Zostałaś wegetarianką?

Asia, zostałaś wegetarianką? Nie jesz już mięsa, ani ryb? – takie pytania ostatnio dostaję bardzo często na Instagramie czy Facebook’u, kiedy udostępniam zdjęcia swoich posiłków. Postanowiłam się więc do nich odnieść i opisać pokrótce, jak obecnie wygląda mój jadłospis.

Nie, nie zostałam wegetarianką. Oczywiście, nie mam nic przeciwko temu sposobowi odżywiania, co więcej ma one sporo zdrowotnych korzyści i uznawany przez światowe towarzystwa za jedną z najdrowszych diet. Uwielbiam wegetariańskie jedzenie, kocham warzywa, owoce, rośliny strączkowe czy orzechy, ale w swoim życiu dążę do równowagi i nie chcę popadać już w żadne skrajności. Na samo wspomnienie o diecie ketogenicznej i ogromnych ilościach boczku i kabanosów ze smalcem robi mi się niedobrze, ale z drugiej strony lubię jajka, mięso, ryby, czy krewetki i nie potrafiłabym z nich całkowicie zrezygnować.


Po lekturze tej książki wiele osób zdecydowało się wyeliminować mięso ze swojego jadłospisu. Też mi to przeszło przez myśl szczerze mówiąc, ale ostatecznie wygrał zdrowy rozsądek. Czytaliście?

Swego czasu produkty będące źródłem białka zwierzęcego jadłam w każdym z czterech posiłków. To było jednak dla mnie za dużo i tak, jak pisałam Wam w kwietniu zeszłego roku w artykule „Lżejsza na wiosnę” był czas, że nie mogłam już patrzeć na mięso. Pani prof. Zubelewicz-Szkodzińska, moja endokrynolog, kiedy wychodziłam ze szpitala dała mi jasno do zrozumienia, że czas najwyższy zmienić dietę i oprzeć się na zaleceniach Instytutu Żywienia i Żywności w kwestii rozkładu makroskładników (tutaj możecie przeczytać najnowsze zalecenia). Ograniczyłam ilość białka zwierzęcego i włączyłam rośliny strączkowe, które odstawiłam po zdiagnozowaniu Hashimoto mimo, że nie powodowały u mnie żadnych zaburzeń ze strony układu pokarmowego. Utrzymałam jedynie eliminację glutenu, choć coraz częściej wprowadzam produkty żytniepo których czuję się dobrze. Co do nabiału i serów, od czasu do czasu zdarza mi zjeść, ale jako dodatek do posiłku.

Po wyjściu ze szpitala i zmianie diety schudłam w ciągu 5 miesięcy aż 7kg, a w sumie przez rok 13kg. Wróciłam do swojej wagi sprzed wszystkich kombinacji dietetycznych. O szczegółach możecie przeczytać we wpisie „Podsumowanie redukcji”. We wrześniu zakończyłam redukcję i  weszłam na zerowy bilans kaloryczny, który staram się cały czas utrzymywać, choć z tym różnie bywa, ale o tym planuję jeden z kolejnych wpisów. W każdym razie, mój rozkład makroskładników w ciągu dnia niezmiennie od kwietnia kształtuje się na poziomie ok. 20% białka, 30% tłuszczy i 50% węglowodanów. Wiadomo, czasem zjem więcej białka, czasem tłuszczy, innym razem węglowodanów, ale nie są to duże wahania. Bilans tygodniowy, który jest dla mnie priorytetowy zazwyczaj się zgadza. Cały czas korzystam z aplikacji Fitatu, o której pisałam w artykule „Czy wiesz, ile jesz?” i dzień wcześniej planuję swoje menu.


W nowej aktualizacji programu pojawiło się 7 nowych opcji, w tym eksport danych do pliku, możliwość ustawienia indywidualnych celów dziennych, godzin posiłków, generowania raportów produktów, podsumowań dla dowolnego okresu czasu, wykresów spożycia. Niewątpliwie usprawni to współpracę z moimi podopiecznymi i raportowanie. Niestety, w płatnej opcji Premium, ale myślę, że warto zainwestować te kilkanaście złotych miesięcznie. 

