W tym szaleństwie jest metoda

Często, kiedy długo się nad czymś zastanawiam, rezygnuję ze spełniania swoich marzeń. Analizuję wszystkie za i przeciw. Kładę się spać z myślą, że mogę wszystko, a budzę zrezygnowana z milionem obaw. Oczywiście, potem żałuję, że nie chciałam zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę i pluję sobie w brodę. Takich sytuacji miałam w życiu naprawdę wiele…

Kilka razy podjęłam jednak decyzje bez namysłu, z których ciężko było się wycofać i okazało się, że dzięki nim osiągnęłam największy sukces. W tym szaleństwie jest metoda…

poldiasia
Gdyby nie kilka „nielogicznych” posunięć w moim życiu, dzisiaj nie byłabym tym, kim jestem… Na zdjęciu prowadzę konferencję prasową z Lukasem Podolskim.

Rok 1999.
Koleżanka z podwórka i z podstawówki zaczęła chodzić do harcerstwa. Pojechała na pierwszy obóz. Kiedyś spotkałam się z nią i jeszcze jedną dziewczyną, która również była harcerką. Opowiedziały mi, jak to wszystko wygląda. Spodobało mi się. Wróciłam do domu, powiedziałam mamie, że chcę należeć do harcerstwa i potrzebuję pieniądze na mundur. Akurat dziewczyny miały do sprzedania. Na drugi dzień kupiłam bluzę harcerską i spódnicę. Nie będąc nawet na jednej zbiórce! Niektórzy moi harcerze nie mieli munduru przez rok, a ja miałam go zanim ktokolwiek z druhów mnie poznał. Szaleństwo. Przecież mogłam się nudzić na pierwszym spotkaniu. Mogły mi się nie spodobać metody pracy drużynowego… Wtedy wyrzuciłabym pieniądze w błoto.

zhp3
Na obozie w Suchedniowie.

Tak się jednak nie stało. Miałam dobre przeczucie. Spodobało mi się. Byłam w harcerstwie przez kilkanaście lat, w trakcie których zdobyłam mnóstwo sprawności, po kolei wszystkie stopnie harcerskie, złożyłam zobowiązanie instruktorskie. Mam stopień podharcmistrza. Przez jakiś czas byłam drużynową. Współtworzyłam Harcerski Klub Turystyczny. Byłam rzecznikiem prasowym Hufca Ruda Śląska. Działałam w Chorągwi Śląskiej. Reprezentowałam Związek Harcerstwa Polskiego na uroczystościach państwowych. Osiągnęłam naprawdę sporo.

Harcerstwo mnie wychowało i do końca życia, nawet jeśli nie wrócę już nigdy do aktywnego działania, będę czuła, że mam krzyż harcerski na piersi. W sercu. Bez tego, co przeżyłam na zbiórkach, obozach, kursach nie byłabym dzisiaj tym, kim jestem. Decyzja o kupnie munduru była więc jedną z najlepszych w moim życiu.

Rok 2009
Od kilku lat chodzę na mecze Górnika. Jestem na każdym spotkaniu w roli gospodarza, czasem zdarza mi się jechać na wyjazd. Marzę o tym, aby w przyszłości pracować w klubie. Nie poszłam jednak na studia dziennikarstwa sportowego, bo po prostu nie było mnie stać na przeprowadzkę do Wrocławia i czesne za szkołę. Zostałam studentką historii o specjalności nauczycielskiej. W szkole się nie widziałam w przyszłości, na Roosevelta owszem. Nie do końca wiedziałam jednak jeszcze, co ja bym tam chciała robić…

Pewnego dnia trafiłam na ogłoszenie o kursie spikerów organizowanym przez Śląski Związek Piłki Nożnej. Udostępniłam na Facebook’u informację, że chciałabym pójść, ale nie mam pieniędzy… Kolega z harcerstwa zadzwonił do mnie wtedy i powiedział, że mi pożyczy te 500zł. Bez zastanowienia się zgodziłam, wysłałam pieniądze i jakiś czas potem pan Jerzy Góra z Radia Katowice krytykował moją dykcję. W sumie to nie wiem, co ja sobie myślałam, idąc na ten kurs. Że poprowadzę mecz Ekstraklasy? Z perspektywy czasu to do realizacji celu „Praca w Górniku” zabrałam się od niewłaściwej strony. Miałam jednak szczęście…

jez
Pierwsze wywiady w GórnikTV. Na zdjęciu z Robertem Jeżem po meczu z Polonią Bytom.

