Najwyższy czas…

Minęły już trzy tygodnie, odkąd wyszłam ze szpitala. Dopiero kilka dni temu odebrałam jednak wypis i mogę Wam przedstawić wszystkie wyniki.

Po części już w poprzednim wpisie wspomniałam o kilku zmianach, które musiałam wprowadzić do swojego życia w związku z diagnozą i zaleceniami. Na bieżąco przedstawiałam je również na Facebook’u czy Instagramie, publikując zdjęcia moich posiłków i treningów, jakie wykonuję. Tutaj chciałam opisać pokrótce, jak wygląda sytuacja, bo wiele osób mnie o to pytało i wiem, że z niecierpliwością czekało na ten artykuł. Ale po kolei…

Od sierpnia ubiegłego roku leczę się u endokrynolog prof. dr hab. n. med. Barbary Zubelewicz-Szkodzińskiej. O pierwszej wizycie w jej prywatnym gabinecie w Bytomiu pisałam tutaj. To ona wstrząsnęła mną po okresie ketozy odżywczej, depresji spowodowanej wzrostem wagi i polekowej nadczynności tarczycy, w jaką wpadłam po Novothyralu (pisałam o tym tutaj). Od tego czasu powoli wychodziłam na prostą, diametralnie zmieniając swoje życie. Niestety, miesiączka się nie pojawiła. Pod koniec ubiegłego roku, na jednej z kolejnych wizyt pani prof. wystawiła mi więc skierowanie na oddział endokrynologiczny do Piekarskiego Centrum Medycznego. Pisałam o tym tutaj. Miałam termin na poniedziałek, 3 kwietnia.

Na dwa tygodnie przed szpitalem musiałam odstawić Glucophage XR, który od sierpnia stosowałam w dawce 2000mg na noc. Nie czułam się najlepiej. Znów pojawiły się spadki glukozy. W pierwszym tygodniu delikatne, w drugim już zdecydowanie bardziej odczuwalne. Może to też była kwestia stresu, ale byłam notorycznie głodna.

Waga przed szpitalem: 68,6kg.

Może nie dawałam tego po sobie poznać, ale przez pójściem do szpitala bardzo się denerwowałam. Szczególnie w ostatnim tygodniu. Apogeum nastąpiło w weekend poprzedzający wyznaczony termin hospitalizacji. Nie poszłam na niedzielne zajęcia na uczelni. Zresztą nie dałam wcześniej rady przygotować się na kolokwium z żywienia. Nie byłam w stanie się w ogóle skupić na nauce. Na szczęście już nadrobiłam zaległości.

Z badaniami wiązałam duże nadzieję. Wiadomo, z jednej strony chciałam, aby wszystkie wyniki wyszły dobrze, ale w żaden sposób nie zmieniłoby to mojej sytuacji, bo w dalszym ciągu nie wiedziałabym, co mam robić. Z drugiej strony nie chciałam, aby potwierdziły się przypuszczenia dietetyków, z którymi się w ostatnich latach konsultowałam i którzy ze względu na wtórny brak miesiączki zalecali mi rezygnację z treningów siłowych, które mogły być jedną z przyczyn zaburzeń na linii podwzgórze – przysadka – jajniki. W ogóle nie dopuszczałam do siebie takiej opcji. Trening był dla mnie najlepszą formą terapii, a siłownia swego rodzaju strefą komfortu. Zmieniłam wiele, ale trenowałam dalej, w ostatnich miesiącach nawet po 5-6 razy w tygodniu. Nie chciałam też wracać do antykoncepcji, którą zalecono mi po ubiegłorocznym pobycie na oddziale endokrynologii ginekologicznej w Katowicach-Ligocie, o którym pisałam tutaj. Liczyłam więc może, że w szpitalu w końcu znajdą inną przyczynę mojego braku miesiączki, dostanę jakieś tabletki i wszystko wróci do normy. Odzyskam swoją kobiecość i jednocześnie będę mogła sobie spokojnie dalej intensywnie trenować i przygotowywać do wymarzonych zawodów w trójboju siłowym. O ja głupia!


