Operacja

W czwartek miną 2 tygodnie od operacji. Już dawno miałam podsumować swój pobyt w szpitalu i napisać Wam parę słów o tym, jak przebiega rekonwalescencja, ale nie spodziewałam się, że kilka dni po powrocie do domu na łopatki rozłoży mnie… grypa jelitowa. Co więcej, początkowo byłam święcie przekonana, że przedawkowałam leki przeciwbólowe lub to skutki uboczne zażycia Ketonalu i spanikowana pojechałam na oddział neurochirurgi, gdzie dyżurujący lekarz kazał mi się uspokoić i pojechać do szpitala w swoim rejonie, gdzie podano mi tylko zastrzyk przeciwwymiotny. – Proszę Panią, ile Pani zażyła tych Apapów? Dwa? To by trzeba było zjeść całe opakowanie i popić wódką – lekarz dyżurujący śmiał się ze mnie, a ja chciałam umrzeć w gabinecie. Przez tydzień przeleżałam w łóżku, nie będąc w stanie nic przełknąć. Na szczęście już wszystko dobrze i powoli wracam do życia i pełni sił.


Po jelitówce przez kilka dni stosowałam dietę lekkostrawną: biały ryż, wafle ryżowe, dżem truskawkowy, twarożek naturalny, gotowane jajka, ziemniaki i zupy. W tym wypadku indeks glikemiczny zszedł na dalszy plan.

Czytaj dalej

Drugi rok studiów

Mija tydzień od ostatniego egzaminu na studiach z dietetyki pediatrycznej. Śmieję się, że mój rok naprawdopodobniej jako ostatni studenci w Polsce skończył sesję. Niektórzy już w połowie czerwca mieli wakacje, większość do końca ubiegłego miesiąca mogła już odetchnąć z ulgą i rzucić książki w kąt, a dietetycy ze Śląskiej Wyższej Szkoły Medycznej w Katowicach jeszcze nie napisali nawet pierwszego egzaminu. Nie narzekam jednak, bo dzięki temu, że wszystko było w miarę rozłożone w czasie mogłam bez problemu połączyć uczelnię z pracą. Jedynie przez ostatnie dwa tygodnie, przed samymi egzaminami skupiłam się głównie na nauce (i leczeniu kolana rozbitego na rowerze :D).

Nie ukrywam jednak, że po otrzymaniu ostatniego wyniku z egzaminu, kiedy cały stres ze mnie zszedł, poczułam ogromne zmęczenie i przez ostatni tydzień musiałam się chociaż trochę zregenerować. Dostałam w tym czasie jednak sporo pytań o studia, więc mimo, iż mówiłam na Insta Stories, że w pierwszej kolejności napiszę o zmianach w swojej diecie, treningu, suplementacji, postanowiłam najpierw opisać swoje odczucia związane z czwartym semestrem studiów. Zresztą po każdym z poprzednich robiłam tutaj takie małe podsumowanie, więc zachęcam wszystkich, którzy zastanawiają się nad rekrutacją na dietetykę w Śląskiej Wyższej Szkole Medycznej w Katowicach do lektury artykułu o 1. semestrze (tutaj), podsumowania całego 1. roku studiów (tutaj) oraz opisu 3. semestru (tutaj). Jedynie zaznaczam, że program studiów uległ zmianie, więc nie sugerujcie się :)

Czytaj dalej

Joga

Pamiętam dobrze swój pierwszy kontakt z jogą. Było to dobre kilka lat temu, w czasach, kiedy trenowałam crossfit i przygotowywałam się do zawodów w trójboju siłowym. Spokojne zajęcia jogi były dla mnie abstrakcją. Jeśli nie wychodziłam z siłowni na czworaka, to nie byłam z siebie niezadowolona. Robiłam ciężki trening siłowy, czasem trwający nawet ponad 2 godziny, po czym w ramach interwałów szłam jeszcze na godzinny crossfit. Sama nie wiem, jakim cudem byłam wtedy w stanie zasypiać bez żadnego problemu.

W każdym razie, pewnego dnia zobaczyłam, że w klubie, do którego chodziłam o godz. 20:00, a więc zaraz po crossficie odbywają się  zajęcia jogi. Pomyślałam, że pójdę i porozciągam się. Zazwyczaj po treningu rolowałam się na wałku. W ogóle nie nastawiłam się mentalnie do tej formy zajęć, nie poczytałam nic na temat jogi, spodziewałam się po prostu zorganizowanych zajęć stretchingu. Tymczasem, miałam leżeć i spokojnie oddychać. Kiedy we mnie buzowała krew po zrobieniu 100 burpees’ów na crossficie! Nie byłam w stanie się zrelaksować. Gdy prowadząca kazała nam śpiewać, wyszłam do toalety i… nie wróciłam.

