Lżejsza na wiosnę!

Minął już miesiąc odkąd wyszłam ze szpitala z nowymi zaleceniami żywieniowymi i treningowymi, które tym razem wprowadziłam od razu w życie. Tak, jak już wspominałam, w końcu dojrzałam do zmian. I jak na razie wszystkie wychodzą mi – odpukać – na dobre.

O pobycie w szpitalu, wynikach badań i diagnozie pisałam w artykule „Najwyższy czas”.

Czytaj dalej

Węglowodany w diecie aktywnej kobiety

Pamiętacie moją serię artykułów o tym, jak ułożyć sobie dietę na redukcji, pisaną przede wszystkim z myślą o kobietach aktywnych? Dziś czas na jego kolejną część. Do lata pozostało jeszcze kilka miesięcy, więc mam nadzieję, że moje wpisy okażą się pomocne dla wszystkich kobiet (mężczyzn też :)) planujących redukcję wagi przed sezonem plażowym. Z głową. Bez efektu jo-jo. Bez głodzenia się. Bez popadania w skrajności.

Czytaj dalej

Tłuszcze w diecie aktywnej kobiety

Z jednej strony zwolennicy diet wysokotłuszczowych, którzy próbują mnie przekonać, że ketoza jest optymalnym fizjologicznie stanem w naszym organizmie. Z drugiej trenerzy „starej szkoły”, którzy najchętniej wykluczyliby tłuszcze z mojej diety całkowicie, zostawiając kurczaka z ryżem. Jednego dnia czytam o prozdrowotnych właściwościach oleju kokosowego. Następnego, że jednak wcale nie jest taki dobry, jak go malują. Smażenie na oliwie z oliwek? Nigdy w życiu! Tymczasem, znów widzę u kogoś na tablicy na Facebook’u artykuł, że nie ma żadnych przeciwwskazań. Wrzucam na Instagram zdjęcie moich ulubionych orzechów, pojawia się komentarz, że to same substancje antyodżywcze. Pokazuję selen w tabletkach, ktoś mnie pyta, czemu truję się chemią, zamiast sięgnąć po orzechy brazylijskie. Gdy jem jajka, rodzina martwi się o mój cholesterol. Wybieram kurczaka zamiast kaczki w restauracji, znajomy jest zdziwiony, że boję się tłuszczu.

Czytaj dalej

Biblioteka dietetyka #2

Mam głowę pełną pomysłów na wpisy. W kolejce czeka chociażby PCOS, Metformina, moje treningi, nawodnienie, polecane produkty z supermarketów czy interpretacja badań laboratoryjnych (jeśli macie jeszcze jakieś życzenia, piszcie proszę w komentarzach). Niestety, ze względu na pracę, treningi, a przede wszystkim studia i naukę zaczyna brakować mi doby. Odpowiednia ilość snu jest jednak dla mnie rzeczą świętą i siedzenie po nocach przy komputerze zdecydowanie odpada. Moje nadnercza są najważniejsze! Zrobiłam jednak rachunek sumienia i po sesji postaram się lepiej zarządzać swoim czasem. Myślę, że zyskam chociaż godzinę dziennie, jeśli zrezygnuję (no dobra, ograniczę!) z przeglądania Snapchata czy InstaStory i wpisy będą pojawiać się częściej.

Czytaj dalej

Owoce w diecie

W mojej diecie nigdy nie brakowało owoców. Pod każdą postacią. Zarówno świeżych jabłek czy bananów, które mama dawała mi do szkoły, soków z kartonika, ale i dżemów, które jadłam do kanapek na przemian z białym i żółtym serem, bo nigdy nie znosiłam szynki. Szczególnie latem potrafiłam zjeść codziennie z kilogram owoców. Z niecierpliwością czekałam na sezon na truskawki, maliny, jagody, arbuz czy czereśnie. Owoce traktowałam jako przekąski, jadłam je między „głównymi” posiłkami, a gdy zaczęłam trenować siłowo piłam zblendowane z białkiem w potreningowym shake’u. Nie ograniczałam się. Jadłam owoce rano, popołudniu i po kolacji, mimo zaleceń czytanych w kolorowych gazetach dla kobiet. Nie miałam żadnych problemów z wagą, więc nie zastanawiałam się, czy robię dobrze, czy źle. Zresztą mama od dziecka powtarzała mi, że owoce mają dużo witamin i trzeba je jeść. Z czasem jedynie zrezygnowałam z dżemów, soków, czy owoców z puszki, bo zaczęłam bardziej przykładać uwagę do tego, co jem i zrozumiałam, że lepiej sięgnąć po świeży owoc niż poddany obróbce, pozbawiony błonnika i z dodatkiem syropu fruktozowo-glukozowego.

owoce8
Nikt się nie oprze :)

Borówki – 8,0g węglowodanów/100g.

