Biblioteka dietetyka #1

Jak już wiecie, udało mi się ostatnio spełnić jedno ze swoich marzeń i od września jestem studentką dietetyki w Śląskiej Wyższej Szkole Medycznej. Nie, nie, to nie żadne studia podyplomowe. Zdecydowałam się na licencjat. Trzy i pół roku. Oczywiście, miałam dylemat, czy zainwestować w kursy i szkolenia, czy wybrać właśnie w studia. Na tych pierwszych można oczywiście uzyskać fachową wiedzę, ale bądźmy szczerzy, jestem nauczycielką historii z wykształcenia i nie zdawałam matury z biologii i chemii, tylko z historii.

s3
Odkurzyłam z okazji Dnia Nauczyciela :)

Brakuje mi więc podstaw z biochemii, anatomii czy fizjologii. A tego trudno nauczyć się na kursach, czy samodzielnie w domu, więc zależało mi na tym, by uzyskać wiedzę akademicką. Inna sprawa, że żaden certyfikat nie da mi tak naprawdę uprawnień do mianowania siebie dietetykiem i prowadzenia gabinetu lekarskiego. Tylko i wyłącznie studia wyższe. Z dietetyką wiążę swoją przyszłość, stwierdziłam więc, że nie mogą iść na łatwiznę, skoro chcę być odpowiedzialna za czyjeś zdrowie. W tym wyborze utwierdziła mnie jeszcze rozmowa z Łukaszem Jaśkiewiczem z Akademii Dietetyki Sportowej, któremu z tego miejsca bardzo dziękuję za dobre słowo i wsparcie! Martwiłam się bowiem, czy poradzę sobie finansowo. Proza życia.

Oczywiście, studia na Śląskim Uniwersytecie Medycznym chodziły mi po głowie, ale musiałabym zdawać jeszcze raz maturę. Spokojnie bym sobie poradziła, ale wiele osób zachęcało mnie jednak, aby wybrać prywatną uczelnię w Katowicach, mianowicie Śląską Wyższą Szkołę Medyczną, gdzie matura z biologii i z chemii nie były konieczne w procesie rekrutacji.

s1
Więcej informacji o szkole znajdziecie tutaj.

Znajomi wyrażali same pozytywne opinie o wykładowcach i przekazywanej przez nich wiedzy na najwyższym poziomie, zgodnej z najnowszymi badaniami naukowymi. To mnie przekonało. Oczywiście, będę mogła to obiektywnie ocenić dopiero po zakończeniu studiów (mam nadzieję, że mi się to uda, choć fizjologia i biochemia śnią mi się po nocach), ale na razie jestem bardzo zadowolona. Wykładowcy mają ogromną wiedzę, trzy godziny fizjologii czy anatomii pod rząd nie ciągną się w ogóle. Poznałam mnóstwo pozytywnych osób, z którymi wymieniamy się doświadczeniami. Za mną już trzy zjazdy, bo zaczęliśmy we wrześniu. Nie piszę więc tak często na blogu, jakbym chciała, ale obiecałam sobie, że tym razem będę się uczyć na bieżąco. Nie to, co na historii. Zresztą na większości zajęć mamy „wejściówki”, kolokwia cząstkowe, materiały do przeczytania, zadania domowe, więc nie ma mowy o odkładaniu wszystkiego na ostatnią chwilę. Po zjeździe robię sobie jedynie dwa dni resetu, bo zajęcia w piątek (16:00-21:00), w sobotę i w niedzielę (8:00-21:00) dają w kość, ale od środy mam już każdą wolną chwilę zaplanowaną, aż do kolejnego zjazdu. I wiecie co? Znowu czuję, że żyję. Naprawdę. Mam wrażenie, że znów mam 19 lat (a nie 29) i przede mną całe życie :D Szkoda tylko, że staro wyglądam :D

s6
W niedzielę skończyłam zajęcia wcześniej i odwiedziłam ze znajomym „Moodro Restaurant”. Ja zjadłam królika, kolega sarnę. Bardzo fajne miejsce. W każdym razie, dawno nie widziałam się z nim i ucieszyło mnie, jak powiedział, że w końcu odżyłam i tryskam energią. To fakt, dużo się zmieniło u mnie na plus. Nawet kolejny cios przyjęłam z względnym spokojem, ale o tym następnym razem.