Ostatecznie kurs zdałam. Na nim poznałam panią, która pracowała w klubie. Zapytałam, czy nie znalazłoby się coś dla mnie. Powiedziała, że mogę przyjść na wolontariat, bo akurat szukają osób do pomocy na meczach. Poszłam. Najpierw pomagałam naszemu spikerowi w przygotowywaniu materiałów do spikerki. Potem pojawiła się encyklopedia WikiGórnik, propozycja zostania reporterką w GórnikTV. W między czasie pisałam pracę magisterską o historii wielkich derbów Śląska. Wkręciłam się. Teraz jestem rzecznikiem prasowym. Co ze spikerką? Zadebiutowałam na meczu Młodej Ekstraklasy. Teraz od czasu do czasu prowadzę spotkania rezerw, czy juniorów.

Gdzie byłabym dzisiaj, gdybym nie poszła na ten kurs? Gdybym nie zdecydowała się pożyczyć pieniędzy? Uczyła w szkole? Pracowała w biurze? Wolę nie wiedzieć :)

Rok 2014
Na siłownię chodzę od lat. Dopiero jednak w ostatnich kilkunastu miesiącach przyłożyłam się do treningów, całkowicie odmieniłam swoją dietę i styl życia. Wszystko dzięki Sebastianowi Kotowi, mojemu trenerowi, który zaraził mnie pasją do treningu siłowego, crossfitu, sprintów… Poznałam Charles’a Poliquina i jego filozofię treningów. Zaczęłam coraz więcej czytać o wszystkich aspektach związanych z treningiem. Pewnego dnia zrozumiałam, że chcę zostać trenerem personalnym. Nie wystartuję w żadnych zawodach, bo nie mam ku temu predyspozycji, ale chcę pracować z innymi ludźmi. Poczułam misję poprawiania techniki ćwiczeń, motywowania tych, którzy nie przykładają się do treningu i dziwią potem, że nie ma efektów, dodawania pewności siebie tym, którzy nie wierzą w swój sukces.

Problem polega na tym, że nie mam ku temu żadnego wykształcenia. Nie skończyłam Akademii Wychowania Fizycznego. Ale mam entuzjazm i dar do podejmowania „dziwnych” decyzji, które skutkują nadzwyczaj dobrymi dla mnie efektami.

W sumie wypadałoby zacząć od podstaw, od biologii, chemii, fizjologii, a tymczasem ja postawiłam najpierw nauczyć się… dwuboju. Tak dwuboju. W sobotę jadę na weekendowe szkolenie „Wstęp do podnoszenia ciężarów”. „Weightlifter poziom 1” organizowany przez wykładowców z Creative Professional Strength (zobacz ich profil na Facebook’u), którzy prowadzą najlepsze, innowacyjne kursy trenerskie oparte na najnowszych badaniach i związane z tą filozofią treningu, którą stosuję od kilkunastu miesięcy i przynosi mi ona oczekiwane efekty.

Strength Personal Trainer (zobacz tutaj) albo Strength Trainining Specialist (zobacz tutaj) będzie dopiero następny. W planach są jeszcze kolejne „specjalizacje”. O ile znajdę fundusze. To znaczy znajdę. Bo wiecie co? Czuję, że tym razem znów mi się uda! Trzymajcie kciuki!

P.s. Tylko módlcie się, żeby mnie tam dobrze utemperowali. Bo ja nigdy nie odpuszczam i Tobie też nie pozwolę tego zrobić na treningu.


Foto: http://www.poliquingroup.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s