Elastyczne podejście do diety

No cóż, kucharzem nigdy nie zostanę. Przebywanie w kuchni dłużej niż kwadrans wywołuje u mnie frustrację. Stawiam na szybkość (parowar!), prostotę i sprawdzone produkty, po których nie odczuwam żadnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Podziwiam dietetyków, którzy wydają książki, e-book’i z przepisami, publikują na Instagramie zdjęcia potraw, które bez problemu mogłyby zostać opublikowane w jakimś czasopiśmie kulinarnym, czy książce kucharskiej. Ja w ogóle nie mam do ani talentu, ani cierpliwości, ani chęci. Tak, parę lat temu trochę kombinowałam w kuchni z ciastami, czy tartami i z tego okresu pochodzą przepisy opublikowane na blogu w zakładce „Odżywianie”, ale ostatnio szczytem moich kulinarnych możliwości jest ugotowanie gulaszu wegetariańskiego, który jem poźniej przez trzy dni.

Uwielbiam za to jeść w restauracjach. Kto śledzi moje profile społecznościowe, wie, że kocham jedzenie w barze wegetariańskim „Złoty Osioł” w Katowicach i jestem tam minimum raz w tygodniu. Próbuję również nowych smaków w innych restauracjach, choć nie ukrywam, że najczęściej wszystkie drogi prowadzą do „Osła”. Gdyby nie ograniczenia finansowe i zdrowotne (bez glutenu, bez nabiału, ewentualnie żółte sery), mogłabym codziennie testować nowe miejsca i prowadzić taki profil, jak „Silesia smakuje”. Niekoniecznie wegetariańskie, czy wegańskie, bo na śniadanie jem jajka, a po treningu naprzemiennie w jeden dzień mięso (indyk, wołowina) lub rybę (miruna, łosoś), ale pozostałe dwa są roślinne. Czasem się śmieję, że gdy potwierdzona zostanie u mnie endometrioza, to będę miała argument do przejścia na wegetarianizm. Na razie stawiam jednak na równowagę.


Mój ostatni hit, czyli naleśniki soczewicowe z pastą z białej fasoli i grillowanymi warzywami oraz pesto z jarmużu i suszonych pomidorów. 

Pytacie mnie często, jakim cudem jem w restauracjach i nie tyję. Dzisiaj chciałam Wam więc opowiedzieć o moich sprawdzonych metodach. Myślę, że moje wskazówki przydadzą się wszystkim osobom, które chcą zjeść na mieście pizzę w weekend, wypić parę drinków na imprezie, spróbować wszystkich potraw na rodzinnym spotkaniu i jednocześnie nie przekroczyć swojego zapotrzebowania kalorycznego.

Czytaj dalej

Reklamy

Jak obliczyć zapotrzebowanie kaloryczne na redukcji?

Tegoroczne lato powoli odchodzi w zapomnienie. Dziś mamy pierwszy dzień astronomicznej jesieni.  Wróciliśmy do pracy, szkoły i na treningi. Siłownie znów są pełne klientów, którzy przez wakacje odpuścili systematyczną aktywność fizyczną, bez wyrzutów sumienia spędzali zamawiali gofry z bitą śmietaną nad morzem i teraz próbują zrzucić dodatkowe kilogramy.


Apropo siłowni, w Rudzie Śląskiej, gdzie mieszkam w przyszłym tygodniu otwiera się nowa siłowa „Smart Gym” (więcej tutaj). Karnet kosztuje tylko 49zł! W Zabrzu ta sama sieciówka funkcjonuje już od kilku miesięcy i powiem szczerze, jest to jedna z najlepszych siłowni, na jakich ćwiczyłam (druga otwarła się parę dni temu w Galerii Zabrzańskiej – więcej tutaj). Co najważniejsze, nie ma problemów z prowadzeniem treningów personalnych przez zewnętrznych trenerów, więc zapraszam serdecznie do współpracy osoby z Rudy Śląskiej, Zabrza i okolic :)

Czytaj dalej

Dlaczego nie mogę schudnąć?

Stałam codziennie na wadze, patrzyłam w lustro  i zastanawiałam, dlaczego nie mogę schudnąć. Przestrzegałam diety, unikałam cukru, słodyczy i fast-foodów, trenowałam pięć, czasem sześć razy w tygodniu, stosowałam suplementację (białko, spalacze tłuszczu), chodziłam na masaże wyszczuplające – i nic. Na początku schudłam może jeden czy dwa kilogramy, a później… waga cały czas szła do góry. Nie, to nie była tkanka mięśniowa. To był sam tłuszcz! Moi znajomi, z którymi chodziłam na crossfit w ekspresowym tempie tracili kilogramy, a moja sylwetka mimo, że ćwiczyłam na najwyższych obciążeniach, prezentowała się coraz gorzej. Nie wiedziałam, co robię nie tak. Zadręczałam myślami, że za mało z siebie daję. W konsekwencji zmniejszałam ilość jedzenia, trenowałam czasami dwa razy dziennie (trening siłowy plus crossfit) i faszerowałam się termogenikami. Niestety, to wszystko przynosiło odwrotny skutek.

Czytaj dalej