Lżejsza na wiosnę!

Minął już miesiąc odkąd wyszłam ze szpitala z nowymi zaleceniami żywieniowymi i treningowymi, które tym razem wprowadziłam od razu w życie. Tak, jak już wspominałam, w końcu dojrzałam do zmian. I jak na razie wszystkie wychodzą mi – odpukać – na dobre.

O pobycie w szpitalu, wynikach badań i diagnozie pisałam w artykule „Najwyższy czas”.

Czytaj dalej

Węglowodany w diecie aktywnej kobiety

Pamiętacie moją serię artykułów o tym, jak ułożyć sobie dietę na redukcji, pisaną przede wszystkim z myślą o kobietach aktywnych? Dziś czas na jego kolejną część. Do lata pozostało jeszcze kilka miesięcy, więc mam nadzieję, że moje wpisy okażą się pomocne dla wszystkich kobiet (mężczyzn też :)) planujących redukcję wagi przed sezonem plażowym. Z głową. Bez efektu jo-jo. Bez głodzenia się. Bez popadania w skrajności.

Czytaj dalej

Owoce w diecie

W mojej diecie nigdy nie brakowało owoców. Pod każdą postacią. Zarówno świeżych jabłek czy bananów, które mama dawała mi do szkoły, soków z kartonika, ale i dżemów, które jadłam do kanapek na przemian z białym i żółtym serem, bo nigdy nie znosiłam szynki. Szczególnie latem potrafiłam zjeść codziennie z kilogram owoców. Z niecierpliwością czekałam na sezon na truskawki, maliny, jagody, arbuz czy czereśnie. Owoce traktowałam jako przekąski, jadłam je między „głównymi” posiłkami, a gdy zaczęłam trenować siłowo piłam zblendowane z białkiem w potreningowym shake’u. Nie ograniczałam się. Jadłam owoce rano, popołudniu i po kolacji, mimo zaleceń czytanych w kolorowych gazetach dla kobiet. Nie miałam żadnych problemów z wagą, więc nie zastanawiałam się, czy robię dobrze, czy źle. Zresztą mama od dziecka powtarzała mi, że owoce mają dużo witamin i trzeba je jeść. Z czasem jedynie zrezygnowałam z dżemów, soków, czy owoców z puszki, bo zaczęłam bardziej przykładać uwagę do tego, co jem i zrozumiałam, że lepiej sięgnąć po świeży owoc niż poddany obróbce, pozbawiony błonnika i z dodatkiem syropu fruktozowo-glukozowego.

owoce8
Nikt się nie oprze :)

Borówki – 8,0g węglowodanów/100g.

Czytaj dalej

Pierwszy miesiąc redukcji

W poniedziałek minęły cztery tygodnie, odkąd jestem oficjalnie na redukcji. Rano zrobiłam kontrolne, cotygodniowe pomiary. W sumie w miesiąc schudłam 4kg. W pasie ubyło mi 4cm, w obwodzie ramienia i klatki piersiowej mierzonej pod biustem po 2,5cm. Po cichu liczyłam, że uda mi się zgubić kilogram, może dwa. Nie nastawiałam się jednak na nic konkretnego, bo wiem, że w przypadku moich dolegliwości zdrowotnych redukcja wagi jest bardzo trudna. Możecie sobie wyobrazić więc, jaka jestem zadowolona i zmotywowana.

Zdjęcie sprzed tygodnia. Od soboty jestem konkretnie przeziębiona (od prawie roku nie chorowałam!). Sytuację opanowałam ogromnymi dawkami witaminy C, imbirem i rosołkiem, jedynie katar mnie męczy, więc odpuściłam swoje treningi. W każdym razie, może powiecie nie widać różnicy, ale zdjęciami sprzed miesiąca raczej się nie chwaliłam publicznie…

Chciałabym schudnąć jeszcze drugie 4kg i wrócić do swojej wagi sprzed roku. Nie spodziewam się, że dalej pójdzie tak łatwo i będę gubić kilogram w tydzień, ale jestem cierpliwa. W każdym razie, ostateczną decyzję jeszcze podejmę z czasem. Może wystarczą mi 2kg mniej, a może uznam, że konieczna jest większa redukcja. Wszystko zależy od tego, jak się będę czuła i czy będę zadowolona z tego, co widzę w lustrze. Nie chcę bowiem stracić moich mozolnie budowanych na treningu mięśni i zależy mi, aby zachować kobiece kształty. W rozmiarze 38.

