Noworoczne postanowienia

Nigdy nie spisywałam noworocznych postanowień. Pierwszy dzień Nowego Roku nigdy nie był dla mnie jakimś przełomowym momentem. Jeśli coś postanawiałam, to działałam od razu. Nie odkładałam niczego na styczeń.

Dzięki temu w ostatnich miesiącach w moim życiu zmieniło się naprawdę sporo. Opisałam wszystko w tekście „It’s my time”, odpuściłam więc sobie podsumowanie roku. Poza tym nie chcę patrzeć już wstecz. Kolejny raz przerabiać to, co było. Chcę działać. Rozwijać się. Spełniać marzenia.

W ostatnich dniach sporo myślałam o tym, co chciałabym w Nowym Roku zrobić. Na co zwrócić większą uwagę. Czemu poświęcić więcej czasu. Jakie cele osiągnąć. Dla większej mobilizacji postanowiłam spisać wszystkie swoje plany, marzenia i cele na 2018 rok. Każdy napisałam na żółtej, samoprzylepnej karteczce i powiesiłam nad biurkiem. Dzięki temu wszystko mam cały czas na widoku i o niczym nie zapomnę. Część już wprowadzam powoli w życie.

Wierzę, że jeśli czegoś bardzo chcemy, to świat będzie nam sprzyjał. Postanowiłam więc podzielić się z Wami swoimi postanowieniami. A nuż dzięki temu otworzą się dla mnie jakieś drzwi.

Kolejność przypadkowa.

Czytaj dalej

Reklamy

Bądź dla siebie dobra!

Nie ma co ukrywać, to nie jest mój czas.

Pisałam o wszystkim w poprzednim wpiście (Zażegnany) kryzys.

O ile opanowałam kryzys w terapii, pozbyłam się negatywnych emocji, poukładałam sobie pewne kwestie w głowie i w miarę odzyskałam spokój wewnętrzny, to mój organizm jest w fatalnym stanie. Kiepska odporność, pogorszenie pracy tarczycy, wyższe TSH, niskie fT4 i fT3 poniżej normy, wysoki poziom kortyzolu, niskie estrogeny, progesteron, LH, czy FSH dają mi ostro popalić. Niestety, stres bardzo destrukcyjnie wpływa na zdrowie i w moim przypadku doprowadził do nasilenia objawów Hashimoto, niedoczynności tarczycy czy zaburzeń hormonalnych.  Znajoma, kiedy zobaczyła moje wyniki, zapytała mnie, jakim cudem ja w ogóle funkcjonuję. Prawdę mówiąc też się zastanawiam. W skali 1-10 swój obecny poziom energii oceniam bowiem na minus 3. Głównie ze względu na ogromne problemy ze snem i fatalne samopoczucie w ciągu dnia z tym związane.

Czytaj dalej

It’s my time!

Obudziłam się dziś przed szóstą. Krople deszczu uderzające o szyby wyrwały mnie ze snu. Nie musiałam jeszcze wstawać, budzik miał zadzwonić dopiero za godzinę. Przeciągnęłam się, westchnęłam i uśmiechając się do siebie pomyślałam, że jestem… szczęśliwa.

Tak, tak po prostu szczęśliwa. Nie wiem, czy kiedykolwiek się tak już czułam, bo też nigdy wcześniej nie byłam w tak dobrej relacji sama ze sobą. Nie szanowałam siebie tak, jak teraz. Nie akceptowałam wszystkich swoich niedoskonałości. Nie byłam dumna ze swoich osiągnięć. Nie dbałam o siebie. Po prostu, nie kochałam siebie.

Mam wrażenie, że wszystko jest… inaczej. Pewnie, jak każdy mam lepsze i gorsze dni, ale powoli odnajduję wewnętrzny spokój. Wszystko zaczyna układać się w jedną całość. Nie, nie było łatwo, musiałam wykonać kawał ciężkiej roboty. I nie osiadłam jeszcze na laurach. Cały czas jestem w drodze do pełnej równowagi, ale dużo silniejsza i pewniejsza siebie.

Rok temu znalazłam się na dnie. Naprawdę, miałam wrażenie, że moje życie się skończyło. Miałam dwadzieścia dziewięć lat, a czułam się psychicznie i fizycznie na jakieś osiemdziesiąt. Moje życie posypało się jak domek z kart. Na każdej płaszczyźnie. Znalazłam w sobie jednak siłę i przez ostatni rok wyszłam na prostą.

Czytaj dalej

Podsumowanie redukcji

W sierpniu ubiegłego roku umówiłam się z moją przyjaciółką Justyną na trening na nowo otwartej siłowni Smart Gym na stadionie w Zabrzu. Wtedy też wykonałam pomiar na analizatorze składu ciała InBody 170 dostępnym na obiekcie. Po wspólnym treningu poprosiłam natomiast Justynę, aby zrobiła mi kilka zdjęć całej sylwetki. Będąc na Smarcie nie analizowałam jakoś szczególnie wyników pomiaru. Nie przeglądałam też zdjęć. Zrobiłam to dopiero w autobusie w drodze powrotnej do domu. Załamałam się…

Czytaj dalej

Pierwszy rok studiów

Od dwóch tygodni, codziennie obiecuję sobie, że w końcu usiądę do pisania nowego artykułu. Aż mi wstyd, że tak długo się tutaj nie odzywałam. Po zakończeniu sesji nie miałam jednak ani jednego dnia wolnego. Od razu wpadłam w wir nadrabiania zaległości w pracy. Do tego rozpoczęłam praktyki w szpitalu. W ten weekend na szczęście w końcu udało mi się znaleźć chwilę, by napisać o tym, co w ostatnim czasie było priorytetem na liście moich obowiązków, a więc studiach i pierwszym roku, który już oficjalnie za mną. Chciałam zostawić ten temat na później, ale sporo osób pisze do mnie z pytaniami, czy polecam swoją szkołę, czy jestem zadowolona z poziomu nauczania i nie żałuję decyzji o podjęciu studiów. Może więc moja opinia będzie pomocna dla osób, które jeszcze zastanawiają się nad swoją przyszłością.

Czytaj dalej