W poniedziałek rano stawiłam się w Piekarskim Centrum Medycznym. Nowy budynek szpitala miał być oddany już 2016 roku, ale termin cały czas jest przekładany. Trafiłam na stary oddział, położony na strychu kamienicy. Pod tym zdjęciem opublikowanym na moich profilach społecznościowych pojawiły się pytania, co to za rudera i gdzie ja trafiłam, ale muszę przyznać, że było czysto, schludnie i bardzo przytulnie. W sumie tak domowo. Na oddziale jest tylko 12 łóżek.

Zabrałam ze sobą  komputer, książki, zeszyty z uczelni. Planowałam popracować, napisać kilka wpisów na bloga, pooglądać zaległe webinary, poczytać książki i przepisać notatki z wykładów z farmakologii i mikrobiologii. Praktycznie nic nie udało mi się zrealizować. Trafiłam do sali z trzema fantastycznymi dziewczynami, Sandrą z Kalet, Agnieszką z Rudy Śląskiej i Basią z Bielska-Białej (pozdrawiam Was dziewczyny, jeśli to czytacie!). Miałyśmy mnóstwo wspólnych tematów do rozmów, począwszy od naszych przypadłości zdrowotnych, pracę, po główny, czyli doświadczenia z mężczyznami. Wieczorami pielęgniarka musiała interweniować, bo zamiast „proszę leżeć, nie pionizować się, wyłączyć telefon, nie oglądać telewizji  i najlepiej spać”, aby wyniku kortyzolu o godz. 24:00 nie zostały zaburzone, opowiadałyśmy sobie historie z naszego życia i śmiałyśmy się tak głośno, aż słyszano nas w dyżurce pielęgniarek. Dzięki temu pięć dni w szpitalu minęły mi naprawdę szybko i bezboleśnie.


Widok z jednego z okien szpitala.

Rozumiałyśmy się też doskonale pod względem… jedzenia. Co jedna, to większy żarłok. I tylko się wzajemnie nakręcałyśmy. Jedna podsuwała drugiej coś nowego do jedzenia. Tymczasem, na oddziale nie było żadnego sklepu. Do mnie tylko raz przyjechała mama z siostrą, szwagrem i siostrzenicą, do Sandry wpadał chłopak i ojciec, ale tak to musiałyśmy sobie radzić same. Jako, że Basia przyjechała do szpitala samochodem, to codziennie popołudniu jeździłyśmy do pobliskich supermarketów. Czułyśmy się, jak uciekinierki. Śmiechu było co nie miara. Na szczęście od godz. 14:00 na oddziale nie było już lekarzy i raczej nie było problemu, aby wyjść. Wiadomo, ubierałyśmy „wyjściowe” ciuchy, więc na portierni nie wzbudzałyśmy żadnych podejrzeń.


Kubek kupiony w Pepco w Piekarach :)

Co do szpitalnego jedzenia. Nie było tragedii. W poniedziałek, pierwszego dnia dostałam „normalny obiad” i kolację.


Ziemniaki z kapustą i gulaszem. Nie było złe.


Zupa warzywna z ryżem.

Na kolację był chleb lub bułka (można było sobie wziąć nawet całkiem sporo) z kostką masła. Dowiedziałam się jednak, że można poprosić o dietę bezglutenową i od wtorku dostawałam już wraz z jedną z koleżanek z pokoju inne posiłki, niż wszyscy. Na śniadanie i kolację zamiast pieczywa przysługiwała nam paczka wafli ryżowych bezglutenowych z Biedronki i masło. Po kilku dniach miałyśmy chyba z pięć opakowań. Starałam się ich bowiem nie jeść. Obiady bezglutenowe były za to naprawdę niezłe, choć niekoniecznie dobre przy zaburzeniach glikemii.


Ziemniaki z gotowanym kurczakiem z marchewką. Bardzo dobre. Jedynie dodałabym jakiś tłuszcz.