Wstyd się przyznać, ale mam dość wąską grupę ulubionych posiłków. Można powiedzieć, że szewc bez butów chodzi. Odkąd pamiętam moja dieta była jednak mało urozmaicona. Moja mama do dziś wspomina, jak po przyjeździe z „Zielonej szkoły” nauczycielka zapytała ją, czy ja coś jem poza ziemniakami :D Jadłam, ale tego akurat na stołówce nie serwowali :D W każdym razie tak mam do dziś, choć w miarę możliwości staram się urozmaicać dietę. Ostatnio finansowych. Czy tylko ja mam wrażenie, że jedzenie strasznie zdrożało? A może to kwestia warzyw, które zimą kosztują więcej, a ja jem ich bardzo dużo.

Na śniadanie najczęściej jem omlet z owocami. Dzień wcześniej zalewam płatki jaglane, gryczane lub ryżowe wrzątkiem. Rano blenduję je z dwoma jajkami, łyżką mleka krowiego bez laktozy 3,2% i szczyptą cynamonu i smażę z dwóch stron na patelni posmarowanej oliwą z oliwek. Omlet podaję z owocami. Teraz najczęściej z gruszką lub mango, o ile jest promocja i uda mi się znaleźć dojrzałe.


Kocham omlety z owocami :)

Jakiś czas temu moja mama kupiła sobie serek „Bieluch” i zostawiła go na stole, gdy robiłam śniadanie. Zachęciła mnie, bym spróbowała posmarować sobie nim omlet. Tak też zrobiłam, ze strony układu pokarmowego nie pojawiły się żadne nieprzyjemności, więc śmiało jem, jako dodatek. Albo „Bieluch” albo „Grani”. Oba mają bardzo dobre składy.


„Bieluch” ma w składzie tylko mleko pasteryzowane i czyste kultury bakterii. Bardzo go lubię. Nawet kiedyś zjadłam cały i czułam się dobrze. 

Jeśli rano nie mam zbyt dużo czasu na przygotowanie posiłku, a chcę zjeść w domu, to robię jajecznicę i podaję z pieczywem żytnim na zakwasie lub gryczanym i warzywami. Ostatnio zdarzyło mi się to jednak… w grudniu, kiedy jechałam z mamą na kontrolę do szpitala. I w czasie weekendu w Krakowie w styczniu. A tak, królują u mnie omlety. Muszę jednak wprowadzić jakieś urozmaicenie w końcu, bo już trochę za dużo tych jajek…

Po śniadaniu piję pierwszą kawę. Czarną z expresu. Po białej z rana jakoś nie czuję się nigdy najlepiej. O dziwo, popołudniu mogę wypić z mlekiem nawet trzy i nic się nie dzieje. Piję jednak kawę z mlekiem, a nie mleko z kawą. Odmierzam 30ml i spieniam. W takich ilościach mleko krowie nawet z laktozą nie powoduje u mnie żadnych dolegliwości, jednak najbardziej odpowiada mi smak „Wydojonego” 3,2% bez laktozy z Mlekovity. Dodaję je również do omletu, aby był bardziej puszysty i mniej suchy. Przez długi czas stosowałam mleko kokosowe, piłam kawę kuloodporną, ale obecnie jest dla mnie za tłuste. Dodaję je jedynie do zagęszczenia zupy czy curry.


Kocham smak kawy i nic nie zmusi mnie do rezygnacji z niej. Zbożowa? Z cykorii? Bezkofeinowa? Nic nie zastąpi prawdziwej kawy :) Nie piję jednak później niż o 16:00, nie przesadzam też z ilością filiżanek i mocą.

Tak na marginesie, marzy mi się dobry expres do kawy, z taką pyszną kawą, jak w Costa czy kawiarniach. Może kiedyś.

