Noworoczne postanowienia

Nigdy nie spisywałam noworocznych postanowień. Pierwszy dzień Nowego Roku nigdy nie był dla mnie jakimś przełomowym momentem. Jeśli coś postanawiałam, to działałam od razu. Nie odkładałam niczego na styczeń.

Dzięki temu w ostatnich miesiącach w moim życiu zmieniło się naprawdę sporo. Opisałam wszystko w tekście „It’s my time”, odpuściłam więc sobie podsumowanie roku. Poza tym nie chcę patrzeć już wstecz. Kolejny raz przerabiać to, co było. Chcę działać. Rozwijać się. Spełniać marzenia.

W ostatnich dniach sporo myślałam o tym, co chciałabym w Nowym Roku zrobić. Na co zwrócić większą uwagę. Czemu poświęcić więcej czasu. Jakie cele osiągnąć. Dla większej mobilizacji postanowiłam spisać wszystkie swoje plany, marzenia i cele na 2018 rok. Każdy napisałam na żółtej, samoprzylepnej karteczce i powiesiłam nad biurkiem. Dzięki temu wszystko mam cały czas na widoku i o niczym nie zapomnę. Część już wprowadzam powoli w życie.

Wierzę, że jeśli czegoś bardzo chcemy, to świat będzie nam sprzyjał. Postanowiłam więc podzielić się z Wami swoimi postanowieniami. A nuż dzięki temu otworzą się dla mnie jakieś drzwi.

Kolejność przypadkowa.

Nie będę „marnować” tyle czasu w sieci!
Nie ma co ukrywać, spędzam dużo czasu przy komputerze, z telefonem w ręku, przeglądając tablicę na Facebook’u czy Instagramie, odtwarzając InstaStory lub Snapchat’a. Oczywiście, powinnam być na bieżąco z informacjami ze świata dietetyki i treningu, ale zdecydowanie muszą ograniczyć ilość czasu spędzanego w sieci. W ostatnich tygodniach coraz częściej łapałam się bowiem na tym, że wieczorem przed snem zamiast poczytać jedną z pięciu rozpoczętych książek, oglądałam InstaStory. Zamiast włączyć jakiś webinar i rozwijać swoją wiedzę, śledziłam Snapchata. Jasne, też nie chcę przegiąć w drugą stronę, bo przyznam szczerze, że przerażają mnie trochę wpisy koleżanek i kolegów po fachu o pracy od 6 do 22 w gabinecie i nie zamierzam w ogóle wylogować się z sieci. Muszę tylko dokonać w końcu selekcji, przestać obserwować nic nie wnoszące do mojego życia profile czy osoby i odejść z kilku grup na Facebook’u. W tamtym roku w czasie sesji wyłączyłam też wszystkie powiadomienia na telefonie z portali społecznościowych, które rozpraszały moją uwagę i przeglądałam tablicę tylko raz, dwa razy dziennie, np. w czasie jazdy autobusem. Myślę, że to rozwiązanie muszę wprowadzić w życie na stałe.

Założę profile firmowe!
Muszę też w końcu oddzielić swoje życie prywatne od zawodowego i założyć profile firmowe. Długo się przed tym broniłam, ale jeśli chcę rozwijać swoją firmę, to nie mam innego wyjścia. Gdy tylko będę miała odpowiednie środki finansowe, chciałabym nawiązać współpracę z grafikiem, który zrealizuje wszystkie moje pomysły i potrzeby z tym związane.

