Joga

Pamiętam dobrze swój pierwszy kontakt z jogą. Było to dobre kilka lat temu, w czasach, kiedy trenowałam crossfit i przygotowywałam się do zawodów w trójboju siłowym. Spokojne zajęcia jogi były dla mnie abstrakcją. Jeśli nie wychodziłam z siłowni na czworaka, to nie byłam z siebie niezadowolona. Robiłam ciężki trening siłowy, czasem trwający nawet ponad 2 godziny, po czym w ramach interwałów szłam jeszcze na godzinny crossfit. Sama nie wiem, jakim cudem byłam wtedy w stanie zasypiać bez żadnego problemu.

W każdym razie, pewnego dnia zobaczyłam, że w klubie, do którego chodziłam o godz. 20:00, a więc zaraz po crossficie odbywają się  zajęcia jogi. Pomyślałam, że pójdę i porozciągam się. Zazwyczaj po treningu rolowałam się na wałku. W ogóle nie nastawiłam się mentalnie do tej formy zajęć, nie poczytałam nic na temat jogi, spodziewałam się po prostu zorganizowanych zajęć stretchingu. Tymczasem, miałam leżeć i spokojnie oddychać. Kiedy we mnie buzowała krew po zrobieniu 100 burpees’ów na crossficie! Nie byłam w stanie się zrelaksować. Gdy prowadząca kazała nam śpiewać, wyszłam do toalety i… nie wróciłam.

Wówczas totalnie nie byłam gotowa, aby praktykować jogę. Kiedy więc po tym, jak  w na początku 2015 roku zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy i Hashimoto dietetycy, z którymi się konsultowałam zalecali mi rezygnację z treningu siłowego na rzecz spacerów i jogi… pukałam się w głowę. Ok, byłam w stanie ograniczyć ilość treningów w tygodniu, przestałam chodzić na crossfit, ale nie wyobrażałam sobie życia bez hantli i sztangi. Siłownia była dla mnie wówczas jedynym sposobem na rozładowanie negatywnych emocji. A naprawdę miałam ich w życiu sporo.

Temat jogi powrócił więc dopiero latem 2016 roku, kiedy, jak pamiętacie osiągnęłam w swoim życiu dno. Odeszłam z pracy w Górniku Zabrze, na koncie miałam 20 tys. długu, ważyłam 75kg, czyli najwięcej w swoim życiu, zajadałam stres karkówką z boczkiem i smalcem, próbując ketozy odżywczej, nie spałam po nocach ze względu na problemy rodzinne i nabawiłam się nadczynności tarczycy, zbyt szybko zwiększając dawki Novothyralu. Czułam się tak źle, że nie byłam w stanie trenować siłowo. Wtedy pomyślałam… o jodze. Nie miałam nic do stracenia. W wyszukiwarce karty Multisport Benefit znalazłam Akademię Jogi i Terapii Ruchem w Chorzowie i pojechałam na pierwsze zajęcia.

W tamtym momencie mojego życia joga była najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić. Praca z oddechem, opanowanie gonitwy myśli, rozciąganie ciała, relaks, ale i wysiłek fizyczny, bo niektóre trudniejsze pozycje wymagają naprawdę sporo siły, mobilności i stabilizacji. Wtedy nie chodziłam jeszcze na terapię psychologiczną, bo nie miałam pieniędzy, ale trafiłam na Pawła Kamińskiego, nauczyciela jogi i coacha, który prowadząc praktykę dzielił się swoim życiowym doświadczeniem, zmuszając mnie do myślenia i działania. Paweł często dawał mi również indywidualne wskazówki. Potrafił odczytać z mojego zachowania wiele moich problemów. Dodatkowo trafiłam do nowego środowiska, poznałam nowych ludzi, odżyłam. Na zajęcia chodziłam dwa razy w tygodniu, we wtorki i czwartki.

Niewątpliwie między innymi dzięki jodze wróciłam wówczas na prostą. Poczułam się lepiej i fizycznie i psychicznie. Zapisałam się na studia. Zaczęłam rozkręcać firmę. Wróciłam do treningu siłowego i do zbilansowanego odżywiania, sukcesywnie tracąc na wadze. Koniec końców zabrakło mi czasu na jogę. Przerwa trwała do kwietnia 2017 roku. Wtedy to po wyjściu ze szpitala, jak pamiętacie, zrobiłam kolejną rewolucję w swoim życiu. Dostałam ultimatum od mojej endokrynolog. Dała mi czas do końca roku na przywrócenie równowagi w moim organizmie. Wtedy zaczęłam szukać na amerykańskich i brytyjskich stronach i blogach informacji o zaburzeniach podwzgórzowo-przysadkowych i braku miesiączki. Czytałam historie kobiet, którym udało się przywrócić okres w naturalny sposób. Tym sposobem zainteresowałam się akupunkturą, o której jeszcze na pewno w przyszłości napiszę większy artykuł oraz kolejny raz… jogą. Tym bardziej, że musiałam zmniejszyć ilość treningów siłowych do dwóch w tygodniu.

