Lżejsza na wiosnę!

Minął już miesiąc odkąd wyszłam ze szpitala z nowymi zaleceniami żywieniowymi i treningowymi, które tym razem wprowadziłam od razu w życie. Tak, jak już wspominałam, w końcu dojrzałam do zmian. I jak na razie wszystkie wychodzą mi – odpukać – na dobre.

O pobycie w szpitalu, wynikach badań i diagnozie pisałam w artykule „Najwyższy czas”.

Muszę przyznać, że czuję się naprawdę dobrze. I fizycznie i psychicznie. Oczywiście, jak każdy mam lepsze i gorsze dni, chociażby ze względu na nagłe zmiany pogody i skoki ciśnienia, ale generalnie odczuwam sporą różnicę po tym miesiącu zmian. Lżejsza dieta, ograniczenie treningów siłowych, joga, akupunktura, psychoterapia – czuję, że to wszystko służy mojemu organizmowi i zmierzam w dobrą stronę.

O terapii pisałam w artykule „Pokochać siebie”, natomiast o tym, co pomaga mi w walce ze stresem we wpisie „Jak poradzić sobie z negatywnymi emocjami?.

Mam coraz więcej energii, a muszę zaznaczyć, że ostatnio mam naprawdę sporo na głowie. Treningi personalne, współprace dietetyczne, konsultacje. Rozwijam też swoją firmę, jestem w trakcie prac nad logo (jestem bardzo zadowolona, na Instagramie pochwaliłam się już wiodącym kolorem) i nową odsłoną bloga. Do tego mam sporo nauki na studiach (właśnie powinnam się uczyć na kolokwium z chemii żywności, ale… od jutra :) i sesję w czerwcu, do której jeszcze nic nie zrobiłam. Brawo ja! Najwyższy czas załatwić też praktyki w szpitalu lub w hospicjum. Niestety, w Piekarach na endokrynologii nie ma już miejsc :(

Mimo to całkiem dobrze śpię, budzę się w nocy najczęściej tylko raz po to, aby wziąć Letrox (testuję obecnie takie rozwiązanie) i wstaję rano coraz bardziej wypoczęta. Myślę, że największą rolę odegrało w tym wypadku ograniczenie treningów siłowych. Zaplanowałam sobie dwa lekkie treningi w tygodniu, ale powiem Wam, że czuję różnicę w jakości snu po dniu z jogą, a z przysiadami, czy martwym ciągiem, nawet z rana i w wersji light. Zastanawiam się jeszcze, ale być może zrezygnuję na razie całkowicie z treningu siłowego. Na jodze też się czasem mocno spocę.

W każdym razie, o mojej obecnej aktywności fizycznej napiszę Wam innym razem, a dziś chciałabym skupić się na tym, jak obecnie wygląda moja dieta. Dostaje bowiem sporo pytań o to, czy zostałam wegetarianką/weganką. Na swoich profilach publikuję bowiem praktycznie wyłącznie dania bezmięsne. Nie, nie popadłam w kolejną skrajność. Zgodnie z zaleceniami mojej endokrynolog ograniczyłam po prostu ilość białka zwierzęcego. Nawet pomijając okres ketozy odżywczej, jadłam przecież naprawdę sporo mięsa. Czasami nawet trzy razy dziennie i do tego jajka w każdej postaci na śniadanie.

Ostatnio szerzej o swojej diecie pisałam w artykule „Pierwszy miesiąc redukcji”.

Oczywiście, kiedy trenowałam siłowo 4-5 razy w tygodniu i redukowałam wagę, 2g białka na 1kg masy ciała były jak najbardziej uzasadnione. Niestety, popadłam na własne życzenie w monotonię i w marcu szczerze mówiąc nie mogłam już patrzeć na mięso. Nic mi nie smakowało. Zalecenia pani profesor ostatecznie zmotywowały mnie do zmian i ograniczenia produktów zwierzęcych. Zmusiło mnie to do wprowadzenia do swojej diety paru nowych produktów, wróciłam też do niektórych po kilkuletniej przerwie. W dalszym ciągu unikam jednak glutenu, po epizodzie hipoglikemii w szpitalu zrezygnowałam też z prób wprowadzenia nabiału. Jedynie od czasu do czasu dodaję do kawy łyżeczkę mleka, czy faszeruję roladki z kurczaka żółtym serem. W obu wypadkach bez laktozy. Nic się nie zmieniło jedynie w kwestii ilości posiłków, bo cały czas jem cztery.

