Plan działania

Od wizyty u doktora Andrzeja Banacha we Wrocławiu minął już miesiąc. O tym, dlaczego zdecydowałam się zwrócić o pomoc do nowego ginekologa, pisałam w artykule „Badania w Śląskich Laboratoriach Analitycznych”, w którym też przedstawiłam Wam wyniki zrobionych przez wizytą badań. Ostatnio otrzymałam również wyniki badań genetycznych, które opisałam w artykule „Mutacja genu MTHFR”. Informacje z obu tych artykułów są bardzo istotne w kontekście otrzymanych od ginekologa zaleceń, więc jeśli jeszcze ich nie czytaliście, zapraszam w pierwszej kolejności do lektury. Dziś chciałam Wam bowiem przedstawić pokrótce, jakie zalecenia otrzymałam od doktora Banacha. Czekałam z tym wpisem kilka tygodni, do wprowadzenia wszystkich leków i suplementów, aby móc też podzielić się swoimi pierwszymi odczuciami.

Konsultacja online

Jak już Wam pisałam, kiedy zadzwoniłam do Dolnośląskiego Centrum Ginekologicznego, aby umówić się do doktora Banacha okazało się, że mogę zapisać się nie tylko prywatnie, ale również w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. I to już na wizytę w niecałe 2 tygodnie od mojego telefonu. Oczywiście, wybrałam taką opcję. Zdawałam sobie jednak sprawę, że nie ma możliwości, aby w 15 minut, jakie doktor pewnie ma na każdą pacjentkę, zapoznał się szczegółowo z historią mojej choroby. To kilkadziesiąt stron badań. Zdecydowałam się więc wykupić najpierw konsultację online (więcej informacji znajdziecie tutaj). Upewniłam się jeszcze tylko, pisząc do doktora na Facebook’u, czy zdąży przeanalizować wszystkie materiały i zlecić mi listę badań do zrobienia przez wizytą. Na szczęście było to możliwe. W wiadomości mailowej opisałam więc szczegółowo wszystko, z czym się zmagam, dołączyłam też skany wyników badań z ostatnich 4 lat i wypisów ze szpitali.

Wymieniliśmy ostatecznie kilka wiadomości mailowych, w których pan doktor ocenił pokrótce sytuację. Zlecił wykonanie badań krwi, USG jamy brzusznej i tarczycy, a także badań genetycznych, zwracając uwagę na kilka kwestii widocznych w przesłanych wynikach. Odniósł się do mojej propozycji wprowadzenia LDN-u. Wypowiedział się na temat mojej diety (niski indeks i ładunek glikemiczny, dieta niskowęglowodanowa niewskazana), aktywności fizycznej (zalecił głównie spacery, jogę, basen, ale wiecie, no ale wiecie :D), przyjmowanych suplementów (m.in. pozytywnie zaopiniował stosowany przeze mnie pregnenolon, głównie w kontekście cholesterolu i mitochondriów, ale też zachęcał do wsparcia się adaptogenami, Ashwagandhą lub Reishi). Zwrócił uwagę na mój przewlekły stres, zalecając wyjazd na urlop (też sobie to zalecam, ale cóż). Podkreślił ogromną rolę snu dla mojego stanu zdrowia, jednak negatywnie wypowiedział się o próbie wprowadzenia Trittico czy Zolpinu, po które sięgnęłam w kryzysowym momencie w lipcu (inna sprawa, że i tak po nich nie spałam). Dużo pisał o jelitach i ich roli, dopytywał, czy nie odczuwam żadnych dolegliwości mogących wskazywać na SIBO. Zachęcał do lektury książki Izabelli Wentz „Hashimoto” (przeczytałam dawno).