W tym samym czasie rozpoczęłam u Agaty Orzechowskiej terapię psychologiczną. Nasze spotkania odbywały się w Pracowni Duszy i Ciała w Bytomiu, gdzie jednocześnie prowadzone są zajęcia jogi. W marcu na profilu pracowni na Facebook’u pojawił się konkurs, w którym do wygrania był karnet miesięczny na zajęcia. Wzięłam udział… i wygrałam. Zdaję sobie sprawę, że pani Agata miała w tym pewnie swój udział, ale bardzo się ucieszyłam i zaraz po tym, jak wyszłam ze szpitala rozpoczęłam praktykę. Przez miesiąc uczęszczałam na zajęcia dwa razy w tygodniu. Bardzo mi się podobało. Grupa była kameralna, przez co prowadząca mogła poświęcić więcej czasu na udzielanie mi indywidualnych wskazówek. Poprawiłam wtedy znacząco swoją technikę.  Niestety, pracownia nie respektowała kart Multisport Benefit i nie byłam w stanie kontynuować tam praktyki.

Tym samym w maju wróciłam do Chorzowa, do Akademi Jogi i Terapii Ruchem, gdzie chodziłam dwa razy w tygodniu aż do września. Połączenie jogi z terapią psychologiczną, akupunkturą, zbilansowanym odżywianiem sprawiło, że moje samopoczucie było najlepsze od lat.

Na praktykę mógł przychodzić jednak każdy, więc po kilku miesiącach poczułam, że się nie rozwijam i potrzebuję zmian. Znajomy polecił mi wówczas „Jogę życia” w Katowicach. Szkoła ma swoją siedzibę w budynku starej biblioteki przy ul. Francuskiej. Tym samym pewnej wrześniowej niedzieli, kiedy miałam gorszy dzień i potrzebowałam poćwiczyć, a poprzednia szkoła nie miała tego dnia w ofercie żadnych zajęć, pojechałam do „Jogi życia”. Trafiłam akurat na jogę ogólną z Martyną. Byłam zachwycona! Zarówno klimatem miejsca, bo wcześniej ćwiczyłam na szkolnej sali gimnastycznej, jak i poziomem zajęć. Nawet nie wiem, kiedy to półtorej godziny minęło. Chciałam więcej!

View this post on Instagram

Idealne zakończenie weekendu 😋 Potrzebowałam chwili relaksu i wybrałam się po raz pierwszy na zajęcia do szkoły "Joga Życia" w Katowicach. Bardzo mi się podobało, na pewno będę wpadać tam częściej 😊 A po zajęciach oczywiście kolacja w Złotym Ośle, który "chodził" za mną od tygodnia. Wybrałam kaszę jaglaną z pieczonymi warzywami korzeniowymi i pestkami, a w gratisie dostałam jeszcze pół porcji warzyw z sosem miodowo-musztardowym 😄 Do tego oczywiście sałatki 😉 Idealnie na mój wielki głód i zwiększone makro 😎 #sunday #evening #joga #jogazycia #katowice #silesia #zlotyosiol #vegetables #food #glutenfree #health #diet #healthyfood #cleanfood #nutrition #nutritionist #dietetyk #dietetics

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Biorąc pod uwagę, że mając kartę Multisport Benefit za pojedyncze zajęcia dopłaca się tylko 5zł (kupując karnet na 8 wejść, cennik znajdziecie tutaj), zdecydowałam się kontynuować praktykę właśnie w „Jodze życia”.