Przypominam o artykułach o roli białka, tłuszczy i węglowodanów w diecie kobiety aktywnej.

Na moim talerzu zrobiło się wiosennie, gotowanie znów zaczęło sprawiać mi radość, a ja nie tylko poczułam się lżejsza, ale i faktycznie schudłam trzy kilogramy mimo, że nie chodzę w ogóle głodna i najadam się do syta. Nie jestem też już tak opuchnięta. Z uśmiechem spoglądam w lustro i coraz bardziej podobam się sobie. Ale to też pewnie kwestia pracy nad swoją pewnością siebie w ramach terapii.


Od kilku miesięcy moja waga oscylowała w granicach 68-69kg. Na zdjęciu porównanie moich pomiarów po wyjściu ze szpitala i obecnych. Jest dobrze! Pochwalę się, już wkrótce będę ważyć się na czczo w domu. Dziś kurier przywiózł mi moją nową Tanitę :) Muszę jeszcze poczekać na nowy komputer, aby zainstalować oprogramowanie.

Nie chciałam obciążać organizmu, więc mój bilans energetyczny zakładał utrzymanie wagi. Jednocześnie zmniejszyłam udział białka w diecie do 20%i zwiększyłam węglowodanów do 50%. Tłuszcze pozostały na poziomie 30%. Instytut Żywienia i Żywności byłby ze mnie dumny :)

Jak to mniej więcej wyglądało w praktyce?

Śniadanie

Trzy razy w tygodniu zaczynam treningi personalne o godz. 8:00, więc tym samym śniadanie jem ok. 6:00. Najczęściej są to omlety z dwóch jajek i płatków zmiksowanych z łyżeczką mleka kokosowego Real Thai i cynamonem, które smażę z dwóch stron na oliwie lub oleju rzepakowym (tak, rzepakowym!). Na górę kładę pokrojone na kostki lub zblendowane na mus owoce, najczęściej gruszkę, ale ostatnio również truskawki czy maliny.


Przez długi czas jadłam omlety z płatków gryczanych, ale ostatnio zakochałam się w ryżowych.

W pozostałe dni staram się jeść śniadania bez jajek. Oczywiście, uważam, że są bardzo zdrowie, ale również miałam już ich poważny przesyt. Pokochałam szczególnie placuszki z kaszy gryczanej z hummusem. Wieczorem zalewam wodą kaszę gryczaną, rano przepłukuję, blenduję z ziołami prowansalskimi i kurkumą i smażę z dwóch stron na oleju. Można powiedzieć, że są to swego rodzaju podpłomyki. Jem je z hummusem z czarnuszką z Lidla (uwielbiam i nie wiem czemu wcześniej w ogóle nie spróbowałam hummusu) i talerzem warzyw.


Przepis pochodzi z książki „Jaglany detoks”. Planuję zakup kolejnych części. Polecacie jeszcze jakieś książki z ciekawymi przepisami?


Muszę kiedyś sama spróbować zrobić hummus, ale jak na razie kupuję ten w Lidlu.  W ubiegłym tygodniu mocno się objadłam, bo był w promocji. W niedzielę zabrałam nawet do parku opakowanie z pudełkiem warzyw w ramach jednego posiłku. 

Nie ukrywam, że przez długi czas chodziła za mną… owsianka. Trochę bałam się jednak śniadań bez białka zwierzęcego, a raczej nie chcę sięgać po odżywki. Swego czasu została mi jednak z poprzedniego dnia ugotowana kasza jaglana, postanowiłam więc rano zblendować ją z rozcieńczonym mlekiem kokosowym i podgrzać. Dodałam maliny i nerkowce, aby podbić tłuszcze. Najadłam się, bez problemu wytrzymałam cztery godziny do kolejnego posiłku, nie odczułam senności i tym samym od tego czasu funduję sobie jaglankę na śniadanie. Jutro chcę zrobić natomiast płatki ryżowe. Już zalałam je wrzątkiem i mlekiem kokosowym, by rano tylko zblendować i podgrzać.

Polecacie któryś z roślinnych napojów do owsianek? Wszyscy polecają mi kokosowo-ryżowy z Lidla, ale jego skład mnie nie zachwyca.

Nie ukrywam, że inspiracji szukam na blogach wegetariańskich i wegańskich. Postanowiłam więc w weekend majowy spróbować na śniadanie popularnej… tofucznicy. To miało być moje pierwsze spotkanie z tofu.