Co ciekawe, okazało się, że dietetykiem oddziałowym jest dr n med. Agata Kulpok, która wykłada również na mojej uczelni. Niestety, nie kwalifikowałam się na konsultację, a szkoda, bo byłam ciekawa opinii i ewentualnych wskazówek. Szczerze podziwiam dietetyków klinicznych pracujących w szpitalach, bo przy dziennych stawkach żywieniowych na pacjenta na pewno ciężko wymyślić zbilansowane i smaczne posiłki. Zresztą oglądacie na pewno profil „Posiłki w szpitalach” na Facebook’u (kliknij tutaj), to wiecie, jak to wygląda. W Piekarach nie było cateringu, wszystko przygotowywano na bieżąco w kuchni szpitalnej. Szkoda, że mam tak daleko do Piekar, bo chciałabym tam zrealizować praktyki studenckie. Chociaż, może pomyślę i uda się to jakoś zorganizować.


Gotowane mięso wołowe z ziemniakami i brokułem. Też byłam pozytywnie zaskoczona.

Do drugich dań była oczywiście zupka. Z marchewką i ryżem albo ryżem i marchewką :)


No dobra, jeszcze ziemniaczki tam były :) Smaczna, ale raczej ciężko się tym najeść.

Jedyny obiad, który zostawiłam, to ryż na mleku z jabłkiem. Ryż jeszcze był w miarę ok, ale w jabłku była chyba łyżka cukru.


W domu po powrocie zrobiłam sobie swoją wersję ryżu na mleku kokosowym z jabłkiem :)

Podobnie, jak rok temu zabrałam do szpitala jajowar i całą torbę półproduktów. Na bieżąco dokupywałam jedynie warzywa. Moje śniadania były więc iście królewskie.


Akurat na to śniadanie wyczekałam się od 6:00, kiedy była pobudka na mierzenie ciśnienia do 12:00, kiedy pobrano mi ostatni raz krew w ramach testu obciążenia glukozą, po czym musiałam od razu iść na USG tarczycy.

Poza tym jadłam kanapki z chleba gryczanego lub żytniego na zakwasie bez drożdży z humussem albo sałatki z ciecierzycą, soczewicą, jajkiem i mnóstwem warzyw. Mama przywiozła mi zupę z porów, a siostra roladki z „Bistro na Francuskiej” w Katowicach. Polecam (więcej o bistro tutaj).


Dzięki szpitalowi polubiłam sporo nowych produktów. Do łask wróciły też pomidory.

Raz zrobiłam sobie deser na bazie jogurtu greckiego bez laktozy. I to był mój ostatni raz, kiedy sięgnęłam po nabiał. Przysięgam! Po obciążeniu glukozą czułam się świetnie. Rok wcześniej w szpitalu wpadłam w hipoglikemię (glukoza mi spadła po 2 godz. do 41 g/dl) i spałam przez cały dzień. Teraz nie odczułam żadnego spadku. Popołudniu zjadłam za to jogurt z pestkami, orzechami i truskawkami i się zaczęło….


Pyszne było, nie powiem.

Chwilę po zjedzeniu dopadła mnie taka senność i taki głód, że zjadłam trzy jabłka i dwie paczki wafli ryżowych. Tak, dwie paczki. A potem zasnęłam, budząc się rano z koszmarnym bólem brzucha, ciążą spożywczą (spokojnie 9. miesiąc) i opuchnięciem. Od tego czasu nie tknęłam nabiału mimo, że w ostatnich miesiącach włączyłam na przykład serek grani do diety, smarując nim delikatnie omlety na śniadanie. I z tego zrezygnowałam. Do domu wróciłam z wagą 69,5kg, ale też tydzień leżenia i jedzenia zrobił na pewno swoje.

Wyszłam ze szpitala ostatecznie w piątek w południe. Nie znałam wcześniej praktycznie żadnych wyników, poza USG tarczycy i jajników, bo siłą rzeczy słyszałam, co lekarz dyktuje pielęgniarce. Nie wiedziałam też do końca, jakie dokładnie badania mi wykonano poza dobową zbiórką moczu, testem obciążenia glukozą czy testem z Dipheryliną, bo do nich musiałam się specjalnie przygotować. Mogłam się jedynie domyślać.