Generalnie już po tej wymianie wiadomości byłam bardzo pozytywnie zaskoczona podejściem doktora. Tym, że przywiązuje ogromną uwagę do diety, aktywności, suplementacji, emocji. Właśnie takiego ginekologa szukałam! Do Wrocławia pojechałam więc z ogromnymi nadziejami. Wizytę miałam w czwartek, 9 września o godz. 11:40. Jechałam z Katowic autobusem, we Wrocławiu byłam parę minut przed 11:00 (ostatnio byłam we Wrocławiu rok temu i nie mogłam się nadziwić zmianom, jakie zaszły w okolicach dworca. W końcu poziom europejski). Google Maps twierdziło, że do przychodni zajdę pieszo w 20 minut, ale potem już na samym miejscu nie mogłam totalnie znaleźć wejścia i błądziłam chyba z 10 minut. Do rejestracji przyszłam więc praktycznie na styk, a jeszcze jako nowa pacjentka musiałam wypełnić ankiety. Na szczęście przede mną było małe opóźnienie.

View this post on Instagram

We Wrocławiu nie mogło się obyć bez dobrego jedzenia i spotkania z moją kochaną @perfectly.imperfect.a 😋 Dzięki Waszym rekomendacjom wybrałyśmy się do @ahimsa.wroclaw, gdzie wybrałam danie kuchni dalekowschodniej: 5 falafeli (kotleciki z ciecierzycy), Baba Ghanoush (pasta z grillowanego bakłażana i tahini) z surowymi warzywami, oliwkami i w wersji bezglutenowej ryżem Basmati. To absolutnie moje smaki 😉 Wypróbowałabym z chęcią jeszcze inne pozycje z karty, ale to następnym razem. Dziś miałam mało czasu, już wracam do domu 😉 Wyprzedzając pytania, o wizycie u lekarza napiszę, jak poukładałam sobie w głowie wszystko, ale myślę, że to będzie dla mnie krok milowy 😎 #vegan #vege #falafel #babaghanoush #wroclaw #friends #food #glutenfree #health #diet #healthyfood #cleanfood #nutrition #nutritionist #dietetyk #dietetics #personaltrainer #trenerpersonalny #strengthcoach

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Oczywiście we Wrocławiu musiałam zaliczyć pyszne jedzenie i spotkanie z moją znajomą Anią.

Ostatecznie w gabinecie spędziłam prawie godzinę. Pani pielęgniarka chyba dwukrotnie przypominała panu doktorowi o pacjentkach czekających w poczekalni. A i tak potrzebowałabym jeszcze kolejnej godziny, aby wypytać doktora dokładnie o wszystkie interesujące mnie kwestie. W każdym razie, doktor przeanalizował moje najnowsze wyniki badań. Zwrócił szczególną uwagę na bardzo złe wyniki hormonów tarczycy (zalecił dodatkowo wykonanie przeciwciał anty-TG), podwyżoszny poziom amylazy (choć tutaj nie wiem, co z tym dalej robić, skontroluję poziom za jakiś czas), kwasu moczowego w górnej normie (też do kontroli), kwasu foliowego, homocysteiny, obniżony wynik witaminy B12. Wykonał również USG jajników, które w dalszym ciągu policystyczne. Co więcej, powiedział także, że obraz USG wskazuje ewidentnie na endometriozę, czyli kolejną autoimmunologię. To mnie bardzo zmartwiło, bo wiem, jak nieprzyjemna jest to choroba. Podkreślił jednak, że dotychczas nie dawała o sobie znać ze względu na brak miesiączek i musimy mieć ją pod kontrolą. Kiedy napisałam o tym na swoich profilach na Facebook’u i Instagramie, wiele osób napisało mi, że nie ma możliwości wykrycia endometriozy na USG. Przyznam, że nie znam się dokładnie na tym, jednak z tego co pytałam znajomych fachowców, doświadczony ginekolog jest w stanie rozpoznać endometriozę na obrazie ultrasonograficznym. Na pewno na wizycie kontrolnej dopytam szczegółowo o tę kwestię. Niestety, nie udało się zrobić cytologii. Mam nadzieję, że następnym razem po zastosowanej kuracji będzie to możliwe. Po badaniu omówiliśmy plan działania i doktor Banach wypisał mi recepty na wszystkie leki na 3 miesiące.

Co ustaliliśmy?

