zdrowie

Bezsenność

W ciągu ostatnich trzech lat udało mi się przywrócić względną równowagę w moim życiu. Wyregulowałam większość kwestii zdrowotnych, mam odpowiednio dobrane leki i suplementację. Jestem pod kontrolą dobrych specjalistów. Znalazłam dla siebie najlepszy styl odżywiania, a także intensywność i rodzaj aktywności fizycznej. Przepracowałam wiele trudnych dla mnie spraw. Kończę studia, prowadzę własną działalność, rozwijam się cały czas w zakresie dietetyki i treningu. Jedyne z czym nie mogę sobie poradzić od prawie dwóch lat, to… bezsenność.

W przeszłości bywało tak, że w najbardziej stresujących lub bardzo emocjonujących okresach życia, na przykład przed egzaminami na studiach nie potrafiłam w ogóle zasnąć lub budziłam się w nocy co chwilę. Pisałam Wam o tym już w artykule „Sen to zdrowie„. Takie stan nie trwał jednak długo. Dzień, dwa i wszystko wracało do normy. Nie sięgałam po żadne leki, ani suplementy. Mimo, że przewlekły stres towarzyszył mi odkąd pamiętam, na co dzień nie miałam problemów z bezsennością. Po intensywnych obozach harcerskich, całonocnych imprezach, czy ciężkiej pracy w hurtowni słodyczy kładłam głowę na poduszkę i spałam po kilkanaście godzin. Byłam w stanie zasnąć w samochodzie w drodze na mecz do Gdańska, gdy pracowałam jeszcze w Górniku. Ucinałam sobie drzemki w ciągu dnia.

Problemy zaczęły się w sierpniu 2017 roku. Spotkała mnie wówczas bardzo przykra sytuacja w życiu prywatnym. Wydawało mi się, że jestem już na tyle silna, żeby sobie z nią poradzić, ale to wszystko, co się wydarzyło po prostu mnie przerosło. Jedna nieprzespana noc, druga, trzecia… Byłam wykończona psychicznie i fizycznie. Co więcej, omawiając wszystkie wydarzenia na terapii psychologicznej, rozdrapałam wówczas tyle ran i dotknęłam tak trudnych tematów, że byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Kiedy kładłam się spać, nie mogłam opanować myśli. Było we mnie tyle złości, żalu i bólu. To był naprawdę trudny dla mnie czas.

Na początku próbowałam naturalnych metod wsparcia snu. Wieczorami uczęszczałam na jogę. Liczyłam, że uda mi się wyciszyć i uspokoić myśli, ale w trakcie praktyki nie byłam w stanie się skupić na żadnej asanie. Byłam jedną wielką tykającą bombą. Co tydzień chodziłam także na akupunkturę. Sesje wspierające sen również nie przynosiły żadnych rezultatów. Nie czułam żadnej różnicy. Stosowałam również adaptogeny, ale nawet większe dawki Ashwagandhy, czy Różeńca górskiego nie pomagały. Co więcej, gdy przesadziłam z ilością, byłam jeszcze bardziej pobudzona. Również na sesjach terapeutycznych stosowałyśmy różne techniki relaksacyjne, a przede wszystkim pracowałyśmy nad wyeliminowaniem stresorów. Mimo to dalej nie mogłam spać.

Ta sytuacja trwała kilka tygodni. Mimo, że negatywne emocje opadły, to problem z bezsennością się utrzymywał. Po każdej nieprzespanej nocy byłam wręcz nie do życia. Nie umiałam się skoncentrować na nauce, czytałam jedno zdanie po kilka razy i nie rozumiałam jego sensu. Byłam też nieustannie głodna. Nie potrafiłam się najeść i zajadałam kompulsywnie stres (więcej na ten temat pisałam w artykule „Kompulsywne objadanie się”). Zatrzymywałam wodę w organizmie. Przytyłam, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej mogłam pochwalić się najlepszą sylwetką od lat.