Tofu kupiłam w Lidlu. Na zdjęciu moje pozostało zakupy z tego dnia.

Kupiłam specjalnie czarną sól, o której naczytałam się sporo w Internecie i pewnego poranka podsmażyłam pokruszone tofu z pomidorami i oliwkami. Jak wrażenia? Zjadłam, ale nie powaliło mnie na kolana. Inna sprawa, że zastanawiałam się, jak zareaguję na soję. Niestety, na drugi dzień wstałam ze strasznym bólem brzucha i ciążą spożywczą. Tym samym tofu, ani soja raczej nie zagości w mojej kuchni na dłużej.

Po śniadaniu piję kawkę. Bo lubię. Bo to już mój codzienny rytuał. Czasami z mlekiem bez laktozy, bo niewielkie jego ilości nie powodują u mnie nieprzyjemności żołądkowych, a czasami z kokosowym, choć ostatnio najczęściej znów czarną. Parę dni temu zepsuł się mój express, więc nawet Wam nie piszę, jaką teraz piję :D

Dania główne

Trudno mi rozdzielić pozostałe trzy posiłki na drugie śniadanie, obiad i kolację. Pokażę Wam więc, co między innymi znalazło się u mnie ostatnio na talerzu.

Białko zwierzęce jem raz dziennie. Raz jest to ryba, raz mięso. Jeśli akurat wypada po treningu, to w połączeniu z węglowodanami (kaszą lub ryżem). Najczęściej jednak tylko z warzywami i dodatkiem tłuszczu. Niekiedy z owocem na deser.


Często robię roladki z kurczaka z serem i suszonymi pomidorami (bez oleju, suszone na słońcu, np. z Biedronki) z parowaru.


Jeśli chodzi o ser, kupuję w Lidlu lub w Biedronce „Pikserki” dla dzieci bez laktozy z bardzo dobrym składem.


Salsa pomidorowa. Przez długi czas unikałam pomidorów, które nie są zalecane osobom z Hashimoto, ale stwierdziłam, że skoro czuję się po nich dobrze, to od czasu do czasu nie zaszkodzą. Co ciekawe, tragicznie czuję się po sosie pomidorowym i z tego powodu odpada u mnie wiele fajnych dań.


Łosoś na parze ze szparagami. Uwielbiam!

Zgodnie z zaleceniem mojego akupunkturzysty według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej (napiszę o tym kiedyś), staram się jeść głównie ciepłe posiłki. Praktycznie codziennie w moim jadłospisie znajduje się więc zupa.

Sama najczęściej gotuję kremy na bazie samych warzyw, np. mieszanki z dynią z Biedronki (uważam, że mrożonki są dobrym rozwiązaniem, skoro nie ma świeżej dyni), do której dodaję jeszcze bataty i marchewkę i zagęszczam mlekiem kokosowym. Podaję ją najczęściej z kaszą jaglaną i prażonymi płatkami migdałowymi.

Lubię też krem z brokułów, pora i cukinii z dodatkiem soczewicy.

Przyznam, że nie nie gotuję sama strączków, a sięgam po te w puszkach. Zwracam jedynie uwagi na to, aby w składzie nie było glukozy. Najczęściej kupuję soczewicę z Bonduelle, a ciecierzycę z Freshony w Lidlu. Nie odczuwam żadnych dolegliwości żołądkowych po strączkach. Żałuję, że tak późno po nie sięgnęłam.

Jem też zupy warzywne na bazie bulionów z kości i mięsa, które gotuje mój ojciec. Raczej nie dodaję do nich kaszy, czy ryżu, więc muszą być bardzo gęste, abym była w stanie się nimi najeść. Gotowane mięsko z wywaru też jak najbardziej jest mile widziane. Najbardziej lubię jego zupę z włoskiem kapusty :)


Zupa z botwinki.

Często podsmażam sobie również kaszę gryczaną, jaglaną lub ryż z warzywami i różnymi dodatkami, w zależności, co mam lodówce i na co przyjdzie mi ochota.


Ryż z mieszanką chińską z Lidla.


Kasza gryczana z brokułem i granatem.


Kasza jaglana z cukinią i soczewicą.

