Węglowodany w diecie aktywnej kobiety

Pamiętacie moją serię artykułów o tym, jak ułożyć sobie dietę na redukcji, pisaną przede wszystkim z myślą o kobietach aktywnych? Dziś czas na jego kolejną część. Do lata pozostało jeszcze kilka miesięcy, więc mam nadzieję, że moje wpisy okażą się pomocne dla wszystkich kobiet (mężczyzn też :)) planujących redukcję wagi przed sezonem plażowym. Z głową. Bez efektu jo-jo. Bez głodzenia się. Bez popadania w skrajności.

Czytaj dalej

Gotowa do zmian

Jak już wielokrotnie wspominałam, odkąd rozpoczęłam parę lat temu współpracę z trenerem Sebastianem Kotem zmieniłam znacząco swój sposób odżywiania. Zrezygnowałam z węglowodanów na śniadanie na rzecz posiłku białkowo-tłuszczowego lub w ogóle omijałam śniadanie. Pisałam o tym tutaj. Węglowodany jadłam okołotreningowo, w tym najwięcej na kolację. Sebastian przekonał mnie, że tłuszcz spala się w ogniu węglowodanów, o czym pisałam też już tutaj. Tzw. system Carb Backloading bardzo mi odpowiadał, bo zawsze jadłam najwięcej wieczorem i później miałam przez to wyrzuty sumienia. W końcu kolorowe gazety dla kobiet przekonywały mnie, że nie powinnam jeść po godz. 18:00. A już na pewno nie talerza makaronu, ani kaszy. Co najwyżej listek sałaty i mały jogurcik. Sebastian wyprowadził mnie na szczęście z tego błędu.

Czytaj dalej

Tarta ze słodkich ziemniaków

Najczęstszym problemem osób, które jedzą zgodnie z protokołem autoimmunologicznym jest zapewnienie organizmowi odpowiedniej ilości węglowodanów. Fakt, warzyw można jeść do woli, ale w sumie dziennie, ile to może być gram? 30? 40? Ze względu na błonnik, nie jestem w stanie zjeść więcej. Tymczasem, to zdecydowanie za mało. 1 gram na 1 kilogram ciała dla odpowiedniej pracy tarczycy to moim zdaniem absolutne minimum. W dni treningowe, jak w moim wypadku pięć razy w tygodniu, to minimum to nawet 2 gramy na 1 kilogram ciała.

Oczywiście, dozwolone są niektóre owoce, w tym przede wszystkim leśne, jak truskawki, maliny, jagody. Zimą są jednak strasznie drogie, a poza tym nie mają w ogóle smaku. Podobnie, jak mrożone. Zresztą w moim wypadku, przy insulinooporności i hipoglikemii raczej unikam owoców, bo nawet po tych dozwolonych odczuwam wahania poziomu cukru. Gdy zjem jedno jabłko, od razu muszę zjeść coś jeszcze. To błędne koło.

kasztany
Kasztany. Taka paczka to jednak ok. 10zł. W supermarketach coraz częściej można jednak spotkać luzem. 

Zostają kasztany, ale ich smak mnie nie przekonuje, mąka kokosowa, kasztanowa lub z topinamburu i bataty (wiem, że to warzywo, ale ze względu na większą zawartość węglowodanów stanowią dla mnie odrębną kategorię). Jako, że nie jem jajek, nie mam pomysłu, co zrobić z mąki. Omlety, czy muffinki bowiem odpadają. Bataty jem codziennie, przygotowane w parowarze. Puree do mnie nie trafia. Nie chce mi się ich natomiast piec w piekarniku.

Przeszukałam więc amerykańskie strony z przepisami zgodnymi z protokołem autoimmunologicznym i znalazłam rozwiązanie idealne. Bataty plus mąka kokosowa plus olej kokosowy, którego jem zdecydowanie za mało, bo też nie wiem do czego go dodać, skoro nie smażę mięsa, ani ryb, a kawy kuloodpornej nie piję. To tarta ze słodkich ziemniaków! Trochę przerobiłam przepis i tak powstało oto te cudo:

IMG_4538

Czytaj dalej

Tłuszcz spala się w ogniu węglowodanów!

Od jutra się odchudzam – postanowiliście. Co robicie? Wiadomo, planujecie jeść mniej. Na śniadanie kanapka albo płatki owsiane na wodzie. Na drugie śniadanie jabłko albo jakiś jogurt. Obiad? Kawałek kurczaka, może jakieś warzywa. Podwieczorek – marchewka pokrojona w słupki albo shake. Kolacja? Nie ma mowy, przecież po godz. 18 nie można nic jeść. Mija dzień, dwa, tydzień. Głodujecie i obsesyjnie myślicie o jedzeniu. Czujecie się coraz gorzej. Nie macie na nic siły. W końcu napadacie na lodówkę i z wyrzutami sumienia planujecie jeszcze bardziej ograniczyć porcje. Zazwyczaj odchudzanie kończy się po miesiącu, a po dwóch ważycie więcej, aniżeli na początku. Jeśli macie więcej motywacji, z czasem Wasza sylwetka przybiera postać skinny-fat, czyli szczupłej, ale bardzo otłuszczonej.
Czytaj dalej

Mój codzienny jadłospis

W ostatnich miesiącach mój sposób odżywiania diametralnie się zmienił. Do minimum ograniczyłam nabiał i produkty mleczne. Zwiększyłam ilość warzyw. Jem dużo ryb i mięs, które przyrządzam w parowarze. Próbuję polubić się z wątróbką z parowaru. Z węglowodanów najczęściej wybieram kaszę jaglaną. W ramach przekąsek jem tylko orzechy, migdały i nasiona. I maksymalnie jeden owoc dziennie. W żaden sposób nie chcę wtłoczyć się w ramy żadnej diety, bo najadam się, ale mój sposób odżywiania coraz bardziej przypomina paleo.
Czytaj dalej

Jaglana raz!

Macie już dość ciężkiego, świątecznego jedzenia? Tych wszystkich serników, kapusty z grzybami, pierogów i smażonego w panierce karpia? Czas więc na coś lekkiego, bardzo zdrowego i taniego. Kaszę jaglaną! Idealną do deserów, dań głównych, na słodko i na słono!

U mnie kasza jaglana pojawiła się na stole pierwszego dnia Świąt na obiad. W wydaniu meksykańskim :) Święta świętami, ale ja tam wolę jeść to, co lubię :)
Czytaj dalej