It’s my time!

Obudziłam się dziś przed szóstą. Krople deszczu uderzające o szyby wyrwały mnie ze snu. Nie musiałam jeszcze wstawać, budzik miał zadzwonić dopiero za godzinę. Przeciągnęłam się, westchnęłam i uśmiechając się do siebie pomyślałam, że jestem… szczęśliwa.

Tak, tak po prostu szczęśliwa. Nie wiem, czy kiedykolwiek się tak już czułam, bo też nigdy wcześniej nie byłam w tak dobrej relacji sama ze sobą. Nie szanowałam siebie tak, jak teraz. Nie akceptowałam wszystkich swoich niedoskonałości. Nie byłam dumna ze swoich osiągnięć. Nie dbałam o siebie. Po prostu, nie kochałam siebie.

Mam wrażenie, że wszystko jest… inaczej. Pewnie, jak każdy mam lepsze i gorsze dni, ale powoli odnajduję wewnętrzny spokój. Wszystko zaczyna układać się w jedną całość. Nie, nie było łatwo, musiałam wykonać kawał ciężkiej roboty. I nie osiadłam jeszcze na laurach. Cały czas jestem w drodze do pełnej równowagi, ale dużo silniejsza i pewniejsza siebie.

Rok temu znalazłam się na dnie. Naprawdę, miałam wrażenie, że moje życie się skończyło. Miałam dwadzieścia dziewięć lat, a czułam się psychicznie i fizycznie na jakieś osiemdziesiąt. Moje życie posypało się jak domek z kart. Na każdej płaszczyźnie. Znalazłam w sobie jednak siłę i przez ostatni rok wyszłam na prostą.

Czytaj dalej

Reklamy

Podsumowanie redukcji

W sierpniu ubiegłego roku umówiłam się z moją przyjaciółką Justyną na trening na nowo otwartej siłowni Smart Gym na stadionie w Zabrzu. Wtedy też wykonałam pomiar na analizatorze składu ciała InBody 170 dostępnym na obiekcie. Po wspólnym treningu poprosiłam natomiast Justynę, aby zrobiła mi kilka zdjęć całej sylwetki. Będąc na Smarcie nie analizowałam jakoś szczególnie wyników pomiaru. Nie przeglądałam też zdjęć. Zrobiłam to dopiero w autobusie w drodze powrotnej do domu. Załamałam się…

Czytaj dalej

Pierwszy rok studiów

Od dwóch tygodni, codziennie obiecuję sobie, że w końcu usiądę do pisania nowego artykułu. Aż mi wstyd, że tak długo się tutaj nie odzywałam. Po zakończeniu sesji nie miałam jednak ani jednego dnia wolnego. Od razu wpadłam w wir nadrabiania zaległości w pracy. Do tego rozpoczęłam praktyki w szpitalu. W ten weekend na szczęście w końcu udało mi się znaleźć chwilę, by napisać o tym, co w ostatnim czasie było priorytetem na liście moich obowiązków, a więc studiach i pierwszym roku, który już oficjalnie za mną. Chciałam zostawić ten temat na później, ale sporo osób pisze do mnie z pytaniami, czy polecam swoją szkołę, czy jestem zadowolona z poziomu nauczania i nie żałuję decyzji o podjęciu studiów. Może więc moja opinia będzie pomocna dla osób, które jeszcze zastanawiają się nad swoją przyszłością.

Czytaj dalej

Biblioteka dietetyka #2

Mam głowę pełną pomysłów na wpisy. W kolejce czeka chociażby PCOS, Metformina, moje treningi, nawodnienie, polecane produkty z supermarketów czy interpretacja badań laboratoryjnych (jeśli macie jeszcze jakieś życzenia, piszcie proszę w komentarzach). Niestety, ze względu na pracę, treningi, a przede wszystkim studia i naukę zaczyna brakować mi doby. Odpowiednia ilość snu jest jednak dla mnie rzeczą świętą i siedzenie po nocach przy komputerze zdecydowanie odpada. Moje nadnercza są najważniejsze! Zrobiłam jednak rachunek sumienia i po sesji postaram się lepiej zarządzać swoim czasem. Myślę, że zyskam chociaż godzinę dziennie, jeśli zrezygnuję (no dobra, ograniczę!) z przeglądania Snapchata czy InstaStory i wpisy będą pojawiać się częściej.

Czytaj dalej

Drugi oddech

Budzę się około 6:00, ale nie muszę tak wcześnie wstawać. Mogę podrzemać jeszcze z godzinę. Łykam więc Letrox i kładę się z powrotem do łóżka. Rzadko kiedy mam nastawiony budzik. Chyba, że gdzieś jadę lub umówiłam się z kimś na trening. Większość znajomych preferuje jednak popołudniowe godziny. Po pracy. Tak, jak ja, zanim w czerwcu tego roku odważyłam się w końcu przewrócić swoje życie do góry nogami.

Praca w Górniku była moim marzeniem. Kiedyś myślałam, że przy Roosevelta będę pracować do emerytury. Naprawdę. Włożyłam sporo serca w encyklopedię „WikiGórnik”, Akademię Górnika, obsługę biura prasowego, klubową telewizję, media społecznościowe. Jeździłam za zespołem po całej Polsce. Byłam na zagranicznych obozach przygotowawczych. Chodziłam na wszystkie mecze juniorów. Roosevelta było moim drugim domem. Całe moje życie było podporządkowane pod terminarz rozgrywek. Z gorączką, pomimo rodzinnego spotkania czy kosztem snu. Zawsze byłam do dyspozycji. A przynajmniej za czasów trenera Adama Nawałki. Później przez rok byłam jeszcze rzecznikiem prasowym i było to dla mnie cenne doświadczenie, choć z perspektywy czasu myślę sobie, że zostałam wrzucona na zbyt głęboką wodę. Kto nie przyjąłby jednak takiej propozycji?! Po roku zrezygnowałam. Pewnie powinnam była już wtedy odejść z klubu. Pracowałam jeszcze przez rok, by ostatecznie w czerwcu odrzucić propozycję nowej umowy. Oczywiście, to była bardzo trudna decyzja. Miałam chwile zawahania. Uznałam jednak, że to najlepsze rozwiązanie dla mnie i dla klubu, który po spadku z Ekstraklasy potrzebował świeżej krwi, a ja nowego bodźca do działania. Po siedmiu latach czułam się wypalona. Od lipca prawie w ogóle nie wchodzę ani na stronę internetową klubu, ani nie jeżdżę na mecze. Wiadomo, utrzymuję kontakt z wieloma ludźmi związanymi z klubem i których dzięki niemu poznałam, ale raczej prywatnie. Może wiosną wrócę na trybuny. Jak nabiorę dystansu. Nie znaczy to oczywiście, że nie interesuje się już w ogóle piłką nożną. Kibicem byłam, jestem i będę. Tylko już nie marzę o byciu najpopularniejszą dziennikarką sportową w Polsce. Kariera mnie już nie interesuje.

Jesienią byłam jedynie spikerką w IV-ligowym klubie. Miałam pomóc zaprzyjaźnionemu trenerowi na jednym meczu, ale zostałam na całą rundę. Mam nadzieję, że wiosną terminy też się zgrają z moimi zjazdami na studiach.

Czytaj dalej