Dobra glukoza :)

W piątek przed wyjściem ze szpitala prof. Zubelewicz-Szkodzińska zaprosiła mnie na rozmowę. Nie jestem w stanie tego opisać słowami, ale pani profesor w taki sposób przedstawiła mi sytuację, że długo nie mogłam dojść do siebie i strasznie się popłakałam. Nie ukrywam, że jest dla mnie dużym autorytetem, dlatego wzięłam sobie naprawdę do serca wszystko to, co mi powiedziała

Pani profesor oznajmiła, że test z Diphereliną, czyli pobudzenia wydzielania gonadotropin po podaniu gonadoliberyny (GnRH) nie wyszedł dobrze, co wskazuje na zaburzenia podwzgórzowo-przysadkowe. Zapytała, czy planuję dzieci, bo jeśli tak, to możemy spróbować… InVitro. Jeśli nie, to pozostaje mi Hormonalna Terapia Zastępcza, która pozwoli mi zapobiec chociażby osteoporozie, ale jej zdaniem całkowicie pozbawi mnie szansy na potomstwo. Powiem Wam, że tak jak zawsze nie planowałam dzieci, to takie postawienie sprawy było dla mnie ciosem. W końcu zawsze lepiej mieć opcje, aniżeli jej nie mieć.

Pani profesor wie jednak, że miałam w życiu dużo stresów, że odstawienie antykoncepcji zbiegło się w czasie z moim testowaniem różnego rodzaju diet, począwszy od samuraja, przez paleo, po ketozę odżywczą. Jednocześnie wie, że trenuję siłowo i to dość intensywnie. Powiedziała mi więc, że daje mi czas do końca roku na zrobienie porządków w swoim życiu. Na ograniczenie treningów siłowych. Na optymalizację diety. Unormowanie cholesterolu. Powiedziała, że miała w swojej pracy przypadki kobiet z podobnymi problemami, którym udało się naturalnie przywrócić miesiączkę. Ale w tym wypadku nie ma kompromisów i muszę zdecydować, co jest dla mnie najważniejsze. Zdrowie, czy trening.

W pierwszej chwili pomyślałam, że w sumie już teraz mogę zdecydować się na hormony. Przecież jestem trenerem. Widzieliście kiedyś trenera, który sam nie trenuje? Jakim ja będę autorytetem dla swoich podopiecznych? Bez filmów z rekordami w przysiadzie na Facebook’u? Bez zdjęcia dociętego brzucha na Instagramie? W maju mam przecież mieć sesje zdjęciowe na bloga, który wkrótce przejście sporą metamorfozę, nowe profile na portalach społecznościowych, na wizytówki. Mam ruszyć z miejsca i w końcu rozwinąć skrzydła, robiąc to co kocham najbardziej. Trenując! – Jak Pani sobie to wyobraża?! – zapytałam się.

Wtedy właśnie oblał mnie kubeł zimnej wody. – Kobieto, otrząśnij się! – pomyślałam. – Najważniejsze jest Twoje zdrowie! Nie lajki, nie liczba obserwatorów. Nie rekordy w martwym ciągu. Nie oszukasz swojego organizmu! Musisz pogodzić się w końcu z diagnozą, przyjąć ją do wiadomości i zrobić wszystko, przy przywrócić swój organizm do równowagi. Jeśli kolejna osoba, kolejny lekarz mówi Ci to samo, to nie masz innego wyjścia – dodałam. Tak, od pierwszej konsultacji z Moniką Skuzą kilka lat temu, przez wizyty u różnych ginekologów w moim mieście, po wyniki badań w czasie ubiegłorocznego pobytu w szpitalu, wiedziałam, że problemem mogą być zaburzenia podwzgórzowo-przysadkowe. Że muszę zwolnić. Odpuścić. W ogóle nie przyjmowałam jednak tego do wiadomości. Wciąż szukałam dalej.