Rozwinę swoją firmę!
Generalnie, bardzo bym chciała rozwinąć firmę. Żebym nie musiała się co miesiąc martwić, czy wystarczy mi na rachunki. Pierwszy rok przeznaczyłam na „rozruch”, głównie ze względów zdrowotnych, bo nie ma co ukrywać, nie czułam się na tyle dobrze, by pracować na 100 procent. Odrzuciłam przez to kilka biznesowych propozycji. I w sumie nadal nie czuję się najlepiej, ale wierzę, że to się zmieni i będę mogła poświęcić firmie więcej energii. Na co dokładnie? Na zmianę bloga w portal (choć tutaj akurat decydujące są koszty), szeroko pojętą reklamę i marketing, zwiększenie ilości konsultacji stacjonarnych w gabinecie (a może kolejne punkty w miastach ościennych), organizację „Dni otwartych” i prelekcji/warsztatów, udział w eventach/spotkaniach/imprezach w Rudzie Śląskiej, Zabrzu, Katowicach i miastach ościennych czy nawiązanie współpracy ze specjalistami, do których będę mogła odsyłać swoich pacjentów. Tutaj akurat mam odrębny „biznesplan”.

Będę więcej pisać!
Najważniejsze jednak, żebym w końcu się zmobilizowała i wróciła do systematycznego pisania na blogu, w szczególności merytorycznych artykułów o żywieniu treningu i zdrowiu, ale i o tematyce psychologicznej czy lifestyle’owej. Krócej, ale częściej. To podstawa. Od dawna mam całą listę tematów, a przez ostatnie pół roku nie skreśliłam żadnego. Biję się w pierś i obiecuję poprawę.

Będę więcej czytać!
Czas, który zaoszczędzę ograniczając przeglądanie portali społecznościowych chciałabym poświęcić również w dużej mierze na nadrobienie zaległości książkowych. Może nie teraz, kiedy wielkimi krokami zbliża się sesja i wkrótce pochłonie mnie „Prawo i ekonomika w ochronie zdrowia” czy inne arcyciekawe przedmioty z tego semestru, ale jak tylko „zakuję, zdam i zapomnę” (serio, z tego semestru nic mi się nie przyda na co dzień w pracy) to muszę w końcu skończyć czytać wszystkie te rozpoczęte pozycje i zabrać się za te, które czekają w kolejce. Na szkolenia za bardzo nie mam środków finansowych, więc głównie z książek czy artykułów w sieci rozwijam teraz swoją wiedzę. W sumie minimum raz w miesiącu mogłabym się też pokusić o zakup webinaru, bo nie wiem, jakie Wy macie odczucia, ale moim zdaniem, to właśnie z webinarów można wynieść najwięcej. Oczywiście, mam na myśli nagrania od MedFood czy Akademii Dietetyki Sportowej, które mają wysoką wartość merytoryczną.

Zrobię remont w pokoju!
Mój pokój nie widział remontu od dobrych kilku, kilkunastu lat. Dlatego cały czas nie mogę zdecydować się na organizację live’a na Instagramie czy Facebook’u, bo po prostu jest mi wstyd pokazywać się na takim tle. Ojciec już dawno namawiał mnie na remont, panele na podłogę od lat czekają w piwnicy, ale ja cały czas powtarzałam, że się wyprowadzam i nie ma sensu wyrzucać pieniędzy. Jak wiecie, nigdzie się nie wyprowadziłam i raczej się nie zapowiada, zarówno ze względów ekonomicznych, jak i praktycznych, choć jest to jeden z moich najważniejszych długofalowych celów, choć może jeszcze nie na 2018 rok. Kiedy latem ubiegłego roku w końcu chciałam się zabrać za remont, to znów okazało się, że ojciec ma nawrót raka i nawet nie podejmowałam tematu. Całe święta znów spędził w szpitalu, na gastroenterologii, ale mam nadzieję, że już będzie lepiej i na wiosnę ruszymy w remontem. Z dotacji mam kupione część mebli biurowych, które czekają na rozpakowanie. Dzięki remontowi będę mogła niewątpliwie polepszyć jakość swoich zdjęć na blogu czy Instagramie, bo teraz za bardzo nie mam ich gdzie robić. W sumie, kuchnię i łazienkę też musielibyśmy wyremontować :D Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Spłacę kredyty i nie wezmę nowego!
Kiedy dzwoni do mnie pani z propozycją kolejnego kredytu, to odpowiadam zawsze, że o niczym innym nie marzę, jak tylko o tym, aby spłacić swoje obecne. Naprawdę. Dobre kilka lat temu, jadąc w jedno lato drugi raz na Majorkę wzięłam kredyt. Pracując w Górniku zarabiałam najniższą krajową, non stop brakowało mi pieniędzy, więc średnio co pół roku go zwiększałam, przenosiłam do innego banku, zmniejszałam raty. Nawet nie liczę, ale myślę, że przez moje nieprzemyślane decyzje oddałam już do banku dobre kilkanaście tysięcy. Latem ubiegłego roku obiecałam sobie, że koniec z życiem na kredyt. Jak nie mam na spodnie, to ich nie kupuję. Spłacam kredyty, bo ostatecznie zostały mi dwa i nie zaciągam nowych. Jak na razie mi się to udaje. W czerwcu zapłacę ostatnią ratę jednego kredytu. Chciałabym jednak do końca roku przeznaczać taką samą kwotę na spłątę zobowiązań, jak teraz i dzięki temu spłacić przed terminem drugi. To będzie dla mnie naprawdę ogromna ulga. Zarówno, jeśli chodzi o miesięczne koszty stałe, jak i psychiczna. W każdym razie, nigdy więcej nie popełnię już takich błędów, jak kiedyś i nie będę podejmować tak pochopnych decyzji finansowych. Kartę kredytową mam, bo dzięki niej w gorszych chwilach mam co jeść, ale w żadne kredyty już się więcej nie zamierzam pakować.

