Jak poradzić sobie z negatywnymi emocjami?

Nie krzyczę, nie rzucam talerzami i nie trzaskam drzwiami, gdy się na kogoś gniewam. Gdy coś mnie martwi, staram się nie obciążać wszystkich wokoło swoimi problemami. Uśmiecham się nawet wtedy, gdy czuję się bardzo źle, dlatego wiele osób dziwi się, kiedy mówię o depresji, z jaką się zmagałam. Przecież nie dałam nic po sobie poznać.

Usprawiedliwiam zachowania osób, które sprawiają mi ból i przykrość. Rzadko im o tym mówię. Odpuszczam dla świętego spokoju. Nie walczę. Zawsze chciałam, aby wszyscy mnie lubili. Żyłam przez to wiele lat w dużym stresie, rozpamiętując wiele różnych sytuacji, moich słów i reakcji. – Czy na pewno dobrze zrobiłam? Czy powinnam to mówić? Powinnam zachować się inaczej! – zastanawiałam się nie raz.

Wszystko przeżywałam wewnętrznie, zadając sobie niepotrzebnie ból. Co więcej, doprowadzając w ten sposób do niedoczynności tarczycy i Hashimoto (więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj), o których mówi się, że są właśnie chorobami niewypowiedzianych emocji. Oczywiście, nie była to pewnie jedyna przyczyna, ale w moim przypadku kluczowa. Zmęczona nadnercza (więcej tutaj)? Nieszczelne jelita (więcej tutaj)? Wtórny brak miesiączki? Stres zebrał konkretne żniwo w moim organizmie.

Mówienie o swoich uczuciach przychodzi mi z trudnością. Często więc negatywne emocje często kumulują się we mnie przez kilka miesięcy, zamiatam je codziennie pod dywan, po czym dopada mnie ogromny kryzys. Tak, jak w marcu, o czym Wam ostatnio wspominałam (zobacz tutaj). Postanowiłam jednak nad sobą pracować i jednym z moich priorytetów jest właśnie umiejętność radzenie sobie z negatywnymi emocjami. Wiele metod stosuję już od dłuższego czasu. Pojawiło się też w moim życiu ostatnio parę nowych. Mam również kilka postanowień i planów, które pomogą mi oczyścić umysł. Dziś chciałabym się właśnie podzielić z Wami tym wszystkim, licząc jednocześnie, że nie tylko zainspiruję Was do działania, ale też podzielicie się ze mną Waszymi sprawdzonymi metodami.

Jak radzić sobie z negatywnymi emocjami, rozładować stres i napięcie?

1. Rozmawiaj! Pisz! Rysuj!

W dzisiejszym świecie piszemy do siebie maile, sms-y, wysyłamy snapy. Siedzimy w kawiarni przy kawie przy jednym stoliku i wpatrujemy się w ekrany telefonów. W domu zamykamy w swoich pokojach i oglądamy telewizję. Coraz mnie ze sobą rozmawiamy. Pamiętacie te czasy, kiedy pisaliśmy długie listy do swoich znajomych z wakacji czy rodziny mieszkającej na drugim końcu Polski i opowiadaliśmy ze szczegółami wszystko, co się u nas wydarzyło w ostatnim czasie? Tę radość, kiedy listonosz przyniósł do nas list od ważnej dla nas osoby? Brakuje mi tego. Teraz piszą do mnie tylko banki!

Ogólnie zawsze byłam dość skrytą osobą. Przeżywałam wszystko wewnętrznie. Nie dopuszczałam nikogo do siebie. Uważałam, że sama sobie świetnie z wszystkim poradzę. Zdałam sobie jakiś czas temu sprawę, że z góry zakładam reakcje innych ludzi, boję się rozmawiać na wiele tematów, wstydzę się, niepotrzebnie zadręczam. Oczekuję pomocy, ale w ogóle nie proszę o wsparcie. Dopiero na jednym ze spotkań w ramach terapii zrozumiałam, że dopóki szczerze nie porozmawiam z drugą osobą i nie opowiem o swoich uczuciach, to nikt nie jest w stanie mi pomóc, ani udzielić swojego wsparcia. Tymczasem, szczera rozmowa ma wielką moc. Druga osoba nie tylko może popatrzeć na nasze problemy z innej perspektywy, ale i podzielić się swoim własnym doświadczeniem. To bardzo ważne.