Sporo materiałów otrzymujemy oczywiście od wykładowców, ale biorąc pod uwagę, że wymarzyłam sobie w swoim przyszłym gabinecie regał z książkami, to postanowiłam, że w miarę możliwości będę kupowała pozycje z literatury zalecanej. Tym samym pokażę Wam, co znalazło się już u mnie na półce. Postaram się, co jakiś czas pokazywać Wam moje zakupy. Wiadomo, pozycji, które chciałabym mieć jest mnóstwo, ale od czego trzeba zacząć.

Na pierwszy ogień poszły podręczniki z biochemii, fizjologii i żywienia. Skorzystałam z oferty Wydawnictwa Lekarskiego PZWL, które przez cały październik ma duże rabaty dla studentów (jeszcze możecie skorzystać!).

s7
Zajrzyjcie koniecznie na stronę wydawnictwa (tutaj) i profil na Facebook’u (tutaj).

Robert Murray, Daryl Granner, Victor Rodwell, Biochemia Harpera

studia4

Biochemia to w wielkim skrócie chemiczne podstawy życia. Po pierwszych zajęciach chciało mi się płakać, ale nadrobiłam już część zaległości z liceum z chemii i biologii. Zależało mi więc na szczegółowym, ale przejrzystym, zwięzłym opisie (800 stron to zwięźle :D). Zdecydowałam się więc na podręcznik dla studentów medycyny „Biochemia Harpera”. Mogłam wypożyczyć starsze wydanie z biblioteki, ale myślę, że to akurat pozycja obowiązkowa dla każdego, kto poważnie myśli o dietetyce. Oczywiście, nie omawiamy wszystkiego tak dokładnie, jak studenci medycyny, ale staram się czytać te rozdziały, które akurat mamy na tapecie na zajęciach. Dla siebie. Przebrnęłam więc na razie przez budowę i funkcje białek oraz metabolizm białek i aminokwasów.

studia5
Książkę możecie kupić tutaj.

s4
Z biochemii mamy ćwiczenia i ćwiczenia seminaryjne. W laboratorium przerabialiśmy ostatnio reakcje charakterystyczne dla białek i aminokwasów. Fajna sprawa, a fartuch z logiem SWSM – plus dziesięć do pewności siebie :D

Władysław Traczyk, Fizjologia człowieka w zarysie

studia2

Drugi z priorytetowych przedmiotów to oczywiście fizjologia, czyli nauka o mechanizmach rządzących wszystkimi procesami życiowymi. Już się stresuję pierwszym kolokwium z fizjologii mięśni szkieletowych i układu nerwowego (łuk odruchowy), ale z drugiej strony siedzę i przeglądam na Youtub’ie filmy o białkach, synapsach czy etapu skurczu mięśni. Widzieliście zresztą pewnie, że zmieniłam zdjęcie profilowe na portalach społecznościowych na komórkę nerwową. Fascynuje mnie to wszystko (pogadamy po kolokwium :D).

studia6
Książkę możecie kupić tutaj.

Helena Ciborowska, Hanna Rudnicka, Artur Ciborowski, Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka

studia3

I na koniec pozycja stricte związana z moim kierunkiem, czyli podręcznik studentów dietetyki, a więc podstawy żywienia człowieka, omówienie składników odżywczych, unormowania prawne, innowacje w naukach biologicznych, aktualna klasyfikacja diet z ich szczegółowymi charakterystykami, a także omówienie zasad żywienia w wybranych stanach chorobowych (np. zatruciu pokarmowym) i żywienia dzieci zdrowych i chorych. Wiele zaleceń przyprawia mnie o gęsią skórkę, ale powinnam znać każdy punkt widzenia, w tym zalecenia Instytutu Żywienia i Żywności.

Książkę możecie kupić tutaj.

To tyle. Poluję jeszcze na repetytorium z anatomii, ale na razie grając w grę na profilu PZWL i licząc na wygraną. Niestety, do rekordu daleko, ale próbuję. Może Wy macie lepszy refleks niż ja :D

bochenek
Jeśli chcecie powalczyć o nagrody, kliknijcie tutaj.

s5
Niedzielne ćwiczenia. To akurat banały, biorąc pod uwagę moje kursy trenerskie, ale już ze skóry czy gruczołów mam sporo nauki.

