lifestyle

Nic na siłę

Żona wykupiła u mnie treningi dla męża, ostatecznie ćwiczyłam z żoną. To żona chciała, żeby jej mąż zaczął się ruszać, ale on wcale nie czuł takiej potrzeby. Przyszedł na jeden trening, potem miał „zakwasy”, dziecko zachorowało, musiał zostać dłużej w pracy. Ostatecznie zapytałam go, czy ma ochotę trenować. Odpowiedział zgodnie z prawdą, że żona go zmusza i podziękowaliśmy sobie za współpracę. Z żoną ćwiczyłam 2 lata, bo w sumie to ona chciała ćwiczyć siłowo, ale się wstydziła. Mąż gra w tenisa i z tego co widzę, robi to z przyjemnością.

Córka kupiła dla ojca w prezencie dietę, ale na spotkaniu okazało się, że pan wcale nie chce nic zmieniać w swoim jadłospisie. Otrzymał zalecenia i dietę, ale z tego co wiem, wcale się do nich nie stosował. Córka wydzwaniała, co robić, żeby zaczął dbać o siebie. Kazałam jej odpuścić. Ojciec wiedział, że jeśli poczuje potrzebę zmian, to wtedy mu pomożemy. Nic więcej nie mogłyśmy wtedy zrobić. Ostatecznie zadzwonił po roku, kiedy po rozmowie z lekarzem zrozumiał, że jeśli chce żyć, musi pożegnać się ze słodyczami, piwem i golonką i więcej się ruszać.

Często wydajemy nam się, że chcemy dobrze, ale jeśli ta druga osoba nie czuje potrzeby zmian, to nie zmusimy jej. Nieważne, czy chodzi o dietę, aktywność fizyczną, pójście do lekarza, rzucenie palenia, zmianę pracy. My będziemy się denerwować, że ktoś nie spełnia naszych oczekiwań, a ta druga osoba, że narzucamy jej swoją wolę.


Zawsze, gdy ktoś kupuje u mnie bon podarunkowy wypytuję szczegółowo, czy obdarowywana osoba na pewno chce podjąć ze mną współpracę, a na przeszkodzie stoją na przykład kwestie finansowe.

Czasem bardzo trudno jest odpuścić. Miałam tak z ojcem, któremu przez lata próbowałam wytłumaczyć, że to, co je totalnie mu szkodzi. Denerwowałam się, że je słodycze, po czym wstrzykuje większą dawkę insuliny, czy je przypalone mięso, lecząc się onkologicznie. Dopiero po kilku sesjach terapii zrozumiałam, że mogę coś zalecić, mogę dać do zrozumienia, że może liczyć na moją pomoc i wsparcie, ale decyzja zawsze zależy od niego. Parę tygodni temu sam stwierdził, że czas coś zmienić i dziś spotykamy się z dietetyczką onkologiczną z Krakowa, bo sama nie mam zbyt dużego doświadczenia w leczeniu żywieniowym, a i jak ktoś obcy coś zaleci, to rodzinie jakoś łatwiej się do tego stosować, bo „co Ty tam Asia wiesz”.

Prościej mi już odpuszczać, bo sama zrozumiałam, jak to jest być namawianym na coś, na co nie ma się ochoty. Przez lata wiele osób próbowało mnie przekonać do zrobienia prawa jazdy, ale zawsze mówiłam, że nie mam pieniędzy, albo że i tak nie stać mnie na samochód. Opowiadałam też historię wypadku samochodowego, który miałam tuż po 18. urodzinach. Wracając do domu z mojego zobowiązania instruktorskiego, skasowaliśmy ze znajomymi z harcerstwa w Zabrzu przez nieuwagę samochód na skrzyżowaniu. Miałam wstrząs mózgu i złamane żebra. Na własne życzenie wypisałam się ze szpitala i pojechałam na drugi dzień w Bieszczady na 3 tygodnie. Potem przez lata walczyłam z bólem w klatce piersiowej, a na dźwięk pisku opon robiło mi się słabo.

