Odpuszczam

Wychodząc w kwietniu ze szpitala umówiłam się z moją endokrynolog prof. Barbarą Zubelewicz-Szkodzińską, że dam sobie ostatnią szansę. Jeśli cykl miesięczny nie wróci do końca roku, wówczas wrócę do syntetycznych hormonów. O pobycie na oddziale endokrynologicznym w Piekarach Śląskich pisałam w artykule „Najwyższy czas…”.

Naprawdę wzięłam sobie do serca wszystko, co pani profesor powiedziała mi w czasie naszej rozmowy w szpitalu. Wszystkie jej zalecenia związane z dietą, suplementacją, leczeniem, aktywnością fizyczną. Z powrotem do równowagi. Po rozmowie przepłakałam kilka nocy, ale zaufałam jej. Krok po kroku wprowadzałam zmiany do swojego życia.

Wróciłam do zbilansowanego jedzenia, opartego na zaleceniach Instytutu Żywienia i Żywności, o czym pisałam w artykule „Lżejsza na wiosnę”. Ograniczyłam treningi siłowe, o czym mogliście przeczytać we wpisie „Więcej nie znaczy lepiej…”. Rozpoczęłam terapię psychologiczną, czym podzieliłam się z Wami pisząc „Pokochaj siebie”. Zaczęłam chodzić na jogę i akupunkturę. Odzyskałam sylwetkę sprzed wszystkich kombinacji dietetycznych, czym pochwaliłam się we wpisie „Podsumowanie redukcji”. Wszystkie zmiany w moim życiu na przełomie ostatniego roku podsumowałam natomiast w artykule „It’s my time!”.

Jeśli chodzi o leczenie, kontynuowałam terapią Letroxem 50mg oraz Glucophage XR 2000mg. Ograniczyłam suplementację do witaminy D3, kwasów omega i witaminy E. Do września czułam się naprawdę dobrze. Wtedy rozchorowałam się i dopadł mnie kryzys, o czym pisałam Wam w poprzednim wpisie „(Zażegnany) kryzys”.

Objawy niskiego poziomu hormonów płciowych dały mi w ostatnich tygodniach ostro popalić. Z bessennością, rozdrażnieniem i wahaniami nastrojów, uderzeniami gorąca i uczuciem nieustannego zmęczenia na czele. Menopauza w przyszłości na pewno mnie niczym nie zaskoczy. Ale w wieku 30 lat? Kiedy chciałabym żyć pełnią życia? Rozwijać swoją wiedzę i firmę, realizować swoje plany i marzenia, osiągać wyznaczone cele? W listopadzie byłam już na prawdę u kresu wytrzymałości.

W styczniu miną trzy lata odkąd po zdiagnozowaniu u mnie niedoczynności tarczycy i Hashimoto za namową mojego pierwszego endokrynologa zdecydowałam się zrezygnować z antykoncepcji hormonalnej. Stosowałam ją przez kilkanaście lat. Ginekolog przepisał mi Novynette w wieku 16 lat ze względu nie nieregularne miesiączki. Może już wtedy zmagałam się z PCOS? Może już wtedy miałam Hashimoto. Nie wiem. Lekarz nie zlecił mi wówczas żadnych badań. Ani hormonów płciowych, ani USG jajników. Ja nie miałam żadnej wiedzy w tym zakresie, a antykoncepcja była dla mnie bardzo wygodna. Przez te lata nie narzekałam na nic. Chodziłam po recepty, łykałam pigułki i nigdy nie myślałam, że po ich odstawieniu będę miała takie problemy z cyklem miesięcznym.

„Walczyłam” w sumie trzy lata. Konsultowałam się z kilkoma ginekologami, endokrynologami i dietetykami. Wypróbowałam różne suplementy. Wydałam na to mnóstwo pieniędzy. Dwukrotnie byłam w szpitalu. Najpierw w styczniu 2016 roku w Katowicach, o czym pisałam w artykule „Wróciłam do punktu wyjścia”. Już wtedy zastanawiałam się nad powrotem do antykoncepcji. O swoich dylemetach pisałam we wpisie „Trudna decyzja”. Zdecydowałam się jednak próbować dalej przywrócić okres naturalnymi metodami. Oczywiście, pojawiały się chwile zwątpienia, ale i nowe nadzieje, jak po wspomnianym pobycie w szpitalu w Piekarach. Wywróciłam swoje życie do góry nogami. Mimo to nie udało się. Ostatnie USG jajników pokazało jednoznacznie, że nie ma szans na miesiączkę.