Cały czas uczę się więc… rozmawiać. Krok po kroku. Bo wiem, że to nie kwestia tygodnia czy dwóch.


Polecam tę książkę! Dała mi dużo do myślenia. Zaczęłam zwracać uwagę na kwestie, które dotychczas całkowicie pomijałam.

Nie ukrywam, że ten blog również jest dla mnie pewną formą terapii. Piszę przecież o wielu intymnych dla mnie sprawach. Nie chcę zamęczać ani mojej rodziny, ani swoich przyjaciół opowieściami o moich problemach, bo każdy ma swoje, a tutaj mogę spokojnie napisać i o moim fatalnym samopoczuciu, wzdęciach po glutenie, ale i pożalić się na polską służbę zdrowia. Czytają mnie tylko Ci, którzy chcą. Nikogo nie zmuszam! I oczywiście cieszę się, że jest Was tylu :)

Pisanie bloga jest świetnym rozwiązaniem, choć dawno minęły już czasy, gdy blog stanowił swego rodzaju pamiętnik. Pamiętam, jak w liceum na jednym z moich pierwszych blogów pisałam o swoich miłosnych dylematach i frustrowałam się, że chłopak, który mi się podobał, nie domyślił się, że o nim piszę. To były czasy. A jeśli nie blog, to co? Wystarczy kartka papieru i długopis, by przelać na papier wszystkie swoje negatywne emocje. Załóżcie pamiętnik. Za kilka lat będziecie się śmiać ze swoich zapisków. Właśnie otwarłam notatnik z 2008 roku :D Scenariusz na telenowelę. Na prawdę.

Polecam też rysowanie. Sama zbieram się od dłuższego czasu do zakupu kolorowanek dla dorosłych i kredek Bambino albo mazaków, ale mój ojciec, lat 71 codziennie koloruje obrazki z Angory. Swego czasu zaczął w szpitalu i teraz koloruje między jedną a drugą krzyżówką. W oczekiwaniu na przeszczep.

2. Spotykaj się z ludźmi! Wyjdź z domu!

Spędzajmy jak najwięcej czasu z ludźmi, którzy dają nam pozytywną energię. Ciągną w górę, a nie w dół. Gdy trzeba, otrą łzy i przytulą, a czasem sprowadzą na ziemię. Wyjdźmy na kawę, do kina, na spacer. Nie zamykajmy się ze swoimi negatywnymi emocjami w czterech ścianach. To nic nie da i nie zmieni sytuacji. Samotność wpędzi nas w jeszcze większą depresję.

Przyznaję, w ostatnich miesiącach moja strefa komfortu ograniczona była do domu i siłowni. Rzadko kiedy spotykałam się z przyjaciółmi. Spontaniczny wypad na kawę? Nie ma opcji! – Mam tyle nauki! Tyle pracy! Źle się czuję! Jestem taka zmęczona! Nic ciekawego się u mnie nie działo, więc nie mam nawet o czym opowiadać – powód wymówki zawsze się znalazł. Pracy i nauki mam faktycznie sporo, ale też sporo czasu marnuję na scrollowanie osi czasu na Facebook’u czy oglądanie snapów. Obiecałam więc sobie, że minimum raz w tygodniu wyjdę z kimś miło spędzić czas i porozmawiać na mniej i bardziej poważne sprawy. Marzy mi się jeszcze wypad na dyskotekę, wytańczyć się i wyszaleć, jak za starych dobrych czasów, ale trochę się boję, bo tak jak kiedyś moje imprezy kończyły się o 10:00 rano, tak teraz o 22:00 już grzecznie leżę w łóżku. Ale może trzeba w końcu odblokować się. Najwyżej będę umierać jeden dzień, jak po winie przy Glucophage. Kac gigant. Na szczęście potrafię się bawić bez alkoholu.


