Operacja

W czwartek miną 2 tygodnie od operacji. Już dawno miałam podsumować swój pobyt w szpitalu i napisać Wam parę słów o tym, jak przebiega rekonwalescencja, ale nie spodziewałam się, że kilka dni po powrocie do domu na łopatki rozłoży mnie… grypa jelitowa. Co więcej, początkowo byłam święcie przekonana, że przedawkowałam leki przeciwbólowe lub to skutki uboczne zażycia Ketonalu i spanikowana pojechałam na oddział neurochirurgi, gdzie dyżurujący lekarz kazał mi się uspokoić i pojechać do szpitala w swoim rejonie, gdzie podano mi tylko zastrzyk przeciwwymiotny. – Proszę Panią, ile Pani zażyła tych Apapów? Dwa? To by trzeba było zjeść całe opakowanie i popić wódką – lekarz dyżurujący śmiał się ze mnie, a ja chciałam umrzeć w gabinecie. Przez tydzień przeleżałam w łóżku, nie będąc w stanie nic przełknąć. Na szczęście już wszystko dobrze i powoli wracam do życia i pełni sił.


Po jelitówce przez kilka dni stosowałam dietę lekkostrawną: biały ryż, wafle ryżowe, dżem truskawkowy, twarożek naturalny, gotowane jajka, ziemniaki i zupy. W tym wypadku indeks glikemiczny zszedł na dalszy plan.

Wracając jednak do kwestii szpitala i operacji. O diagnozie pisałam Wam szczegółowo tutaj. Później nie odzywałam się przez dłuższy czas, praktycznie cały grudzień i styczeń miałam…straszną depresję. Jasne, początkowo cieszyłam się, że w końcu po 4 latach wiem, co mi jest, ale diagnoza bardzo mnie przytłoczyła, byłam zła na siebie, na lekarzy, na system. Nawet myślałam o powrocie na terapię, ale moja psycholog nie miała dla mnie czasu. W sumie nawet dobrze się stało. Poradziłam sobie sama, choć niestety głównie zajadając stres. Skończyło się 3kg na plusie, ale po jelitówce wróciłam już do wagi, w której czuję się najlepiej. Niestety, straciłam głównie mięśnie, ale nie spodziewałam się niczego innego, biorąc pod uwagę, że już 3 tygodnie nie miałam hantla w ręku. Trudno. Zrezsztą, wyglądam całkiem nieźle.

Całe szczęście nie uciekłam ze szpitala, choć i taka myśl chodziła mi w styczniu po głowie. Gdyby to była operacja z otwarciem czaszki, to na pewno bym się nie zdecydowała i czekała na rozwój sytuacji. Opcja przezklinowa była jakoś mniej przerażająca. No i nie musiałam golić włosów, które są moją największą świętością :D Jakoś przetłumaczyłam więc sobie, że nie mam innego wyjścia. Opcja pęknięcia guza i śmierci na miejscu była bardziej przerażająca, niż operacji, a na rezonansie wyszło, że już miałam w przeszłości jakiś wylew, więc ryzyko było spore.

Następujące objawy mogą stanowić wskazania do leczenie operacyjnego:
– zaburzenia ostrości i pola widzenia (tzw. odskroniowe ubytki pola widzenia), które świadczą o ucisku na skrzyżowanie nerwów wzrokowych,
– brak regresji wielkości guza/progresja wielkości guza pomimo stosowania leczenia farmakologicznego,
– narastające zaburzenia endokrynologiczne (akromegalia, choroba Cushinga, postępująca niedoczynność przedniego płata przysadki),
– poszerzenie układu komorowego,
– udar krwotowczny gruczolaka,
– płynotok nosowy.
W razie braku leczenia operacyjnego może dojść do postępujących zaburzeń widzenia, zaburzeń hormonalnych oraz narastania wodogłowia, jak również innych powikłań wynikających z ucisku rosnącego guza na struktury mózgowia.