W aptece polecono mi takie suplementy, jak Forsen, zawierający kompleks ekstraktów roślinnych z owsa zwyczajnego, melisy, szyszek chmielu, czy szafranu L-teaniną wzbogacony L-tryptofanem, a także magnezem oraz witaminami B3 i B6. Czułam się po nich fatalnie, przytłumiona, śpiąca mimo kilku naprawdę mocnych kaw w ciągu dnia, bolała mnie głowa. Nie odczułam też różnicy w jakości snu. Wtedy też zwróciłam się do swojej znajomej farmaceutki z prośbą o pomoc. Poleciła mi stosowanie melatoniny na godzinę przed snem. Dokładnie tej z LEKAM’u, która jest zarejestrowana jako lek. Od razu sięgnęłam po 5mg, choć dostępne są również mniejsze dawki 1mg i 3mg. W końcu przespałam jednak kilka godzin. Zdarzały się jednak dni, że aby zasnąć musiałam wziąć podwójną, a nawet potrójną dawkę. Tak, brałam nawet 15mg, ale następnego dnia czułam się okropnie. Trudno mi naprawdę słowami to uczucie. Ania zaleciła mi 3-miesięczną kurację dla wyregulowania snu, a ostatecznie melatoninę odstawiłam dopiero…. 2 tygodnie temu.


Melatoninę kupowałam najczęściej tutaj.

Melatoninę stosowałam więc przez ponad półtora roku. Nie, nie bałam się uzależnienia, bo nie ma takich właściwości, ani jakiegoś negatywnego wpływu na zdrowie. Co więcej, są badania dowodzą, że melatonina może mieć potencjał terapeutyczny u kobiet z PCOS, obniżać poziom androgenów, poprawiać regularność cykli menstruacyjnych, pozytywnie wpływać na układ odpornościowy, a także jako silny przeciwutleniacz może działać przeciwnowotworowo, immunomodelująco, obniżać poziom lipidów, ciśnienie tętnicze krwi i glikemię. Tutaj możecie poczytać sporo ciekawych artykułów o działaniu melatoniny.

Również lekarze, do których chodzę nie mieli nic przeciwko stosowaniu przeze mnie melatoniny. Nie kazali jej odstawiać, skoro mi pomagała. Jedynie po operacji usunięcia torbieli kieszonki Rathkego, neurochirurg zalecił mi, aby nie ingerować w ten sposób w pracę mózgu. W zamian dostałam jakieś leki nasenne, ale nawet nie wiem dokładnie co (prawdopodobnie Hydroksyzynę, o której za chwilę). Jednocześnie żaden z lekarzy nie znalazł dla mnie recepty na polepszenie jakości snu. Zawsze mówiłam bowiem o tym problemie. Czy to u neurochirurga, endokrynologa, czy ginekologa. Jedni twierdzili, że może być to kwestia zaburzeń pracy tarczycy, drudzy – niedoborów estrogenów i progesteronu, inni – nadmiernego stresu i wysyłali mnie do psychologa i psychiatry. Chcieli przepisywać mi leki nasenne, ale nie zgadzałam się, bo uważałabym, że to byłoby tylko maskowanie przyczyny. Tak, rok temu, kiedy melatonina nie działała lekarka rodzinna przepisała mi Trittico CR.

Substancją czynną Trittico CR jest trazodon. Stosowany jest w leczeniu zaburzeń depresyjnych, w tym depresji przebiegającej z lękiem i zaburzeniami snu. Mechanizm jego działania polega na zablokowaniu wychwytu zwrotnego serotoniny przez komórkę nerwową, znajdującą się przed synapsą (połączenie dwóch neuronów). Prowadzi to do zwiększenia stężenia tego neuroprzekaźnika w szczelinie synaptycznej, a co za tym idzie do nasilenia przekaźnictwa za jego pomocą. Trazodon jest też antagonistą receptorów serotoninowych (blokuje te receptory), których pobudzenie skutkuje zwykle bezsennością, lękiem, pobudzeniem psychoruchowym i zaburzeniami sfery seksualnej.

