Pierwszy rok studiów

Od dwóch tygodni, codziennie obiecuję sobie, że w końcu usiądę do pisania nowego artykułu. Aż mi wstyd, że tak długo się tutaj nie odzywałam. Po zakończeniu sesji nie miałam jednak ani jednego dnia wolnego. Od razu wpadłam w wir nadrabiania zaległości w pracy. Do tego rozpoczęłam praktyki w szpitalu. W ten weekend na szczęście w końcu udało mi się znaleźć chwilę, by napisać o tym, co w ostatnim czasie było priorytetem na liście moich obowiązków, a więc studiach i pierwszym roku, który już oficjalnie za mną. Chciałam zostawić ten temat na później, ale sporo osób pisze do mnie z pytaniami, czy polecam swoją szkołę, czy jestem zadowolona z poziomu nauczania i nie żałuję decyzji o podjęciu studiów. Może więc moja opinia będzie pomocna dla osób, które jeszcze zastanawiają się nad swoją przyszłością.

Czytaj dalej

Wróciłam do punktu wyjścia…

Jak już wiecie z tekstów o mojej walce o zdrowie (zobacz tutaj i tutaj), od 4. stycznia byłam w szpitalu na kompleksowych badaniach. Dokładnie w Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalu Klinicznym im. prof. Kornela Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach – Ligocie na oddziale endokrynologii ginekologicznej. Więcej o oddziale możecie przeczytać tutaj.

Czytaj dalej

BioBazar Katowice

Nie muszę chyba mówić, jaką radość sprawiają mi zakupy w sklepach ze zdrową żywnością. Czytaliście na pewno wpis, w którym zachwycam się moim ulubionym „U Gwoździkowej” (zobacz tutaj). Od dawna chodziła za mną natomiast chęć udania się na katowicki BioBazar, czyli targ z ekologiczną żywnością, który odbywa się co sobotę.

Niestety, sobotni poranek to nie jest dla mnie dobry czas, gdyż zazwyczaj jestem na meczu albo na treningu z podopiecznymi. Dopiero minioną sobotę miałam wolną, bo od piątku jestem na urlopie (pracuje w domu :D). Namówiłam więc mamę, by wybrała się ze mną i pojechałyśmy po śniadaniu do Katowic.

bazar

O bazarze dowiedziałam się oczywiście z Facebook’a (zobacz profil tutaj).

Czytaj dalej

Yes, I can!

Nigdy nie zajęłam żadnego miejsca na podium w szkolnych zawodach. W żadnej dyscyplinie. Ani indywidualnie w biegach, ani zespołowo w koszykówce, czy piłce ręcznej. Nie dostałam dyplomu, nikt nie wręczył mi medalu. Nie wytypowano mnie do reprezentowania szkoły z zawodach miejskich, czy wojewódzkich. Pamiętam jedynie wygrany konkurs skoków przez skakankę na „Zielonej szkole”, ale to była zabawa. Cóż, w latach młodości nikt mnie nie zachęcił do uprawiania sportu. Poza tym na początku podstawówki zaczęłam nosić okulary, a lekarze straszyli, że nadmierny wysiłek fizyczny może spowodować odklejenie siatkówki. Brałam więc udział w olimpiadach, ale przedmiotowych, a sportową rywalizację oglądałam w telewizji i na meczach brata.

Lubiłam sport, ale wiedziałam, że kariery na boiskach nie zrobię. Pozostało mi więc pisanie o tych, którzy grają, strzelają, wygrywają mecze i sięgają po tytuły. Pogodziłam się z tym, że będę robić wywiady z piłkarzami po ostatnim gwizdku, pisać o emocjach towarzyszących zawodnikom, robić zdjęcia z meczów i treningów, a sama nigdy nie przeczytam swojego nazwiska w składach czy na liście startowej. Wiadomo, praca dziennikarska również była i jest dla mnie satysfakcjonująca. W sumie nigdy nie myślałam, że uda mi się znaleźć w tym miejscu, w którym jestem. W pewnym sensie to jest więc moje mistrzostwo świata.

Okazuje się jednak, że jeszcze nie wszystko stracone. Że jest dyscyplina, że są zawody, w których jeszcze mogę w przyszłości wystartować. Że mogę należeć do klubu sportowego. Że mimo prawie 28 lat na karku jeszcze mogę stanąć przed publicznością i dać z siebie wszystko.

Trójbój siłowy!
Czytaj dalej