Inne dostępne metody leczenia:
– metoda otwarta z otwarciem czaszki,
– metoda przezklinowa z użyciem mikroskopu,
– radioterapia,
Spośród wszystkich metod leczenia operacyjnego, metoda endoskopowa jest minimalnie inwazyjna, a zarazem skuteczna i daje możliwość całkowitego usunięcia zmiany.

Na oddział miałam się stawić we wtorek 5 lutego o godz. 7:30. Moja przyjaciółka przyjechała po mnie po 6:00 i na izbie przyjęć byłam już przed 7:00. Salowy po rejestracji i oddaniu kurtki i butów do depozytu zaprowadził mnie na oddział neurochirurgii na 6. piętro szpitala, ale jako, że nie było jeszcze wolnych łóżek, czekałam na korytarzu aż do 15:00. Na szczęście na oddziale znajdowały się dwie kuchnie z lodówkami, mikrofalówką i czajnikami, więc mogłam zrobić sobie na spokojnie kawę i popracować jeszcze przy komputerze.

W międy czasie pielęgniarka zarejestrowała mnie na oddziale, pobrała krew, byłam również na badaniu EKG. Oto moje wyniki:

WBC 5,28 10^3/µL (4,0-10,0)
RBC 4,61 10^6/µL (3,7-5,0)
HGB 14,3 g/dl (11,5-15,0)
HCT 43,00 % (36-46)
MCV 93,3 fL (84-98)
MCH 31,0 pg (27-31)
MCHC 33,3 g/dl (32-36)
PLT 220 10^3/µL
RDW 12,3 % (11,0-16,0)
RDW-SD 42,50 fL (38,90-50,00)
PCT 0,24 % (0,17-0,35)
MPV 11,1 fL (7-15)
PDW 13,1 % (9,0-17,0)
P-LCR 34,30 % (19,5-43,80)
NRBC# 0,00 10^3/µL (<0,015)
NRBC% 0,00 % (<0,030)
APTT czas kaolinowo-kefalinowy 29,7 sek (25,4-36,9)
Czas protrombinowy 11,3 sek (9,4-12,5)
INR 1,00 (0,8-1,2)
Aktywność protrombinowa 100,00 % (80,0-120,0)
ALAT 35,0 U/L (<34,0)
ASPAT 31,0 U/L (<31,0)
Bilirubina całkowita 0,36 mg/dl (0,30-1,2)
Glukoza 84,00 mg/dl (74,00-106,00)
Sód 140,5 mmol/l (136,0-146,0)
Potas 4,92 mmol/l (3,5-5,10)
Chlorki 105,00 mmol/l (96,00-106,00)
Kreatynina 0,89 mg/dl (0,66-1,09)
MDRD GFR >60 ml/min (>60)
Grupa krwi A
Czynnik RH RHD+ (dodatni)
Przeciwciała odpornościowe do antygentów krwinek czerwonych – nie stwierdzono
Anty-HCV ujemny
HBSAg ujemny

Zmartwił mnie jedynie odrobinę wynik enzymów wątrobowych, bo kilka miesięcy temu miałam dużo niższy. Poza tym cieszę się, że poznałam w końcu swoj grupę krwi.

Czekając na łóżko przyszła do mnie również pani dietetyk, żeby porozmawiać o tym, jakie mam oczekiwania co do diety. W czasie rejestracji zaznaczyłam bowiem, że nie spożywam glutenu, nabiału i cukru. Oczywiście, nie była mi w stanie zaproponować diety uwzględniającej eliminację wszystkich tych trzech grup produktów i stanęło w ostateczności na lekkostrawnej diecie bezglutenowej.

Jako jedyna na oddziale otrzymywałam posiłki w plastikowych, zafoliowanych pudełkach. Wbrew pozorom były bardzo dobre :D


Klops drobiowy z marchewką i ziemniakami.


Gotowane mięso mielone z drobiu z marchewką i ziemniakami.