Udostępniłam swoje ostatnie wyniki na grupie wsparcie na Facebook’u „Zdrowo z MedFood #twojakrew”. Tam zawsze mogę liczyć na pomoc fachowców. Rozmawiałam też godzinami ze znajomymi dietetykami. Może to jednak borelioza i konfekcje, nad czym zastanawiałam się już przed rokiem (pisałam o tym w artykule „Borelioza?”)? Może powinnam jeszcze zrobić tomografię? Całkowicie zrezygnować z glutenu w związku z celiakią (o wynikach badań genetycznych pisałam we wpisie „Badania genetyczne w TestDNA”)? Skonsultować się z ginekologiem/endokrynologiem, który stosuje terapię niskimi dawkami Naltrexonu? Podjąć współpracę z kolejnym dietetykiem specjalizującym się w zaburzeniach miesiączkowania? Przytyć? Całkowicie zrezygnować zaktywności fizycznej? Wprowadzić nowe suplementy? Cieszę się, że tak wiele osób chciało mi pomóc, za co jestem im ogromnie wdzięczna, ale miałam już totalny mętlik w głowie.

Popytałam jednak wśród znajomych o dobrego ginekologa specjalizującego się w leczeniu zaburzeń miesiączkowania. Pojawiły się konkretne opcje z Warszawy lub Wrocławia. Ostatecznie zdecydowałam się skonsultować z ginekologiem/endokrynologiem w jednej z klinik leczenia niepłodności na Śląsku. Pod koniec listopada pojechałam do Mysłowic. Pan doktor przejrzał moje wyniki i zaproponował wywołanie miesiączki Clostilbegytem (3-7.12.), Deksametazonem (1-13.12.) i Luteiną (18-25.12.). Jednocześnie 12. lub 13. grudnia zalecił wykonanie badania poziomu estrogenów i progesteronu oraz kontrolne badania USG. Jeśli miesięczka się nie pojawi, miałabym powtórzyć cykl w styczniu. Dla poprawy pracy tarczycy zaproponował kurację jodem w postaci Jodidu 200mcg.

Po wyjściu z kliniki pomyślałam, że w sumie to nie mam nic do stracenia i spróbuję. Do 1. grudnia pozostało jednak kilka dni, więc miałam jeszcze czas na przemyślenie sytuacji. Doszłam do wniosku, że nie chcę brać sterydów (Deksametazon). Już raz endokrynolog, z którym się konsultowałam zalecił mi Hydrokortyzon, co później moja pani profesor skrytykowała i stwierdziła, że podjęłam słuszną decyzję, nie decydując się na rozpoczęcie leczenia. Zaczęłam się obawiać również kuracji jodem, która w Hashimoto może przynieść więcej złego, niż dobrego. Tym bardziej, że autoagresja znów się uaktywniła. Zaczęłam się też zastanawiać, co dalej. Wywołam jednorazowo miesiączkę, ale to nie przywróci jej przecież na stałe. Ginekolog stwierdził, że zdecydujemy na wizycie kontrolnej, ale wspomniał o kremie z progesteronem i naturalnych estrogenach, jako alternatywie dla Hormonalnej Terapii Zastępczej.

Ostatecznie postanowiłam, że poczekam do wizyty u prof. Zubelewicz-Szkodzińskiej i zapytam ją o zdanie. W końcy byłyśmy umówione, że zdecydujemy, co dalej właśnie pod koniec roku. W minioną środę pojechałam do Bytomia. Pani profesor podkreśliła, że cieszy się, że jej zaufałam, że czytała mojego bloga i jest pełna podziwu dla wszystkich zmian w moim życiu. Powiedziała nawet, że wyglądam o wiele bardziej kobieco, niż wcześniej. Zapytała jednak, czy nie mam depresji. Odpowiedziałam, że owszem, w przeszłości miałam stany depresyjne, ale teraz po prostu jestem już strasznie zmęczona wszystkimi objawami.

W każdym razie pani profesor stwierdziła, że skoro terapia Glucophage nie przyniosła żadnych skutków, to nie PCOS jest wszystkiego winne, a niestety „zaburzenia podwzgórzowo-przysadkowe”. Uznałyśmy więc, że odstawię lek (ostatecznie zdecydowałam, że powoli będę schodzić z dawki).  Jednocześnie powiedziała, że to dla niej porażka, ale najlepszym rozwiązaniem dla mnie w tym momencie jest włączenie terapii hormonalnej. Że po prostu muszę „odpocząć”. Wywoływanie miesiączki i owulacji na ten moment nie ma sensu, skoro nie planuję dzieci. Jeśli kiedykolwiek będzie inaczej, wtedy mogę podjąć się współpracy z ginekologiem, u którego byłam. Absolutnie odradziła włączanie suplementacji jodem. Zasugerowała natomiast, że jeśli lepiej się czuję przy niższym TSH (ostatnio w wynikach miałam 2,69 uIU/ml), to mogę zwiększyć Letrox do 75mg (ok, sama sobie już wcześniej zwiększyłam dawkę, więc cieszę się, że pani profesor zaproponowała to samo). Przynajmniej na razie, dopóki nie odzyskam sił. Zdrowy organizm wydziela tyle hormonów, ile w danej sytuacji potrzebuje. Przy syntetycznych trzeba niestety umiejętnie manipulować dawką.

