Badania w Śląskich Laboratoriach Analitycznych

Ostatni duży pakiet badań krwi wykonałam w kwietniu. O wynikach pisałam w artykule „Poszukiwań ciąg dalszy”. Niestety, mimo zmian w diecie i suplementacji moje samopoczucie nie uległo żadnej zmianie. Oczywiście, nie mogę powiedzieć, że czułam się jakoś bardzo źle, bo psychicznie i fizycznie był to dla mnie całkiem dobry okres. Jednak kiedy w wieku 31 lat żyje się na 20%, a nie na 100%, lub chociażby 80%, a przez 27 lat czerpało się z życia pełnymi garściami, realizując swoje pasje, spełniając marzenia, osiągając sukcesy zawodowe, to nie ma się czemu dziwić, że nie chcę do końca swych dni być „na emeryturze” i cały czas szukam dla siebie ratunku. Nie, nie pozwolę sobie już nigdy na pracę ponad swoje siły, imprezy dzień w dzień przez 7 dni czy codzienne, intensywne treningi crossfitowe, jednak mam jeszcze naprawdę sporo planów i chciałabym mieć siłę je zrealizować. Bo tu nie chodzi o brak chęci czy motywacji, ale o sytuację, kiedy głowa chce, ale ciało odmawia posłuszeństwa.

Jeszcze nie byłoby aż tak źle, gdybym się wysypiała, ale jak już Wam spominałam, od września ubiegłego roku mam straszne problemy ze snem, które w ostatnim czasie naprawdę mocno dały mi ostro w kość. Nawet nie chcę mówić, co musiałam przyjmować w czasie sesji na studiach, aby przespać noc i rano móc bez problemu przyswajać wiedzę. Mój żołądek musi być w opłakanym stanie mimo ogromnego, naturalnego wsparcia. Kiedy jednak nie przesypiałam trzeciej, czwartej, piątej nocy w tygodniu, to już nie myślałam, jakie spustoszenie zrobi Apap Noc, czy kiedy i on przestał działać, leki nasenne. Nie, problemem nie był stres i wysoki kortyzol wieczorem, po pod tym względem mam wszystko pod kontrolą. Po prostu praktycznie całkowity brak hormonów płciowych, nieustannie niskie parametry pracy tarczycy, a może i wyrzuty histaminy (tu cały czas testuję) sprawiały, że przespanie kilku godzin było po prostu niemożliwe.

Moja pani endokrynolog niestety nie była w stanie już mi pomóc. Powiedziała mi to oficjalnie i szanuję ją za to. Ginekolog z Narodowego Funduszu Zdrowia, do którego chodzę w Rudzie Śląskiej, co najwyżej mógł mi zrobić USG i przepisać zapas tabletek antykoncepcyjnych na kilka miesięcy z góry, abym nie musiała do niego zbyt często przychodzić. W końcu martwić się będziemy, kiedy będę chciała zajść w ciążę. A że w ogóle nie planuję, to sami rozumiecie. Musiałam poszukać nowego lekarza. W ostatnich miesiącach chodziło mi po głowie kilku polecanych spcjalistów. W sumie trzech, jeden z Gdyni, drugi z Warszawy, trzeci z Wrocławia. Byłam w stanie pojechać nad morze, choć wiele osób, którym to mówiłam, pukało się w głowę. To pokazuje tylko, jak wielka była moja desperacja.

Ostatecznie, po rozmowach z Julią Cichaczewską i Markiem Fischerem (dziękuję raz jeszcze), zdecydowałam się na konsultację z doktorem Andrzejem Banachem z Wrocławia. Możecie go śledzić na Facebook’u (nie ze wszystkimi jego opiniami się zgadzam, ale to bez znaczenia w tym wypadku). Więcej informacji o jego osobie i współpracy znajdziecie natomiast tutaj. Zadzwoniłam do Dolnośląskiego Centrum Ginekologii we Wrocławiu i umówiłam się na wizytę… w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Ucieszyłam się, jednak byłam świadoma, że mój przypadek jest skomplikowany i przeanalizowanie dokumentacji pochłonie więcej, aniżeli 15 minut, jakie ginekolog ma na każdą pacjentkę. Wykupiłam więc konsultację online, przesłałam opis mojego przypadku oraz skany badań z minionych czterech lat. Otrzymałam mailowo analizę sytuacji, nakreślony mniej więcej plan działania, wskazówki co do diety, suplementacji, stylu życia. Ostatecznie umówiliśmy się jednak, że wszelkie decyzje podejmiemy po wizycie w gabinecie i wykonaniu aktualnych badań.