Ostatnio po uczelni wyciągnęłam koleżankę do wegańskiej knajpki w Katowicach, którą bardzo chciałam odwiedzić, mianowicie „Zielonego mostu”. Zjadłyśmy świetne curry z kotletami sojowymi z ryżem. 

Nie masz z kim? Osobiście nie mam w tym problemu. Często idę gdzieś sama. Przez całe liceum i studia chodziłam na dyskoteki najczęściej sama. Piątek wieczór, nudziłam się, robiłam się na bóstwo (wtedy to nie oznaczało jednak takiego wyzywającego wyglądu, jak teraz), wsiadałam do autobusu i jechałam do katowickiego Spiża. Przed piątą rano miałam pierwszy autobus do domu. Tak, tak, kiedyś to miałam życie :D Bardzo odpowiedzialne :D W każdym razie, nie mam problemu z tym, aby sama pójść do kina, na kawę, obiad do restauracji czy do pubu w piątek. Zawsze znajdzie się ktoś, z kim można porozmawiać, a czasami po prostu lubię pobyć z sobą sama. Najważniejsze to wyjść z domu, do ludzi, być otwartym na nowe znajomości. Czasem łatwiej wygadać się komuś nieznajomemu.


Byłam też ostatnio na spotkanie „Klubu zdrowego człowieka” powołanego przez dziewczyny z Lokalnego Rolnika (więcej o tej inicjatywie pisałam tutaj) w mojej ulubionej TuLisMaNore Cafe (pisałam o niej tutaj). Pogadałam o diecie, zdrowiu, wypiłam zakwas z buraków domowej roboty i tak mi fajnie minął sobotni poranek po powrocie ze szpitala.

Warto śledzić wydarzenia w swojej okolicy. Wystawa w muzeum. Karol Okrasa w Galerii. Food trucki na rynku. Dni otwarte w salonie urody. Koncert w pubie. Co Wam szkodzi? Zawsze możecie wyjść po angielsku :)

3. Gotuj!

Bardzo lubię jeść w restauracjach, ale tak samo dużą frajdę sprawia mi gotowanie w domu. Nie jestem mistrzem kuchni, ale w ostatnim czasie, trochę z przymusu zaczęłam eksperymentować w kuchni i nawet się nie spodziewałam, że tak pokocham czarne oliwki, soczewicę, ciecierzycę i humus. A w szafce już czeka mąka z ciecierzycy i suszone pomidory, bo w weekend majowy będę robić farinatę! Mam nadzieję, że się uda. Nie tak, jak sernik jaglany w Święta, który trafił do kosza, a negatywne emocje z tym związane musiałam rozchodzić na spacerze :)

W każdym razie, po dobrym posiłku zawsze czuję się lepiej. Muszę jednak dbać o swoje prawidłowe relacje z jedzeniem, by nie zajadać stresów, a kompulsywne objadanie się towarzyszy mi od lat. Epizody pochłaniania całej tabliczki czekolady, paczki nerkowców i wafli ryżowych zdarzają mi się jednak coraz rzadziej. Jeśli już, to sięgam przynajmniej po zdrowsze i mniej kaloryczne opcje, które mnie szybko zapchają, jak jabłka czy rzodkiewki.


Ostatnio jestem fanką zup – krem (bez bulionu, same zblendowane warzywa). Tutaj miks zielonych warzyw (brokuł, cukinia, por), mleka kokosowego z dodatkiem soczewicy i płatków migdałowych. Pycha :)

Można gotować samemu, a można zaprosić znajomych i wspólnie przygotować kolację, jednocześnie porozmawiać, pośmiać się i pożartować. Umówcie się na własną wersję „Ugotowanych”. Od dawna mi się to marzy. Jak tylko będę miała własną kuchnię i warunki ku temu, to na pewno się zgłoszę do tego programu :D

4. Spędzaj czas na łonie natury! Podróżuj!

W ostatnich zimowych miesiącach zdecydowanie za mało czasu spędzałam na łonie natury. A przecież byłam tyle lat harcerką i potrafiłam siedzieć w głuchej mazurskiej wiosce przez trzy tygodnie. Bez telefonu, komputera i internetu! Na szczęście wkrótce lato, więc nie będę miała już wymówki. Że wieje, że zimno, że śnieg i się pochoruję.