1. Hormonalna Terapia Zastępcza

Decyzją ginekologa próbujemy odtworzyć sztucznie cykl miesiączkowy. Jeśli chodzi o syntetyczne estrogeny pan doktor zalecił mi plastry Systen50, te same, które moja mama stosowała przez kilkanaście lat w okresie przekwitania. Mam rozpisany dzień po dniu cykl 28-dniowy ze zmianami plastrów co 4 dni (cały, 1/2 lub 1/4 plastra w zależności od dnia cyklu). System transdermalny, a więc przezskórny na pewno jest dla mnie wskazany. Jak pisze na ulotce:

W przeciwieństwie do estrogenów podawanych droga doustną, przezskórne podawanie estrogenów w dużym stopniu pozwala na uniknięcie stymulacji syntezy białek wątrobowych. W rezultacie brak jest wpływu na stężenie krążących w surowicy krwi substratów reniny, globuliny wiążącej hormony tarczycy, globuliny wiążącej hormony płciowe i globuliny wiążącej kortyzol. Przezskórne podawanie estrogenów również wydaje się nie mieć wpływu na czynniki krzepnięcia.

Nie ukrywam jednak, że plastry są dla mnie bardzo niewygodne. Boję się, że przy różnego rodzaju ćwiczeniach na siłowni (Barbell Glute Bridge, Hip Thrust) plaster uszkodzi się lub odlepi. Na basen i saunę mogę chodzić tylko i wyłącznie w dni, w które zmieniam plaster, przez co musiałam przeorganizować swój cykl treningowy. Na szczęście na razie, po zakończeniu pierwszego cyklu czuję się bardzo dobrze, nie odczuwam żadnym skutków ubocznych, więc to najważniejsze. Oczywiście, czytałam ulotkę i jest…przerażająca, ale trzeba się z tym liczyć, że Hormonalna Terapia Zastępcza na jedno pomaga, a na drugie szkodzi. Mam jednak szczerą nadzieję, że to jednak tylko tymczasowe rozwiązanie.

Dodatkowo w 1. fazie cyklu (od 1 o 17 dnia) dopochwowo stosuję globulki Oekolp zawierające estrogeny na zmianę z Mucovagin z kwasem hialuronowym. Jak się domyślacie, niedobór estrogenów ma różne skutki, w tym związane z suchością błon śluzowych. No nie jest to zbyt przyjemne, ale już odczuwam różnicę. Mucovagin można kupić bez recepty, więc polecam Wam w razie potrzeby.

Jeśli chodzi o progesteron, od 18 do 27 dnia cyklu ginekolog wprowadził Luteinę 100mg, również dopochwowo. Rozmawialiśmy o kremie z progesteronem, jednak na ten moment to dla mnie zbyt duży wydatek, ale na pewno rozważę go w przyszłości.

Hormonalną Terapię Zastępczą mam stosować przez 3 pełne cykle i następnie zgłosić się na kontrolne badania w celu badań kontrolnych i ustalenia dalszego planu działania.

Rozmawialiśmy także o konieczności wykonania badania tomografii komputerowej głowy, aby sprawdzić, czy np. nie mam Zespołu Pustego Siodła. Prywatnie to duży wydatek, ale postaram się wykonać je do wizyty kontrolnej. Zresztą jestem bardzo zdzwiona, że nie zrobiono mi tego badania ani na ginekologii endokrynologicznej w Katowicach, ani w Piekarach. Generalnie po przeanalizowaniu wyników badań i wypisów ze szpitali, doktor Banach uważa, że problem jest w zablokowyanym wieloletnią antykoncepcją podwzgórzu. Przysadka reaguje prawidłowo, rezerwa jajnikowa jest. Tylko podwzgórze nie chce współpracować.