Dziś chciałam przedstawić Wam, jak obecnie wyglądają moje wyniki badań krwi oraz USG jamy brzusznej i tarczycy, które również wykonałam. W kolejnych artykułach omówię natomiast wyniki badań genetycznych w kierunku trombofilii wrodzonej, w tym mutację genu MTHFR (w końcu zrobiłam i czekam na wyniki) oraz przedstawię Wam cały plan działania nakreślony przed doktora Banacha.

Na wykonanie badań miałam niecały tydzień, więc musiałam działać szybko. W pierwszej kolejności udałam się do mojej lekarki rodzinnej z prośbą o skierowanie na podstawowe badania krwi oraz USG jamy brzusznej (wykaz świadczeń gwarantowanych z zakresu Podstawowej Opieki Zdrowotnej możecie znaleźć tutaj). Tak, ostatnie robiłam w marcu, ale stwierdziłam, że zaryzykuję. Tym bardziej, że pani doktor mnie i moją historię już zna. Faktycznie pokręciła trochę nosem, ponarzekała na „system”, ostrzegła przed kierownikiem przychodni, który będzie miał pretensje, poinformowała mnie o stawkach na pacjenta (wykorzystuję limity kilku osób :D), ale… większość badań, poza profilem tarczycowym, przepisała. Do końca roku już się jednak u niej nie pokazuję z żadną listą badań do zrobienia :D

Białe krwinki, czerwone krwinki i ich parametry niezmiennie nisko, mimo zmian w diecie i suplementacji.

Doktor Banach trochę nakreślił, ale nie mam wersji online. Lipidogram, jak na mnie, bardzo dobry, enzymy wątrobowe, mimo wsparcia w suplementacji mogłyby być niższe, kwas moczowy do kontroli.

Jeśli chodzi o USG jamy brzusznej, badanie nie wykazało żadnych nieprawidłowości.

U lekarza rodzinnego poprosiłam również o skierowanie do Poradni Chorób Metabolicznych, gdzie mam praktyki studenckie (pisałam o tym tutaj). Moja opiekun obiecała mi bowiem skierowanie na densytometrię (mam już termin na początku września), aby sprawdzić, czy zaburzenia hormonalne nie wpłynęły na gęstość moich kości. Poza tym zapisałam się do niej na wizytę w listopadzie i wtedy będę prosić o skierowanie na kontrolne podstawowe badania krwi. A trzeba zaznaczyć, że w Poradni Chorób Metabolicznych można otrzymać również skierowanie na badanie poziomu witaminy D3. Jeśli więc borykacie się z chorobami tarczycy, zaburzeniami gospodarki węglowodanowej, lipidowej, nadwagą i otyłością, naprawdę warto zostać jej pacjentem. Jak już pisałam w artykule o drugim roku studiów, na pewno w przyszłości będę chciała dodatkowo pracować w poradni dietetycznej w ramach Narodowefo Funduszu Zdrowia i zmieniać nawyki żywieniowe wśród społeczeństwa. Naprawdę może to przynieść ogromną satysfakcję, bo pieniędzy to raczej niekoniecznie. To tak na marginesie.

Wracając jednak do moich badań, w poradni medycyny rodzinnej wykupiłam prywatnie również badanie USG tarczycy. Zapłaciłam tylko 50zł, a dzwoniąc wcześniej po okolicznych prywatnych przychodniach w Rudzie Śląskiej, Katowicach czy Zabrzu ceny wahały się w granicach 100zł i więcej. Całe szczęście, że i tak nie było wolnych terminów przed wyjazdem do Wrocławia. Najlepiej robić takie badania w małych przychodniach i szpitalach.

Opis: tarczyca o nieco obniżonej echogeniczności i prawidłowym unaczynieniu.

Wymiary: płat pracy 17x17x37mm, płat lewy 15x15x37mm, cieśń: 3mm. W okolicach bocznych szyi nie uwidoczniono patalogicznie zmienionych węzłów chłonnych.

Obraz wskazujący na chorobę z autoimmunoagresji.

Obecnie moja tarczyca ma więc 9,51ml (w tej darmowej aplikacji możecie sobie szybko obliczyć objętość i % normy wyników hormonów). Rok temu w szpitalu miała 7,31ml i cieśń wielkości 3,5mm. Badała mnie wówczas stażystka i chyba pierwszy raz wykonywała USG, więc ciężko w ogóle porównywać te wyniki.

Do zrobienia została mi jednak cała lista innych badań krwi. Jako, że współpracuję jako trener personalny i doradca żywieniowy ze Śląskimi Laboratoriami Analitycznymi (tutaj i tutaj znajdziecie więcej informacji, gdybyście chcieli podjąć współpracę z ŚLA, polecam!) mam zniżkę 10% na wszystkie badania oraz promocyjne ceny pakietów. Oczywiście, Wy także możecie z nich skorzystać. Wystarczy pobrać formularz, wypisać swoje dane, zaznaczyć ewentualny pakiet lub wpisać nazwy badań w rubryce „Inne” i oddać w punkcie pobrań.