Poza tym moi rodzice nie mieli samochodu. Tata podobnie, jak ja dotychczas, wszędzie jeździł autobusem i rowerem. Pracując w Górniku Zabrze wiele osób mówiło mi, że dobrze byłoby, gdybym zrobiła prawko, bo moglibyśmy się zmieniać za kierownicą, jeżdżąc na dalekie wyjazdy na mecze. Nikt mi jednak nie powiedział, że albo zrobię prawo jazdy, albo do widzenia, więc przez te 7 lat pracy radziłam sobie bez niego. Ok, faktycznie raz zapisałam się na kurs. Planowałam, że zespół pojedzie na 3 tygodnie do Turcji, a ja w tym czasie zaliczę zajęcia praktyczne, bo będę miała więcej czasu. Ostatecznie trener Adam Nawałka stwierdził, że jadę z nimi i na prawko nie dotarłam.

Śląsk ma tak dobrze rozwiniętą komunikację miejską, że często szybciej dojeżdżam gdzieś tramwajem, niż inni samochodem. Poza tym w autobusie mogłam czytać książki lub uczyć się na zajęcia na studiach, co w samochodzie nie jest możliwe. Bilet miesięczny jest sporo tańszy, niż utrzymanie samochodu, co dla mnie też było ważne. Poza tym bałam się zawsze, że jak zrobię prawko, to zostanę naczelnym kierowcą rodziców (na cmentarz, do lekarza) i znajomych po imprezach, bo sama nie piję alkoholu. Zapierałam się więc rękami i nogami, a odkąd w Polsce pojawił się Uber, to w podbramkowych sytuacjach już nawet nie proszę znajomych o podwózkę, a zamawiam Ubera.

Dopiero parę tygodni temu, po tym, jak ze względu na bardzo długi dojazd autobusem, musiałam zrezygnować z ciekawej oferty współpracy z poradnią psychologiczną, treningów personalnych w Gliwicach, czy na wizytę domową do klientki jechałam w jedną stronę prawie 2 godziny, a samochodem mogłabym 30 minut, poczułam potrzebę zrobienia prawa jazdy. Zrozumiałam, że ułatwiłoby mi to życie, pozwoliło się rozwijać zawodowo, więcej zarabiać i mieć więcej czasu wolnego. Moi rodzice bardzo często potrzebują ostatnio mojej pomocy, jeżdżę z nimi do lekarza, odwiedzam w szpitalu, odbieram jakieś dokumenty z przychodni, albo jeżdżę po miastach ościennych w poszukiwaniu trudno dostępnych leków. Jazda komunikacją, czy Uberem zaczęła mnie już męczyć i zabierać za dużo czasu.


Prawo jazdy robię w Ośrodku Szkolenia Kierowców „LEŚ” w Rudzie Śląskiej.

Sama musiałam dojrzeć do decyzji o zrobieniu prawa jazdy. Akurat w jednej z polecanych szkół zaczynał się kurs, więc mimo chęci odpoczynku od nauki, poszłam za ciosem i w weekend miałam pierwsze zajęcia teoretyczne. Pewnie, jest we mnie lęk, czy sobie poradzę za kierownicą, a wymarzoną sportową Hondę to mogę sobie tylko pooglądać na zdjęciach, ale chcę spróbować. Liczę, że będzie tak, jak z jazdą na rowerze. Przez lata bałam się jeździć po ulicy, ale jak już poczułam się pewnie, to teraz nie boję się już nawet ciężarówek, ani wyprzedzania (ale jeżdżę za szybko, dlatego od jutrzejszego treningu zakładam w końcu kask, lepiej późno niż później). Na razie mam też nadzieję, że chłopak będzie mi pożyczał samochód, a potem zobaczymy.

Trzymajcie kciuki za mnie, na pewno się przydadzą!

Jestem też ciekawa, czy mieliście w swoim życiu jakieś podobne doświadczenia, że ktoś Was do czegoś przez lata namawiał, a zdecydowaliście się dopiero, gdy sami poczuliście wewnętrzną potrzebę. Podzielcie się swoimi historiami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s