Coś we mnie wtedy pękło. Przyznałam pani profesor rację. Że nie muszę trenować siłowo pięć razy w tygodniu. Że nie muszę jeść mięsa trzy razy dziennie. Powiedziałam, że zaczęłam chodzić na terapię. Obiecałam, że zawalczę o siebie. Umówiłyśmy się więc, że na razie nie zmieniamy niczego w moim leczeniu. W dalszym ciągu stosuję Letrox 50mg i Glucophage XR 2mg, bo dobrze go toleruję i czuję się po nim lepiej. Pani profesor życzyła mi powodzenia.

Dwa tygodnie zmian. Dwa lekkie treningi w tygodniu zamiast pięciu, sześciu. Joga. Medytacja. Terapia. Stretching. Spacery. Zmiana diety (bilans na utrzymanie wagi, ok. 80g białka, 250g węglowodanów). Dwa cheat'y :) Pozytywne myślenie. Staję na wadze. Stawiam, że będzie ponad 70kg. A tutaj 67,5kg 😂 Czyli minus 2 kg od wyjścia ze szpitala. Tak, BF jest wyższy, ale czuję się dobrze. Lżej :) I w głowie coraz mniejszy chaos. Wkrótce zaczynam też swoją przygodę z akupunkturą. Długo dojrzewalam do tych zmian, ale lepiej późno niż wcale! Naprawdę mocno wierzę, że to wszystko pomoże! Że odzyskam siebie :) W weekend majowy postaram się dodać wpis o szpitalu i zmianach. Jeszcze kończę inny :) #gym #workout #training #trainingsession #personaltrainer #strengthcoach #smartgymrs #girlwholift #bodyfat #weightloss #body #polishgirl #hair #brunettegirl #brunette #longhair #pcos #amenorrhea #hashimoto #reduction #weightloss #fit #fitfreak

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Im mniej tym lepiej…

Obecnie trenuję siłowo dwa razy w tygodniu. Do 90 minut. Trzy ćwiczenia wielostawowe w 4 seriach po 10 powtórzeń. Trzy ćwiczenia izolowane. Dwa na stabilizację. Koniec. To mi wystarczy. Do tego joga. Stretching. Zdrowy kręgosłup. Spacery. Porozmawiałam też ze znajomymi trenerami, dietetykami, przeczytałam mnóstwo zagranicznych stron z poradami związanymi z wtórnym brakiem miesiączki związanym z zaburzeniami podwzgórzowo-przysadkowymi i od przyszłego tygodnia zaczynam również swoją przygodę z akupunkturą. Na pewno za jakiś czas napiszę szerszy wpis na temat diagnostyki i leczenia zaburzeń miesiączkowania.

Zmieniłam dietę. Zresztą w sumie byłam już tak znudzona monotonią w mojej kuchni, że odetchnęłam z ulgą. Mogę powiedzieć, że teraz jem zgodnie z zaleceniami Instytutu Żywienia i Żywności. Unikam oczywiście glutenu i nabiału. Coraz chętniej sięgam po potrawy wegetariańskie. Zresztą pora roku mi sprzyja, bo na targowisku i w sklepach mamy coraz więcej świeżych warzyw i owoców do wyboru. Ułożyłam sobie zapotrzebowanie na utrzymanie wagi, a tymczasem schudłam w dwa tygodnie do 67,5kg, a więc 2kg od wyjścia ze szpitala. Mimo dwóch cheat’ów. Serniczka, babki i paschy na Święta i czekolady Ritter z solonymi migdałami tydzień później. Ale czuję się lżejsza.

Ta książka pozwoliła mi zrozumieć wiele spraw…

Powoli schodzi ze mnie też napięcie. Chodzę dalej na terapię. Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego zachowywałam się tak, a nie inaczej. Łączę fakty. Owszem, nie jest łatwo wyjść ze swojej strefy komfortu i walczyć chociażby z uzależnieniami. Tak, myślę, że siłownia była w moim wypadku swego rodzaju uzależnieniem. Układam więc sobie życie na nowo. Jak to ostatnio powiedziała moja terapeutka, wdałam się w romans sama z sobą. Pierwszy raz w życiu poświęcam sobie tyle uwagi. I jestem dla siebie dobra.

