Bądź dla siebie dobra!

Nie ma co ukrywać, to nie jest mój czas.

Pisałam o wszystkim w poprzednim wpiście (Zażegnany) kryzys.

O ile opanowałam kryzys w terapii, pozbyłam się negatywnych emocji, poukładałam sobie pewne kwestie w głowie i w miarę odzyskałam spokój wewnętrzny, to mój organizm jest w fatalnym stanie. Kiepska odporność, pogorszenie pracy tarczycy, wyższe TSH, niskie fT4 i fT3 poniżej normy, wysoki poziom kortyzolu, niskie estrogeny, progesteron, LH, czy FSH dają mi ostro popalić. Niestety, stres bardzo destrukcyjnie wpływa na zdrowie i w moim przypadku doprowadził do nasilenia objawów Hashimoto, niedoczynności tarczycy czy zaburzeń hormonalnych.  Znajoma, kiedy zobaczyła moje wyniki, zapytała mnie, jakim cudem ja w ogóle funkcjonuję. Prawdę mówiąc też się zastanawiam. W skali 1-10 swój obecny poziom energii oceniam bowiem na minus 3. Głównie ze względu na ogromne problemy ze snem i fatalne samopoczucie w ciągu dnia z tym związane.

W żadnym wypadku nie siedzę jednak z założonymi rękami. Mogę też liczyć na wsparcie znajomych lekarzy i dietetyków, którzy podsumowają mi różne propozycje (Asiu, dziękuję, jesteś nieoceniona!). Jestem też po wizycie u ginekologa specjalizującego w leczeniu zaburzeń miesiączkowania, który przygotował dla mnie „plan działania”. Za tydzień w środę idę natomiast do swojej endokrynolog, z którą chcę jeszcze skonsultować kilka kwestii i zapytać o opinię co do propozycji ginekologa. Poza tym w kwietniu w szpitalu ustaliłyśmy, że pod koniec roku podejmę decyzję, w którym kierunku pójdzie moje leczenie.

O pobycie w szpitalu pisałam we wpisie Najwyższy czas.

Rozważam kilka opcji. Wypisuję wszystkie za i przeciw. Na pewno po wizycie u endokrynologa napiszę, na co ostatecznie się zdecydowałam i dlaczego.

Dziś jednak nie o tym. W tym bardzo trudnym dla mnie momencie, kiedy najpierw przeżyłam ogromny stres psychiczny, a teraz mój organizm totalnie się zbuntował, na liście moich priorytetów na pierwszym miejscu znalazła się zasada:

Bądź dla siebie dobra!

Pewnie, praca jest ważna, podopieczni są ważni, rodzina jest ważna, uczelnia też, ale najważniejsza jestem ja. Tym samym w ostatnich tygodniach staram się robić jak najwięcej dla siebie. Od kilku lat kieruję się w swoim życiu zdrowym egoizmem, ale teraz jeszcze uważniej słucham swojego organizmu i odpowiadam na jego potrzeby. Dzięki temu łatwiej przetrwać mi ten trudny czas.

Pomyślałam więc, że podzielę się z Wami kilkoma propozycjami. Drobnymi przyjemnościami. Nagrodami. Większość to naprawdę drobnostki, w dodatku niskobudżetowe, ale mi osobiście poprawiają nastrój i samopoczucie. Nadchodzi weekend, więc mam nadzieję, że skorzystacie z nich i mimo wielu obowiązków zrobicie coś dobrego dla siebie. Tak, większość jest skierowana jednak dla kobiet.

Spotkaj się ze znajomymi!

Od pół roku umawiałam się na spotkanie ze znajomą z liceum i ze studiów historycznych. Zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Nie ukrywam też, że przez te wszystkie problemy zamknęłam się znów w domu. W minionym tygodniu postanowiłam w końcu się umówić na spotkanie i spędziłam z nią, jej synem i mężem bardzo miłe przedpołudnie. Lista osób, z którymi muszę się zobaczyć jest dłuższa, więc obiecałam sobie, że w grudniu nadrobię zaległości.