Zalecono mi 1/3 tabletki 75mg na godzinę przed snem. Pierwszego dnia nie przespałam ani godziny. Drugiego – to samo. Trzeciego dnia wyrzuciłam już Trittico do kosza i sięgnęłam po melatoninę. Nie wiedziałam, że czasem potrzeba 2-3 tygodni, aby lek zaczął działać. Wtedy nie miałam tyle cierpliwości i siły, aby wytrzymać tak długo bez snu, a i nie miałam odpowiedniej wiedzy, jak mogłabym wesprzeć jego działanie.

Niestety, sama melatonina często mi nie pomagała, a i wiedziałam też, że zwiększenie dawki fatalnie odbija się na moim samopoczuciu. Przez te półtorej roku wypróbowałam więc wiele suplementów i leków, które lepiej lub gorzej wpływały na jakość i długość mojego snu. Z wielu z nich nie jestem dumna, ale nie zrozumie tego nikt, kto nie spał przez kilka dni.

  • przed samym snem piję cytrynian magnezu (dokładnie ten), trudno mi powiedzieć, czy działa korzystnie, czy nie, ale traktuję go jako wsparcie snu. Poza tym suplementację zalecił mi mój kardiolog w związku z niedomykalnością zastawki mitralnej. Czasami robię sobie także kąpiele magnezowe w wannie lub moczę stopy.


Chlorek magnezu kupowałam w sklepie fitness-food.pl. Z hasłem JOAHAS 6% macie 6% zniżki.

  • za namową znajomych trenerów i dietetyków przetestowałam przed snem takie preparaty, jak GABA, 5-HTP, tryptofan, czy teaninę. Najlepiej sprawdziła się chyba GABA, zasypiałam szybko, ale rano czułam się bardzo przytłumiona i to skutecznie zniechęciło mnie do jej stosowania na dłuższą metę.
  • stosowałam także różne adaptogeny, w tym ashwagandhę, różeniec górski i macę. Zarówno w formie tabletek, jak i sproszkowanej. Niestety, organizm szybko przyzwyczaił się do nich i musiałam zwiększać mocno dawki, aby w ogóle odczuć jakąkolwiek różnicę. Niestety, to spowodowało, że wieczorem zamiast się zrelaksować czułam się pobudzona i zrezygnowałam z ich suplementacji.
  • Monika Gackowska-Lisińska w czasie konsultacji moich badań analizy pierwiastkowej włosa poleciła mi ekstrakt z męczennicy w formie płynnego wyciągu i ten preparat stosowałam przez ostatnie 10 miesięcy. W połączeniu z melatoniną i pregnenolone sprawdzał się u mnie najlepiej. Męczennica ułatwia zasypianie i poprawia jakość snu, moduluje pracę układu nerwowego, redukuje napięcie nerwowe, tłumi napady lęku i paniki, a także łagodzi negatywne emocje. Jest polecana osobom, które kiepsko radzą sobie ze stresem i silnymi emocjami, odczuwają nieuzasadniony niepokój, borykają się z bezsennością. Męczennicę stosuję nadal na godzinę przed snem.


Ekstrakt możecie kupić tutaj.

  • swego czasu Julia Morawska (Cichaczewska) zaproponowała mi natomiast 10-procentowy olejek CBD do stosowania przed snem. Czytałam już o nim dużo w ostatnich latach i stwierdziłam, że w sumie nie mam nic do stracenia. Cena oczywiście powala, ale dzięki rabatowi z Muscle Zone wyszło dużo taniej (7% na hasło JOAHAS). Niestety, po zastosowaniu 10 kropli przespałam może godzinę lub dwie. Z kolei rozłożenie dawek w ciągu dnia sprawiło, że dwukrotnie prawie zemdlałam. Na razie odstawiłam więc olejek, ale może jeszcze do niego wrócę, niekoniecznie w celu leczenia bezsenności, ale ogólnie wsparcia organizmu. Olejek CBD ma chociażby cenne dla mnie właściwości przeciwzapalne i przeciwnowotworowe.


Olejek kupiłam tutaj.