Planów zawodowych nie zmieniam. W maju ruszam z miejsca i mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z wszystkich zmian związanych ze współpracą dietetyczną i treningową z moją osobą. I docenicie mnie, moją wiedzę i zaangażowanie, a przymkniecie oko na fałdkę na brzuchu :) Ja już nie patrzę na nią z odrazą.

Z każdym dniem wierzę coraz bardziej, że uda mi się przywrócić miesiączkę naturalnie. Naprawdę wierzę w to, jak nigdy!

A poniżej moje wyniki. Jestem trochę zawiedziona, bo myślałam, że zrobią mi więcej badań, jak chociażby hormonów tarczycy, czy enzymów wątrobowych. Załamał mnie też brak wyniku insuliny po 2 godz.

Będę wdzięczna za wszelkie rady i podzielenie się własnym doświadczeniem, co mogłoby mi jeszcze pomóc.

KARTA INFORMACYJNA LECZENIA SZPITALNEGO

Rozpoznanie

Niewydolność podwzgórzowo-przysadkowa. Przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie tarczycy w stadium wyrównania hormonalnego.

Zastosowane leczenie

  • Letrox
  • Glucophage

Zalecenia

  • kontrola w poradni endokrynologicznej, okresowa kontrola POZ.
  • pobieranie leków: Letrox 50ug 1×1 tbl. rano na czczo, Glucophage XR 1g 1×2 tbl. na noc, Vit. E 400mg 1 tbl. dz.

Epikryza

29-letnia pacjentka z przewlekłym autoimmunologicznym zapaleniem tarczycy została skierowana do Oddziału z powodu wtórnego braku miesiączki (OM ponad 2 lata temu). W wywiadzie podaje modyfikacje żywieniowe i intensywny wysiłek fizyczny. W dniu przyjęcia w stanie ogólnie dobrym. BMI: 23,7 kg/m2, RR w normie. W badaniach dodatkowych zwraca uwagę niskie stężenie gonadotropin i estradiolu, FSH>LH, AMH:>15, wskaźnik FAI:2,5, obniżone stężenie prolaktyny. Androgeny nadnerczowe oraz profil ACTH i kortyzolu w normie z normokortyzolurią. 17-OHPG: 1,05 ng/ml. IGF-1 w normie. Po ocenie tyreometabolizmu utrzymano dotychczasowe leczenie L-tyroksyną. Gospodarka wapniowa wyrównana. W trakcie pobytu wykonano test z GnRH obserwując nadmiernie wydzielanie LH w 30 min. oraz nieadekwatny wzrost wydzielania FSH w 60 min. W teście OGTT stężenie glukozy i insuliny – prawidłowe. W badaniu USG jajniki prawidłowej wielkości i strukturze echa mogącej odpowiadać zespołowi policystycznych jajników. Pacjentka wypisana do domu z zaleceniami jw. Pouczona co do dalszego trybu postępowania.

Wyniki badań

Ciężar ciała (kg): 68,5
Wzrost (cm): 170
BMI- 23,7
WHR: 0,82
RR: 120/80
CRP (mg/l n.0-5): 0,3

HGB g/dl: 15,7
RBC M/ul: 5,1
WBC K/ul: 5,29
HCT %: 47
Płytki krwi: 187
MCV f/l: 92,2
MCH pg: 30,8
MCHC g/dl: 33,4
RDW-SD fL: 41,9
PDW fL: 13,9
MPV fL: 11,3
P-LCR %: 36,4
NEUT x10^3 ul: 2,95
LYMP x10^3 ul: 1,92
MONO x10^3 ul: 0,33
EO: 0,07
BASO: 0,02