Zainwestuję w swój wygląd!
W poprzednim roku wszystkie nadwyżki finansowe przeznaczyłam na rozwój, że tak powiem duchowy. Mam tutaj na myśli głównie psychoterapię. Na ubrania wydałam może kilkaset złotych. Raz byłam u fryzjera. Kilka razy na paznokciach (ostatnio zdjęłam paznokcie żelowe, bo stwierdziłam, że to jednak zbędny stały koszt, a poza tym malowanie paznokci mnie uspokaja). W tym roku postanowiłam przeznaczać jednak więcej pieniędzy na buty, ubrania i inne dodatki. Przedwczoraj przemogłam swoją niechęć do wyprzedaży (jak widzę te tłumy ludzi i niepoukładane ubrania to uciekam) i ruszyłam z mamą do centrum handlowego w mojej dzielnicy (pięć sklepów na krzyż, ale wolę takie małe centra). Kupiłam joggery za 49zł, obniżone z 139zł i stwierdziłam, że w sumie warto skorzystać z obniżek i może w niedzielę ruszę na Katowice po buty. Chodzi też za mną fryzjer i skrócenie włosów do ramion, ale to jeszcze muszę się z tym przespać.

Ograniczę chodzenie w dresach!
Śmiejcie się, ale chodzę głównie w dresach. Układając diety w domu, zdarza mi się do 17:00, kiedy wychodzę na trening personalny chodzić w piżamie. Rzadko kiedy ubieram sukienki czy buty na obcasach. I muszę to zmienić. Jasne, nie będę szła ze śmieciami w pełnym makijażu, ale muszę trochę wyjść z tych „bawełnianych gaci”. Latem ubiegłego roku miałam okres, kiedy czułam się znowu, jak milion dolarów, ale od sierpnia wraz z kolejnym życiowym kryzysem znów zaszyłam się w domu w szlafroku. Niestety, ale kiedy czujesz się jak kupa to nawet makijaż i szpilki nie pomogą. Jest już na szczęście lepiej i powoli znów z chęcią oglądam modowe strony, blogi i działy w czasopismach. Tak, wbrew temu, jak wyglądam, zawsze interesowałam się modą i śledziłam trendy, miałam nawet epizod bycia „szafiarką”, a na zakupach jestem strasznie wybredna i bardzo niewiele rzeczy mi się podoba. Szczególnie na mnie, bo na manekinach to jeszcze jakoś więcej.