View this post on Instagram

Check form 😉 Na wadze bez zmian, jedynie % tkanki tłuszczowej trochę się obniżył, a mięśniowej wzrósł 💪 Utrzymuje kaloryczność, na której ani chudnę, ani nie tyję. Rotuję sobie jedynie ilością kalorii i rozkładem makroskładników w zależności od ilości aktywności w ciągu dnia, najważniejszy jest dla mnie bilans tygodnia 😉 Dzięki temu, że czuję się coraz lepiej, mam więcej sił, a pogoda już nie sprzyja tak dużej aktywności na świeżym powietrzu, to od niedawna robię 4 treningi siłowe w tygodniu i zmieniłam ilość powtórzeń na 8 w 4 seriach. Ciągnie mnie strasznie do dźwigania, ale spokojnie, nie szaleje z obciążeniami, choć moje pośladki mówią dziś co innego 😅 Kończę pierwszy cykl hormonów i pierwszy etap wprowadzania LDN-u. Myślę, że w weekend pojawi się wpis na blogu o wizycie u ginekologa i jego zaleceniach 😎 #gym#workout #training #trainingsession #personaltrainer #trenerpersonalny #strengthcoach #silesia #katowice #zabrze #rudaslaska #hashimoto #thyroid #pcos #diabetes #amenorrhea #nutrition #nutritionist #dietetyk #dietetics #girl #polishgirl #brunettegirl #fit #fitfreak

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Pewnie, liczę się z ewentualnym wzrostem wagi, ale na ten moment nic takiego nie zauważyłam. Waga stoi w miejscu. Nie odczuwam żadnego „zatrzymywania” wody. Zobaczymy, jak będzie dalej.

2. Letrox + Novothyral

Jeszcze nigdy nie miałam tak niskich wyników hormonów tarczycy. Wolna tyroksyna na poziomie 0% normy i wolna trijodotyronina na poziomie -2,22%. Przed wizytą stosowałam Novothyral 50mcg+10mcg (połówkę tabletki 100mcg + 20mcg). Pan doktor dodał mi Letrox 50mcg do porannej dawki i jednocześnie zalecił rozłożenie Novothyralu na dwie porcje przyjmowane rano i wieczorem.

Chyba przez wszystkie te emocje związane z wizytą, nie przemyślałam kwestii zażywania Letroxu, bo od rano wzięłam całe 50mcg i to był ogromny błąd, mimo rozłożenia Novothyralu. Przez praktycznie tydzień nie mogłam się pozbierać. Uczucie rozdrażnienia, zimne poty, mdłości, bóle w klatce piersiowej. Tak, znów wpadłam w nadczynność związaną ze zbyt szybkim zwiększeniem ilości hormonów. A przecież 2 lata temu przeżyłam dokładnie taką samą sytuację, którą opisywałam w artykule „Polekowa nadczynność tarczycy”. Jak sobie teraz o tym myślę na spokojnie, to nie potrafię zrozumieć, dlaczego tego nie przemyślałam.

Ostatecznie wróciłam do jednej, porannej dawki Novothyralu, później przez 2 tygodnie dołożyłam 12,5mcg Letroxu, a następnie 25mcg. Ostatecznie przyjmuję teraz 75mcg lewotyroksyny i 20mcg trijodotyroniny. Czuję się już na szczęście dobrze, ale na razie chcę zostać na tej dawce minimum 6 tygodni i później zrobić badania kontrolne. Co do rozłożenia dawki na rano i wieczór, muszę przestudiować jeszcze tę kwestię. Inna sprawa, że przez ten tydzień, kiedy podzieliłam porcję, dwa razy zdarzyło mi się zapomnieć na treningach personalnych, żeby zażyć tabletkę, więc generalnie te kwestie odkładam na razie na przyszłość.

3. LDN, czyli Low Dose Naltrexone

Inna sprawa, że na pracę tarczycy może teraz mieć bardzo duży wpływ również terapia LDN-em, czyli niskimi dawkami Naltrexonu, więc tak duże dawki dodatkowego Letroxu wcale nie muszą być koniecznie. Od dawna myślałam o LDN-ie, jednak mimo, że mogłabym zdobyć lek na własną rękę, wolałam nie ryzykować. To jednak nie witamina C. Doktor Banach pozytywnie odniósł się do mojej propozycji włączenia LDN-u, a wiem, że ma z nim już dość duże doświadczenie i w dużej mierze właśnie ten fakt zadecydował, że postanowiłam zwrócić się do niego po pomoc.

