Więcej nie znaczy lepiej…

Mijają dwa miesiąca od mojego wyjścia ze szpitala (więcej tutaj). Zdecydowanie był to przełomowy moment na mojej drodze powrotu do zdrowia. Przez ostatnich kilka tygodni wiele się zmieniło w moim życiu. Zarówno jeśli chodzi o podeście do swojego organizmu, ciała i zdrowia, jak i odżywianie, a także trening.

O terapii psychologicznej, na którą w końcu się zdecydowałam pisałam w artykule „Pokochać siebie”. O zmianach w odżywianiu w tekście „Lżejsza na wiosnę”.

Pytacie mnie jednak często, jak obecnie wygląda mój plan treningowy. Czy w dalszym ciągu ćwiczę siłowo pięć razy w tygodniu? Czy robię interwały albo cardio po treningu? Postanowiłam więc poświęcić temu tematowi osobny wpis. Zapraszam!

Czytaj dalej

Czas ruszyć z miejsca / mój obecny plan treningowy

Przez ostatnie pół roku wiele się zmieniło. Zbilansowałam dietę, do minimum ograniczając suplementację. Ustabilizowałam pracę tarczycy i jelit. Poprawiłam wrażliwość insulinową. Wzmocniłam nadnercza, eliminując większość stresorów. Pozbyłam się problemów ze snem (może poza sesją :)) Mój organizm powoli wraca do równowagi. W dalszym ciągu borykam się z zaburzeniami gospodarki hormonalnej, ale liczę, że po kwietniowym pobycie w szpitalu wiele się wyjaśni.

Więcej o zmianach w swoim życiu pisałam w podsumowaniu ubiegłego roku (tutaj).

Czytaj dalej

Niebezpieczna moda

Parę dni temu na jednej z grup wsparcia, do której należę pewna dziewczyna wrzuciła swoją przemianę sylwetki. Byłam pod wrażeniem. Ciało jak marzenie. Rozbudowane pośladki, lekko zarysowany brzuch i barki. W komentarzach pod zdjęciem wszyscy wyrażali swój zachwyt, zresztą jak najbardziej słusznie. Sama kliknęłam „lubię to”, ale tak naprawdę… przeraziłam. Kolejny raz zobaczyłam bowiem na zdjęciu piękną, wysportowaną dziewczynę… z wadą postawy, a dokładniej przodopochyleniem miednicy. Chciałabym wierzyć, że to kwestia ustawienia do zdjęcia, chęci podkreślenia dużych pośladków (to belfie, tak?), ale coraz częściej widzę czy to na Facebook’u czy na Instagramie takie sylwetki, jak na zdjęciu głównym tego artykułu i na sam widok bolą mnie lędźwie.

lordoza
Lordoza to łukowate wygięcie kręgosłupa w stronę brzuszną. Miednica u kobiet jest nachylona do podłoża pod kątem 28 stopni, u mężczyzn – 31 stopni (mierzymy kąt pomiędzy linią łączącą kolce biodrowe górne przednie i tylne oraz podłożem). Nadmierne wygięcie kręgosłupa, zwane hiperlordozą jest stanem patologicznym. Nieleczona może nie tylko zaburzać proporcje sylwetki, ale przede wszystkim powodować przewlekłe bóle w odcinku lędźwiowym. 

Swego czasu czytałam artykuł o „modzie” na hiperlordozę lędźwi, jaka panuje wśród młodych dziewczyn. Tak, tak, „modzie”. Nie potrafię go niestety teraz znaleźć (pisała już jednak o tym na pewno Marta Okuniewska – zobacz tutaj). Może teraz zabrzmię, jak stara zrzęda, ale przerażają mnie takie „mody”. Na wystające obojczyki czy na przerwę między udami. Jak to skomentowała znajoma, kiedy prosiłam na Facebook’u o pomoc w szukaniu artykułu, tylko czekać, kiedy na wybiegach będziemy podziwiać modelki z silnie zaznaczoną skoliozą.

W każdym razie, przypomniałam sobie, że pisząc o plecach okrągłych (zobacz tutaj) obiecałam Wam artykuł o plecach wklęsłych. Sama zmagałam się bowiem z tą wadą postawy, ale dzięki mozolnej pracy na siłowni udało mi się ją skorygować. Dzięki temu nie wiem już, co to znaczy ból pleców w odcinku lędźwiowym. Mam nadzieję, że zachęcę Was do przyjrzenia się swojej sylwetce i w razie potrzeby skorygowania wady postawy i pozbycia się bólu. Moda przeminie, a ból pozostanie.