Wyjdę do ludzi!
Latem wróciłam do życia, jednak jak wiecie spotkało mnie spore rozczarowanie związane z relacją damsko-męską i ogromny zawód ze strony „przyjaciółki”. Do tego doszedł kryzys w terapii i fatalne samopoczucie, co sprawiło, że znów nie małam ochoty na życie towarzyskie. Siłownia, gabinet, uczelnia, zakupy, joga, czasem restauracja i kawa na mieście. Głównie sama lub z najbliższą przyjaciółką. I w dresie. Jasne, lubię spędzać czas ze sobą, ale potrzebuję znów jakiejś odskoczni. Chcę poznawać nowych ludzi. Spędzać miło czas. Przeżyć coś fajnego. Obiecałam sobie, że chociaż raz w tygodniu wyjdę do ludzi. Spotkam się ze znajomymi, a mam w tym temacie sporo zaległości, zarówno jeśli chodzi o ludzi z liceum, studiów, harcerstwa czy Górnika. Pójdę na jakiś koncert. Do kina. Na wystawę. Spotkanie z autorem w Empiku. Degustację kawy. Cokolwiek. Ubiorę się ładnie, pomaluję i przeżyję coś fajnego.

Będę poznawać nowe smaki!
Kto obserwuje mnie na portalach społecznościowych ten wiem, że uwielbiam jeść w „Złotym Ośle”, wegetariańskim barze w Katowicach. Następny wpis będzie o moim obecnym jadłospisie i zmianach w diecie. W każdym razie, uwielbiam tamto jedzenie, ale chciałabym w końcu popróbować nowych smaków. Mam całą listę restauracji do odwiedzenia. Jasne, nie jest to tania sprawa, bo takie wyjście do minimum 50zł, ale obiecałam sobie, że raz na jakiś czas będę odwiedzała nowe miejsca i oczywiście zdawała Wam relację na moich profilach. Mam nadzieję, że będzie to też okazja do spotkań z dawno niewidzianymi znajomymi.

Urozmaicę swoją dietę!
Jak ostatnio pisałam na profilach, szewc bez butów chodzi i moja dieta jest bardzo prosta, oparta na małej ilości produktów, po których czuję się dobrze i które mi smakują i szybka w przygotowaniu. Nie lubię spędzać zbyt wiele czasu w kuchni. Postanowiłam to zmienić i więcej eksperymentować. Obiecałam sobie, że przynajmniej raz w tygodniu przygotuję jakiś nowe danie. Staram się też wprowadzać rotacyjnie nowe produkty, ale o tym napiszę Wam niedługo na blogu.

Jednym z moich postanowień noworocznych jest urozmaicenie mojej diety 😂 Tak, szewc bez butów chodzi 😉 Zazwyczaj jem prosto, szybko i w oparciu o krótką listę produktów, które lubię i po których dobrze się czuję. W każdym razie obiecałam sobie, że będę więcej eksperymentować w kuchni. Tym samym dziś na obiad zrobiłam curry z soczewicą, szpinakiem, batatami i cukinią z brązowym ryżem. Wyszło gęste, rozgrzewające i lekko ostre. Takie, jak lubię 😋 Przepis na 3 porcje, każda ok. 450kcal (13gB, 17gT, 70gW): – na patelni rozgrzać 3 łyżeczki oliwy z oliwek (ok. 15g), – na oliwę wrzucić posiekaną cebulę i czosnek, – dodać przyprawy: pasta curry, kurkuma, cynamon, ostra papryka, czarnuszka itp. i podsmażyć, – dodać pomidory z puszki (ok. 400g), – wlać mleko kokosowe (ok. 150ml), – dodać rozmrożony szpinak (ok. 100g), – dodać pokrojoną cukinię (ok. 300g), całość dusić ok. 10 minut, – dodać ugotowany wcześniej na parze lub upieczony w piekarniku batat (ok. 300g), – dodać soczewicę konserwową lub ugotowaną (ok. 150g) i dusić do miękkości, – podawać z ryżem brązowym (ok. 30g). P.s. Nowych smaków mam oczywiście zamiar szukać również w restauracjach, bo uwielbiam jeść na mieście. Apropo curry, muszę w końcu odwiedzić @hurrycurrypl 😎 #curry #sweetpotatoes #potatoes #zucchini #tomatoe #coconutmilk #dinner #lentils #vege #vegetables #vegan #recipe #diet #nutrition #nutritionist #dietetyk #dietetics #hashimoto #thyroid #pcos #diabetes #blog #blogger #glutenfree #highcarb #health #instafood #foodstagram #foodporn