View this post on Instagram

Pamiętam, kiedy parę lat temu poszłam pierwszy raz na jogę. Od razu po treningu siłowym i crossficie (tak, kiedyś byłam szalona), w ramach rozciągania. Kortyzol szalał, a ja uciekłam w połowie, bo nie byłam w stanie się wyciszyć. Ewidentnie nie był to jeszcze mój czas. Wróciłam rok temu, w najgorszym momencie swojego życia. Od tego czasu systematycznie chodzę na zajęcia, od kwietnia minimum dwa razy w tygodniu. To dla mnie wyjątkowy czas. Chwila rozluźnienia, skupienia się na oddechu, przyjrzenia swojemu ciału. Trening uważności, ale uwierzcie, że nie raz mam też "zakwasy ". Zachęcam wielu swoich podopiecznych do praktykowania jogi, szczególnie, gdy są spięci, nie radzą sobie ze stresem, mają problemy ze snem. Ja obecnie chodzę na zajęcia do Katowic, do "Jogi Życia", gdzie @pani_od_jogi zrobiła mi to zdjęcie 😊 #motivation #life #lifebalance #balance #mind #nostress #harmony #therapy #health #strength #joga #yoga #yogaaddict #jogazycia #katowice #silesia

A post shared by Joanna Haśnik (@joannahasnik) on

Początkowo chodziłam głównie na poranne wtorkowe, czwartkowe i sobotnie zajęcia jogi ogólnej. Do Heleny, Magdy (niesamowita „Pani od jogi – Asante” ) i Martyny. Z czasem przeniosłam się do grupy średnio zaawansowanej, do Gerarda, które za każdym razem są dla mnie sporym wyzwaniem. Tego jednak oczekiwałam. Rozwoju. Wejścia na wyższy poziom. Inspiracji. Zachęcenia mnie do pokonania własnych słabości, chociażby kończąc każde zajęcia staniem na głowie, którego autentycznie się boję. Przez długi czas, kiedy tylko Gerard informował, że przygotowujemy się do tej pozycji, wychodziłam… do łazienki. Udało mi się jednak niedawno w końcu pokonać lęk i stanąć z jego pomocą przy ścianie. Niestety, zajęcia z Gerardem odbywają się we wtorki i w czwartki o godz. 18:0o i ostatnio rzadko udaje mi się na nich być, bo właśnie wtedy prowadzę treningi personalne. Staram się jednak minimum raz w tygodniu pojawić na zajęciach, jak nie rano, to popołudniu lub w weekend. Muszę jednak lepiej rozplanowywać sobie pracę, aby praktykować częściej, choć z tego co widzę, szykują się jakieś zmiany w kwietniowym grafiku w związku z otwarciem nowej dodatkowej sali, więc może uda nam się zgrać.

Zajęcia stały się dla mnie stałym punktem mojego tygodniowego planu. Kiedy tylko coś mi wypada, czuję ich brak. Autentycznie, czekam na nie z niecierpliwością. Był nawet czas, że wolałam iść na jogę, aniżeli na siłownię. Naprawdę! Po zajęciach jestem dużo spokojniejsza. Wyciszona. Rozluźniona, szczególnie w okolicach karku i ramion, gdzie często odczuwam duże napięcie. Po porannych zajęciach w dalszej części dnia mam zdecydowanie więcej energii. Po wieczornych  lepiej śpię, a jak wiecie, mam z tym w ostatnich miesiącach bardzo duży problem. Odpowiada mi klimat szkoły. Wszyscy są nastawieni przyjaźnie. Uśmiechają się. Zarażają pozytywną energią. Przy okazji asan w parach, czy w szatni poznałam wiele ciekawych osób. Po prostu, dobrze się tam czuję. Nie ma się co dziwić, że tak chętnie jeżdżę na zajęcia.

Zajęcia jogi pozwoliły mi uporać się z kryzysem, z jakim borykałam się od września, praktycznie aż do końca lutego, kiedy skończyłam sesję na studiach. To był dla mnie ciężki czas z wielu powodów. Zawód miłosny, zawód w przyjaźni, choroba ojca, kryzys na terapii, problemy ze snem, kompulsywne objadanie i potem jeszcze praktycznie dwa miesiące codziennej nauki. Joga była dla mnie odskocznią. Czasem tylko dla mnie. Chwilą oddechu w wirze codziennych obowiązków. Pamiętam jednak jedne zajęcia, kiedy miałam w sobie tyle złości, żalu i urazy, że nie byłam w stanie skupić się na żadnej asanie. Byłam, jak tykająca bomba. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę. Myślałam, że joga pomoże mi rozładować negatywne emocje, jednak wówczas były one tak silne, że praktyka nie miała sensu. Musiałam bowiem wyrzucić z siebie wszystko w bardziej ekspresyjny sposób. Na co dzień joga pozwala mi jednak lepiej radzić sobie ze stresem.