Czym jest Naltrexon? Pokrótce, bo na pewno poświęcę mu za jakiś czas odrębny wpis, jest to silny odwrotny agonista receptorów opioidowych używany w terapii odwykowej. W około 10–krotnie niższych dawkach daje wyraźne rezultaty kliniczne w leczeniu różnego typu nowotworów (glejaki, chłoniaki), stwardnienia rozsianego, łuszczycy, nietolerancji histaminy, chorobie Leśniowskiego-Crohna, Wrzodziejącym Jelicie Grubym, Zespołu Jelita Drażliwego, choroby Alzheimera i Parkinsona, AIDS, fibromalgii, czy Hashimoto. Ciekawostką jest, że Naltrexon jest składnikiem Mysimby, leku wspomagającego odchudzanie stosowanego w przypadku dużej otyłości (w czasie praktyk w Poradni Chorób Metabolicznych miałam styczność z pacjentami, którzy stosują tek lek).

LDN działa poprzez blokowanie opioidowego czynnika wzrostu, a także ścieżkę receptora tego czynnika. Proces ten pomaga zwiększyć odporność organizmu i jego naturalną obronność. Tymczasowe zablokowanie tego szlaku, prowokuje organizm do próby przywrócenia balansu. Wytwarza więc większą ilości beta-endorfin i met-enkefaliny (naturalnych opioidów w organizmie). Wiele tkanek ciała, posiada receptory tych endorfin i enkefalin – m.in. wszystkie komórki układu odpornościowego organizmu. Nowotwory i choroby autoimmunologiczne powodują niski poziom endorfin we krwi, przyczyniając się do niedoboru immunologicznego, związanego z chorobą. Można to zaobserwować w przypadku HIV/AIDS – ich rozwój przyśpiesza deficyt endorfin. LDN ma zdolność korygowania ich niedoborów (podobnie jak deficytu enkefaliny), pobudzenia układu immunologicznego oraz zwalczania stanów zapalnych i zmian, będących konsekwencją choroby.

Główny zwolennikiem tej terapii jest amerykański lekarz Bernard Bihari, który proponuje terapię od 1,5mg stopniowo zwiększych do 4,5mg, przyjmowanych w godzinach wieczornych. Badania dr Bihari są bardzo obiecujące, jednak na ten moment terapia ta nie jest zarejestrowana i nie ma oficjalnych rekomendacji medycznych. Na polskich czy zagranicznych stronach można przeczytać jednak wiele pozytywnych opinii od osób przyjmujących niskie dawki Naltrexonu.

Doktor Banach przepisał mi Naltrexon w dawce 1mg i 4,5mg. Jako, że w aptekach dostępny jest tylko w dawce 50mg, farmaceuta przygotował mi zalecone dawki z wypełniaczem sacharozy. Wygląda jak kulka z ciasta z opłatki. Nie mam na szczęście problemów z połykaniem dużych tabletek, ale czuję, jak ociera mi się o przełyk i nie jest to przyjemne. Wiem, że wielu pacjentów rozpuszcza lek w wodzie destylowanej i nabiera strzykawką odpowiednią ilość, jednak nie czuję się na razie na siłach, aby bawić się w farmaceutę (w sumie muszę porozmawiać z koleżanką ze studiów, jak to profesjonalnie zrobić). Znalazłam więc aptekę Vitalis w Katowicach, która przygotowuje LDN na zamówienie.

Leczenie rozpoczęłam od 1mg i taką dawkę przyjmowałam przez 2 tygodnie. Obecnie biorę 2mg. Po kolejnych 2 tygodniach mam zwiększyć dawkę do 3mg, po kolejnych do 4mg, by ostatecznie dojść do 4,5mg. Osobiście ze względu na możliwe problemy ze snem zdecydowałam się przyjmować Naltrexon rano (pn doktor powiedział, że mam popróbować i sama zdecydować, kiedy czuję się najlepiej). Pierwszego dnia wzięłam na czczo, ale pojawiły się nudności, więc teraz przyjmuję godzinę po śniadaniu. Faktycznie, mam bardzo realistyczne sny, na co byłam przygotowana, ale jakoś taki skutek uboczny w ogóle mi nie przeszkadza.

Generalnie jestem bardzo pozytywnie nastawiona do terapii Naltrexonem. Jak już pisałam, poświęcę mu osobny post, ale za jakieś 3-4 miesiące po tym, jak wykonam kontrolne badania.