Czytaj dalej

Pierwszy rok studiów

Od dwóch tygodni, codziennie obiecuję sobie, że w końcu usiądę do pisania nowego artykułu. Aż mi wstyd, że tak długo się tutaj nie odzywałam. Po zakończeniu sesji nie miałam jednak ani jednego dnia wolnego. Od razu wpadłam w wir nadrabiania zaległości w pracy. Do tego rozpoczęłam praktyki w szpitalu. W ten weekend na szczęście w końcu udało mi się znaleźć chwilę, by napisać o tym, co w ostatnim czasie było priorytetem na liście moich obowiązków, a więc studiach i pierwszym roku, który już oficjalnie za mną. Chciałam zostawić ten temat na później, ale sporo osób pisze do mnie z pytaniami, czy polecam swoją szkołę, czy jestem zadowolona z poziomu nauczania i nie żałuję decyzji o podjęciu studiów. Może więc moja opinia będzie pomocna dla osób, które jeszcze zastanawiają się nad swoją przyszłością.

Czytaj dalej

Wróciłam do punktu wyjścia…

Jak już wiecie z tekstów o mojej walce o zdrowie (zobacz tutaj i tutaj), od 4. stycznia byłam w szpitalu na kompleksowych badaniach. Dokładnie w Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalu Klinicznym im. prof. Kornela Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach – Ligocie na oddziale endokrynologii ginekologicznej. Więcej o oddziale możecie przeczytać tutaj.

Czytaj dalej

BioBazar Katowice

Nie muszę chyba mówić, jaką radość sprawiają mi zakupy w sklepach ze zdrową żywnością. Czytaliście na pewno wpis, w którym zachwycam się moim ulubionym „U Gwoździkowej” (zobacz tutaj). Od dawna chodziła za mną natomiast chęć udania się na katowicki BioBazar, czyli targ z ekologiczną żywnością, który odbywa się co sobotę.

Niestety, sobotni poranek to nie jest dla mnie dobry czas, gdyż zazwyczaj jestem na meczu albo na treningu z podopiecznymi. Dopiero minioną sobotę miałam wolną, bo od piątku jestem na urlopie (pracuje w domu :D). Namówiłam więc mamę, by wybrała się ze mną i pojechałyśmy po śniadaniu do Katowic.

bazar

O bazarze dowiedziałam się oczywiście z Facebook’a (zobacz profil tutaj).

Czytaj dalej

Yes, I can!

Nigdy nie zajęłam żadnego miejsca na podium w szkolnych zawodach. W żadnej dyscyplinie. Ani indywidualnie w biegach, ani zespołowo w koszykówce, czy piłce ręcznej. Nie dostałam dyplomu, nikt nie wręczył mi medalu. Nie wytypowano mnie do reprezentowania szkoły z zawodach miejskich, czy wojewódzkich. Pamiętam jedynie wygrany konkurs skoków przez skakankę na „Zielonej szkole”, ale to była zabawa. Cóż, w latach młodości nikt mnie nie zachęcił do uprawiania sportu. Poza tym na początku podstawówki zaczęłam nosić okulary, a lekarze straszyli, że nadmierny wysiłek fizyczny może spowodować odklejenie siatkówki. Brałam więc udział w olimpiadach, ale przedmiotowych, a sportową rywalizację oglądałam w telewizji i na meczach brata.

Lubiłam sport, ale wiedziałam, że kariery na boiskach nie zrobię. Pozostało mi więc pisanie o tych, którzy grają, strzelają, wygrywają mecze i sięgają po tytuły. Pogodziłam się z tym, że będę robić wywiady z piłkarzami po ostatnim gwizdku, pisać o emocjach towarzyszących zawodnikom, robić zdjęcia z meczów i treningów, a sama nigdy nie przeczytam swojego nazwiska w składach czy na liście startowej. Wiadomo, praca dziennikarska również była i jest dla mnie satysfakcjonująca. W sumie nigdy nie myślałam, że uda mi się znaleźć w tym miejscu, w którym jestem. W pewnym sensie to jest więc moje mistrzostwo świata.

Okazuje się jednak, że jeszcze nie wszystko stracone. Że jest dyscyplina, że są zawody, w których jeszcze mogę w przyszłości wystartować. Że mogę należeć do klubu sportowego. Że mimo prawie 28 lat na karku jeszcze mogę stanąć przed publicznością i dać z siebie wszystko.

Trójbój siłowy!
Czytaj dalej