Muszę przyznać, że o powrocie do antykoncepcji myślałam od dłuższego czasu i pani profesor tylko mnie utwierdziła w mojej decyzji. Muszę przyznać, że autentycznie odetchnęłam z ulgą. W tym momencie po prostu nie mam już siły, żeby zmagać się z objawami „menopauzy”. Nie żałuję jednak w żadnym wypadku tych trzech lat. Nie mam sobie nic do zarzucenia, bo nie poszłam łatwą drogą. Spróbowałam, szukałam i zrobiłam dla siebie bardzo dużo. Nie udało się.

Muszę przyznać, że ze względu na bloga czułam poniekąd presję, że powinnam próbować dalej naturalnie. Że poddając się, zawiodę Was. Powiedziałam o tym pani profesor, rozmawiałam też o tym z moimi znajomymi. Doszłam jednak do wniosku, że najważniejsza w tym momencie jestem ja i moje samopoczucie. Przykro mi, jeśli odbierzecie to inaczej. Też wolałabym nie wracać do syntetycznych hormonów, ale po prostu teraz ich potrzebuję. Muszę mieć siły do nauki i pracy. Nigdy nie podważałam medycyny konwencjonalnej. Dzięki moim problemom zdrowotnym i poszukiwaniom dla siebie najlepszych rozwiązań zrozumiałam jednak, jak duże znaczenie odgrywa odpowiednia dieta, suplementacja, aktywność fizyczna, regeneracja i powinno się łączyć naturalne metody z konwencjonalnymi. Ba, przez to wszystko zmieniłam zawód. Zrobię więc wszystko, by przeciwdziałać ewentualnym skutkom ubocznym. Będę systematycznie się badać, dbać o wątrobę, poziom witamin w organizmie. Może za jakiś czas uznam, że chcę spróbować jeszcze raz. Nie wykluczam tego.

W miniony piątek byłam u ginekologa z NFZ. Chodziłam do niego przez lata. W ostatnim czasie głównie na kontrolne USG, bo zawsze wykonuje w czasie wizyty i nie trzeba się nigdzie dodatkowo umawiać, jak w niektórych poradniach. Powiedziałam, że po rozmowie z endokrynologiem zdecydowałam się wrócić do antykoncepcji. Pani profesor jednak zaleciła, aby skonsultować z nim formę. Zaproponowałam Novynette, które stosowałam wcześniej i dobrze się po nich czułam. Nawet nie zerknął na wyniki. Przepisał od razu receptę na trzy miesiące. Zapytałam jedynie, czy jest taka możliwość, że w pierwszej przerwie nie pojawi się miesiączka z odstawienia. Mówił, że nie. Jednocześnie powiedział, że nie mam się martwić, jeśli wcześniej pojawią się jakieś plamienia.

Nie martwcie się. Nie zacznę teraz trenować, jak kiedyś po sześć razy w tygodniu, ani nie planuję dalszej redukcji. Ostatnie trzy lata nauczyły mnie, że najważniejsza w życiu jest równowaga. Swoim podopiecznym również nie będę zalecać antykoncepcji bez próby naturalnego przywrócenia miesiączki. Czasem jednak trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw i po prostu odpuścić…

Reklamy

14 thoughts on “Odpuszczam

  1. Pingback: Poszukiwań ciąg dalszy | Joanna Haśnik

  2. Trzymam mocno kciuki za Ciebie, jesteś bardzo mądrą i dzielną dziewczyną bardzo dobrze rozumiem Twoją sytuację, gdyż sama mam problemy hormonalne, PCOS i w związku z tym zespół zaburzeń. Chciałam Ci podziękować za całokształt Twojego bloga pomaga na pewno wielu dziewczynom o podobnej sytuacji. Teraz jest to temat rzeka i trudny za 20 30 lat myślę, że diagnostyka naszych problemów z leczeniem będzie bardzo do przodu. Wszystkie problemy które poruszasz to samo życie. Sama mam powrót do tabletek i nie wiem czy mam dobry skład czy to kolejne faszerowanie a Tobie co dobrał lekarz masz może coś nowoczesnego o dobrym składzie? Pozdrawiam Cię serdecznie!

  3. Decyzja trudna ale rozumiem o czym piszesz bo sama mierzyłam się z podobnym problemem i wiem jak niski poziom estrogenów może namieszać. A jak oceniasz inofem, o którym pisałaś kilka miesięcy temu? To miała być chyba roczna kuracja?