Formularz w wersji pdf możecie pobrać tutaj.

Skorzystałam także w sierpniowej promocji na badanie poziomu witaminy witaminy D3 za 39zł. To naprawdę dobra cena, więc zachęcam do skorzystania. Do końca miesiąca jest czas!


Więcej informacji o promocji znajdziecie tutaj. Nie musicie mieć vouchera, wystarczy powiedzieć, że chcecie skorzystać z sierpniowej promocji.

Na badania udałam się do punktu położonego w mojej dzielnicy Rudy Śląskiej – Wirku, pięć minut drogi od domu.


Pełną listę punktów pobrań znajdziecie tutaj.


Mimo, że byłam tuż po otwarciu punktu o godz. 6:00, przede mną było kilka osób. I całe szczęście, bo przed badaniem poziomu kortyzolu warto posiedzieć w poczekalni minimum 15 minut.


W punkcie na Wirku jest kącik dla dzieci, więc jeśli nie macie z kim zostawić swoich pociech, mogą pójść z Wami i porysować. Co więcej punkt jest otwarty również w soboty, więc to świetna opcja dla osób, które w tygodniu nie mają możliwości zrobienia badań. 


W poczekalni poczytałam jeszcze ulotki o pakietach badań, które są w ofercie Śląskich Laboratoriów Analitycznych. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Trafiłam na bardzo sympatyczną panią, która błyskawicznie pobrała mi krew (dzień wcześniej były problemy) i wyjaśniła, jak mogę odebrać wyniki online. Wcześniej otrzymywało się bowiem zaszyfrowaną wiadomość mailową, od niedawna Śląskie Laboratoria Analityczne uruchomiły natomiast portal www.wyniki.sla.pl oraz karty pacjenta.


Tak wygląda moja karta. Na odrocie jest numer i moje dane.

Karta daje możliwość podglądu wyników najnowszych badań oraz historii wykonywanych oznaczeń. Jednocześnie skraca czas rejestracji podczas wizyty w laboratorium.

Wraz z kartą otrzymałam dane do logowania na stronie www.wyniki.sla.pl, czyli numer karty i hasło tymczasowe. Po powrocie do domu weszłam na stronę i wpisałam dane.

W kolejnym kroku przeczytałam i zaakceptowałam regulamin.

Następnie zmieniłam hasło tymczasowe na nowe oraz wybrałam pytanie techniczne do kontaktu z inforlinią.

Ostatecznie zalogowałam się do portalu wpisując nowe hasło. Tak wygląda strefa pacjenta:

W ostatniej rubryce mamy informację o ilości zleconych i wykonanych badań. Jeśli wyniki są dostępne możemy wejść w dane zlecenie.

Możemy przeglądać wyniki na portalu lub wygenerować plik PDF. Wystarczy kliknąć w pole nad datą zlecenia i zapisać plik na dysku.

Jak kształtowały się moje wyniki? Gorzej niż moje samopoczucie, co trochę mnie zdziwiło.

Zmartwił mnie wynik homocysteiny, która wzrosła z 11,04 umol/l w kwietniu. Poziom witaminy B12 mimo suplementacji utrzymuje się nadal na dość niskim poziomie. Czekam więc na wyniki badań w kierunku mutacji genu MTHFR, na pewno jednak zwiększyć dawki suplementów i pomyśleć nad inną formą (metylokobalamina również nie przyniosła efektów). Ferrytyna wydawała mi się niska, choć doktor Banach uznał ten wynik za całkiem przyzwoity. Ucieszył mnie wynik poziomu witaminy D3. Codzienne spacery na słońcu plus suplementacja sprawiły, że wynik podniósł się z 42,7 ng/mL w kwietniu. Do góry poszły też poziomy hormonów, estradiol z nieoznaczalnego wyniku do 11,9 pg/mL, FSH z 3,3 do 5,2 mIU/mL, a LH z 1,24 do 2,2 mIU/mL. Niewiele, ale pregnenolon mógł tutaj zadziałać.

Progesteron podniósł się z 0,16 do 0,49 ng/mL. Prolaktyna utrzymuje się na stałym poziomie, choć musiałabym zrobić test obciążenia. DHEA-S rok temu miałam wyższe, bo 380 ug/dL. Kortyzol nadal jest powyżej normy, ale biorąc pod uwagę, że moje ostatnie wyniki oscylowały w granicach 30, to jest całkiem dobrze.