Piątkowy dorsz gotowany na parze, również z marchewką i ziemniakami.


A tutaj niedzielne gotowane udko z kurczaka z burakami i ziemniakami.


Do każdego obiadu była również zupa. W ogóle w dniu przyjęcia na obiad dostałam właśnie tylko jedno danie, dopiero kolejnego przygotowano dla mnie drugie danie.


Zazwyczaj był to rosół z warzywami i ryżem.


A tutaj śniadanko: cały pomidor, miód, masło, jajko na twardo i całe opakowanie bio wafli ryżowych. Byłam w szoku, bo na pewno nie były tanie… Do tego był jeszcze serek homogenizowany lub twarożek naturalny.


Oczywiście, rodzice przywozili mi z domu jedzenie, za co jestem im bardzo wdzięczna, ale i bez niego spokojnie bym przeżyła. Poza tym w szpitalu była restauracja z ogromnym wybiorem posiłków obiadowych.


Ja chodziłam tylko na białą kawę, kiedy ktoś przyjechał do mnie w odwiedziny. Na zdjęciu ciasto marchewkowe mojej mamy. Podobno pyszne :D

Generalnie z jedzenia byłam bardzo zadowolona i wszystkim, którym wysyłałam zdjęcia posiłków byli w szoku, że szpital zaoferował mi tak dobre jedzenie. Wiadomo, to jest specjalistyczny szpital i stawki dzienne na pacjenta są na pewno dużo większe, niż w miejskich, ale jednak ekologiczne wafle ryżowe i to codziennie otrzymywane do śniadania mnie pozytywnie zaskoczyły. To samo jajka, nie musiałam gotować swoich, a miałam oczywiście jajowar. Zawsze ratował mi śniadania w czasie pobytów w szpitalach. Warto też podkreślić, że cały oddział był wyremontowany, wszystko pachniało nowością, łóżka były sterowane pilotem, w każdym pokoju telewizor (płatny, ale był), łazienka z prysznicem, ciepłą wodą, ręcznikami papierowymi, mydłem. Panie w pokoju też były bardzo miłe, chrapały w nocy, co mnie doprowadzało do szału, ale miałyśmy sporo wspólnych tematów. Generalnie większość pacjentów miała problemy z kręgosłupem i była w starszym wieku. Tylko ten jeden chłopak z Bytomia po operacji głowy był chyba rok, czy dwa lata młodszy.

Dzień przed operacją nie mogłam już niczego jeść od 20:00, ani pić od 22:00. Niestety, zagadałam się z własnie z tym chłopakiem z oddziału i zjadłam kolację dopiero o 21:00 :D Nie zauważyłam jednak, aby to w czymkolwiek przeszkodziło. Znajomy anestezjolog przepisał mi leki nasenne i uspokajające, więc przespałam całą noc, a z rana nawet nie zdążyłam się zestresować, a już jechałam przebrana w zieloną koszulę na blok operacyjny. Dopiero tam wpadłam w panikę i rozpłakałam się ze strachu. Serio, naprawdę bałam się, że się nie obudzę po operacji albo stracę wzrok lub pamięć. W końcu będą mi grzebać w głowie, lekarzowi zatrzęsie się ręka i nietrudno o tragedię. A niczego się tak nie boję w życiu, jak śmierci. Pani anestezjolog była jednak bardzo miła, rozśmieszała mnie i w sumie pamiętam tylko, że dwa razy wciągnęłam powietrze z maski tlenowej i potem obudziłam się dopiero w swoim pokoju, gdy pielęgniarka ubierała mi bluzkę. Popłakałam się z radości, że żyję, widzę i pamiętam, jak się nazywam :D Naprawdę.

Oczywiście, podpisując zgodę na operację miałam świadomość możliwych powikłań, a była ich cała lista. Znajomy anestezjolog wytłmaczył mi jednak wszystko na spokojnie i tak jak pisałam, dopiero na bloku zaczęłam się bać.