Poranne słońce w Rudzie.

Chciałabym więc złapać wkrótce, jak najwięcej witaminy D3. Planuję, jak najczęściej rezygnować z komunikacji miejskiej i chodzić pieszo na siłownię, co zajmuje mi niecałą godzinkę w jedną stronę. Ewentualnie jeździć na rowerze, bo to też dobra opcja. Planuję również zakup kijków do Nordic Walkingu i wykupienie kilku lekcji techniki. W Rudzie Śląskiej mam także tor dla rolkarzy, zakup swoich rolek też mam w planie, więc na pewno będę latem z niego często korzystać.

W weekendy natomiast planuję poświęcić minimum jeden dzień na pełną regenerację, wylogowanie się z sieci, wypad w góry, plażowanie nad jeziorem, czytanie książki w parku czy spacer po lesie. Właśnie, las! Podobno świetnym sposobem na pozbycie się negatywnych emocji jest krzyk! Jeszcze nie próbowałam, ale zachęcona opinią mojej terapeutki, na pewno wypróbuję tę metodę.

Regeneracja jest bardzo ważna, a obcowanie z naturą naprawdę koi nerwy. Warto zabrać ze sobą aparat i uwiecznić chwilę na zdjęciach.


W Święta zaliczyłam prawie 2-godzinny spacer wokół kilku dzielnic Rudy Śląskiej.

Od czterech lat nie byłam na wakacjach. Wtedy to w czerwcu i we wrześniu byłam na Majorce z koleżanką. Tak, pojechałyśmy dwa razy w to samo miejsce, bo tak nam się spodobało. Siedem dni imprezy pod rząd. Od tego czasu nie byłam niestety nigdzie. Bardzo chciałabym w tym roku pojechać chociaż na tydzień na urlop. Wyłączyć telefon, zostawić komputer w domu. Marzy mi się oczywiście Hiszpania, ale i polskie morze. Gdańsk! Mam nadzieję, że się uda!

Chciałabym też odwiedzić Lwów i Pragę. Nigdy nie byłam w Bratysławie, Paryżu, ani Wiedniu. Spokojnie można zorganizować wyjazd po kosztach. Tym bardziej, że nie potrzebuję nie wiadomo jakich luksusów. W tylu pięknych miejscach nie byłam. Obiecałam sobie, że minimum raz na dwa, trzy miesiące pojadę gdzieś. Nowa torebka poprawi humor na chwilę, a wspomnienia zostaną z nami na zawsze. Kolekcjonujcie przeżycia, nie przedmioty! Gdy będzie Wam smutno i źle, przypomnicie sobie fajne chwile spędzone w schronisku w górach. Zawsze tak robię i w gorszych chwilach wracam myślami do momentów, w których byłam tak po prostu beztrosko szczęśliwa.

5. Medytuj! Ćwicz jogę! Trenuj!

Tak, to mówię ja. Osoba, która dwa lata temu uciekła z jogi po 15 minutach, bo myślała, że zwariuje. Tak, taka byłam nerwowa :D Dziś wprost nie mogę się doczekać kolejnych zajęć. Po powrocie ze szpitala wróciłam na zajęcia jogi. Muszę przyznać, że już dawno tak dobrze nie spałam, jak teraz. Praktycznie nie budzę się w nocy. Nie mam problemu z zasypianiem. Jestem spokojniejsza, radośniejsza. W czasie treningu potrafię się skupić tylko na sobie i swoim ciele. Nie myślę o tym, co mam do zrobienia. Jaki mam debet na koncie. Naprawdę, to niesamowite uczucie. Myślę, że do jogi trzeba po prostu dojrzeć. A czasami mam większe zakwasy, niż po przysiadach :D


W kwietniu ćwiczyłam w Bytomiu, w Pracowni Duszy i Ciała. W maju będę miała znów OK System i wracam do Chorzowa do Akademii Jogi i Terapii Ruchem.