Wypij dobrą kawę!

Pewnie, mam w domu ekspres do kawy, ale na mieście zawsze smakuje mi lepiej. Bardzo często załatwiając inne sprawy, czy to w Rudzie Śląskiej, czy w Zabrzu czy w Katowicach wpadam po drodze do kawiarni na kawę i przy okazji czytam książkę, gazetę, czy odpisuję na wiadomości. Taka chwila przyjemności w ciągu dnia.

Na uczelnię zabieram kawę na wynos. Najczęściej z Costy, bo tam zawsze bez problemów realizują moją prośbę, by dolać do Americano tylko 50ml mleka :D Czasami odwiedzam inne kawiarnie, jak przykładowo „Bez cukru” w Katowicach.

Zjedz na mieście!

Lubię dobrze zjeść i lubię gotować, ale tak samo lubię jeść na mieście. Kto mnie obserwuje na Instagramie, ten wie, że uwielbiam jeść w „Złotym Ośle” – w wegetariańskiej restauracji w Katowicach. Za obiad z daniem głównym i barem sałatkowym płacę tam tylko 13,90zł, więc nie ma się czemu dziwić, że jestem tam bardzo często. Czasem planuję pójść gdzieś indziej, a i tak koniec końców ląduję w Ośle. Właśnie umówiłam się z koleżanką na obiad przed dzisiejszymi zajęciami na uczelni do Osła i od razu poczułam się lepiej. Jutro też mamy dłuższą przerwę, więc pewnie gdzieś pójdziemy, a w niedzielę to już w ogóle mam wolne i umówiłam się na obiad ze starym znajomym. Cudowna perspektywa dla moich kubków smakowych :D

Ugotuj/upiecz coś dobrego!

Kulinarnie dogadzam sobie również w domu. Nie zaprzeczam. Dodatkowy kilogram nie wziął się z powietrza (już bardziej z wysokiego kortyzolu i związanym z nim notorycznym odczuciem głodu, ale waga w żadnym wypadku nie jest teraz u mnie jakimś priorytetem). Ostatnio upiekłam chociażby chleb gryczany.

Przepis znajdzecie we wpisie „Chleb gryczany”.

Teraz, kiedy temperatury są coraz niższe, rozgrzewam się zupami – krem. Na zdjęciu krem z brokuła, kalafiora i marchewki z soczewicą i płatkami migdałowymi. Uwielbiam. Dziś na kolację mam już ugotowany krem z dynii z kaszą jaglaną.

Inspiracji do swojego menu i jadłospisów dla podopiecznych szukam m.in. w książkach Pawła Zaremby. „Zatrzymaj Hashimoto. Wzmocnij tarczycę” to jego najnowsza pozycja. Jest kilka ciekawych pomysłów, które już wykorzystałam.

Weź gorącą kąpiel!

Nie wyobrażam sobie życia bez wanny. Uwielbiam wieczorem poleżeć sobie w gorącej wodzie, a po wyjściu użyć ulubionych kosmetyków. Ostatnio jestem fanką kokosowego masła do ciała z Bielendy. Uwielbiam jego zapach!

Do włosów używam maseczki nawilżającej ze złotymi algami i kawiorem Biovax. Jako jedyna jest w stanie ujarzmić obecnie moje niesforne włosy.

Ostatnio miałam szczęście, w Rossmannie była promocja i na masło i na maseczki, więc i te przyjemności nie kosztowały mnie dużo. Warto polować na promocje.

Zrób makijaż!

Na co dzień za bardzo się nie maluję, bo pracuję w głównie w domu, a na treningi personalne  raczej też chodzę bez makijażu. Poza tym moje umiejętności też nie są najlepsze. Wystarczy jednak, że nałożę podkład, użyję tuszu do rzęs i pomaluję usta błyszczykiem i od razu czuję się lepiej. Dzięki temu chyba w najgorszym dniu, jeśli chodzi o moje samopoczucie, usłyszałam, że świetnie wyglądam. Przynajmniej tyle.