Taką siebie lubię najbardziej :)

Czytaj dalej

Gotowa do zmian

Jak już wielokrotnie wspominałam, odkąd rozpoczęłam parę lat temu współpracę z trenerem Sebastianem Kotem zmieniłam znacząco swój sposób odżywiania. Zrezygnowałam z węglowodanów na śniadanie na rzecz posiłku białkowo-tłuszczowego lub w ogóle omijałam śniadanie. Pisałam o tym tutaj. Węglowodany jadłam okołotreningowo, w tym najwięcej na kolację. Sebastian przekonał mnie, że tłuszcz spala się w ogniu węglowodanów, o czym pisałam też już tutaj. Tzw. system Carb Backloading bardzo mi odpowiadał, bo zawsze jadłam najwięcej wieczorem i później miałam przez to wyrzuty sumienia. W końcu kolorowe gazety dla kobiet przekonywały mnie, że nie powinnam jeść po godz. 18:00. A już na pewno nie talerza makaronu, ani kaszy. Co najwyżej listek sałaty i mały jogurcik. Sebastian wyprowadził mnie na szczęście z tego błędu.

Czytaj dalej

Ciągle szukam…

Jedzenie jest dla mnie lekarstwem. To właśnie tym, co mam na talerzu przede wszystkim starać się leczyć wszelkie dolegliwości związane z Hashimoto, niedoczynnością, zespołem policystycznych jajników i insulinoopornością.

Cały czas więc szukam najlepszych dla siebie rozwiązań. A to przeczytam jakiś nowy artykuł, a to zobaczę jakiś polecany w moim przypadku produkt. Szukam więc nowych rozwiązań, aby moje posiłki były nie tylko zdrowe, ale i smaczne.

W ostatnim czasie starałam się ograniczyć ilość kurczaka na rzecz innych, tłustszych mięs. Obecnie staram się jeść tylko cztery duże posiłki i pić tylko wodę pomiędzy, ale to bardzo trudne zadanie.

Zapraszam więc na przegląd zdjęć posiłków z mojego profilu na Instagramie z ostatniego miesiąca.

Czytaj dalej

Jak ułożyć sobie dietę na redukcji?

Nie lubię słowa dieta, bo kojarzy się negatywnie z odmawianiem sobie jedzenia, głodowaniem i powrotem utraconych kilogramów z nawiązką. Wolę zdrowe, racjonalne odżywianie oparte na nieprzetworzonych produktach.

Osobiście jem teraz dość intuicyjnie i już nie liczę makroskładników, ale na początku zmiany stylu odżywiania warto zwrócić uwagę, by nie przekraczać swojego dziennego zapotrzebowania. Często jest tak, że takim swego rodzaju „efektem ubocznym” lepszych wyborów żywieniowych jest redukcja wagi, ale lepiej na początku dmuchać na zimne i mieć wszystko pod kontrolą.

Chciałam Wam więc dzisiaj przedstawić w kilku krokach, jak samodzielnie ułożyć sobie dietę na redukcji. Każdy organizm jest inny, a my znamy się najlepiej, więc myślę, że opierając się na kilku zasadach można samodzielnie wybrać dla siebie najlepsze rozwiązania. Czasami na zasadzie prób i błędów. Nie zastąpi to oczywiście konsultacji u fachowego dietetyka, choć takich jest na prawdę niewielu… Gdybym teraz miała do któregoś się wybrać, to myślę, że byłaby to Iwona Wierzbicka „Ajwen”. Niestety, cena mnie odstrasza, więc czytam teraz namiętnie jej bloga, oglądam filmy i webinaria. Szkolenia w tym roku odpadają, bo realizuję plan „Spłać w rok kredyt i pozbądź się największego stresora” :D

Przypominam też, że całkiem niedawno pisałam już tekst o zasadach racjonalnego odchudzania „Aby schudnąć, trzeba jeść”.

Czytaj dalej