  • kolejnym suplementem, który stosowałam w ostatnich miesiącach w połączeniu z melatoniną i ekstraktem z męczennicy był pregnenolone. Polecił mi go Marek Fischer, kiedy jeszcze nie stosowałam Hormonalnej Terapii Zastępczej jako związek będący prekursorem hormonów płciowych. U mnie jednak zdecydowanie najlepiej wpływał na sen. Metabolity pregnenolonu są bowiem modulatorami receptorów GABA, przez co mogą nasilać działanie tego hamującego neuroprzekaźnika. Skutkuje to większym spokojem i relaksem, lżejszym odczuwaniem stresu oraz mniejszym napięciem mięśniowym. Dodatkowo pregnenolone promuje wzrost neurotroficznego czynnika BDNF, który stymuluje neurogenezę i działa przeciwdepresyjnie. Tuż przed zgaszeniem światła w sypialni ssałam dwie tabletki (w sumie 50mg) i po kilku minutach ścinało mnie z nóg. Pregnenolone ułatwiał mi zasypianie, ale też wpływał pozytywnie na długość snu. Rano nie odczuwałam żadnych skutków ubocznych jego stosowania, stąd tak długa suplementacja.


Pregnenolone możecie kupić tutaj. Polecam pastylki do ssania, mają pyszny wiśniowy smak. Poza tym działają zdecydowanie szybciej, niż tabletki.

  • od dobrych kilku miesięcy, z przerwą na operację i leczenie Hydrokortyzonem stosuję także LDN, czyli niskie dawki Naltrexonu. Tak, tak, już od dawna Wam obiecuję odrębny wpis o tym leku i jego działaniu i na pewno powstanie.

Naltrexon to silny odwrotny agonista receptorów opioidowych używany w terapii odwykowej. W około 10–krotnie niższych dawkach daje wyraźne rezultaty kliniczne w leczeniu różnego typu nowotworów (glejaki, chłoniaki), stwardnienia rozsianego, łuszczycy, nietolerancji histaminy, chorobie Leśniowskiego-Crohna, Wrzodziejącym Jelicie Grubym, Zespołu Jelita Drażliwego, choroby Alzheimera i Parkinsona, AIDS, fibromalgii, czy Hashimoto. Ciekawostką jest, że Naltrexon jest składnikiem Mysimby, leku wspomagającego odchudzanie stosowanego w przypadku dużej otyłości. LDN działa poprzez blokowanie opioidowego czynnika wzrostu, a także ścieżkę receptora tego czynnika. Proces ten pomaga zwiększyć odporność organizmu i jego naturalną obronność. Tymczasowe zablokowanie tego szlaku, prowokuje organizm do próby przywrócenia balansu. Wytwarza więc większą ilości beta-endorfin i met-enkefaliny (naturalnych opioidów w organizmie). Wiele tkanek ciała, posiada receptory tych endorfin i enkefalin – m.in. wszystkie komórki układu odpornościowego organizmu. Nowotwory i choroby autoimmunologiczne powodują niski poziom endorfin we krwi, przyczyniając się do niedoboru immunologicznego, związanego z chorobą. Można to zaobserwować w przypadku HIV/AIDS – ich rozwój przyśpiesza deficyt endorfin. LDN ma zdolność korygowania ich niedoborów (podobnie jak deficytu enkefaliny), pobudzenia układu immunologicznego oraz zwalczania stanów zapalnych i zmian, będących konsekwencją choroby.

Na LDN zdecydowałam się w dużej mierze w celu poprawy jakości snu. Niestety, jego stosowanie w godzinach wieczornych bardzo mnie pobudzało, więc w tym celu również się u mnie nie sprawdził. Nie chciałam jednak rezygnować z niego, więc przesunęłam dawkowanie na rano i łykam go godzinę po śniadaniu. Na początku LND powodował u mnie bardzo realistyczne sny, co było całkiem fajnym doświadczeniem. Niestety, po przerwie na operację sny już nie wróciły. Mimo to nadal go stosuję, bo na pewno ma pozytywny wpływ na moją tarczycę i układ odpornościowy.