Czytaj dalej

Dlaczego nie mogę schudnąć?

Stałam codziennie na wadze, patrzyłam w lustro  i zastanawiałam, dlaczego nie mogę schudnąć. Przestrzegałam diety, unikałam cukru, słodyczy i fast-foodów, trenowałam pięć, czasem sześć razy w tygodniu, stosowałam suplementację (białko, spalacze tłuszczu), chodziłam na masaże wyszczuplające – i nic. Na początku schudłam może jeden czy dwa kilogramy, a później… waga cały czas szła do góry. Nie, to nie była tkanka mięśniowa. To był sam tłuszcz! Moi znajomi, z którymi chodziłam na crossfit w ekspresowym tempie tracili kilogramy, a moja sylwetka mimo, że ćwiczyłam na najwyższych obciążeniach, prezentowała się coraz gorzej. Nie wiedziałam, co robię nie tak. Zadręczałam myślami, że za mało z siebie daję. W konsekwencji zmniejszałam ilość jedzenia, trenowałam czasami dwa razy dziennie (trening siłowy plus crossfit) i faszerowałam się termogenikami. Niestety, to wszystko przynosiło odwrotny skutek.

Czytaj dalej

Nie garb się!

Na siłowni jestem typem obserwatora. Robię swój trening, ale w przerwach między seriami zerkam na innych, przyglądam się ich sylwetkom i technice. Dla mnie, jako trenera personalnego jest to bardzo rozwijające. Dostrzegam bowiem, z jakimi problemami ćwiczący borykają się najczęściej i szukam dla nich rozwiązań. Głównie dla własnej wiedzy i satysfakcji. Jeśli nie znajdę sama odpowiedzi, często proszę o pomoc Marka Pośpiecha, wielokrotnie wspominanego na łamach bloga fizjoterapeuty, u którego kończyłam kurs „Fizjotrenera” w Akademii KFD i z którym sama współpracuję.

marek
Kontakt do Marka znajdziecie tutaj.

Czytaj dalej

Skąd czerpię wiedzę?

Dostaję od Was sporo e-maili i wiadomości na profilach społecznościowych, w których dziękujecie mi za artykuły, dzięki którym zmieniliście podejście do treningu, czy znaleźliście receptę na poprawę zdrowia. Bardzo mnie to cieszy. Na tym mi w końcu najbardziej zależało, zakładając tego bloga. Nie czuję się ekspertem, ale chciałam być po prostu inspiracją do zmian.

Jednocześni często podkreślacie, że mam „imponującą” wiedzę. Fakt, staram się cały czas ją poszerzać, ale prawdę mówiąc, im więcej czytam, tym wiem mniej, więc nie mogę osiadać na laurach. Wiedza, którą posiadam nie jest jednak w żaden sposób niedostępna dla innych. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

I właśnie dziś chciałam podzielić się z Wami informacją, skąd czerpię wiedzę. Na jakich kursach, szkoleniach i konferencjach byłam. Jakie webinary oglądałam. Które strony internetowe, blogi, profile i kanały na Youtub’ie śledzę na bieżąco. Do jakich grup na Facebooku należę. Wiadomo, gdy zainteresuje mnie jakiś temat, wtedy szukam głębiej. Dziś jednak o tych najważniejszych dla mnie. Liczę też na Wasze polecenia.

Czytaj dalej

Trening brzucha

Nie mam zamiaru nikogo oszukiwać. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z treningiem siłowym, robiłam brzuszki. Setki brzuszków. Mój trener tak robił (nie, nie Sebastian). Trenerki z filmików na YouTub’ie i z kolorowych gazet dla kobiet również. Podobnie moi koledzy z siłowni.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Sebastian Kot wybił mi brzuszki z głowy, czego efektem był ten artykuł tutaj. Cały czas rozwijam jednak swoją wiedzę, dzięki czemu mój trening brzucha jest coraz bardziej efektywniejszy. Bo nie ćwiczę go wcale! Żadnych brzuszków! Najważniejszą funkcją mięśni brzucha jest bowiem stabilizacja kręgosłupa oraz transfer energii i mocy wytwarzanej przed dolną część ciała, a dokładniej przez biodra! Zgięcie to funkcja drugiego, a nawet trzeciego rzędu.

Czytaj dalej