O godz. 12:00 zazwyczaj jem obiad. Najczęściej jest to mój posiłek potreningowy, więc właśnie wtedy jem na zmianę mięso lub rybę. Ostatnio głównie filet z miruny lub polędwiczki z indyka przygotowywane na parze albo gulasz z policzków wołowych duszonych z cebulką na oliwie z oliwek. Do tego serwuję surówkę z kiszonej kapusty z tartą marchewką lub ogórki kiszone, dużą porcja warzyw gotowanych na parze (brokuł, kalafior, cukinia, mieszanki warzyw itp.) lub duszonych na oliwie (pieczarki, szpinak) oraz węglowodany złożone. Na przemian brązowy ryż, kaszę gryczaną niepaloną białą, kaszę jaglaną lub makaron. Zazwyczaj gotuję z rana, schładzam i odgrzewam przed podaniem, co obniża ich indeks glikemiczny. Jeśli gotuję mięso lub rybę na parze, całość polewam oliwą z oliwek lub olejem lnianym. Jeśli robiłam gulasz – sosem z mięsa.


Wersja z indykiem i kaszą gryczaną.


Wersja z policzkami wołowymi (uwielbiam!) i brązowym ryżem.

W ostatnim czasie wróciłam do makaronu żytniego i czuję się po nim bardzo dobrze.


Produkty żytnie mimo glutenu są dla mnie jakoś bezproblemowe.

Przetestowałam też makarony warzywne, które pojawiły się w ofercie Rossmanna, a ostatnio i w Lidlu. W pierwszej chwili niezbyt mi podeszły, ale później jadłam już ze smakiem i kupiłam kolejne paczki. W przeciwieństwie do gryczanego z Biedronki czy Lidla nie sklejają się, ani nie rozpadają w czasie gotowania.


Polecam wypróbować. Jadłam z ciecierzycy, soczewicy, groszku i na pewno do nich wrócę.

Po obiedzie nie może zabraknąć deseru, czyli świeżego owocu. Najczęściej są to jabłka, które po prostu uwielbiam i muszę się pilnować, żeby nie zjeść kilograma (choć zdarza się :D). Najczęściej kupuję w Lidlu. Jako, że lubię twardsze i soczyste, wybieram Ligole. Ostatnio zasmakowały mi też grójeckie Jonagoldy. Jasne, są inne owoce, głównie cytrusy, ale jakoś nie przepadam, ani za pomarańczami, ani za mandarynkami, czy grejpfrutami. Czasami zdarza mi się kupić śliwki, ale generalnie czekam już na sezon letni, truskawki, borówki, maliny, czereśnie czy brzoskwinie.

Kolejny posiłek, można powiedzieć lunch, jem o 16:00. I to już jest posiłek wegetariański, podobnie jak kolacja. Co jem?

Czasem jest to zupa – krem z warzyw (duszę warzywa na oliwie, dolewam wody, gotuję, blenduję na krem i przegotowuję z dwiema łyżkami mleka kokosowego), którą podaję z soczewicą, ciecierzycą, pieczywem, ryżem lub kaszą.


Krem z brokuła z soczewicą i płatkami migdałowymi.


Krem z dynii z pestkami słonecznika. Do tego kromka pieczywa żytniego.

Jeśli chodzi o warzywa, to najczęściej kupuję mrożonki (z Biedronki brokuł/kalafior/marchew lub gotowa mieszanka na krem z dynii).

Przyznam się bez bicia, ciecierzycy czy soczewicy nie gotuję, kupuję w puszce. Ciecierzycę w Lidlu, soczewicę z firmy Bonduelle (ostatnio jest też w Biedronce).


Tak, wiem, puszka itd., ale nie dajmy się zwariować.

Co do pieczywa, swego czasu zostałam poczęstowana chlebem żytnim ze słonecznikiem z firmy Schulstadt i przepadłam. Bardzo mi zasmakował. Pewnie, skład nie rzuca na kolana, ale nie jem go codziennie. Do zupy jedną, czasem dwie kromki.


Kupuję najczęściej w Żabce. 

Czasem sama piekę chleb z kaszy gryczanej, czasem kupuję w lokalnej piekarni żytni 100% na zakwasie bez drożdży. Bez pieczywa mogę żyć spokojnie, więc generalnie jem rzadko.

Jeśli nie zupa, to co? Hummus z warzywami (talerz ogórka, pomidorków itd.), pieczywem lub podpłomykami z kaszy gryczanej niepalonej białej (namaczam kilka godzin i blenduję z ziołami na gładką masę, po czym smażę z dwóch stron na patelni posmarowanej oliwą).