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Będę więcej podróżować!
Na wakacjach nie byłam od dobrych pięciu, czy sześciu lat. Od tego lata, kiedy najpierw w czerwcu, potem we wrześniu byłam na Majorce. Ba, nie byłam nawet na żadnym weekendowym wypadzie, który nie był związany ze szkoleniem czy kursem. Ani na jednodniowej wycieczce w górach. Oczywiście, marzę w końcu o zagranicznych wakacjach all inclusive, najlepiej w Hiszpanii, ale poza tym chciałabym odwiedzić w końcu Gdańsk i zobaczyć znów polskie morze i pojechać do Pragi oraz Lwowa. To takie trzy miejsca, które od dawna chodzą mi po głowie. Poza tym chciałabym częściej jeździć w góry, jak za starych dobrych czasów harcerstwa.

To tyle. Nie stawiam sobie zbyt wygórowanych celów, niemożliwych do realizacji. Inna sprawa, że w ciągu roku pewnie pojawią się nowe marzenia i plany. Wszystko zweryfikuje życie. Oby los był dla mnie w tym roku łaskawy. I dla Was również. Wszystkiego dobrego!

Reklamy

7 thoughts on “Noworoczne postanowienia

  1. Asiu, trzymam kciuki za realizację postanowień noworocznych.
    P.S. Waga kupiona czekam na dostawę, raz jeszcze dziękuję za pomoc w wyborze.
    P.S2. Chętnie pomogę w zrealizowaniu ostatniego postanowienia i zapraszam do Holandii 🙂

  2. Lubię Twoje wpisy. Świetnie się je czyta, masz niesamowicie lekkie pióro. I zawsze uderza mnie ta szczerość z jaką piszesz. W zalewie rozmaitych wpisów i fotorelacji, gdzie ludzie nagminnie koloryzują rzeczywistość, u Ciebie jest prawda, bez lukrowania, upiększania. Bardzo to cenne. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

  3. Pozwolę sobie na komentarz :) Mam całkowicie odmienne podejście czyli ogromną wagę przywiązuję do planowania, praktycznie większość rzeczy nawet tych najdrobniejszych mam zaplanownych i to możliwie precyzyjnie bo nie da się realizować celów ogólnych. Każdego dnia mam jakieś cele i kolejno je realizuję. Różnica jest znaczna pomiędzy „obowìązkowo we wtorek i czwartek udostępniam wpis na ten i na ten temat” a „w tym tygodniu rozwijam bloga”. Robię tak bo to moim zdaniem najskuteczniejsza metoda. Właśnie przeciwko marnowaniu czasu w mediach społecznościowych, youtubach i innych. Pewnie czasem tak masz, że nie wiesz w co włożyć ręce, a ja dzięki liście zadań codziennie wiem ;) Po prostu realizuję to co uznałem dzień/tydzień wcześniej za priorytetowe i zgodne z jakimś tam ogólnym kierunkiem. To może wydawać się dziecinne i głupie ale skoro działa to chyba takie nie jest? ;D Czytając Twój wpis zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz. „Nie stawiam zbyt wygórowanych celów, niemożliwych…” czemu? Postaw cel niemożliwy x2 i jeśli go zrealizujesz w 50% będziesz dalej niż po realizacji 100% „realnego” :D Nie traktuj proszę moich słów jako jakieś tam motywacji, czepiania się słów albo wymądrzania bo to bardziej takie moje zwykłe przemyślenia ;) A byćmoże będą pomocne ;) Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s