Chciałabym jeszcze w najbliższym czasie zamówić podręcznik English for Dietetics do nauki specjalistycznego języka angielskiego. Mamy oczywiście na studiach angielski, nawet przez dwa lata, ale stosunkowo mało godzin, a bądźmy szczerzy język w praktyce dietetyka to podstawa. Na Google Translate przy tłumaczeniu badań naukowych nie ma co liczyć :D

Podręcznik zawiera słownictwo i struktury gramatyczne, które pozwolą przeprowadzić wywiad żywieniowy i ogólnomedyczny, dokonać oceny żywienia i odżywienia pacjenta, omawiać diety i wyrażać poglądy na tematy zawodowe związane z leczeniem dietetycznym. Poszczególne rozdziały wprowadzają podstawowe pojęcia z zakresu budowy ludzkiego ciała, układów i ich funkcji, ze szczególnym uwzględnieniem układu pokarmowego, procesów trawienia, chemii i biochemii medycznej. Ponadto w książce znalazły się narzędzia językowe potrzebne m.in. do analizowania i budowania piramid żywieniowych, układania diet oraz ich weryfikacji, tzw. patient-centred approach. Myślę, że byłoby to dobre uzupełnienie lektoratu z uczelni.

s8
Podręcznik można kupić tutaj.

Jeśli polecacie jeszcze jakieś podręczniki z serii „must have” dla studenta dietetyki, będę zobowiązana :) A tymczasem, wracam do pisania pracy zaliczeniowej na etykę. Kocham takie przedmioty na studiach, nie związane w ogóle z kierunkiem…

Advertisements

10 thoughts on “Biblioteka dietetyka #1

  1. Pingback: Biblioteka dietetyka #2 | JOANNA HAŚNIK

  2. Naprawdę powinnaś być wdzięczna że jednak zdecydowałaś się na inna uczelnię niż SUM. Sama jestem po licencjacie i powiem Ci ze jeżeli sama bym sie nie interesowała dietetyka to nie dowiedziałbym się NIC nowego. A kierunek taki ciekawy i tyle przydatnych informacji ;)

  3. Ja jestem na 5 semestrze dietetyki tej Uczelni i szczerze? Średnio. Pierwszy rok wiadomo nowości to jeszcze jakoś, później żadnych konretów. Aktualnie wałkujemy znów obliczenia na przemiane materii itp. tak jakby cofamy się w rozwoju. Szkoda to rzucić, dlatego skończę, ale ogólnie niewiele wynosi się z tej szkoły poza tym co sama sobie doczytasz. Ja to robię z pasji więc nie mam z tym problemu, myślę że Ty też będziesz :)

  4. W tym roku skończyłam naukę na tej uczelni. To były świetne cztery lata i faktycznie nauka odmładza ;) czytam Twojego bloga i widzę że masz ogrom wiedzy. Nie zrażaj się jak napotkasz na mur. Uczelnia musi realizować program a on niekiedy nie nadąża :/ A zgrzytanie zębami przy czytaniu Ciborowskiej to będzie stały punkt programu ;) Jest takie powiedzenie ” jak ktoś chce się uczyć to szkoła mu w tym nie przeszkodzi” pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia

  5. Pingback: Borelioza? | JOANNA HAŚNIK

  6. Super! Świetna decyzja! Sama myślę o czymś podobnym, kocham się uczyć, na naukę nigdy za późno- Ty masz 29 lat, ja 44 i wcale nie uważam, że to za późno na kolejne studia:) Obawiam się tylko czy koszty mnie nie przerosną, bo w UK studiowanie jest bardzo drogie…

  7. Asia jesteśmy w podobnej sytuacji, ja też na pierwszym roku tylko w Krakowie. Też hashimotka i twoja czytelniczka ;-) Mnie najbardziej przeraża genetyka jak na razie, a jestem kilkanaście lat po maturze. Nadrabiam ile mogę, ale tak mnie cieszy ta nauka, mimo że czasami przewracam oczami na to co słyszę na zajęciach.

  8. Cześć! Czytam Twój wpis i stwierdzam, ze jestem w dokładnie takiej samej sytuacji jak Ty. Marzę o tytule dietetyka, a póki co uczestniczę w licznych szkoleniach jednak w przyszłym roku planuje zacząć studia… powiem Ci,ze jestem przerażona bo dokładnie tak jak Ty nie mam podstaw z biologii, a o chemii nie wspomnę 😁 Będę Cię obserwować i szukać motywacji do rozpoczęli studiów od „zera” :)
    Powodzenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s