Najbardziej lubię ten z Lidla z czarnuszką. Nie ma najlepszych notowań w rankingach najzdrowszych gotowych hummusów (polecam śledzić ten portal), ale z wszystkich jego smak i konsystencja najbardziej mi odpowiada. Tego polecanego z Sante nie próbowałam jedynie. Muszę kupić.

Jeśli mam czas i wenę twórczą, to robię jakieś bardziej wyszukane dania.


Szpinak podsmażony na oliwie z czosnkiem, połączony z ugotowanym makaronem z mąki z ciecierzycy i soczewicą. Do tego kilka orzechów.


Tutaj akurat lunchbox z uczelni, curry z brązowym ryżem, ciecierzycą, cukinią i pomidorami.

Do curry polecam Wam z ręką na sercu pomidory z Biedronki. Niby nie mają żadnych przypraw w składzie, ale ich aromat jest zdecydowanie inny od pozostałych.


Po pomidorach w tej formie tak średnio się czuję.Wyrzut histaminy jest u mnie bardzo duży, ale od czasu do czasu sobie pozwalam.


Kasza jaglana podduszona na oliwie z fasolką szparagową i bobem z pestkami słonecznika.

Jednym z moich postanowień noworocznych jest urozmaicenie mojej diety 😂 Tak, szewc bez butów chodzi 😉 Zazwyczaj jem prosto, szybko i w oparciu o krótką listę produktów, które lubię i po których dobrze się czuję. W każdym razie obiecałam sobie, że będę więcej eksperymentować w kuchni. Tym samym dziś na obiad zrobiłam curry z soczewicą, szpinakiem, batatami i cukinią z brązowym ryżem. Wyszło gęste, rozgrzewające i lekko ostre. Takie, jak lubię 😋 Przepis na 3 porcje, każda ok. 450kcal (13gB, 17gT, 70gW): – na patelni rozgrzać 3 łyżeczki oliwy z oliwek (ok. 15g), – na oliwę wrzucić posiekaną cebulę i czosnek, – dodać przyprawy: pasta curry, kurkuma, cynamon, ostra papryka, czarnuszka itp. i podsmażyć, – dodać pomidory z puszki (ok. 400g), – wlać mleko kokosowe (ok. 150ml), – dodać rozmrożony szpinak (ok. 100g), – dodać pokrojoną cukinię (ok. 300g), całość dusić ok. 10 minut, – dodać ugotowany wcześniej na parze lub upieczony w piekarniku batat (ok. 300g), – dodać soczewicę konserwową lub ugotowaną (ok. 150g) i dusić do miękkości, – podawać z ryżem brązowym (ok. 30g). P.s. Nowych smaków mam oczywiście zamiar szukać również w restauracjach, bo uwielbiam jeść na mieście. Apropo curry, muszę w końcu odwiedzić @hurrycurrypl 😎 #curry #sweetpotatoes #potatoes #zucchini #tomatoe #coconutmilk #dinner #lentils #vege #vegetables #vegan #recipe #diet #nutrition #nutritionist #dietetyk #dietetics #hashimoto #thyroid #pcos #diabetes #blog #blogger #glutenfree #highcarb #health #instafood #foodstagram #foodporn

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

A tutaj przepis na nieziemsko dobre curry.

Kaloryczność lunchu zawsze tak planuję, abym mogła jeszcze zjeść jabłko :D Tak, jestem uzależniona.

Po kolejnych 4 godzinach, a więc około 20:00 jem kolację. O ile z rana nie mam większego apetytu, o tyle wieczorem mogłabym zjeść lodówkę. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem są dla mnie tzw. budhabowl, „miski mocy”, czyli sałatki z ogromną ilością warzyw i błonnika, dzięki czemu czuję sytość i nie wędruję do lodówki. Co najczęściej wchodzi w skład tego dania? Węglowodany złożone (rano gotuję ryż/kaszę/makaron na cały dzień) albo sałata (w dni nietreningowe), ogórek, pomidorki koktajlowe, oliwki (czarne, zielonych nie znoszę), gotowane na parze buraki, gotowana na parze fasolka szparagowa/bób/brukselka, soczewica/ciecierzyca lub ostatnio ser. Kupiłam raz półtłusty z Falvity i bardzo się z nim polubiłam. Czasem kupuję też w Biedronce fetę z mleka owczego i koziego.