LDN zamawiam w aptece
Vitalis w Katowicach.

  • w ubiegłym roku, kiedy to wystąpiły u mnie jakieś dziwne objawy alergii (wysypka na twarzy, katar) sięgnęłam po przeciwhistaminowy Zyrtec. Alergia minęła, ale ja zauważyłam, że lek działa u mnie… nasennie przyspieszając zasypianie i ratowałam się w nim latem ubiegłego roku w czasie sesji na studiach. Nie jestem z tego dumna, zjadłam dobre kilka opakowań, ale wtedy zależało mi tylko na tym, aby zasnąć i nie interesowało mnie jakim kosztem. Po jakimś czasie przestałam jednak odczuwać korzyści z jego stosowania i już więcej nie sięgnęłam po niego.
  • przypadkowo znalazłam jednak nowy preparat, którym ratowałam się w ostatnich miesiącach. W marcu zaczął boleć mnie ząb i ojciec dał mi Apap Noc. Przespałam wtedy pierwszy raz od kilku miesięcy ponad 8 godzin i wstałam wypoczęta bez bólu głowy. Ząb przestał boleć, ale ja zaopatrzyłam się w cały zapas Apapu Noc, który zawiera dwie substancje czynne: działający przeciwbólowo paracetamol oraz difenhydraminę, która hamuje działanie histaminy i łagodzi objawy reakcji alergicznej, takie jak kichanie, wyciek z nosa, obrzęk i świąd błon śluzowych, łzawienie. Jednocześnie działa uspokajająco i nasennie. Ułatwia zasypianie i zapobiega nocnym przebudzeniom spowodowanym odczuwaniem bólu. Początkowo ratowałam się nim tylko w sytuacji, kiedy faktycznie mimo wzięcia melatoniny i pregnenolonu nie mogłam zasnąć, ale ostatnio w czasie sesji już łykałam go codziennie przez kilka tygodni. Tak, kilka tygodni. Mój układ pokarmowy, wątroba, czy nerki na pewno dostały nieźle popalić, jestem tego świadoma, ale to pokazuje tylko jaka byłam zdesperowana.

Jak widzicie trochę tego było. Dochodziły jeszcze kolejne próby z jogą, akupunkturą, wieczornym saunowaniem czy sesje psychoterapii nastawione na znalezienie możliwych przyczyn problemów ze snem i relaks. O higienie snu nie wspominając, bo staram się kłaść najpóźniej do 22:00 w tygodniu (w weekendy zdarza mi się później, ale nie zarywam nocy), wyłączam komputer po godz. 20:00, używam filtrów światła niebieskiego na telefon, odpowiednio komponuję wieczorne posiłki i zjadam je 2 godziny przed snem (nie później), zaciemniam pokój, czy też nie uprawiam wieczorem żadnej intensywnej aktywności fizycznej. Mimo to te półtora roku było jedną wielką sinusoidą pod względem jakości i długości snu. Czasem przez miesiąc spałam naprawdę nieźle, by nie zmrużyć praktycznie oka przez tydzień, kiedy w moim organizmie szalały endorfiny i dopamina (chemia miłości to temat na odrębny artykuł, ale fizjologia zakochania się jest niesamowita).

Nieustanne ratowanie się w ostatnim czasie Apapem Noc sprawiło jednak, że coraz częściej myślałam o włączeniu leków nasennych. Poza tym nawet z Apapem budziłam się o 3:00, czy 4:00 w nocy i nie mogłam już dalej spać, wstawałam coraz wcześniej choć moja praca wcale tego nie wymagała, a około 16:00 zaliczałam totalny zjazd energetyczny. Mimo, że byłam wykończona i miałam możliwość ucięcia sobie drzemki, nie byłam w stanie zasnąć. Postanowiłam więc działać. Już dawno szukałam w Internecie informacji o Poradni Leczenia Zaburzeń Snu i wiedziałam, że w Katowicach jest prywatna praktyka. Kiedy więc w maju wykończyłam w kilka dni kolejne duże opakowanie Apapu Noc, wkurzyłam się sama na siebie, znalazłam numer w Internecie i zadzwoniłam umówić się na wizytę. To była moja ostatnia deska ratunku. Rejestratorka zapytała, z czego mogą wynikać przypuszczalnie moje problemy. Czy na przykład z bezdechu sennego, z depresji czy z problemów neurologicznych. Trudno mi było odpowiedzieć na to pytanie, bo w końcu gdybym wiedziała, to już bym coś z tym zrobiła. Odrzuciłam jedynie spotkanie z psychoterapeutą i zdecydowałam się ostatecznie na konsultację z neurologiem. To był dobry wybór.