Kiedy nie mam za dużo czasu albo muszę zabrać posiłek ze sobą na siłownię lub uczelnię, przygotowuję natomiast sałatki z wszystkiego, co mam akurat w lodówce. Najczęściej z ogórkiem, pomidorkami koktajlowymi, rzodkiewką, burakiem gotowanym na parze (paruję więcej i trzymam w lodówce), ciecierzycą lub soczewicą, awokado i czarnymi oliwkami. Czasami z kaszą/ryżem, jeśli muszę podbić węglowodany, czasami tylko z sałatą lodową.


Jeśli nie mam awokado, polewam całość olejem lnianym lub dodaję orzechy. Całość posypuję też często sezamem.


Na razie przekonałam się do czarnych oliwek. Smak zielonych jakoś w ogóle mi nie odpowiada.

W restauracji

Ze względu na zmianę diety, raczej nie chodzę już na burgery, a odwiedzam… wegetariańskie restauracje. Pokochałam szczególnie kuchnię w katowickim „Złotym ośle” i jestem tam ostatnio raz, dwa, a czasem trzy razy w tygodniu. Za 13,90zł można zjeść danie głównie (bezglutenowe w moim wypadku) i talerz sałatek. Szczerze żałuję tylko, że wszystkie tarty i zapiekanki w menu zawierają gluten (jedyna bez ma sos pomidorowy), bo wyglądają zawsze bardzo apetycznie. W tym momencie przypomina mi się jednak ból żołądka po babce wielkanocnej, na kawałeczek której skusiłam się w gościach u siostry i od razu przechodzi mi ochota na wegańskie lasagne.


Tutaj curry z „Bistro Zielony Most” z Katowicach. Podawane z ryżem.

Wpadam również często do mojego ukochanego rudzkiego „Tu Lis Ma Norę Cafe” na sałatki lub kawę czy herbatę.


Chlebek zostawiłam, ale właśnie wtedy jadłam pierwszy raz suszone pomidory w oleju :) Niezłe :) Stąd trafiły do roladki, ale w wersji bez oleju.

Ogólnie staram się pić w ciągu dnia sporo owocowych, rozgrzewających herbat. Szczególnie, kiedy mamy zimę tej wiosny :) Na szczęście pogoda powoli się poprawia. Do tego oczywiście wysokozmineralizowana woda.

Oczywiście, owoce w dalszym ciągu królują w mojej diecie i zastępują mi słodycze. Zawsze jednak spożywam je w ramach posiłku. Jabłka, gruszki, teraz na topie są truskawki. Czekam z niecierpliwością również na brzoskwinie i jagody :)

O owocach w diecie pisałam szerzej tutaj.

Innych grzeszków, poza babką wielkanocną nie pamiętam. Jedynie moje kokosowe i bezglutenowe ciasteczka z mąki z ciecierzycy, ale idealnie wkomponowały się do diety.


Przypominam, że przepis na ciasteczka znajdziecie tutaj.

Tak to więc pokrótce u mnie wygląda. Swoje posiłki planuję zawsze dzień wcześniej w aplikacji „Fitatu” na telefonie. Mam w głowie sporo pomysłów na kolejne dania, nie ma mowy o rutynie tym bardziej, że na targowisku i w sklepach pojawia się coraz więcej świeżych warzyw, więc myślę, że co jakiś czas pojawi się tutaj wpis z przeglądem moich posiłków. Na bieżąco wrzucam również zdjęcia na moim profilu na Instagramie, więc zapraszam do jego śledzenia (@joannahasnik).

Na pewno muszę jedynie kontrolować mocno wagę, aby nie dopuścić do większej redukcji. Pewnie, chętnie zobaczyłabym 60kg na wadze, ale ZDROWIE jest dla mnie najważniejsze. Nie chcę stresować organizmu, który powoli wraca na właściwe tory. Tym samym planuję delikatnie podnieść kaloryczność. Celowo nie piszę, ile kalorii teraz spożywam, bo nie chcę, żebyście się sugerowali moimi doświadczenia. Każdy organizm jest inny. Każdy ma też inne potrzeby. Podstawa to w pełni zindywidualizowana dieta. W razie pytań zapraszam do współpracy :)

Reklamy

9 thoughts on “Lżejsza na wiosnę!

  1. Pingback: Podsumowanie redukcji | Joanna Haśnik

  2. Pingback: Więcej nie znaczy lepiej… | JOANNA HAŚNIK

  3. cześć Asia, może napiszesz coś więcej o tym analizaorze Tanita? Chętnie przeczytałabym Twoją recenzję. Który model kupiłaś? Mniej stresu i od razu lepsze samopoczucie, życzę dalszych postępów w zdrowiu. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s