Czytaj dalej

Pierniczki last minute!

Jak Wasze przygotowania do Świąt? U mnie prawdę mówiąc bez stresu. Nawet choinki nie ma komu w domu postroić. W tym roku nie gościmy nikogo przez Święta. Tata dopiero co wrócił ze szpitala. Mama też raz czuje się lepiej, raz gorzej. A mnie dopadł jakiś wirus i cały wtorek przeleżałam w łóżku ze strasznym bólem brzucha. Jakby mi ktoś odciął prąd. Dziś na szczęście już dużo lepiej. W każdym razie nie ma żadnego przedświątecznego szaleństwa. Zupa z głów karpi wystarczy mi do szczęścia. Plus miska orzechów. Totalny minimalizm.

cho1

Nie będziemy mieć dużej zielonej choinki w domu. Za to pojawiła się… szklana, którą tata dostał w prezencie na urodziny od siostry. Kasia wypełniła ją owocami, ciastkami i cukierkami, które rodzice zdążyli już zjeść. Postanowiłam więc upiec i włożyć do niej pierniczki.


W ubiegłym roku piekłam pierniki z batatów (zobacz przepis tutaj).

W tym roku zmodyfikowałam jakiś przepis znaleziony w Internecie, aby było bezglutenowo, bo tej zasady cały czas się trzymam, jeśli chodzi o moje żywienie. Jest tak prosty, że postanowiłam się nim podzielić, gdyby ktoś chciał robić jeszcze pierniczki last minute!

Czytaj dalej

Lokalny Rolnik

Dwa kroki od mojego domu znajduje się targowisko miejskie, na którym robię zawsze zakupy. Obok siłowni mam drugie. Świeże warzywa, owoce, jajka, kasze na wagę, a także mięso i ryby. Znam już większość sprzedawców. Wiem, którzy mają najlepsze produkty. Po znajomości zostawiają mi zawsze w czwartek i w sobotę lepszy towar „spod lady” w dobrej cenie. Nie każdy ma jednak taki komfort pracy, że może wyskoczyć z rana na targowisko. Około 13:00-14:00 zazwyczaj nie ma już śladu po straganach. Stoiska mięsne czy rybne już około 10:00 świecą pustki (przynajmniej tak to wygląda u mnie). Fakt, w promieniu kilometra znajduje się Biedronka, Lidl, Carrefour i Kaufland, jednak sporo osób robi zakupy jednak na targowisku. Nie powiem, w supermarketach jakość produktów jest coraz lepsza, jednak produkty z lokalnego bazarku smakują inaczej.

Świetnym rozwiązaniem dla osób, które pracują, nie mają możliwości robienia zakupów na bazarku, ani rodziny na wsi, od której dostają świeże jajka czy mięso z własnego chowu jest inicjatywa „Lokalny rolnik”. Słyszeliście o niej? To wirtualne targowisko, na którym można kupić zdrowe jedzenie bez chemii i konserwantów od lokalnych dostawców. Jej inicjatorami są Sylwia i Andrej Modic, których córka choruje na autyzm i ma silną alergię na konserwanty. Nie mogąc znaleźć dla swojej córki odpowiednich produktów w najbliższych sklepach, postanowili stworzyć inicjatywę grupowych zakupów dla osób świadomych, dbających o zdrowie, pasjonatów kulinarnych oraz wszystkich tych, którzy szukają dla siebie nowych rozwiązań w dziedzinie filozofii żywienia. Całą historię powstania „Lokalnego rolnika” możecie przeczytać tutaj.

Warto śledzić profil „Lokalnego rolnika” na Facebook’u – kliknij tutaj.

Czytaj dalej