Każdy zabieg chirurgiczny wiąże się z ryzykiem krwotoku śród- i pooperacyjnego. Może to wymagać reparacji celem zaopatrzenia źródła krwawienia. W przypadku utraty dużej ilości krwi należy przetoczyć pacjentowi preparaty krwi lub preparaty krwiopochodne. W celu zminimalizowania ryzyka krwawienia każdy pacjent, który przyjmuje doustne leki przeciwkrzepliwe takie, jak Acard, Polocard, Warfaryna, Klopidogrel powinien odstawić je minimum 7 dni przed planowanym zabiegiemi w tym czasie, jeśli istnieje taka potrzeba, powinien podskórnie otrzymywać heparynę drobnocząsteczkową (Fraxiparyne, Clehane).

Jak to przeczytałam to obleciał mnie trochę blady strach, bo dopiero w poniedziałek odstawiłam Naltrexon, a nie powiedziałam lekarzom, że go stosowałam, bo nie jest to terapia uznawana w świecie medycyny konwencjonalnej. Na szczęście nie dostałam żadnego krwotoku.

Wśród najczęstszych powikłań po zabiegach endoskopowej resekcji guza kieszonki Rathkego nalezy wymienić:
– zaburzenia endokrynologiczne w tym moczówkę prostą, objawiającą się wzrostem pragnienia oraz ilością produkowanego i wydawlanego moczu, w pierwszych dobach po zabiegu istotna jest szczególowa analiza ilości wydalanego mocz (w I dobie pacjent jest zacewnikowany) oraz ilości przyjmowanych płynów tzw. bilans płynów; moczówka prosta jest w większości przypadków powikłaniem wycofującym się w ciągu pierwszych dni; w rzadkich wypadkach wymaga leczenie farmakologicznego.
– płynotok nodowy, tj. wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego z nosa, co może wymagać reoperacji lub/i założenia zewnętrznego drenażu lęźwiowego i unieruchomienia chorego na kilkadni,
– odma śródczaszkowa, może wymagać założenia zewnętrznego drenażukomorowego,
– wodogłowie, które może wymagać zaopatrzenia poprzez założenie zewnętrznego drenażukomorowego lub układu zastawkowego,
– pogłębienie zaburzeń widzenia,
– zakażenia w tym zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.

Całe szczęście, odpukać, ominęły mnie wszystkie skutki uboczne.

Dodatkowymi czynnikami ryzyka każdego zabiegu są zagrożenia związane ze znieczuleniem ogólnym oraz choroby współistniejące i inne czynniki takie, jak np.
– zaawansowany wiek pacjenta,
– choroby układu sercowo-naczyniowego (np. przebyty zawał serca,choroba niedokrwienna serca, arytmia, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze krwi i inne)
– choroby płuc (np. POCHP, astma, niewydolność oddechowa, rozedma, niedodma)
– choroby metaboliczne (np. cukrzyca, otyłość, zaburzenia hormonalne)
– przebyta zatorowość płucna, choroba zakrzepowa żył.
– alergie i uczulenia (w szczególności na leki)
– padaczka, choroby autoimmunologiczne i reumatyczne,współistniejące nowotwory,
– stosowanie używek, w tym alkoholi, nikotyny, narkotyków,
– przyjmowanie niektórych leków,
– przyjmowanie leków przeciwkrzepliwych (np. Acenokumarol,Warfaryna, Acard, Polopiryna, Aspiryna, Klopidogrel)
Ponadto należy się liczyć z ryzykiem wystąpienia innych nieopisanych powyżej komplikacji, które są czasem nieprzewidywalne.

Jak wygląda przygotowanie do zabiegu?