Na wizytę w katowickim Avimedzie czekałam ok. 6 tygodni. Przed wejściem do gabinetu musiałam wypełnić kilka ankiet z pytaniami nawiązującymi do problemów z bezsennością (np. czy ucinam sobie drzemki w ciągu dnia, czy zasypiam przy telewizorze), a także musiałam opisać swoją historię zdrowotną i wymienić przyjmowane leki. Neurolog jednak poprosił już w gabinecie, abym sama opowiedziała mu, jak zaczęły się moje problemy z bezsennością, jak dokładnie się objawiają. Pytał kiedy się nasilają. Dokładnie przeanalizował moją historię zdrowotną, a także wyniki badań z ostatnich lat. Interesowało go również moje życie prywatne, zawodowe, kwestia terapii. Rozmawialiśmy chyba przez godzinę. Na podstawie tych wszystkich informacji neurolog stwierdził, że jego zdaniem u podłożona mojej bezsenności raczej nie leżą przyczyny zdrowotne, zaburzenia hormonalne czy jakieś niedobory. Biorąc pod uwagę moje problemy z zaśnięciem, jak i wybudzanie się w nocy uznał, że to raczej kwestie emocjonalne, lękowe, stresowe. Nieprzepracowane cały czas kwestie z przeszłości.

Wiadomo, prościej byłoby usłyszeć, że to kwestia zdrowotna i sięgnąć po tabletkę. Tymczasem neurochirurg zalecił mi podjęcie specjalistycznej terapii psychologicznej oraz pewne zmiany w moim życiu prywatnym. Nie, nie zdziwiło mnie to w żaden sposób, bo temat tej akurat terapii już dawno chodził mi po głowie. Parę lat temu podejmowałam pewne próby, ale wtedy to jeszcze nie był mój czas, a ostatnio jakoś brakowało mi jakoś motywacji. Nie myślałam też, że to może mieć jednak taki wpływ na mój sen. Wizyta w poradni zmobilizowała mnie więc do działania i faktycznie zdecydowałam się zakończyć współpracę z moją dotychczasową psychoterapeutką i podjąć nową terapię. Było mi szkoda, ale nie można pracować z dwoma osobami jednocześnie. Poza tym z panią Agatą już chyba zrobiłyśmy wszystko, co chciałyśmy i jak sama powiedziała mi na pożegnanie, muszę zrobić kolejny krok na drodze do mojej życiowej równowagi. Dziś jadę więc już na trzecie spotkanie.

Na czas pracy nad sobą i wdrażania kolejnych zmian w moim życiu doktor przekonał mnie jednak do leków nasennych. Jego zdaniem stosowanie melatoniny w moim przypadku nie ma najmniejszego sensu, bo nie mam zmianowej pracy, ani nie latam między strefami czasowymi. Zalecił mi więc Trittico CR (1/3 tabletki, a po 2 tygodniach 2/3) w połączeniu z Hydroksyzyną 10mg.

Hydroksyzyna to działaniu uspokajającym, przeciwlękowym, nasennym i przeciwhistaminowym. Substancją czynną preparatu jest hydroksyzyna, lek uspokajający, przeciwlękowy oraz przeciwhistaminowy. Nie wpływa na czynności kory mózgowej, natomiast jej działanie uspokajające jest prawdopodobnie związane z hamowaniem aktywności ośrodków podkorowych. Stosowana w stanach lękowych łagodzi uczucie zagrożenia, niepokoju i zmniejsza napięcie mięśniowe. U osób z zaburzeniami lękowymi i bezsennością powoduje wydłużenie całkowitego czasu snu, skrócenie okresów przebudzeń w nocy i czasu zasypiania. Nie wywołuje zaburzeń pamięci, po przerwaniu stosowania nie występują objawy odstawienne.