Przyznam szczerze, że nie znam dokładnie nazw wszystkich pozycji (asan). Nie wiem, w jakim nurcie praktykuję dokładnie. W tym momencie nie ma to dla mnie jednak większego znaczenia, choć nie ukrywam, że jeśli tylko kiedyś czas pozwoli, to chciałabym zrobić specjalistyczny kurs i wgłębić się bardziej w temat. W przyszłości planuję też popróbować bardziej dynamicznych odmian jogi, jak Vinyasa, czy Ashtanga oraz jogi relaksu – jogi Nidry, choć to chyba tylko, jak przeprowadzę się w pobliże szkoły (generalnie marzę o tym, aby zamieszkać w Katowicach, najlepiej na Tysiącleciu koło Parku Śląskiego!), bo zajęcia są zbyt późno, jak dla mojego rytmu dobowego, który o 22:00 każe mi już spać :D

Zazwyczaj po zajęciach chodzę na obiad lub kolację do mojego ulubionego baru wegetariańskiego „Złoty Osioł”, który znajduje się po drodze ze szkoły na przystanek autobusowy. To dodatkowy atut praktykowania w „Jodze życia”. Mimo, że w jedną stronę jadę ponad godzinę. Czas ten zawsze wykorzystuję jednak co do minuty, czytając książkę, odpisując na maile, czy ucząc się na studia. Czasami jeźdzę też na zajęcia samochodem z moją przyjaciółką. Jako, że ostatnio została weganką, razem chodzimy też do „Złotego Osła”. W sumie… dawno już razem nie byłyśmy. Musimy to nadrobić, jak wrócisz z delegacji!

W każdym razie, polecam wszystkim z całego serca praktykowanie w „Jodze życia”. Już kilkoro moich podopiecznych uczęszcza systematycznie na zajęcia. Jeśli chcielibyście spróbować swoich sił lub po prostu zobaczyć, jak odnajdziecie się w tej formie aktywności, to tym bardziej warto właśnie tam, bo pierwsze zajęcia są darmowe. Poniżej znajdziecie grafik na marzec.

W każdym miesiącu w grafiku są zazwyczaj niewielkie zmiany. Warto więc śledzić na bieżąco profil szkoły na Facebooku (tutaj). Najlepiej zacząć od zajęć jogi dla początujących lub 3-miesięcznego kursu dla początkujących. W kwietniu startuje kolejny kurs. Tutaj znajdziecie szczegóły.

Ostatnio na stronie szkoły pojawił się panel klienta, gdzie m.in. możemy kupić karnet przez Internet. Tutaj znajdziecie szczegóły.

Na zajęcia wystarczy przyjść 10-15 minut przed ich rozpoczęciem i mieć strój sportowy. Nie trzeba mieć maty, paska, czy kostek, wszystko jest dostępne na miejscu. Osobiście nie polecam przychodzić na praktykę z pełnym żołądkiem. Zawsze staram się zjeść najpóźniej godzinę przed rozpoczęciem zajęć lekki posiłek. Miesiączka, czy problemy z kręgosłupem nie są przeciwwskazaniem. Prowadzący zawsze dostosowuje ćwiczenia do potrzeb poszczególnych osób. Muszę też podkreślić, że na zajęcia chodzi sporo mężczyzn!

W „Jodze życia” cyklicznie odbywają się także „Pieśni życia”, czyli wspólne śpiewy, koncerty relaksacyjne, czy różnego rodzaju warsztaty z nauczycielami jogi. Tutaj znajdziecie wszystkie nadchodzące wydarzenia. Do śpiewów i koncertów jeszcze nie dojrzałam. Pojechałabym za to na jakiś wyjazd z jogą, weekendowy w górach, a najlepiej jakiś dłuższy i zagraniczny warsztat. Jak tylko będę miała nadwyżki finansowe, to na pewno sobie zafunduję. Na wakacjach nie byłam od 5 lat i taki wyjazd byłby dla mnie świetnym rozwiązaniem.

W najbliższą niedzielę odbędą się w szkole dni otwarte. Nie trzeba się zapisywać, więc jeśli jesteście z Katowic lub okolic, zachęcam do wzięła udziału!

Tutaj znajdziecie szczegółowy plan. Gdyby nie inne zobowiązania, na pewno wybrałabym się na zajęcia do Gerarda i wieczorną jogę nidrę. Zanim dowiedziałam się o dniach otwartych w „Jodze życia”, podjęłam się już jednak prowadzenia konsultacji trenerskich w „Smart Gym Ruda Śląska”.