Glukoza we krwi (mg/dl): 93
HOMA: 1,34
Sód (mmol/l n. 136-145): 139…142
Potas (mmol/l n. 3,5-5): 5,18…5,16
Kreatynina (umol/l n. 0,5-0,9): 0,96
GFR ml/min/1,73m2): 79,92
Cholesterol całkowity (mg/dl): 311 (!)
HDL: 119,32
LDL: 175,28
Trójglicerydy: 82

CEA (ng/ml n. 0-5): 0,88
Tyreoglobulina (ng/ml n. 1,4-78): 0,231
Kalcytonina (pg/ml): <0,5

IGF1 (ng/mL n. 88-537): 252
Prolaktyna (ng/ml n. 5,18-26,5)
– godz. 8:00: 4,83
– godz. 11:00: 3,88
TSH (uIU/ml n. 0,35-4,94): 1,1335

Kortyzol (ug/dl)
– godz. 8:00: 11,6…18,6 (n. 3,7-19,4)
– godz. 18:00: 6,0 (n. 2,9-17,3)
– godz. 24:00: 0,7

ACTH (pg/ml)
– godz. 8:00: 10,58 (n. 5,0-46,0)
– godz. 18:00: 12,85 (n. 5,0-46,0)

DHEA-S (ug/dl)
– godz. 8:00: 380,1 (n. 95,8-511,7)

FSH (mIU/mL): 3,3
LH (mIU/mL): 1,24
Estradiol (pg/mL): 26
Testosteron (pg/mL n. 0,14-0,53): 0,47
FAI: 2,5
Androstendion (ng/ml n. 0,4-4,1): 3,91
SHGB (nmol/l n. 11,7-137,2): 65
17-OH PG (ng/ml n. 8,6-10): 9,7
AMH metELISA: >15
Wapń całkowity (mg/dL n. 8,6-10): 9,7
Wapń zjonizowany (mmol/l n. 1,0-1,30): 1,15
Witamina 25 OH D3 (ng/mL >30, niedobór 12-30, poważny niedobór <12): 57,3

Test tolerancji glukozy po obciążeniu 75,0g
Glukoza (mg%)
– na czczo: 95
– po 60 min. – 76
– po 120 min. – 71,8
Insulina (uU/ml)
– na czczo: 5,7
– po 60 min: 42,5

Test z Dipheryliną
FSH (mIU/mL)
– na czczo: 2,32
– po 30 min: 4,51
– po 90 min: 6.03
– po 120 min: 6.67
LH (mIU/mL)
– na czczo: 1,0
– po 30 min: 11,8
– po 90 min: 13,22
– po 120 min: 14,09

Badania obrazowe

USG tarczycy:
Płat prawy: 17x15x31 mm
Płat lewy: 15x14x32 mm
Cieśń: 3,5 mm
Miąższ tarczycy o nieco obniżonej echogeniczności, nieco niejednorodny. W prawym płacie, w części środkowej, poniżej torebki zmiana hypoechogeniczna, niejednorodna, o nierównych obrysach 5×4 mm. Tchawica w linii pośrodkowej, bez przewężeń. Na szyi podżuchwowo, nadobojczykowo bez patologicznie zmienionych węzłów chłonnych.

USG jajników:
Macica normalnej wielkości, o równych, głaDkich obrysach, homogennej strukturze echa. Endometrium cienkie, linijne, szer. 2,5 mm. Jama macicy pusta, zatoka Douglasa wolna. Obydwa jajniki prawidłowej wielkości i strukturze echa mogącej odpowiadać PCO-S.

