Biorezonans

W minioną środę byłam w Krakowie na… biorezonansie. Pewnie niektórzy popukają się w czoło, ale nie zamykam się na medycynę niekonwencjonalną. Jestem „poważną” studentką dietetyki opartej na dowodach naukowych, ale jednocześnie uważam, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Wiele rzeczy, które nie mają mocnych podstaw naukowych podniosło moją jakość życia i nie widzę w tym nic złego. Kupiłabym marihuanę na czarnym rynku, gdybym widziała w tym dla siebie ratunek (oglądacie „Na wspólnej” i historię dziewczynki z padaczką lekooporną?). Do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. I do badań naukowych, bo przecież może sponsorować je koncern farmaceutyczny. I do medycyny alternatywnej.

Długi, ale warto zobaczyć. Polecony przez jednego z moich wykładowców.

Co więcej, przez długi czas wyrzucałam sobie, że gdy moja siostra walczyła z rakiem nie szukałam dla niej żadnych alternatywnych metod leczenia. To było jednak dziesięć lat temu i wtedy jeszcze w ogóle nie interesowałam się dietetyką ani medycyną. Studiowałam historię, chciałam robić karierę w mediach sportowych i nawet mi się nie śniło, że będę w tym miejscu, w którym teraz jestem. Musiałam jednak przepracować swoje wyrzuty sumienia z psychologiem, by zrozumieć, że nie jestem niczemu winna. Mimo to strasznie się teraz frustruję, że mój ojciec, który walczy z nawrotem raka nie chce ze mną w ogóle współpracować w temacie odżywiania („Nie będę sobie odmawiał na starość”), ani suplementacji („Moja lekarka wie, co robi”). Na szczęście mama, która w kwietniu przeszła zawał serca jest bardziej podatna na moje wpływy. Ogląda cały dzień TVN Meteo i sama dużo się uczy. Na razie walczę z jej niedoborem witaminy D3. Kolejny krok to schodzenie z dawek statyn. Trzymajcie kciuki!

W każdym razie, jak pisałam w artykule „Borelioza?”, moje wyniki nie są jednoznaczne. Powinnam wykonać prowokację i badanie krążących kompleksów immunologicznych (KKI) oraz cały panel koinfekcji odkleszczowych. Pierwszego badania się boję, bo w ostatnim czasie czuję się bardzo dobrze i po prostu nie chcę „obudzić” choroby. Panel koinfekcji jest natomiast strasznie drogi. W najpopularniejszym chyba na Śląsku gabinecie mały panel to koszt 950zł, a duży – 1400zł. Panel kompleksowy łącznie z konsultacją – 6200zł (w listopadzie wzrosło z 4400zł). Kogo na to stać?

Wiadomo, czytam sporo o boreliozie, jestem członkiem kilku grup na Facebook’u. Jedni leczą się antybiotykami u lekarzy ILADS, inni stosują protokoły ziołowe, wierzą w działanie biorezonansu i alternatywnych metod leczenia. Kluczowy jest jednak fakt, że leczy się objawy, a nie wyniki. Faktycznie, mój układ odpornościowy jest obciążony, od lat mam powiększone węzły chłonne, notoryczny katar, ale zmiany w diecie, wysiłek fizyczny, redukcja stresu, przepracowanie kilku kwestii z przeszłości z psychologiem, naprawa jelit czy poprawa jakości snu, zrobiły ogromną robotę, dzięki czemu czuję się naprawdę dobrze (w grudniu napiszę jeszcze artykuł o tym, jak od lipca zmieniło się diametralnie moje życie). Nic nie zmusiłoby mnie teraz, aby sięgnąć po antybiotyki, a ziołowych protokołów się obawiam, gdyż na jedno mogą pomóc, a na drugie zaszkodzić. Pewnie, gdyby neuroborelioza przykułaby mnie do łóżka, pisałabym inaczej, ale – odpukać – na razie jest dobrze i oby tak było jak najdłużej.

Mimo to z czystej ciekawości postanowiłam zrobić badanie biorezonansem. Znajoma poleciła mi „BioBalance” w Krakowie, który specjalizuje się w kompleksowej diagnostyce mikroorganizmów takich jak pasożyty, wirusy, grzyby i bakterie. Akurat na Gruponie była oferta badania za 49,99zł, kupiłam i umówiłam się na wizytę. Oferta jest jeszcze dostępna tutaj. Wiem, że jest sporo „naciągaczy” i „znachorów”, którzy oferują podobne badania, a akurat dowiedziałam się, że doktor Andrzej Gliwa, lekarz ILADS, do którego umówiłam się na wizytę (19 grudnia, również w Krakowie) bierze pod uwagę ich wyniki badań. Wiele osób skrytykowało moją chęć wykonania tego badania, ale zależało mi tylko i wyłącznie na diagnostyce, bezinwazyjnej i bezbolesnej. Nie planowałam i nie planuję leczenia generatorem. Poza tym byłam ciekawa, jak to w ogóle wygląda. Dietetyk też powinien doświadczyć różnych rzeczy. No i zawsze powód do wizyty w Krakowie jest mile widziany :)