View this post on Instagram

Od 3 miesięcy jem dużo więcej. Od 3 tygodni jestem na wyższej dawce leków na tarczycę i HTZ (w weekend wpis o wizycie u lekarza, dziś /jutro niespodzianka 😍). Od 3 dni na LDN-ie i na razie, odpukać, energia mnie rozpiera 😂 #deadlift wszedł dziś, jak w masło 😅 Inna sprawa, że na ostatnich terapiach (wróciłam!) pozbyłam się sporego bagażu emocjonalnego, który nosiłam przez ostatni rok 😎 Teraz tylko zachować chłodną głowę i oby tak dalej! Cała suplementacja od @m_z.pl dopiero w drodze 💪 #wdrodzedorownowagi #balance #mind #nostress #health #strength #motivation #harmony #nutrition #nutritionist #dietetyk #dietetics #personaltrainer #trenerpersonalny #strengthcoach #hashimoto #thyroid #pcos #diabetes #amenorrhea #blog #blogger

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Na ten moment czuję dużo więcej energii i sił! Przekłada się to i na treningi i na moją pracę, bo jak widzicie sporo publikuję tutaj, w social mediach i od niedawna na blogu Muscle Zone (zapraszam tutaj).

4. Glucophage

Przed wizytą stosowałam Glucophage 500mg do każdego posiłku. Tak, wcześniej przyjmowałam XR, a więc wersję długouwalniającą na noc w dawce 2000mg, jednak parę miesięcy temu dostałam od ojca kilkanaście opakowań zwykłej wersji, więc je wykorzystałam. Inna sprawa, że chciałam sprawdzić, czy odczuję jakąkolwiek różnicę, ale nic istotnego nie zauważyłam. W każdym razie pan doktor zostawił mi do trzech pierszych posiłków zwykłe Glucophage 500mg, natomiast na noc zalecił XR.

5. Suplementacja

Jeśli chodzi o suplementację, doktor Banach był przekonany, jeszcze przed otrzymaniem wyników, że borykam się z mutacją genu MTHFR i faktycznie miał rację. Już wtedy zalecił mi więc suplementy, które mają poprawić parametry homocysteiny czy witaminy B12, w tym:

– witaminę B12 w dawce do 3000mg, w formie metylokobalaminy (dokładnie ). Nie znam tej firmy, więc zdecydowałam się na metylokobalaminę z firmy Jarrow w dawce 2500mg w formie pastylek do ssania.


Do kupienia tutaj.

– P-5-p i witaminę B2. Zdecydowałam się na P-5-P Plus z firmy Apollo’s Hegemony zawierający pirydoksalo-5-fosforan (P-5-P), czyli metabolicznie aktywną postać witaminy B6, która w odróżnieniu od innych form nie musi ulegać początkowo przekształceniu w wątrobie. Witamina B6 w formie koenzymu szybko ulega przyswojeniu przez organizm, a dodatkowa obecność witaminy B2 i magnezu zwiększa biodostępność i potęguje działanie preparatu. Suplement ten powinien pomóc w obniżeniu homocysteiny, a także w poprawie jakości snu.


Do kupienia tutaj.

– TMG, czyli trimetyloglicynę, zwaną również betainą bezwodną. TMG jest istotną cząsteczką dostarczającą (donorem) trzech grup metylowych. Odgrywa więc istotną rolę w konwersji homocysteiny, do metioniny. Polecana jest właśnie osobom z zaburzeniami metylacji.


Do kupienia tutaj.

– suplement z magnezem, lecytyną i manganem (dokładnie ten). Cholina pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu wątroby, przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu homocysteiny i metabolizmu tłuszczów. Magnez pomaga w utrzymaniu prawidłowych funkcji psychologicznych. Przyczynia się do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia. Pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego i mięśni oraz w prawidłowej syntezie białka. Odgrywa rolę w procesie podziału komórek. Pomaga w utrzymaniu zdrowych kości i zębów. Mangan pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym. Przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego. Pomaga w prawidłowym tworzeniu tkanek łącznych. Nie zdecydowałam się na razie na niego. Ostatnio kupiłam natomiast płatki kąpielowe z chlorkiem magnezu.