Osobiście zdecydowanie lepiej ćwiczy mi się na zorganizowanych zajęciach. Spokojnie można jednak ćwiczyć w domu. Polecam kanał trenerkaINFO.

Polecacie jakieś inne? Szczególnie interesuje mnie joga hormonalna. Chciałabym też pojechać na jakiś weekend czy wakacje z jogą. Jeśli nie znajdę towarzystwa na wakacje, to pomyślę właśnie o takim wypadzie. Cisza, spokój, wegetariańskie jedzenie, coaching, joga. Serio. Żałuję, że nie pomyślałam o tym wcześniej, bo na weekend majowy mogłam coś pomyśleć.

Zdarza mi się jednak, że nie potrafię zasnąć. Leżę w łóżku, kręcę się z boku na bok. W głowie mam gonitwę myśli. Terapeutka poleciła mi medytacje na dobranoc. Na YouTube znajdziecie wiele pozycji. Jeszcze ani razu nie dotrwałam do końca :D Zawsze zasypiam wcześniej.

4 maja zaczynam również swoją przygodę z akupunkturą :) Nie mogę się już doczekać. Ciekawa jestem zaleceń. Swoją drogą, polecacie jakieś książki o Tradycyjnej Medycynie Chińskiej? Takie podstawy?

Nie, nie zrezygnowałam całkowicie z treningów siłowych. Ze względu na zdrowie musiałam ograniczyć je do dwóch w tygodniu. Kocham ciężary. W tym temacie nic się nie zmieniło. Cały czas wierze, że za kilka, kilkanaście lat spełnię swoje marzenia i wystartuję w zawodach trójbojowych. Trening zawsze był dla mnie świetną formą terapii, dlatego tak długo broniłam się przez zaleceniami, aby zrezygnować lub ograniczyć siłownię do minimum. Płakałam, jak dziecko, któremu chciano zabrać ukochaną zabawkę. Serio. Musiałam dojrzeć do zmian, ale i włączyć inne formy terapii. Mimo to uważam, że każda aktywność, zarówno trening siłowy, bieganie, boks, jazda na rowerze czy basen jest świetną metodą na uwolnienie negatywnych emocji i… endorfin we krwi :) Zachęcam osobiście do spróbowania różnego rodzaju dyscyplin. Ja na przykład chciałabym pójść na trening Brazylijskiego Jiu-Jitsu. Niestety, wszystkie zajęcia w okolicy są wieczorem, a ja mogę trenować tylko rano. Może kiedyś :)

6. Oglądaj bajki i filmy. Poczytaj!

Moja terapeutka namówiła mnie na oglądanie bajek. Szczególnie tych zakończonych happy endem. Kopciuszek? Pocahontas? Królewna Śnieżka? Czemu nie! Kto powiedział, że bajki mogą oglądać tylko dzieci? Nie przystoi poważnej pani dyrektor? Urzędnikowi? Nauczycielce? A kogo to obchodzi, co robisz w domu? Odszukajcie swoją ulubioną kreskówkę z dzieciństwa, przygotujcie chipsy z batatów, marchewki i pietruszki, rozłóżcie się wygodnie przed telewizorem (polecam w piżamie pod kocem!) i zorganizujcie maraton. Wstydzisz się? Oglądaj ukradkiem z siostrzenicą czy synem przyjaciółki?

Zawsze byłam Kizią Mizią :D

Nie macie ochoty na bajki? No to może filmy! Ostatnio oglądałam po raz kolejny „Jedz, módl się i kochaj”. Często wracam też do komedii romantycznych, jak „Holiday”, czy „Notting Hill”. Nic tak nie poprawia mi nastroju, jak „i żyli długo i szczęśliwie” :) Nie masz ochoty siedzieć w domu przed telewizorem? Idź do kina. I nie zapomnij kupić kubełka z popcornem.


Szczerze polecam. Możemy dowiedzieć się, dlaczego zachowujemy się tak, jak się zachowujemy i jak sobie z tym radzić. Jeszcze muszę dorwać książkę z ćwiczeniami z tej samej serii.