Tutaj zszokowały mnie wyniki tarczycy. FT3 na poziomie -2,22%, a FT 4 – 0%. Tak niskich wyników nie miałam jeszcze nigdy. Znajomi dziwią się, że ja w ogóle mam siły funkcjonować, albo nie popadłam jeszcze w depresję :D W każdym razie tarczyca jest jednym z priorytetów w całym planie działania doktora Banacha. Poziom anty-TPO utrzymuje się na względnie stałym poziomie. Muszę zrobić jeszcze anty-TG, bo nigdy w sumie nie robiłam.

Zmartwił mnie trochę wynik amylazy, więc parametr ten na pewno muszę kontrolować. Jeśli chodzi o kwas foliowy, doktor Banach uznał wynik za wysoki i związany z praktycznie pewnym u mnie zaburzeniem metylacji.

Z tymi wszystkimi badaniami pojechałam do doktora Banacha do Wrocławia, ale o wizycie opowiem Wam następnym razem.

Jednocześnie zapraszam do śledzenia moich profili na Facebook’u i Instagramie, gdzie w ostatnim czasie opisuję szerzej swoje wyniki badań i doradzam, w jakich przypadkach wrto zbadać dany parametr.

View this post on Instagram

Kolejnym parametrem, którego poziom sprawdziłam w ostatnim czasie w @laboratorium_sla był kortyzol, hormon steroidowy produkowany w warstwie pasmowatej kory nadnerczy. Kortyzol m.in. wspólnie z adrenaliną bierze udział w reakcji organizmu na stres. Mobilizuje do działania. Kiedy stres jest sporadyczny i krótkotrwały, rola kortyzolu jest nieoceniona. Jeśli mamy do czynienia z przewlekłym stresem i poziom tego hormonu ten cały czas jest podwyższony, zaczyna się problem. Jeszcze parę lat temu mój wynik na czczo wynosił prawie 40 ug/dL, przy normie 5,27-22,45 ug/dL. W kwietniu tego roku prawie 30 ug/dL Obecnie obniżył się natomiast do 23,04 ug/dL, co uważam za całkiem przyzwoity wynik. Przez ostatnie lata wykonałam jednak ogromną pracę nad wszystkimi aspektami wpływającymi na poziom kortyzolu (na zdjęciu spaceruje po @parkslaski i łapię witaminę D). Na pewno pod tym względem jestem na dobrej drodze. Warto pamiętać, aby wykonując badanie odczekać w laboratorium minimum 15 minut, nie przyjeżdżać do przychodni rowerem, ani robić badania po nocnej zmianie w pracy. Wynik będzie zawyżony. Inna sprawa, że test z krwi nie jest najbardziej wiarygodny, ale uważam, że warto go robić w pierwszej kolejności. W razie nieprawidłowości lekarz powinien jednak zlecić dalszą diagnostykę. Poziom kortyzolu warto sprawdzić, jeśli macie podwyższone ciśnienie krwi, jesteście nieustannie, przewlekle zmęczeni, macie obniżone libido, zaburzenia nastroju lub depresję, nie możecie się dobudzić z rana lub macie problem z zaśnięciem, często wybudzacie się w nocy, macie problemy z pamięcią i koncentracją, osłabioną odporność i cierpicie na częste infekcje, borykacie się z chorobami tarczycy, nadwagą i otyłością, a najwięcej tkanki tłuszczowej gromadzicie na brzuchu, jesteście na diecie, trenujecie, a mimo to nie możecie schudnąć. Warto zaznaczyć, że zarówno wysoki, jak i niski poziom kortyzolu wymaga konsultacji lekarskiej i dalszej diagnostyki, a przede wszystkim zmian w diecie, głowie i stylu życia. Zabrze dbam o te aspekty u swoich podopiecznych. #kortyzol #cortisol #stres #harmony #balance #mind #health #diet #nutrition #nutritionist #dietetyk #personaltrainer @dietetyka_sport_sla

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

P.s. Do niedzieli możecie skorzystać z promocji na współpracę online.

Reklamy

8 thoughts on “Badania w Śląskich Laboratoriach Analitycznych

  1. Pingback: Badania kontrolne krwi | Joanna Haśnik

  2. Joanno, czy badania wykonywałaś w dowolnym dniu cyklu? (Znam historię choroby i ciężko tu mówić o cyklu, ale wolę dopytać).

  3. czy masz hasimoto czy zwykla niedoczynnosc ? moje wyniki ft3 i ft4 jeszcze gorsze, rpozwazam NDT czy probowalas ? nie wiem co robic :/

  4. Pingback: Aktualna suplementacja | Joanna Haśnik

  5. Pingback: Plan działania | Joanna Haśnik

  6. Pingback: Mutacja genu MTHFR | Joanna Haśnik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s