Jedyny minus za regulator kwasowości.

Do sałatki dodaję pokrojone miękkie awokado Hass, łyżeczkę oleju lnianego lub orzechy. W zależności co mam akurat w domu.


Misa mocy :)

Jako, że kocham rzodkiewki, bardzo często po kolacji zjadam jeszcze pęczek :) Jabłko też oczywiście musi być :D

W ciągu dnia piję wodę, Saguaro Muszyńskie lub Muszyniankę. Czasem zaparzam jakieś zioła, lipę lub melisę. Herbaty? Bardzo rzadko. Soków czy energetyków w ogóle nie piję. Czasami wpadnie Cola Zero, ale to okazyjnie.

I tak to mniej więcej u mnie wygląda obecnie, jeśli chodzi o posiłki przygotowywane przeze mnie. Często jem bowiem na mieście. Tak, uwielbiam jeść w restauracjach i mogłabym być testerem smaków :D Kocham jedzenie w Złotym Ośle, barze wegetariańskim w Katowicach. W grudniu był tydzień, że jadłam tam codziennie. Za 13,99zł można się najeść daniem głównym i barem sałatkowym z nieograniczonymi dokładkami do syta. Jedzenie jest potrzebą fizjologiczną, ale serio, w Ośle jestem szczęśliwa :D Ostatnio szczególnie po ziemniakach z orzechami z baru sałatkowego, czy curry z ziemniakami. Strasznie mam ostatnio apetyt na ziemniaki i cały czas planuję zrobić sobie pieczone w piekarniku do obiadu, ale jakoś zawsze na szybo robię coś innego.


O daniach ze Złotego Osła, którymi możecie się zainspirować planuję osobny wpis. Tutaj moje ulubione kotlety z kaszy jaglanej i ciecierzycy z sosem pomidorowo-różanym.

Cały czas sobie obiecuję, że odwiedzę w końcu inne restauracje wegetariańskie w Katowicach, ale jakoś wszystkie drogi zawsze prowadzą mnie do Osła. W styczniu byłam jednak na krótkim weekendzie w Krakowie, by tam zakochać się równie mocno w jedzeniu i klimacie „Chimery”.

Boże, jakie to wszystko było dobre.

W Chimerze zjadłyśmy z Olą trzy z pięciu posiłków w ten weekend :D Jem tam równie tanio, jak w Ośle, duży wybór, w tym mięsnych dań, więc na pewno tam wrócę. Jedynie śniadanie w niedzielę zjadłyśmy w domu, a na obiad Ola zabrała mnie do „Taste of India” na pyszne curry.

Ale narobiłam sobie teraz smaka :D

W sumie chętnie spróbowałabym też cateringu dietetycznego. Wiele osób korzysta teraz z tego rozwiązania. Jedna z moich podopiecznych w tym tygodniu zamówiła sobie zestaw testowy na każdy dzień z innej firmy. Chyba pójdę w jej ślady i też sobie przeprowadzę taki eksperyment.

To tyle. Jeśli macie jakieś pytania, chętnie odpowiem :) Zapraszam też do skorzystania z promocji na współpracę online. Ostatnie dwa dni naprawdę dobrych cen :)

Reklamy

14 thoughts on “Zostałaś wegetarianką?

  1. Jak zazdroszczę że możesz tyle jeść i do tego chudnąć 😦 ja latami nie jadłam żadnego makaronu, kasz, ryżu, mąki jakiejkolwiek, pestek, żadnych strączków ktore kocham, ziemniaków, buraków, jakichkolwiek owoców, zero fastfudów no i nic smazonego, wszytsko zabronione przez diabetologa i endokrynologa.I zmagam sie,zmagam,jem coraz mniej a waga nie niknie, nie zmienia się skład ciała, a ja jestem ciagle głodna i coraz bardziej chora i… nieszczęśliwa. Dosłownie śnię o takim wegetarianskim obiadzie ;( wyglada jak spełnienie marzeń…