Książka też jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Zarówno ta z fabułą, która odciągnie nas od negatywnych emocji, jak i poradnik, który pozwoli nam zrozumieć swoje zachowania. Ostatnio czytam głównie te drugie. Właśnie dziś zarwałam północy na Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”. Od terapeutki dostałam natomiast na weekend majowy Louise L. Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”. Chciałabym też sięgnąć po Osho.

7. Weź gorącą kąpiel lub zimny prysznic!

Nie wyobrażam sobie nie mieć wanny w domu. W czasie kąpieli podjęłam wiele ważnych decyzji w życiu. Potrafię czasem leżeć w wannie godzinę. Oczywiście, musi być dużo piany, ładny zapach i wysoka temperatura. Świeczki? Lampka wina? Muzyczka? Czemu nie. Po ciężkim tygodniu warto poświęcić chwilę dla siebie.


Ostatnio dostałam od przyjaciółki ten scrub. Uwielbiam mango, więc i ten produkt pokochałam ze wzajemnością.

Równie dobrze pomysłem może być zimny prysznic. Szczególnie, gdy targają nami silne emocje. Ja wybieram jednak ciepłą kąpiel.

8. Przytul się do swojego zwierzaka!

Moim największym marzeniem obecnie jest zaadoptowanie zwierzaka. Bardzo chciałabym mieć swojego pierwszego w życiu psa. Nie, żadnego rasowego. Kundelka. Kojarzycie Mateusza i Mimi od Akopa i Sylwii Szostaków? Gdyby Mateusz miał brata bliźniaka nie zastanawiałabym się ani minuty. Pies to jednak duża odpowiedzialność, na którą w tym momencie nie mogę sobie pozwolić. Dlatego myślę intensywnie o… kocie. Marzy mi się rudzielec. Rodzice twierdzą, że oszalałam, że jak tylko pozałatwiam kilka spraw, to zaczynam intensywne poszukiwania. Terapeutka zaleciła mi też na przykład wolontariat w schronisku lub wyprowadzanie na spacer psa znajomych.


Koty mojej koleżanki ze studiów. Prawda, że wspaniałe?

Głaskanie, przytulanie, wychodzenie z psem na spacer ma ogromną moc. Jeżdżenie konno. W ogóle obcowanie ze zwierzętami. Kiedyś miałam królika miniaturkę i po jego śmierci długo nie mogłam się pozbierać. Był moim najlepszym przyjacielem. Mój myszoskoczek z kolei zmarł na rękach mojej mamy. Miał raka. Jak tylko zaczynam w domu temat kota, to moja mama od razu twierdzi, że nie przeżyje kolejnej śmierci zwierzątka. Ale pracuje nad nią :)

9. Zrób się na bóstwo!

Nie wiem, jak to się ma w stosunku do mężczyzn, ale ja jako kobieta, gdy umaluje się, rozpuszczę włosy i założę buty na wysokim obcasie od razu czuję się lepiej. Muszę też zacząć częściej chodzić w spódnicach. Miałam taki okres w życiu, że ciągle chodziłam w szpilkach, spódnicach z baskinką i bluzkach z głębokim dekoltem. Ostatnio, niestety, tylko dres i dres. Czas najwyższy to zmienić. Szykują się u mnie duże zakupy w Nike’u, ale mam nadzieję, że zostanie mi coś na shopping w Reserved. Jestem tylko kobietą.


Szminka działa cuda :)

Największym problemem jest najczęściej brak funduszy, by pozwolić sobie od czasu do czasu na coś ekstra. Warto więc śledzić promocje, zajrzeć do ciucholandu, czy zorganizować z przyjaciółkami wymianę szafy.

Moje marzenie. Znajoma stewardesa mi napisała, że może mi kupić na lotnisku z 40-procentowym rabatem. Jak tylko będę miała nadwyżki finansowe to sobie kupię. Może na trzydziestkę. 

Wczoraj miałam kiepski dzień i zaszalałam… w Lidlu. Za wszystko zapłaciłam 30zł.


Swego czasu było dość głośne badanie zadowolenia klientek i wygrał ten krem. Ja też jestem bardzo zadowolona.

