując zupę marchewkową, która kojarzy mi się właśnie z dzieciństwem. Na profilu na Instagramie pokazywałam Wam też moją ukochaną maskotkę, która swego czasu spadła na grzejnik i przez to ma wielką łatę na nodze.

Powrót do dzieciństwa okazał się bardzo trudny, choć po kilku tygodniach już patrzę na tę maskotkę z uśmiechem.

Na ostatnim spotkaniu wspólnie spisałyśmy listę metod, które pomogą mi ujarzmić stres. Myślę, że w którymś z kolejnych wpisów podzielę się nimi, bo część już wprowadziłam w życie, a pozostałe będę musiała wprowadzić chociażby ze względu na diagnozę co do mojego stanu zdrowia i „plan naprawczy”.

Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona do terapii, mocno wierzę, że przyniesie ona pozytywne skutki i pozwoli mi w pełni cieszyć się życiem i być silniejszą. Nie wstydzę się. Bo skoro mogę sobie pomóc, to muszę to zrobić. Wiem jednak, że dla wielu osób to temat tabu. Zupełnie niepotrzebnie. Jesteśmy w końcu tylko ludźmi. I mamy prawo do szczęścia. Trzeba je sobie tylko przyznać.

Teraz czytam „Porozumienie bez przemocy. O języku serca”. W dobie Internetu, telefonów łatwiej wysłać nam emotikonkę, niż opowiedzieć o tym, co czujemy. I tego też się uczę. 

Jeśli macie jeszcze jakieś książki, strony czy profile godne uwagi dla mnie, dajcie znać :) Jeśli chcielibyście się podzielić ze mną Waszymi doświadczeniami z terapii, to mojego maila znacie.

A tymczasem przypominam artykuł o „Roli jelit i suplementacji w depresji”.

Reklamy

11 thoughts on “Pokochać siebie

  1. Pingback: Pierwszy rok studiów | Joanna Haśnik

  2. Pingback: Więcej nie znaczy lepiej… | JOANNA HAŚNIK

  3. Pingback: Lżejsza na wiosnę! | JOANNA HAŚNIK

  4. Dziewczyno Ty chyba jestes moją bliźniaczką 🙂
    Kiedyś pierwszy raz jak weszłam na Twojego bloga to czytałam o Twoich problemach z tarczycą, o podejściu do ćwiczeń, też nie lubisz swoich ramion itp. Wszystko było i jest dokładnie takie samo jak u mnie. Za każdym razem jak wchodzę to widzę siebie…z tym, że Ty umiesz walczyć, mi idzie z tym troche gorzej 😦
    Ale kilka dni temu postanowiłam iść na psychoterapię. Dzieje się u mnie duzo złego – rozwód przede mną, wyprowadzka, dwójka dzieci, praca I muszę sobie ze wszystkim radzić. Jeszcze w takim fatalnym okresie – niedługo obrona, muszę zapisać się na prawko. Wróciły mi przez to stany lękowe I panika bez powodu. W dodatku z tego stresu kilogramy szybują w gore. Ale w momencie kiedy zaczęłam rozglądać się za miejscem w którym najlepiej byłoby mi się powiesić stwierdziłam, że za daleko to doszło, że sama sobie nie dam rady. Dlatego idę zapisać się na terapię. I akurat Ty też piszesz, że zapisałaś się na terapię. Normalnie szok.
    W dodatku też urodziłam się w czerwcu, też mam okulary, ten sam kolor włosów. No dobra..Ty masz ladniejsze brwi – ja ich nie mam prawie w ogóle już 🙂
    dlatego z niecierpliwością czekam na dalsze wpisy 🙂 Powodzenia

    • Nie walcz :) Pracuj nad sobą i dbaj o siebie i bliskich :) Ja też długo dochodziłam do etapu, na którym jestem. I tak naprawdę jestem na początku swojej drogi :) Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło :)

  5. Pingback: Jak poradzić sobie z negatywnymi emocjami? | JOANNA HAŚNIK

  6. Jako przedstawicielka młodszego pokolenia ( które dopiero co weszło w dorosłość) czytająca Pania regularnie powiem, że naprawdę nie ma się czego wstydzić. Coraz więcej osób korzysta z pomocy specjalistów, psychologów a czasem i nawet psychiatrów. Dla nas jest to całkowicie normalne i nikt się nie wstydzi. Aczkolwiek mój tata nadal twierdzi, że do psychologa chodzą ludzie którzy „mają za dużo czasu”. Sama chodziłam najpierw do psychologa szkolnego (Pani wówczas powiedziała mi, że 3/4 mojej klasy do niej przychodzi i że to nic takiego) jednak przej jej (nie)kompetencje i (nie)pomoc skończyłam u psychiatry z receptą na tabletki antydepresyjne i zaleceniem całkowitej zmiany wieli aspektów życia. Dzisiaj już jest wszystko w najlepszym porządku aczkolwiek uważam, że profesjonalnego „wygadania się” potrzebuje czasem każdy.
    PS. Czytam Pani bloga bardzo bardzo długo i trzymam kciuki by wszystko się układało!
    Pozdrawiam!

  7. Asia, brawo za szczerość…ja sama nie umiem otwarcie opowiadać o swoich problemach, chyba jednak najtrudniej jest się do nich przyznać przed samym sobą. Niedoczynność tarczycy, problemy z ciśnieniem, stres w pracy, dodatkowe kg…wymagają wsparcia

  8. Co do książek – seria „[… ] wystarczająco dobrze” jest cudowna, do tego książki Byron Katie. Chętnie służę wersjami elektronicznymi, przy czym Byron Katie mam głównie po angielsku 🙂
    A co do psychologa – behawioralny czy coś zupełnie w innym kierunku?
    Endokrynolog, do którego zaczęłam chodzić poruszał właśnie tematy „głowy” i jej roli w dochodzeniu do siebie w Hashimoto i nie tylko, więc po raz n-ty w ciągu ostatnich paru lat myślę o podjęciu współpracy z psychologiem – tak jak Ty potrzebuję kogoś, kto podpowie, naprowadzi na dobrą drogę, nauczy uważności w pracy nad stresem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s