Neurolog stwierdził, że muszę dać szansę Trittico, bo czasem nawet po 2-3 tygodniach można odczuć jego działanie. Doraźnie przed samym snem zapisał mi Hydroksyzynę 10mg, ale zaznaczył, że gdyby sen nie przychodził, mogę wziąć nawet 2 tabletki. To byłoby jednak straszne, bo po jednej tabletce następnego dnia czułam się tak śpiąca, że ciężko byłoby mi funkcjonować. Na treningu miałam puls 50/min, gdzie normalnie wynosi on ok. 100-120/min. Przez ostatnie 2 tygodnie przetestowałam już jednak opcję z 1/4 i 1/2 tabletki i w zależności od samopoczucia biorę właśnie ćwiartkę lub połówkę. Dodatkowo stosuję ekstrakt z męczennicy i magnez co drugi dzień. W końcu zaczęłam przesypiać 8 godzin, czasami budzi mnie dopiero budzik, a i według danych z mojej opaski MiniBand3 czas głębokiego snu znacznie się wydłużyć i czasem dochodzi do 4 godzin (zazwyczaj ok. 2 godziny). Da się to odczuć, bo moje samopoczucie jest zdecydowanie lepsze.

Zdaniem lekarza stosowanie leków nasennych wcale nie musi być przewlekłe i spokojnie za jakieś pół roku możemy spróbować je odstawić. Mam taką nadzieję, ale też zdaję sobie sprawę, że nie będzie to proste, bo czeka mnie naprawdę trudny rok. Taka terapia nie jest łatwym procesem i już po ostatnim spotkaniu wiem, że będzie bardzo ciężko i bardzo boleśnie, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawię, jak dużo może mi to dać. I nie tylko mi. A zmiany w moim życiu naprawdę są konieczne i zdaję sobie sprawę, że zwlekałam z nimi zbyt długo. Cieszę się więc, że trafiłam na tak świadomego lekarza, który nie tylko potrafi przepisywać recepty, ale też szuka przyczyn problemów ze snem.

14 myśli w temacie “Bezsenność”

  1. Od 16 roku zycia zajechalas sie antykoncepcja. DNA-neurologia- hormony . A Ty tabletkami chcesz odzyskac rytm dobowy kiedy masz rozjechany metabolizm. 🤷‍♀️

    Jedz do Niemiec znajdz dobrego lekarza homeopate i zacznij sie kochana naprawde leczyc bo bez snu sie rozsypiesz predzej czy pozniej i powie Ci to kazdy rosadny lekarz.

    Probujesz leczyc chorobe a nie regulowac organizm czyli nie leczysz siebie tylko leczysz choroby. Daleko tak nie zajdziesz bo nic nie leczysz 🤷‍♀️

    A juz w ogole myslenie ze tabletka albo CBD naprawi Ci rytm dobowy kiedy masz neurologie rojechana i hormony na poziomie juz ekspresji genow jest dla mnie nie do pojecia.

    To nie hejt. Obudz sie, siegnij po inne metody jak widzisz ze wcale nie zdrowiejesz a stoisz w miejscu.

    Z calego serca zycze zdrowia bo wiem co czujesz. Kiedys tez spac nie moglam. Obecnie moj rytm wraca do normy dzieki umejetnemy stosowaniu homeomeopatii !

    Pozdrawiam !

      1. Witam . Moja historia jest podobna nie śpię 2,5 roku nic nie pomaga,prawie straciłam pracę. Dodatkowo mam podwyższone leukocyty i neutrofile we krwi a lekarze twierdzą że wszystkie objawy wymyśliłam nie biorą wogóle moich wyników z morfologii pod uwagę. Chciałabym zapytac o twoją morfologię czy masz prawidłową ?