Do kupienia tutaj.

Jeśli chodzi o wątrobę i stres oksydacyjny niezmiennie stosuję NAC, czyli N-Acetylo-L-Cysteinę.


Do kupienia tutaj.

Ostatnio polecono mi natomiast Liv.52 z firmy Himalaya (stosowałam ich Cystone i byłam bardzo zadowolona), dokładnie ten. Jak skończy mi się Nac, wybiorę właśnie Liv.52.

– suplement z l-karnozyną i witaminą E wspomagający ochronę komórek przed stresem oksydacyjnym (dokładnie ten). Ja jednak wybrałam PepZinGl z firmy Doctor’s Best, zawierający kompleks cynku i karnozyny stanowiący ochronę przed nadmiernym stresem oksydacyjnym, pozytywnie wpływający na działanie układu pokarmowego, tłumiący stany zapalne. I tak chciałam wprowadzić cynk, więc tutaj mam dwa w jednym.


Do kupienia tutaj.

– witamina D3 w dawce 20 tys, co drugi dzień. Uznałam jednak, że mój obecny wynik jest bardzo dobry i zostałam przy dawce 4000 j.m. dziennie. Po 3 miesiącach sprawdzę poziom i wtedy ewentualnie zwiększę dawkę.


Do kupienia tutaj.

Do tej listy dodałam jeszcze kilka innych suplementów, ale planuję odrębny wpis o mojej obecnej suplementacji, w którym przedstawię Wam wszystko, co obecnie przyjmuję. Tak, lista jest długa i generalnie ubolewam nad tym, ale mam nadzieję, że to przejściowe.

Suplementację konsultowałam jeszcze z Markiem Fischerem, specjalistą „od przywracania miesiączek” (poważnie!). Co ciekawe, doktor Banach w czasie wizyty polecił mi właśnie jego osobę, nie wiedząc, że od kilku miesięcy jesteśmy w kontakcie.

Doktor Banach wspominał także o suplementach ziołowych obniżających poziom prolaktyny, m.in. polecanym często przeze mnie Cyclodynonie. Wynik na czczo mam prawidłowy, muszę jednak zrobić test z obciążeniem Metoclopramidem. Rozmawialiśmy również o „odblokowywaniu podwzgórza” przez mężczyzn stosujących sterydy czy o owentualnej konsultacji z osteopatą. Moja pani psycholog poleciła mi ostatnio dobrego, więc może się kiedyś wybiorę z ciekawości.

Gdyby nie czas, chętnie podyskutowałabym z panem doktorem dłużej. Bardzo zaimponował mi kompleksowym podejściem. W sumie jest pierwszym ginekologiem, u którego byłam, który nie wypisał mi recepty na antykoncepcję i nie powiedział, że będziemy się martwić, jak będę chciała mieć dzieci. Naprawdę wierzę więc, że może mi pomóc przywrócić płodność, jako oznakę zdrowia i równowagi w organizmie. Z góry zaznaczyłam w trakcie wizyty, że nie planuję ciąży i w żaden sposób nie zostało to negatywnie odebrane przez niego (a ostatnio w przychodni w ramach Świątecznej Opieki Zdrowotnej usłyszałam od młodej pani doktor, że POWINNAM zajść w ciążę i wtedy NA PEWNO wszystkie moje problemy zdrowotne się rozwiążą. Kiedy powiedziałam, że nie chcę mieć dzieci, oburzyła się, że to niemożliwe i że MUSZĘ w końcu poczuć instynkt macierzyński. Zabrakło mi słów, wzięłam receptę i wyszłam zniesmaczona).

Tak to więc pokrótce wygląda.

Reklamy

23 thoughts on “Plan działania

  1. Pingback: Przełom | Joanna Haśnik

  2. Pingback: Badania kontrolne krwi | Joanna Haśnik

  3. Pingback: Aktualna suplementacja | Joanna Haśnik

  4. Hej Joanna! O jakim kremie z progesteronem mówił Ci dr? Ja stosuję krem z Nowego Solutions. Kryzysowo posiłkuję się Progestella, kosztuje ok 30 zł i dostępna jest w Polsce ale chyba słabszy jest ten krem.