Każdy pacjent przyjmowany jest do szpitala co najmniej 2 dni przez zabiegiem celem przygotowania do operacji. Na przygotowanie składa się podawanie:
– Hydrokortyzonu dożylnie w dawce najczęściej 3x50mg,
– osłony na żołądek- Controloc 40mg – 1 tabletka rano,
– antybiotyku miejscowo do nosa – Neomycyna 4 razy dzień przed operacją.

A sam zabieg?

Zabieg endoskopowego usunięcia guza kieszonki Rathkego jest wykonywany w znieczuleniu ogólnym. Pacjent leży w pozycji na wznak. Czas zabiegu to średnio 70-80 minut. Zabieg wykonywany jest przez stały zespół, składający się z 2 neurochirurgów (operował mnie mój neurochirurg, ordynator oddziału) i laryngologa. W trakcie zabiegu, celem precyzyjnej lokalizacji siodła tureckiego, wykorzystując aparat rentgenowski.

Zabieg składa się z następujących etapów:
1. Część rinolaryngologiczna:
– przygotowanie prawego przewodu nosowego oraz zlokalizowanie ujścia zatoki klinowej przez laryngologa.
2. Część neurochirurgiczna:
– wprowadzenie neuroendoskopu do prawego przewodu nosowego, a następnie zatoki klinowej,
– otwarcie dna siodła tureckiego i nacięcie opony twardej,
– kontrola hemostazy, tak aby zakończyć zabieg przy braku jakiegokolwiek krwawienia,
– zamknięcie siodła tureckiego,
– wprowadzenie materiału hemostatycznego do prawego przewodu nosowego,
– założenie zewnętrznego opatrunku na nos.

W przypadku wystąpienia płynotoku śródoperacyjnego, tj. wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego widocznego w obrębie pola operacyjnego, może zajść potrzeba założenia zewnętrznego drenażu lęźdźwiowego – wprowadzenie drenu do przestrzeni podpajęczynówkowej poprzez nakłucie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Drenaż lędźwiowy zakłada się w trakcie znieczulenia ogólnego. Działanie to ma na celu zapobiec ewentualnemu płynotokowi nosowemu po zabiegu.

W „0” dobie po zabiegu pacjent pozostaje w łóżku, ma prowadzony szczegółowy bilans płynów (kontrola ilości płynów przyjmowanych i wydalanych), mocz oddaje przez cewnik. Z racji wprowadzenia materiały hemostatycznego przewód prawy nosowy jest niedrożny, co może wymagać oddychania przez usta.

Pacjent rutynowo jest uruchamiany w I dobie po zabiegu operacyjnym.

Każdy pacjent przechodzi co najmniej 2 kontrole laryngologiczne:
– I w 2-3 dobie po zabiegu,
– II około 2 tygodnie po zabiegu.

Oczywiście, kontrolowałam ilość spożywanych płynów, ale piłam ok. 2 litrów i tyle samo zwracałam, więc nie było żadnych powodów do niepokoju (pielęgniarki mówiły, że pewien mężczyzna wypił 16 litrów wody w jeden dzień). Częściej byłam w łazience przed operacją, więc chyba wszystko się tam ustabilizowało po operacji.