  2. Joanna, w 2017r. Odszedł od Ciebie kolejny chłopak. To nie powód do dramatu. Ta przykra sytuacja mogła się wydarzyć nie jeden raz. Życie nie nauczyło Cię, że faceci czasem bawią się kobietami i trudno tego nieraz uniknąć? To nie koniec świata. Żyć trzeba dalej. No chyba nie było jakiegoś gwałtu lub zakładu, że się z Tobą przespi tylko bez miłości? Wątpię by aż tak wielki dramat Cię spotkał.

  3. Ja po trittico chodziłam spuchnięta – wręcz zatykało mi nos. Był jeszcze flirt z mirtagenem, ale to też nie to. Teraz diphergan, który praktycznie odstawiłam, bo sen się wyregulował. Życzę powodzenia w walce z bezsennością!

  4. nie zazdroszczę problemów ze snem. ja nigdy nie miałam aż takich, chociaż kilka lat temu ogrom stresu nie dawał mi spać (jednej nocy w życiu nie przespałam wcale) i od tego czasu wzięłam się za swoje zdrowie. wcześniej jeszcze były imprezy i intensywny sport, co pewnie w którymś momencie wybiło mnie z rytmu dobowego. ten jednak od lat stylu życia paleo mam unormowany. stres zdarza mi się okazjonalnie i wtedy faktycznie nie sypiam najlepiej. doraźnie pomaga bardzo wygodny w użyciu i smaczny validol – bez recepty i na bazie ziół.
    jednak na co dzień nie mam stresu i powinnam sypiać super. mam dobry materac, też używam filtrów, zmieniam oświetlenie na wieczór, wypróbowałam jogę, akupunkturę i sporo suplementów, w tym l-teaninę, treonian magnezu, wysoko procentowe CBD, zamierzam jeszcze poeksperymentować z olejkami eterycznymi w tym z copaibą, która też zawiera kannabinoidy.
    staram się eksponować na słońce, mieć aktywność fizyczną w ciągu dnia, nie mam zdiagnozowanych żadnych większych problemów zdrowotnych, chociaż nie wszystkie wyniki hormonów mam idealne. zamierzam jeszcze sprawdzić poziom histaminy (przy okazji może to wyjaśni to inny problem o tajemniczej przyczynie, który widuję od kilku lat – puchnących mi czasem rano górnych powiek – gdzieś wyczytałam, że to może też od przysadki).
    mój problem to nie tyle bezsenność, co jakość snu. od paru miesięcy problem potwierdzony bardziej obiektywnie: monitoring snu na fitbicie. mam za mało snu głębokiego, czasem zaledwie kilka procent, kiedy średni prawidłowy zakres to 12-23%. mój rekord to 16%… od święta. kiedy się nie obudzę, czy w środku nocy, czy po 12 godzinach, sama czy z budzikiem – zawsze budzę się z resztek snów, które nie są koszmarne, ale też nie są przyjemne i mam uczucie braku regeneracji tak psychicznej, jak fizycznej. wybudzanie się i inne fazy raczej w normie, chociaż czasem za dużo snu lekkiego kosztem głębokiego.
    pomysły już dawno mi się skończyły, jak pogłębić sen. próbowałam brać coś na acetylocholinę, teraz jeszcze próbuję medytacji, konkretnie Ziva, intensywniejszego wysiłku fizycznego…
    czy spotkałaś się może z takim problemem u kogoś ze swoich podopiecznych? masz może jakiś pomysł, co może być przyczyną i co warto sprawdzić albo wypróbować?

      1. tylko cały problem w tym, że w Polsce bywam raz na pół roku, więc nawet mam problem, żeby porobić wszystkie zalecone badania (konsultuje się aktualnie z Moje Smaki Paleo/Zdrowia), a mojego lekarza w UK to aż tak bardzo nie interesuje ;-) na drugą wizytę u specjalisty czekam z innym problemem już ponad rok, a leczenie się tu prywatnie jest zdecydowanie za drogie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s