Mam nadzieję, że następnym razem będę dłużej i spotkam się z resztą :)

W gabinecie „BioBalance” wykonywana jest diagnostyka za pomocą testu dr. Schimmela inaczej określanego jako Vega Test (test wegetatywno-rezonansowy). Test ten, jest oparty na metodzie biorezonansu – reakcji organizmu na określone impulsy elektromagnetyczne. Każda forma życia, nawet pasożyt emituje bowiem fale elektromagnetyczne o określonej częstotliwości. Badanie polega na wyszukaniu jednego lub kilku reprezentatywnych punktów (BAP – biologicznie aktywne punkty) na palcach dłoni. Jak podają na stronie firmy, dokładność testu sięga 95%, a diagnostyka za pomocą tego badania pozwala wykryć przyczyny zaburzeń nieuchwytne w standardowych badaniach krwi czy moczu.

Badanie przeprowadzał jeden z współwłaścicieli „BioBalance”, mikrobiolog z wykształcenia, który sam w przeszłości zmagał się z boreliozą i mimo dużego sceptycyzmu poddał się leczenie biorezonansem i dziś nie odczuwa żadnych dolegliwości. Brzmiał dość wiarygodnie. Jednocześnie dużo opowiadał, tłumaczył, zachwalał. Krytykował konkurencję, sam stosując wiele chwytów marketingowych. Będąc właścicielem firmy i zarabiając na tym, nie spodziewałam się jednak innego podejścia. Inna sprawa, że nie mówiłam mu, czym się zajmuję, ani z jakimi chorobami się zmagam, więc mówił do mnie, jak do laika w kwestiach zdrowia. Aż mnie to trochę irytowało :D Nie mówiłam mu jednak o swoich chorobach, podejrzeniach, ani o tym, czym się zajmuję, by niczego nie sugerować.

Otrzymałam wynik z następującą diagnozą:

Alergia, procesy autoimmunologiczne (autoagresywne), obecność glutenu i białek mlecznych w organizmie, naruszenie równowagi kwasowo-zasadowej, niedobór minerałów i mikroelementów, torbiel i cysty, Borrelia, Riketsje, Chlamydia Pneumonia, Chlamydia Trachomatis, Babesia Canis, Mycoplasma Fermentans, Mycoplasma Pneumoniae, Anaplasma Marginale, Yersinia Enterocolitica, Toxoplasma Gondi, Rochalimae, Streptococcus Pyogenes, Gronkowiec złocisty, Helicobacter Pylori, Penicillium, Candida, wirus opryszczki pospolitej typ 1, wirus Epstein-Barr, wirus brodawczaka, Glista psia, Włosogłówka.

Śmieję się, że na sam widok poczułam się gorzej, choć krakowski smog też mógł wywołać u mnie ból głowy :D. Oczywiście, zgadza się Hashimoto, PCOS oraz koinfekcje i wirusy, które wyszły mi też w badaniach krwi. Jak czytam, jakie objawy może powodować jedna, czy druga bakteria i wirus, to kilka na pewno mam. Rozmawiałam jednak z osobami, które pracują na wynikach biorezonansu i uspokoili mnie, że to nie jest jednoznaczny wynik i potrzebne byłyby dalsze badania, by ostatecznie potwierdzić występowanie powyższych wirusów i bakterii w organizmie. Faktycznie, w „BioBalance” mówili o dalszej diagnostyce i leczeniu generatorem, ale tak jak mówiłam, nie biorę tego pod uwagę. Może jakbym miała za dużo pieniędzy, to bym się zdecydowała, ale nie mam.