Osobiście uspokaja mnie… malowanie paznokci. Przez wiele lat obgryzałam je ze stresu (wiem, wstyd, ale u zestresowanych dzieci to częste zjawisko) i mam naprawdę fatalne płytki. Do tego grube skórki, które skubałam, a następnie wycinałam. Do dziś, kiedy jestem zestresowana, to rozładowuję napięcie męcząc paznokcie. Wiele nowo poznanych osób zwraca mi na to uwagę. Nie noszę hybryd, ani tipsów, za to średnio dwa razy w tygodniu maluję paznokcie. Zazwyczaj na czerwono albo różowo. Skupiam się, aby nie wyjechać na skórki i serio mnie to relaksuje.

10. Zdecyduj się na terapię!

Jak pisałam we wpisie „Pokochać siebie”, decyzja o podjęciu kolejnej terapii była najlepszą, jaką mogłam podjąć. Osobiście jestem bardzo zadowolona ze spotkań z panią Agatą. Dzięki terapii rozumiem coraz więcej, jestem coraz bardziej świadoma przyczyn moich negatywnych emocji i uczę się na nowo myśleć i żyć. Oczywiście, to będzie długotrwały proces, ale naprawdę warto.


Polecam wszystkim ze Śląska pracownię pani Agaty. Więcej tutaj.

Dziękuję Wam za wszystkie wiadomości, które otrzymałam po publikacji artykułu. Cieszę się, że zainspirowałam kilkoro z Was do pracy nad sobą.

11. Zadbaj o profilaktykę!

Nasze samopoczucie zależy w dużej mierze od naszego stanu zdrowia. Tak, tak, bardzo ważne są jelita, zbilansowana dieta i uzupełnienie niedoborów. Przypominam Wam kilka artykułów:

Zdrowe jelita – mój priorytet

Powszechny niedobór witaminy D

Niedobór witaminy B12

Adaptogeny – wsparcie nadnerczy

Kiedy ostatnio robiliście badania? Warto minimum raz w roku zrobić pełny przegląd organizmu. Poniżej link do artykuły, w którym przedstawiłam listę badań, które warto wykonać.

Zbadaj się!

Przypominam Wam, że w dalszym ciągu trwa akcja Laboratorium Medycznego „Diagnostyka” i skorzystać z promocyjnej oferty na badania. Szczegóły w poniższym artykule.

Czy wszystko gra?

To tyle. Podzielcie się swoimi metodami na radzenie sobie z negatywnymi emocjami. Chętnie się zainspiruję.

P.s. Żeby nie było, bardzo dobrym sposobem na rozładowanie napięcia jest… sex :) Także tego :D

Reklamy

10 thoughts on “Jak poradzić sobie z negatywnymi emocjami?

  1. Pingback: It’s my time! | Joanna Haśnik

  2. Pingback: Podsumowanie redukcji | Joanna Haśnik

  3. Pingback: Lżejsza na wiosnę! | JOANNA HAŚNIK

  4. Super wpis, bardzo dziękuję!
    Własnie jestem w trakcie czytania „Pokochaj siebie” z Twojego polecenia.
    Cieszę się, że polubiłaś jogę 🙂
    Ze sposobów relaksacji przy pomocy youtube polecam jeszcze trening autogenny Shultza.
    Pozdrawiam!

  5. Świetny artykuł. Mi osobiście pomaga:
    – muzyka
    Najchętniej „młodzi gniewni” jakiś rap czy hip-hop. Głośno. Uspokaja mnie. Tak jakby za mnie wykrzykiwali te negatywne emocje :)
    – modlitwa
    Wiem, to takie mało popularne. Takie nie glamour i nie trendy. Lubię wierzyć po dziecinnemu, że gdzieś tam jest jakaś siła sprawcza, która ogarnia ten bałagan. Rownież ten który mam w głowie. Bóg jest moim kumplem. Jak nie mam z kim pogadać to gadam do niego.

    Pozdrawiam serdecznie!

  6. Walcz o siebie dziewczyno!!!
    Ładnie Ci w tej koralowo czerwonej szmince. Życze Ci dużo pozytywnej energi. Aha zaadoptuj śierściucha….taki koci terapeuta:))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s