Advertisements

11 thoughts on “Najwyższy czas…

  1. Dziękuję Ci ogromnie za ten post i za Twojego bloga, którego przeczytam od deski do deski. Potrząsnął mną mocno, nie koniecznie z powodu Twojej sytuacji zdrowotnej, ale przede wszystkim z uwagi na to jak bardzo zdeterminowaną osobą jesteś i jak budujące jest Twoje podejście. Jestem w podobnym wieku, mam Hashimoto (chociaż nie lubię tego nazewnictwa chorób), hipoglikemię i kilka innych problemów towarzyszących i również byłam na etapie rozbicia pomiędzy pasją jaką jest sport, a równowagą w moim zdrowiu, tym bardziej widząc osiągnięcia innych kobiet. I nawet moja pasja jaką jest joga stała się przez to w pewnej chwili nie sposobem na odnalezienie siebie, a mierzenie swojej wartości i osiągnięć. Na szczęście choroba mnie skutecznie budzi z takich myśli. Myślę, że najgorsze w tym jest, że każdy porównuje się z innymi i przez to wszyscy, którzy chcą tak bardzo inspirować innych swoim wyglądem stają się tacy sami i zlewają się w jedno. Natomiast po Twoich wpisach można stwierdzić, że wyróżniasz się swoją mądrością i samoświadomością i na pewno Cię to daleko doprowadzi 🙂 Trudne przeżycia są w końcu najlepszym nauczycielem życia 🙂 Trzymam kciuki i będę wiernie obserwować 🙂

  2. Pingback: Lżejsza na wiosnę! | JOANNA HAŚNIK

  3. Na jakiej podstawie zdiagnozowano u Ciebie wyczerpanie nadnerczy? U mnie dość poważne stadium z DHEA-S na poziomie 134 (jak u 7-latki).

  4. Ja jestem dopiero na początku drogi do zmniejszenia insulinooporności,która powoli narasta od kilku lat.Mam 59 lat i ciągle tyję w brzuchu oraz w biuście(naczynia połączone).Czy obecnie zmienia Pani trochę zalecenia? Czy nadal musi być śniadanie białkowo-tłuszczowe?Chciałam iść w kierunku wegetarianizmu…A propos wit E.Podobno ogólnie dostępna jest syntetyczna ,a ropy naftowej i ona jest rakotwórcza !Powinno się stosować naturalną ,z olejów roślinnych!

  5. Hej, wiesz jak czytam Twoją diagnozę to mi się moja pierwsza diagnoza potwierdziła. Nie miesiączkowałam nawet rok czasu. Decyzja nie działa podwzgórze-przysadka. Oczywiście włączona terapia hormonalna zastępcza. Czułam się coraz to gorzej. Zmieniłam lekarza byłam w klinice niepłodności Gameta u najlepszego dr Skweresa. Jak zobaczył jak byłam leczona to nie chciał podjąć się leczenia bo był załamany co wcześniejszą Pani profesor. Zrobiła ze mną. Powiedział, że tak prowadzona na pewno nie miałabym dzieci. Diagnoza Zespół Policystycznych Jajników że wszystkimi objawami oczywiście Hashimoto i wszystko co się z tym wiąże. tSH się broni ale są nacieki autoimmunologiczne i tarczyca jest „jedzona”. Oczywiście lekarz mnie tak wyprowadził, że zaszłam w ciążę i przy tym wszystkim mam już drugie dziecko. Ćwiczę siłowo i po drugim dziecku wróciła na wskutek wprowadzenia diety klinicznej miesiączka przy karmieniu piersią. Od ośmiu lat bez leków nie miesiączkowałam. Polecam Ci temat Zbliansowanych Kwasów Tłuszczowych i produktu Auxylium na regulację drogi podwzgórze-przysadka. Poczytaj Forum Pana Bogusława Wyszyńskiego. Ja teraz włączyłam to do diety i widzę ładne efekty. Możliwe, że urodzenie córeczki wyrównała mi poziom hormonów kobiecych a po synku w spadku dostałam hormony męskie i hromosomy Y 😀 co jest potwierdzone naukowo. Ale wiem jedno nie trzymam diety mam stres- miesiączki nie mam. Wracam do diety odpuszczam nadmiar ćwiczeń i miesiączka jest. Wszystko siedzi w głowie 😀 każdy przypadek jest oczywiście inny. Ale wiem, że jak ktoś by mi chciał włączyć hormonalną terapię znowu to bym uciekła 😁 i jak to dietetyczka moja mówi: „jak masz się stresowC przez to, że zjadlaś ciastko to gorszy jest ten stres niż to ciastko” 😀 powodzenia ! Trzymam kciuki za to, że się ułoży wszystko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s