  2. Cześć mam pytanie: jak wygrałaś, co zadecydowało najbardziej w rezultacie z wygraną w walce z jelitami? Mam ciągłe gazy po wszystkim co zjem, chciałbym to naprawić, protokoły foodmap, glutenfree itd. nie działają a wzdęcia są praktycznie po każdym produkcie. Mimo suplementacji zarówno pribotykiem ( np. po sanprobi ibs, gorzej się czuje ) i debutirem. Nie stać mnie na testy w kierunku SIBO a chciałbym sie wyleczyc, coś zdecydowanie Ci pomoglo? Dawniej jadłem wszystko różnie i nic nie było, a gastrolog tłumaczy ZJD

  3. Pingback: Kompulsywne objadanie się | Joanna Haśnik

  4. Hej Joasiu. Pilnie od dawna śledzę Twój blog. Ostatnio nawet bardziej, bo jesz to, co jest bliskie memu sercu i duszy. Podobnie jak Ty zmagam się z hashimoto i dodatkowo cukrzycą 2 typu. Od urodzenia nie jem mięsa,ryb,jaj. Zastanawiam się czy miałabyś jakąś radę dla osoby, która chce zredukować tkanę tłuszczową ( nie chudnąć-typ skinny fat), nie ma czasu na treningi ( stała praca plus studia), a jednoczesnie nie może jeść kasz, ryżów, owsianki, (złożone węgle i tak powodują u mnie b.wysoki cukier ;( ) i mają za sobą doświadczenia głodówkowe, restrykcyjne diety do 800 kcal. Jak wyjść z tego zamkniętego koła żeby nie utyć (wagę mam w normie), być zdrowym i powoli wrócić do normalnego zapotrzebowania kcal? Ja myślę nad przejściem na niskowęglowe warzywa (bez strączków, ziemniaków,cieciorek) i z dodatkiem twarogu, fety, orzechów i pestek… i tak zwiększać kcal co tydzień o powiedzmy 100 kcal aż dojdę do 1500kcal? Reverse dieting chyba z tego, co czytałam.CIekawa jestem Twojej opinii. Chciałabym zanim pojawią się nowalijki, młoda pausta, koperek,pomidorki i będzie można wszytsko jeść surowe złapać koło ratunkowe. Czuję, że tonę, chcę wyjść z tej matni. Jestem totalnie załamana szukaniem klucza na siebie, a jednoczesnie nie biore pod uwagę mięsa,zwierząt, bo to nie miesci mi się w głowie i jest nie do przeskoczenia. Jednak w głowie wyje alarm z węglowodanami i ograniczeniami cukrzyka…a warzywa to węgle ;/ Nie chcę też trwać przy 600kcal dziennie. Niestety porady dietetyka ze szpitala w warszawie ograniczyły się do wręczenia kseroo diety 1200kcal z jakiegos pisma z 2009 roku…

  5. Od lat nie jem mięsa (stworzeń biegających), ponieważ zwyczajnie nie pasuje mi zapach. Za to jem ryby i owoce morza. Taka dieta mam wrażenie, że najlepiej mi służy, sam organizm wie, co jest dla niego najlepsze.

  6. Mnie na problemy ze snem pomogło całkowite odstawienie kawy 🙂
    Pierwsze dwa tygodnie były trudne, wspomagałam się yerba mate, ale później samopoczucie o wiele lepsze i lepszy sen.
    Polecam spróbować 🙂

  7. Mogłabym napisać z innego profilu, żeby nie brzmiało tendencyjnie, ale… co tam ;-)
    Wegetarianizm jak wegetarianizm, ale Campbell i jego China Study to bardzo słaba podstawa dietetyczna i tendencyjne „badania” (jak bardzo wiele bzdur spod znaku „czerwone mięso powoduje raka”). Po lekturze czegoś takiego, jak np. ten post na jednym z moich ulubionych blogów o zdrowiu: https://chriskresser.com/rest-in-peace-china-study/ (nie wspominając już np. jak wypadła debata Cordain vs. Campbell), naprawdę odechciewa się czytać Cambella i jemu podobnych.

  8. Polecam zamówić sobie „REBURGER” z Kato. Wege burgery u nas od 2 tygodni zamawiamy nonstop, Mają opcję bułki bezglutenowej także:) a ja się w końcu do złotego osła wybiorę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s