Pomaluj paznokcie!

Odkąd rozpoczęłam współpracę ze Studiem Urody Sandry Patron i prowadzę tam konsultacje dietetyczne, korzystam z jej usług i robię tam co 3 tygodnie manicure. Planuję jednak wrócić do naturalnych, bo malowanie paznokci mnie uspokaja i lubię częściej zmieniać kolory lakierów niż raz na kilka tygodni, w zależności od nastroju. To też taka chwila dla mnie.

Przeczytaj książkę!

Mam cały stos książek, które czekają na przeczytanie. Przynajmniej pięć rozpoczętych. Jedną w domu, którą podczytuję przed snem. Jedną w torebce, którą czytam w autobusie. Po resztę sięgam w wolnych chwilach. Staram się jednak w miarę możliwości codziennie przeczytać chociaż rozdział.

Sięgam zarówno po książki „z branży”, jak i poradniki psychologiczne. Na moim profilu na Instagramie możecie znaleźć polecane przeze mnie pozycje.

Zrób sobie masaż!

Pewnie, chętnie pojechałabym do SPA i poddała różnego rodzaju zabiegom. Pozozstaje mi opcja niskobudżetowa w formie automasażu rollerem. Rozluźnienie powięzi może nie należy do najprzyjemniejszych, ale chociaż kilkanaście minut dziennie sprawia, że czuję się lepiej.

Ja używam wałków i piłek z firmy BlackRoll, ale spokojnie poradzicie sobie z wałkiem do ciasta i piłeczką tenisową lub gumową.

Poruszaj się!

Ja na ten moment nie czuję się na siłach, aby trenować z obciążeniem. Kiedyś pewnie bez względu na wszystko poszłabym na siłownię, ale ten etap mam już za sobą. Nie zmuszam się, ani nie robię niczego wbrew swojemu organizmowi. Jeśli mam siłę, idę na jogę, na basen lub na spacer. Jeśli czuję się źle, siedzę w domu.

W grudniu niestety nie mam już karty Multisport, bo koleżanka zaszła w ciążę i zrezygnowała ze swojej, więc tym samym i ja, jako jej osoba towarzysząca musiałam zakończyć umowę. Odpada mi więc na razie joga, basen i sauna. Wykupiłam na grudzień tylko karnet na siłownię, gdzie prowadzę treningi personalne. Planuję chodzić tam też na zajęcia zorganizowane „Zdrowy kręgosłup” i „Stretching”, na które już kiedyś uczęszczałam i byłam zadowolona. Miałam iść pierwszy raz dzisiaj, ale wstałam z bólem gardła i zostałam w domu z kubkiem naparu z imbiru.

Poza tym planuję ćwiczyć wieczorami przed snem jogę z Olą Żelazo.

Na moich profilach znajdziecie propozycje planów treningowych wraz z opisami.

Odpuść sobie!

I to chyba kwintesencja bycia dobrą dla siebie. Odpuściłam sobie bycie superzorganizowaną, mającą wszystko dopięte na ostatni guzik, pracującą ponad swoje siły. Jasne, czasami, kiedy widzę wpisy ludzi z branży, że spędzają po kilkanaście godzin w gabinecie, czy są już na dziesiątym szkoleniu w tym miesiącu, to pojawiają się wyrzuty sumienia. Ale szybko mi przechodzi i zaczynam marzyć… o wakacjach. Tak, nie byłam na wakacjach od 4 lat i marzę o tygodniu na plaży. Albo chociaż zabraniu komputera, książek i pracy i przeniesieniu się na jakiś czas nad morze lub w góry. To chyba teraz najlepsze, co mogłabym dać swojemu organizmowi. Wierzę w prawo przyciągania, więc mam nadzieję, że może się uda. A na razie… Jadę na uczelnię. A Wy pomyślcie, co możecie zrobić dla siebie dobrego w ten weekend! Czekam na informację o Waszych planach!

2 thoughts on “Bądź dla siebie dobra!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s