Nie spodziewałam się jednak, że będę miała założony cewnik i nie byłam przygotowana na to. Kupiłam sobie piżąmę z koszulką zapinaną na guziki, bo myślałam, że będę miała zabandażowaną głowę. Tymczasem, sami zobaczcie, miałam tylko  włożony tampon w prawej dziurce zaklejony plastrem. Na drugi raz zaopatrzyłabym się w koszulę nocną, bo tak cały dzień leżałam tylko w bluzce pod kołdrą. Dopiero następnego dnia, jeszcze mając cewnik ubrałam się w spodnie, bo musiałam iść do łazienki. Jakoś doszłam sama. Trochę kłuło mnie w głowie (tak jakby pulsowało momentami), ale byłam jeszcze na silnych lekach przeciwbólowych. W sumie podawano mi je dożylnie 3 razy dziennie aż do wyjścia ze szpitala. Dziś już nie odczuwam żadnego bólu, nawet malutkiego zakłucia. Dopiero później przyszła do mnie studentka 3. roku fizjoterapii na Uniwersytecie Medycznym, poprosiła mnie o wykonanie kilku ćwiczeń leżąc jeszcze w łóżku, później chwilę posiedziałam na brzegu łóżka i razem z takim specjalnym chodzikiem poszłyśmy się przejść wzdłuż korytarza. Później chodziłam już bez i generalnie po wyjściu ze szpitala nie odczuwałam już żadnych dolegliwości. Neurologicznie nie miałam żadnych deficytów. Gorzej się czułam po grypie jelitowej, ale to chyba kwestia leżenia w łóżku przez tydzień. W szpitalu w sumie tylko pierwszego dnia czułam się zmęczona i jak odwiedziła mnie przyjaciółka, a później siostra ze szwagrem, to poprosiłam ich, żeby już sobie poszli, bo nie miałam siły rozmawiać.

W sumie już na drugi dzień usunięto mi opatrunek zewnętrzny. Wiadomo, jeszcze nie byłam w stanie oddychać prawą dziurką, drugą też miałam zatkaną i musiałam oddychać ustami, co było bardzo męczące, szczególnie w nocy, a pierwszej nie mogłam wziąć Melatoniny na sen, żeby nie zamaskować jakiś zaburzeń neurologicznych (moja lekarka prowadząca o to prosiła). Zresztą nie byłam w stanie spać również z głodu i w nocy zjadłam kilka kostek gorzkiej czekolady i owocy mus z tapioką. W 1. dobie już zjadłam normalnie wszystkie posiłki.

W kolejnych dniach już złapałam taki „knif” z ułożeniem ciała w nowy, żeby chociaż lewą dziurką móc oddychać bez problemu. A co z prawą? W niej mam założony opatrunek samowchłanialny. Laryngolog twierdziła, że to, kiedy dziurka się odetka jest kwestią indywidualną, może za kilka dni, może za kilka tygodni. Miałam jednak dużo szczęścia, bo już na drugi dzień po wyjściu ze szpitala mogłam oddychać normalnie. Jeszcze przez kilka dni nie czułam zapachu, ani smaku, ale i to mi przeszło po kilku dniach. Wiadomo, jeszcze do dziś czasem pojawia się wydzielina z krwią, ale to normalne. Nie miałam na szczęście wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego.

Do 13 marca,do wizyty kontrolnej u neurochirurga muszę jeszcze codziennie przyjmować leki:
– na czczo Controloc 40mg (IPP),
– po śniadaniu Hydrokortyzon 20mg i Kalipoz (potas),
– o godz. 16:00 Hydrokortyzon 10mg,
– na noc Kalipoz (potas)

Przyznam, że obawiałam się sterydów, czy czasem nie przytyję od nich, ale unikam sodu w każdej postaci i nie zauważyłam na szczęście żadnych obrzęków, zatrzymywania wody itd. Lekarka uspokoiła mnie, że to malutka dawka. Mój neurochirurg zaproponował jeszcze mniejszene dawki, kiedy dzwoniłam do niegozapytać, czy ta biegunka i wymoty mogą być po Hydrokortyzonie, ale zaznaczył, że po sterydach to raczej powinnam się czuć lepiej, aniżeli gorzej i biorę tak, jak zalecono mi w wypisie.

W dniu wypisu miałam pierwszą kontrolę laryngologiczną. Pani doktor chyba przez pół godziny tłumaczyła mi, na co mam uważać po wyjściu ze szpitala. Pewnie nie będzie zadowolona z faktu, że złapałam grypę jelitową, ale serio nie wiem, jak do tego doszło, bo po powrocie do domu byłam tylko raz na dworze, wynieść śmieci i w aptece. Obawiam się więc, że już w szpitalu złapałam wirusa, a muszę zaznaczyć, że oddziałneurochirurgi był zamknięty dla odwiedzających właśnie ze względu na panującą grypę.