Ostateczną decyzję, czy grzebać dalej w temacie boreliozy i koinfekcji podejmę w przyszłą środę, na którą to mam zaplanowaną wizytę u prof. Zubelewicz-Szkodzińskiej, mojej ginekolog-endokrynolog. Babka ma głowę na korku, wszystkie podopieczne i znajome, które wysyłam do niej są z niej bardzo zadowolone. Nie do końca zgadzam się z nią w kwestii diety przy Hashimoto, ale mimo to mam do niej zaufanie. Na poprzedniej wizycie, którą opisywałam w artykule „Światełko w tunelu”, umówiłyśmy się, że jeśli półroczna kuracja wysokimi dawkami Glucophage nie przyniesie skutku, a niestety w temacie miesiączki nic nie ruszyło, położę się do szpitala w Piekarach Śląskich, gdzie pani profesor jest ordynatorem oddziału endokrynologii-ginekologicznej i poddam bardziej specjalistycznym badaniom niż rok temu w Katowicach (o pobyciu w szpitalu na Ligocie pisałam w artykule „Wróciłam do punktu wyjścia”). Jestem bardzo ciekawa jej opinii w kontekście boreliozy. Na pewno dam znać, co powiedziała i co ostatecznie postanowiłam. A na razie idę na trening, w końcu bakterie i wirusy nie lubią ciepła :D

Reklamy

5 thoughts on “Biorezonans

  1. pani Joanno,przeczytałam listę patogenów, które „wyszły” u Pani podczas badania bio balance i teraz się zastanawiam ile jest prawdy w tych badaniach skoro w moich testach wyszło dokładnie to samo ( no, może tylko bez braku wit i min). Wychodząc z gabinetu już byłam gotowa się zapisać na usuwanie tych ”różności” ale teraz mam wątpliwości. Zastanawiam się nad wiarygodnością ludzi prowadzących taki biznesik bo w gruncie rzeczy to jest taka łatwa kasa.
    Czy to nie jest nabijanie ludzi w bambus ,żerując na ich niewiedzy i strachu przed nieznanym. Co Pani o tym sądzi

    • Poszłam na badanie z ciekawości. Powinnam zrobić teraz badania krwi na potwierdzenie, ale przyznam szczerze, że na razie tego nie ruszam. Zajęłam się innymi kwestiami i jest dobrze :)

  2. Witam.
    Sam jestem chory na boreliozę i nie mogłem jej zdiagnozować przez 4 lata. Wszystkie testy wychodziły negatywne, aż zrobiłem test LTT (aktualnie najbardziej wiarygodny). Do biorezonansu to wciąż jestem sceptyczny ale sam nigdy nie robiłem więc nie oponuje.
    Zresztą, o leczeniu i diagnozowaniu można poczytać na moim blogu, może przydadzą się jakieś informacje
    http://borelioza-moja-prywatna-wojna.blogspot.com/

    Pozdrawiam.

  3. Pingback: Skierowanie do szpitala | JOANNA HAŚNIK

  4. Na czarnym rynku nie polecam kupowac, bo niestety są zanieczyszczone róznymi chemikaliami jak lakiery do paznokci itd. Może bezpieczniej wyjechać do kraju gdzie takie terapie są dozwolone i pomagają ludziom. A pomaga: http://www.polacydlapolakow.pl/pomoglismy/ .

    Nie masz wrażenia, że za bardzo ufamy cyferkom a co raz mniej własnemu organizmowi? Odeszło się od zasad Hipokratesa gdzie przy chorobie ważny był kontakt z pacjentem, empatia troska bo to ma niezłą moc [przy okazji polecam książkę „cień Hipokratesa” gdzie całkiem nieźle „rozebrano” antybiotyki, kiedy pomagają a kiedy szkodzą].

    Z nauką jest za duży bałagan. Bo jesli mamy wprowadzić do organizmu syntetyki to te badania są potrzebne bo to jest dla nas nienaturalna substancja. Ale jeśli produkt jest naturalny, spożywany od lat jak np tłuszcz zwierzęcy to wystarczą moje obserwacje, żeby wiedzieć czy mi to zaszkodzi czy nie, i jaka dawka jest dla mnie dobra. Czy potrzebuje w takich przypadkach badania naukowe? Czy ważniejsza jest reakcja organizmu? Teorie się zmieniają, są zależne od narzędzi jakimi dysponujemy a reakcja organizmu jest.

    W pewnym momencie robiono mi tyle badań na jelita, ze ja się czułam nimi wręcz katowana. A wynikało z nich tyle, że dalej nie wiedzieli o co chodzi.

    Moja mama odstawiła statyny z dnia na dzień – bardzo źle się po nich czuła, miała zaburzenia sodu, potasu, i pękały jej naczynia na nogach, i lekarze nie mogli zatamować krwawień. Odstawiła, w 2 miesiące jej się wszystko wyrównało, i samopoczucie poprawiło. Po 2 latach robiono jej koronarografię i wszystko czyste, a jak brała to miała jakieś złogi przy ściance.
    A teściowa miała nowotwór, było ratowanie życia, odstawiono jej to i już potem nikt jej tego nie wprowadził, nikt nie namawia na sprawdzanie. A i ona poczytała artykuły i się zastanawia czy te leki nie miały wpływu, że wystąpił u niej nowotwór. Miała bardzo niski poziom cholesterolu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s