  5. Zle myslisz ze to od novo masz skutki uboczne.przy tak niskim ft3 wprowadzenie minimalnie wiekszej daki jest jak najbardziej na tak.To Twoj wysoki kortyzol daje takie objawy.przy wprowadzeniu t3 poziomy kortyzolu i zelaza musza byc optymalne.jezeli nie beda mozesz sie spodziewac takich reakcji.
    Izabella Wentz przeoczyla kilka waznych kwesti .Szczegolnie przy wypaleniu nadnerczy proponuje suplementacje dhea ,ktora jest niewskazana bo dhea moze przeksztalcac sie w estrogen,co w przypadku gdy jest sie dominantem estrogenu moze zaszkodzic a nie pomoc.dziwne ze lekarz proponuje taka ksiazke.

      • Ja odnioslam sie do wpisu sprzed dwoch lat.
        Wiem ze Ty masz niedobor estrogenu, wiec w Twoim przypadku wyszloby to na dobre,ale autorka ksiazki nie podaje informacji o dhea ktore moze przeksztalcic sid w estrogen ktory przy dominacji tego hormonu jest nam juz niepotrzebny.to jest tylko przyklad odnoszacy sie do mojego stwierdzenia ze Izabella Wentz nie powinna byc polecana jaka dobra ksiazke ,szczegolnie przez lekarza.

        • A ja myślę, że jest dobrą opcją dla początkujących, którzy powinni zadbać o wiele aspektów 😉 Jak każda pozycja ma swoje minusy, ale to normalne. Każdy jest inny, a ta książka to tylko drogowskaz. P.s. Skąd taki nick?

  6. Asiu, mogłabyś przy kolejnej wizycie pociągnąć temat Zespołu Pustego Siodła? Mi już w tomografii stwierdzano, ale nie wiem jakie to ma znaczenie i czy temat trzeba pociągnąć.

    • Z tego co mówił, że to właśnie może być przyczyna braku sygnału ze strony podwgórza do przysadki. Ale nic więcej nie wiem. Michał Undra wstawiał screen opisu z Endokrynologii Greenspana. Ale dopytam :) Generalnie chyba umówię sięna kolejną konsultację online, bo sporo pytań mi się nasunęło.

    • P.S. Ja też jakoś nie czuję powołania do macierzyństwa… Po pierwsze ze względów czysto życiowych (obciążenie nie swoimi kredytami, mieszkanie z teściową w M3, czyt. sytuacja w tej chwili bez wyjścia), po drugie ze względów mentalnych (wiem, że jestem za mało odpowiedzialna i dojrzała psychicznie, co zaskakujące w moim wieku, mój mąż trochę podobnie) i ogólnie zdrowotnych (zachodzenie w ciążę przy tych wszystkich problemach z jelitami, tarczycą, przysadką, guzkami i cholera wie czym jeszcze uważam za bardzo zły pomysł ze względu na późniejsze zdrowie płodu/dziecka)…
      Cieszę się, że mąż mi tego nie wypomina (rodzina na szczęście również). W końcu jeśli już będę za stara na ciążę, a będziemy mieli warunki, to zawsze pozostaje adopcja.

      • Ja generalnie nigdy nie chciałam mieć dzieci. Zawsze powtarzałam, że jeśli sytuacja materialna pozwoli będę chciała adoptować starsze dziecko, które ma najmniejsze szanse na nową rodzinę. Ale strasznie mnie denerwują ludzie, którzy uważają, że MUSISZ, te wszystki MADKI, które twierdzą, że nic nie wiem o życiu nie mając dziecka itd. Każdy ma wolną wolę i sam wie, co dla niego najlepsze.

  7. Stosuję już dłuższy czas krem z progesteronem. Polecam, ale wydatek rzeczywiście spory. Co do hormonów tarczycy,to na hormonach zawierających estrogen to zawsze leciały mi w dół i musiałam zwiększać dawkę eutyroxu, konwersja niestety też była gorsza. Gdy odstawiałam hormony dawkę eutyroxu też zmniejszałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s