  4. Kurcze, widzę ile to pracy Cię kosztuje, żeby odwrócić sytuację ale zastanawiam się po co potrzebny jest okres sztucznie wytworzony hormonami? Czy to nie to samo jakby sie go w ogole nie miało? Co taki „tabletkowy” okres da, oprócz psychicznego komfortu?

      • Nie wspominalas o zlym samopoczuciu calcazy czas z powodu braku tych hormonów. Taka sztuczna modulacja nimi nie jest bardziej ryzykowna?

        • Były lepsze i gorsze momenty. Ostatnio niedobór estrogenów dał mi mocno popalić. Antykoncepcję stosowałam kilkanaście lat, zanim zdiagnozowano u mnie niedoczynność i Hashimoto i czułam się bardzo dobrze. Teraz też powoli odzyskuję energię do życia :)

  5. Jestes przefantastyczna, jestes madra, jestes piekna, jestes kopalnia wiedzy, jestes profesjonalna, jestes najlepsza wersja siebie.
    Nie daj sobie wmowic, ze jestes gorsza, nie jestes prawdziwa kobieta, ze sie poddajesz!!
    Tylko Ty wiesz jak jest naprawde.
    Nie tlumacz sie przed nikim, nie warto.
    Ludziom nie dogodzisz, a zwlaszcza eko wariatom i temu calemu szalenstwu tera.
    Tylko Ty i wylacznie Ty (i Twoi lekarze) wiecie co jest najlepsze.
    Boze teraz jest taka moda, wszystko robie sam, jestem najlepszym pracownikiem, wiecznie nie mam czasu, jestem taaaki zapracowany, jestem najlepsza matka, rodzilam naturalnie! Karmie tylko piersia! Gotuje tylko zdrowe rzeczy! Zwariowac mozna.

    Masz byc Ty i tylko Ty. Nie patrz na to co powiedza/pomysla inni.

    • Masz 100-procentową rację. Nawet dziś czytałam w Gazecie Wyborczej artykuł o ortoreksji, że to wszystko nie idzie w dobrą stronę. Pani profesor powiedziała mi w kontekście odczuwanej presji, że moim jedynym zadaniem jako blogerki jest promowanie zdrowego rozsądku, stąd ten wpis. Dziękuję Ci za miłe słowa :*

      • Tak, ja to znam z wlasnego podworka. Mialam cesarke – nie jestem prawdziwa matka.
        Karmilam prawie rok dwojke to dla jednych za dlugo, dla innych za krotko. A ja karmilam z czystego lenistwa, bo latwiej wystawic cycka niz robic mleko. Ale jakbym nie mogla karmic to bym robila to mleko bez wurzutow sumienia. Wybralam bycie z dziecmi w domu, opieke nad nimi i wychowywanie ich zamiast pracy i obcej osoby w domu z dziecmi. To jestem beznadziejna, nie mam ambicji, nie chce mi sie pracowac! Jakbym poszla do pracy i widziala dzieci 2 godziny dziennie to tez bylabym wyrodna matka.
        Wiecznie zle!
        Co bys nie zrobila to zle.
        Dajmy kazdemu z osobna mozliwosc decydowania o sobie.
        Uwielbiam Twoje posty. Sama jestem jeszcze za ciezka po ciazach, zle sie z tym czuje. Robie co moge i dupa.
        Ale jak czytam co u Ciebie to tak sie ciesze jakby to byly moje sukcesy.
        A to wyjatek, bo jestem wredna i nie ciesze sie z sukcesow innych :p

  6. Współczuje samopoczucia bo to ciężka decyzja. Wiem jak to jest jak człowiek czuje się. Sama mam pakiet chorób, że się odechciewa. Sama rozważałam powrót do tabletek anty, ponieważ miałam 5 dni plamień i bólu brzucha przed okresem plus 6 dni okres……….. PMS taki, że sama ze sobą wytrzymać nie mogłam.

    Jeżeli chodzi o terapie LDN, to stosuję i chwalę sobie. Śpię dużo lepiej, w końcu mam jakieś sny czyli wchodzę w głęboką fazę snu. Mam więcej energii w ciągu dnia i plamienia przed @ bardzo się zmniejszyły. Też niski progesteron spowodowany tym, że kortyzol u mnie szalał. Jestem spokojniejsza, szczęśliwsza, mniej nerwowa, nie mam natłoku myśli, ataków paniki.
    Szkoda tylko, że tak ciężko ldn zdobyć, sama nakombinowałam się strasznie (załatwione po znajomości). Zaopatrzyłam się lekiem na najbliższe 2 lata i dopiero wtedy rozpoczęłam terapie.

    Trzymam kciuki, mam nadzieję, że będziesz się czułą dużo lepiej na tabletkach!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s