Wczoraj, po 2 tygodniach od wyjścia ze szpitala miałam pojechać na drugą kontrolę, ale wygląda na to, że laryngolog nie miała żadnej operacji przysadki , bo nie było jej w pracy. Mam się zgłosić dopiero w czwartek na godz. 11:00. Przeszło mi przez myśl, żeby sobie to odpuścić, bo nic się nie dzieje, ale wczoraj przypomniałam sobie, że muszę odebrać również wynik badania histopatologicznego, które zostało wykonane w czasie operacji. Przyznam, że mam lekkiego stresa i nawet napisałam dziś przyjaciółce, że mam nadzieję, że nic tam nie wyjdzie, bo inaczej się załamię. Tak się składa, że jestem ostatnio bardzo szczęśliwa i ostatnią rzeczą o jakiej teraz marzę jest chemio- lub radioterapia. Także trzymajcie kciuki jutro!

13 marca mam natomiast kontrolę u mojego neurochirurga. Przy wypisie dostałam skierowanie do przyszpitalnej poradni neurochirurgicznej, więc cieszę się, że nie muszę płacić za prywatną wizytę. Mam też nadzieję, że na kontrolny rezonans również dostanę skierowanie z NFZ. 600zł piechotą nie chodzi. Tym bardziej, że muszę porobić również po 6-8 tygodniach kontrolne badania hormonalne. Jasne, pewnie dostałabym skierowanie na diagnostykę, ale nie wiem, czy mam ochotę znowu przez tydzień leżeć w szpitalu. Mam nadzieję, że uda mi się ogarnąć jakieś zniżki lub umowę o współpracę i po prostu porobię sobie wszystko sama. Generalnie wszyscy mnie pytają, jak się czuję, czy zauważyłam jakąś różnicę, ale niestetyna razie nie. Coś mnie tam pobolewa, ale sama nie wiem dokładnie z czego to. Generalnie nie nastawiam się jakoś specjalnie, że przysadka zacznie pracować i wydzielać hormony, choć nie ukrywam, że wolałabym mieć opcję, aniżeli jej nie mieći czuć się… wybrakowana. Tak, wiem, ironia losu, całe życie nie chcieć, ale nie wiem, co mi odbije w przyszłości.

Tak samo muszę jeszcze zrobić kontrolne badania okulistyczne, choć ze zwrokiem nie mam żadnych problemów wynikających z obecności guza, ale w sumie już nie pamiętam kiedy byłam ostatnio u okulisty, a i w końcu muszę sobie kupić nowe okulary, bo moje obecne mają z 15 lat. Przyda się odświeżyć wizerunek. Nie, nikt, ani nic mnie nie zmusi do operacji laserowej korekcji wzroku, ani soczewek.

Także tak to wyglądało wszystko. Cieszę się, że już to za mną i odliczam dni do powrotu na siłownię. Dziś idę pierwszy raz na saunę :D Tak, tak, bez szaleństw :D Jeśli macie jakiekolwiek pytania, piszcie w komentarzach.

5 thoughts on “Operacja

  1. Podglądam cię od jakiegoś czasu, szukając rozwiązania dla swoich problemów zdrowotnych i trochę się martwiłam ciszą na blogu. Dobrze,że już po wszystkim.
    Zdrowia.

    • Bardzo mi miło :) Mam nadzieję, że udało Ci się rozwiązać swoje problemy. Teraz cisza może być z innego powodu, mianowicie dużej chęci do życia :D Podmienili mnie podobno w szpitalu :D

  2. Czesc Joasiu, niczego tak skoncentrowana nie czytałam jak Pani opisanych relacji z przebiegu choroby, życie lubi płatać cholerne figle ze zdrowiem, trzymam mocno kciuki i wiem ze bedzie dobrze, musi byc dobrze, nie ma innej opcji. Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s