Oczywiście, osobom spoza Katowic i okolic polecam poszukać zorganizowanych zajęć w swoich miejscowościach, czy to w szkołach jogi, czy na siłowniach. Możemy również praktykować w domu, co również czasem mi się zdarza. Najczęściej ćwiczę z Małgorzatą Mostowską i Olą Żelazo.

 

Zajęcia jogi polecam wszystkim swoim podopiecznym. Dieta i trening to bowiem nie wszystko. W czasach, kiedy stres jest nieustannym towarzyszem naszego życia, joga może nam pomóc zrelaksować się i lepiej z nim radzić. Uporać się z bólem kręgosłupa poprzez rozciągnięcie i wzmocnienie mięśni. Lepiej sypiać. Poruszyć energię w ciele. Do jogi trzeba jednak dojrzeć. Jak pisałam, kiedy zdecydowałam się pójść na pierwsze zajęcia, to jeszcze nie był mój czas, ani miejsce. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez praktykowania jogi. Dzięki niej czuję, że robię kolejne kroki na mojej drodze do równowagi.

A jakie są Wasze doświadczenia z jogą? Praktykujecie?

P.s. To nie jest spis sponsorowany. Jestem bardzo zadowolona z praktykowania jogi w „Jodze życia”, więc po prostu polecam Wam tę szkołę z całego serca!

3 thoughts on “Joga

  1. joga, akupunktura, przysadka – tematy, które też mnie fascynują. ja uprawiam jogę od paru lat i uwielbiam, ale dobraną do moich potrzeb. wypróbowałam już kilku nauczycieli, aż znalazłam coś dla siebie. relaks jest, ale najbardziej lubię ten fizyczny, kiedy czuję fale opadającego ze mnie napięcia po którejś z kolei pozycji psa. lubię dobry flow i intensywne zajęcia, z których mogę czasem wrócić z zakwasami czy też DOMSami ;-) i nie jestem jeszcze w stanie wykonać kolejnych wersji danej pozycji. właśnie na taką jogę wreszcie trafiłam i innej nie chcę ;-) wyzwanie musi być. może z czasem wrócę też do sportów walki i jeszcze intensywniejszego treningu. natomiast siłowni nigdy nie znosiłam – jak dla mnie totalna nuda, zwłaszcza jak nie ma nauczyciela i grupy, z którą można współzawodniczyć.
    przez parę miesięcy chodziłam też na akupunkturę, co opisałam na blogu. fajna sprawa i jak dla mnie przede wszystkim świetne uczucie relaksu po takiej sesji. natomiast w moim zdrowiu nic to nie zmieniło.
    już bardziej liczę na suplementy, tylko zanim się znajdzie odpowiednie, to jest sporo niewypałów. mój poprzedni dietetyk (miałyśmy jednego wspólnego :D) okazał się także niewypałem.
    natomiast kwestie psychologiczne akurat u mnie nie mają znaczenia i wszystkie zdrowotne czy życiowe problemy udało mi się rozwiązać bez potrzeby angażowania psychiki czy specjalisty od psychiki. szukając rozwiązań problemu z AZS trafiłam też do psychoterapeutki klinicznej, który zajmowała się hipnozą. raz może pomogło, a może był to przypadek, a potem wcale. skórę wyleczyłam po prostu zmianą pielęgnacji… a większość stresu czy problemów ze snem mam w ostatnich latach głównie na tle fizjologicznym. okazało się, że nie trzeba szukać w jakiejś podświadomości czy innych dziwnych miejscach źródła problemu – wystarczy we własnej biologii i fizjologii. ale to mój przypadek i pewnie kwestia indywidualna.
    ależ się rozpisałam, chociaż nie zamierzałam ;-) pozdrawiam i życzę powodzenia w rozwiązywaniu kolejnych problemów! najważniejsze, żeby znaleźć dla siebie coś, co faktycznie pomaga

    • Zdecydowanie na jodze można się zmęczyć! Czasem wychodzę z zajęć cała spocona. Z siłowni ja akurat jednak nie zrezygnuję, bo kocham trening siłowy. Po prostu wszystko musi być w równowadze!
      Po akupunkturze w moim zdrowiu też się nic nie zmieniło. Ogólnie czułam się dobrze i dobrze spałam.
      Mnie akurat terapia psychologiczna bardzo pomogła i biorąc pod uwagę moje problemy bardzo jej potrzebowałam i na pewne będę w przyszłośc kontynuować!
      Dziękuję za komentarz i poświęcony czas! Tobie również życzę wszystkiego dobrego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s